Posty

2484

Obraz
Oglądam "Listę Schindlera". To już 25 lat, uwierzycie? 25 lat i zawsze te same emocje.

Ta scena, gdy Stern zapomina dokumentów i pakują go do pociągu. Nie ma mowy o tym, dokąd jedzie pociąg, ale my wiemy. To będzie krótka podróż, stacja docelowa - Płaszów.
Pociąg odjeżdża, kamera przenosi się do hali.
"Proszę opisać czytelnie swoje bagaże. Bagaże dojadą później".
W hali pracownicy sortują rzeczy. Przed nami piramida butów. Okularów. Przy stole siedzą mężczyźni i ważą. Złoto. Kamienie. Plomby z zębów. Przed nimi te wyrwane zęby z koronkami, góry zegarków, bransolet, obrączek. Ważą. Oglądają kamienie przez lupę. Znamy te piramidy. Wszyscy je widzieliśmy. Od dziesiątków lat jeździmy na obowiązkowe wycieczki. Ja byłam w chyba I klasie liceum. Nie wiem, jak Wy. Miałam 15 lat. Nigdy nie wróciłam. Wystarczyło.

Stern mówi: „Przepraszam, zapomniałem dokumentów. Jestem głupi”.
Schindler wściekle: „A co, jakbym przyjechał 15 minut później?!”.
W Ameryce może nie wiedzą, co. My…

2483

Obraz
Wiem, że powinnam coś napisać i idę za tym obowiązkiem, ale z ciężkim sercem i pustką w głowie.

Gramy z Orkiestrą od kiedy pamiętam. Teraz, po 27. latach nie potrafię już powiedzieć, czy zagrałam w każdym finale. Pewnie nie grałam w styczniu 1995, kiedy miałam w domu dwumiesięczne niemowlę, a na zewnątrz panował mróz. Choć... nie mogę przysiąc, bo w końcu chodziłyśmy na spacery. Więc nie wiem, naprawdę nie potrafię z czystym sumieniem tego powiedzieć.

Orkiestra mnie zachwyca. Przez ćwierć wieku śmieszny, niewysoki facecik w czerwonych okularach jednoczył nas wszystkich ponad wszelkimi podziałami. Wydobywał z nas dobro. Pokazywał, że istnieją ideały, dla których warto codzienne spory wsadzić w kieszeń choć na chwilę. Wiem, zawsze istnieli przeciwnicy, ale tak naprawdę to w końcu zwyciężało. Odeszło jedno pokolenie, przyszło następne i znów wyciągnęło rękę do drugiego człowieka.

Przez ćwierć wieku w ten jeden, jedyny dzień w roku - wcale nie w wigilię - wszyscy rozumieliśmy, że przyszło…

2482

Ktoś opowiadał o tym, jak mu Roomba wjechała w psie gówno i rozprowadziła to równiutko po całym salonie. No, więc dziś kot Edward...

---
W tym miejscu pragnę przypomnieć, że kilka lat temu kot Edward zatkał się tak skutecznie, że nawet lewatywa go nie ruszyła. A jeśli w ogóle chcecie rozmawiać o sportach ekstremalnych, to lewatywę u kota zdecydowanie polecam. Niezapomniane wrażenia.

Kiedy już w końcu udało nam się kota odetkać, coś mu się najwyraźniej zmieniło we florze bakteryjnej. Na zawsze. Podawaliśmy mu probiotyki, manipulowaliśmy dietą - bez skutku. Kot Edward jest rześki, zdrowy, apetyt mu dopisuje, nie tyje, ale gdy wydali, to klękajcie narody. Mogłabym sprzedawać te kupy CIA, żeby stosowali do tortur. Stuprocentowa skuteczność. Od czasu lewatywy nazywamy kota bombą biologiczną.

W opisanej sytuacji szalenie się cieszymy, że kot Edward lubi zostawiać miny u sąsiadów.
Pieski natomiast płaczą z tego powodu, ponieważ Edwardzie guano jest ich przysmakiem z najwyższej półki.

Ale pow…

2481

Obraz

2480

Największym świątecznym problemem człowieka-mnie jest dysmorfia twarzy polegająca na braku możliwości szerszego rozwarcia otworu gębowego. Mój się po prostu otwiera do pewnego momentu i koniec. Dalej zawiasik nie działa. Na szczęście chodzę do tej samej dentystki od 20 lat, więc nie muszę wysłuchiwać żadnych teorii z dupy, a i warunki do mnie dostosowano i leczy mi się zęby na - w miarę możliwości - półuchyle.

Ale.

Człowiek-ja by se w święta coś hapsnął na stojaka w kuchni bez konieczności wyciągania narzędzi. To nie. Bo jak wyłowię, dajmy na to, paluchami jabłuszko z kompotu, to ono mi nie wchodzi na raz. Mimo że jest krążkiem, a nie całym (wszakże) owocem. I albo się wyciapram, albo narzędzia.

Jak to malformacje człowieku życie utrudnią, że idź pan stąd. Biedna ja. Idę się pożałować w kącie.
Koło kuchennego blatu.
Gdyż próby podejmuję z uporem godnym lepszej sprawy.

2479

Obraz
Kochani!

Z okazji świąt - jakiekolwiek obchodzicie, a także w sytuacji, jeżeli nie obchodzicie ich wcale - życzę Wam dobrego, spokojnego czasu przepełnionego bliskością.

Życzę Wam wzajemnego przebaczania, ciepła, wyrozumiałości, obecności, poczucia humoru, dystansu do świata, a nade wszystko do samych siebie. Żeby było to, co trzeba, a tego, czego nie trzeba, było jak najmniej.

Spędźcie ten czas najlepiej, jak potraficie - obojętnie, co zamierzacie robić (odradzam łupienie staruszek w ciemnych bramach, może akurat znajdzie się jakaś zabawniejsza czynność do wykonania). Uśmiechnijcie się do kogoś bez powodu i niech ktoś się do Was bez powodu uśmiechnie.

I żeby Wam było dobrze, cokolwiek tym słowem określacie.


Aha! I nie zapomnijcie nażreć się do nieprzytomności. Co by to były za święta?!


2478

Nienawiść kropka pe el.

Wyprałyśmy Zochę.
(W zasadzie tu mogłabym zakończyć, jak sądzę).
(Gdyż macie wyobraźnię, jak sądzę).

Zocha jest bardzo stara, gruba i ceni sobie spokój. Niestety w związku z tuszą dorobiła się pewnych ograniczeń fizycznych, uniemożliwiających jej bezustanne i pieczołowite mycie Zochy w całości. A tego nie lubi, gdyż od zarania dziejów (pochodzi gdzieś z epoki węgla, niech będzie, że brunatnego) jest absolutną czyścioszką. Już od dawna myję jej tyłek, co przyjmuje z wdzięcznością. Ale prania całego kota nie przewidziała.

Wyprałyśmy, bo odnoszę wrażenie, że ją skóra swędzi. I nawet do pewnego momentu było dobrze, bo Zofia lubi wodę. Jednak nadeszła ta chwila, że oto zapragnęła już iść. Jak zapewne każde dziecko się domyśla - stało się to w szczycie namydlenia. A Zofia sprzeciwu nie znosi. Oraz ograniczania wolności.

Czegóż to ona nam nie powiedziała!

Nienawiść rozlała się po całym domostwie, a gdy Zofia jest zła, to nawet nasz domowy tyrannosaurus rex chowa się w…