Posty

2468

Obraz
Długo oczekiwana recenzja robota kuchennego. Nie mogłam wcześniej, bo ciagle miałam niesprawdzoną jedna nakładkę. Wstałam więc dziś rano z myślą, że coś zmielę i w końcu napiszę. Jak pomyślałam, tak zrobiłam.

Omawiamy robota kuchennego BOSCH MUM model 58420.

Opis producenta:

do częstego gotowania i pieczeniaochrona przed przeciążeniemzabezpieczenie przed włączeniem urządzenia w przypadku złego podłączenia wyposażenia dodatkowegołagodny rozbiegfunkcja EasyArmLift automatycznie ustawia mieszadła w położeniu neutralnym dla komfortowego montażu narzędziautomatyczna funkcja stand-by do łatwego napełniania miskiplanetarny, trójwymiarowy ruch mieszadełpraca pulsacyjnaschowek na przewódsilikonowe przyssawki zapobiegają przesuwaniu się urządzenia podczas pracymożliwość indywidualnej rozbudowywszystkie elementy z tworzywa sztucznego wolne od BPA

Dane szczegółowe:

Pojemność: 3.9 lLiczba prędkości: 7Moc urządzenia: 1000 WWaga: 6.4 kgWymiary: 282x280x271 mm

Wyposażenie:

Hak do zagniatania ciasta, koń…

2467

2466

Obraz
Przed południem Prezes powrócił z pijaństwa, dla niepoznaki nazywanego imprezą integracyjną. Ja nigdy nie opowiadam, że jestem sama w domu, bo się boję, że ktoś to przeczyta albo usłyszy i wpadnie na jakiś zgubny pomysł - na przykład wbije rozochocony bez zapowiedzi i zmusi mnie do, dajmy na to, picia wódki. Gdyż mamy wódkę, bo Prezes dodaje do pączków (wizualizacja w załączeniu).

Przetrwałam więc piątkowy wieczór samoszóst, świętując liczne sukcesy z drobnym wsparciem prosecco oraz czekulady. Tej ostatniej w naprawdę niewielkich ilościach, ponieważ moja dieta ma skutek uboczy w postaci niemożności spożywania cukru. Ale nie takiej wynikającej z reguł, tylko mnie od słodyczy odrzuca, a jeśli nie usłucham, to mam potem kaca, bynajmniej nie moralnego. Jakoś poszło, choć oczywiście wszyscy spali ze mną i było ciężko.
Nasze psy doskonale wiedzą, że Prezesa to se mogą budzić dwadzieścia razy w nocy, gdyż akuracik zapragnęły wynijść i popatrzeć w gwiazdy, ale ze mną im się nie uda, ponieważ m…

2465

W każdym związku zdarzają się kryzysy. Ja to nawet nie nazywam tego kryzysami, uważając za całkowicie naturalną amplitudę. Poza tym Prezes wyznaje zasadę, że krzyk jest motorem postępu. A ja potrafię w postęp bez podnoszenia głosu. Ot, tonem złowrogiem.

Otóż, jak wiadomo, ten płot wymieniliśmy. Niestety okazało się, że analiza SWOT została wykonana błędnie w części zagrożeń i nie przewidziano, że zaczepy na słupkach są zamontowane w sposób uniemożliwiający obniżenie siatki do właściwego poziomu poniżej gruntu. Ergo - jesteśmy w znanej dupie i nawet zaczęliśmy się tam urządzać. Bo wystrój jakby bardziej pozytywny.

Po zakończeniu fazy pierwszej obnażono słabość analizy i zobowiązano Prezesa do stosownych czynności, mających na celu zapobieżenie wykopkom. Prezes nie miał kółka w taczkach. Kółko nie nadchodziło pomimo złożenia odpowiedniego zapotrzebowania w lokalnym serwisie aukcyjnym. Po tygodniu pytania o kółko (oraz uganiania się za Hanną) nastąpił motor postępu. W wyniku podjętych dz…

2464

Nadszedł maj, piękny maj, a z nim dzisiejsze Święto Flagi. W związku z tym porozmawiamy oczywiście o kotach. A konkretnie to o Zofii.

Zofia pojawiła się mniej więcej w czasie, gdy zaginął Pan Stefan. Istnieją więc pewne przesłanki, by sądzić, że namówiła go na zaginięcie. Być może jednak szkalujemy tu Zofię, nic takiego nie miało miejsca, a Zosine bycie tu i teraz było wynikiem znanej od pradawnych czasów kociej ruletki, czyli: zwalnia się miejsce, pojawia się kandydat. Ka w tym przypadku.

Czas to był dla nas bardzo dramatyczny. Pan Stefan wyszedł i nie powrócił, co wszyscy przeżyliśmy bardzo mocno, a najmocniej moja miłość - Tusieńka - która się przy Stefanie wychowała. Przezwyciężała wszystkie swoje lęki i schizy, wychodziła na balkon i tęsknie wyczekiwała między szczebelkami. Jej widok - malusieńkiej, skulonej, wpatrzonej w dal - rozdzierał serce. My z Prezesem i mamą poszukiwaliśmy, rozwieszaliśmy ogłoszenia, plątaliśmy się po okolicznych piwnicach, Zuzia płakała, a Tusieńka siedz…

2463

No, dobra. Choruję już pięć dni, etap gorączki zakończony, coś mi się zaczęło odrywać w środku człowieka (że tak to ujmę obrazowo), myśli jakieś zborniejsze i tylko* słaba jestem okrutnie. Ale czuję, że czas na reminiscencje. Otóż byłam w podróży.

Och, wiem - wydaje się nieprawdopodobne. Wyszło jednak na to, że są na niebie i ziemi rzeczy, które wyciągają mój tyłek z miękkiej niecki kanapy. Tym razem był to pogrzeb, ale nie polecam nikomu umierać, żeby coś mi udowodnić. W razie czego próbujcie zachęcać inaczej. Są lepsze sposoby, słowo skauta. Tego się trzymajcie.

Zatem... byłam w podróży. Ponieważ każde dziecko wie, że (oględnie rzecz ujmując) nie przepadam, moje podróżowanie zwykle stanowi walkę o przetrwanie. Bywam w takich chwilach przebodźcowana, bo wszystko nowe, ale nie do końca nieznane. Mam więc tony refleksji, które spieszę przedstawić. Refleksje te obejmują wyłącznie samą czynność przemieszczania się. Ad rem!

Kierowcy ciężarówek

1. Nie mam pojęcia, kto Wam nagadał, że zostal…

2462

Dobrzy Ludzie!

Oto poświęciliście swój cenny czas, by 269 razy czegoś mi życzyć. Piękne to były życzenia, przeczytałam wszystkie i ogrzałam się przy nich. Dziękuję moim najbliższym, przyjaciołom, znajomym, a także zupełnie obcym osobom, które - przeczytawszy zamieszczony przeze mnie post - postanowiły życzyć mi czegoś dobrego i dołożyć w ten sposób złotówkę na szczytny cel.

Niektórzy (nie wypominając) posunęli się do tego, by złożyć mi życzenia wszystkimi możliwymi kanałami naraz, dzięki czemu prawdziwie doceniłam, że napiekłam chleba, a ze wspólnego z rodzicami obiadu da się wyżywić jeszcze przez kilka dni. Są i tacy, co prowadzili śledztwa, celem zdobycia mego zastrzeżonego numeru telefonu. Teraz zastanawiam się, czy wypuścić jeszcze psy na siku, bo może pod drzwiami stoi ktoś dociekliwy!!!

Oto kolejny rok, kolejny siwy włos i kolejna zmarszczka. Rozczaruję Was - być może - to dla mnie powody do radości. Dzięki nim przypominam sobie, że za mną mnóstwo pięknych, niepowtarzalnych chwi…