Posty

2478

Nienawiść kropka pe el.

Wyprałyśmy Zochę.
(W zasadzie tu mogłabym zakończyć, jak sądzę).
(Gdyż macie wyobraźnię, jak sądzę).

Zocha jest bardzo stara, gruba i ceni sobie spokój. Niestety w związku z tuszą dorobiła się pewnych ograniczeń fizycznych, uniemożliwiających jej bezustanne i pieczołowite mycie Zochy w całości. A tego nie lubi, gdyż od zarania dziejów (pochodzi gdzieś z epoki węgla, niech będzie, że brunatnego) jest absolutną czyścioszką. Już od dawna myję jej tyłek, co przyjmuje z wdzięcznością. Ale prania całego kota nie przewidziała.

Wyprałyśmy, bo odnoszę wrażenie, że ją skóra swędzi. I nawet do pewnego momentu było dobrze, bo Zofia lubi wodę. Jednak nadeszła ta chwila, że oto zapragnęła już iść. Jak zapewne każde dziecko się domyśla - stało się to w szczycie namydlenia. A Zofia sprzeciwu nie znosi. Oraz ograniczania wolności.

Czegóż to ona nam nie powiedziała!

Nienawiść rozlała się po całym domostwie, a gdy Zofia jest zła, to nawet nasz domowy tyrannosaurus rex chowa się w…

2477

Czytam bardzo wiele ogłoszeń o zwierzętach do adopcji, a często również komentarze pod nimi. Im więcej czytam, tym częściej opadają mi ręce. Zamieszczam więc poradnik dla każdego, w czyjej głowie powstała myśl o adopcji.

1.Po pierwsze i najważniejsze: zastanów się, DLACZEGO chcesz adoptować psa (kota, królika, kurę, gołębia, whatever). Podpowiedź: „bo kocham zwierzęta i chcę mieć jedno w domu“ jest niewłaściwa. Zwierzęta w schronisku nie znalazły się bez powodu. Największa ich część, poza tymi odebranymi interwencyjnie lub uratowanymi przez kogoś od niechybnej śmierci to takie, które trafiły do bidula od ludzi, którzy uważają, że zwierzątka są fajne i chcieli mieć jedno w domu. Adopcja pokieroszowanego psychicznie (często również fizycznie) zwierzaka to nie jest zakup butów w sklepie. Musisz pamiętać, że bierzesz go NA ZAWSZE. Może się okazać, że jest agresywny, ma lęk separacyjny, szczeka, wyje, niszczy. Może się okazać, że jest przewlekle chory i trzeba go leczyć, a to nie jest refu…

2476

Co i rusz czytam w różnych miejscach (głównie na Facebooku) różne natchnione teksty. Ludzie, którzy je tam umieszczają, są przekonani o ich słuszności. Wydaje im się, że definiują świat, rozwój, duchowość. Po ostatnim poczułam potrzebę polemiki, ponieważ pod eleganckim płaszczykiem ugruntowuje w mózgach czytelników takie komunały, że cycki mi opadły - a i tak radość, że nie odpadły. Uwaga, będziemy znęcać się nad Pablem Nerudą.

"Powoli umiera ten, kto nie podróżuje, kto nie czyta, ten kto nie słucha muzyki, ten kto nie obserwuje".

Zacznę od tego, że każdy z nas powoli umiera. Serio. Jeśli pojmować życie jako wędrówkę z punku A do punktu B, gdzie każdy krok przybliża nas do celu - śmierci - to: tak. Otwierając oczy każdego dnia zbliżamy się nieuchronnie ku nicości. Są tacy, którzy wierzą, że ku bytowi idealnemu. Wolno im. Są tacy, którzy wierzą, że ku kolejnemu krokowi w drodze do samorozwoju. Wolno im. Są w końcu tacy, którzy uważają, że punkt B to trzaśnięcie drzwiami. I te…

2475

Obraz
Rzeczywiście czuję, że zaniedbuję Was ostatnio bardzo, ale naprawdę nie mam pojęcia, w co ręce najpierw wsadzić, a gdy już złapię oddech, to jestem taka zmęczona, że mi się zwyczajnie nie chce. Jednak jestem przed służbowym wyjazdem, a słowo się rzekło. Zatem... Hanusia.

Kiedy w zimie 2016 zamieszkał z nami Lesiek, Dyrektor Posesji, nie mieliśmy pojęcia, że bierzemy do domu radosnego świra, który ogryzie mi obcas od irregularków i prawie wysadzi nas wszystkich w kosmos. Był bowiem szczenięciem radosny i pełnym werwy, aż nam prawie bezpieczniki poszły. Niewiele brakowało, a zniechęciłby nas całkowicie do posiadania psów – na szczęście zawierzyłam instynktowi i jakoś tak od niechcenia zaczęłam śledzić oferty pobliskich schronisk. A ponieważ każde pytanie musi doczekać się odpowiedzi, pewnego poranka ujrzałam na fejsie kulkę, w całości zbudowaną z puchatej czekolady.

Ponieważ jestem osobą porządną, najsampierw zadzwoniłam do Prezesa, w trakcie rozmowy wysyłając mu linka. Prezes był niech…

2474

To była dla mnie trudna notka, długo ja pisałam i chciałabym, żebyście o tym wiedzieli przed rozpoczęciem czytania. Odczuwam wiele skomplikowanych emocji, gdzieś w środku kłębią się różne, wielowymiarowe przemyślenia. Zwykle jestem przekonana, że uda mi się przelać na wirtualny papier zarówno tok rozumowania, jak i wnioski, a tym razem nie. W związku z powyższym od razu napiszę, że nie jest moim zamysłem urażenie kogokolwiek. Zwyczajnie, po ludzku – nie potrafię tego objąć rozumem i się męczę. A ponieważ jestem wredna z natury, to pomyślałam, że co się nie macie pomęczyć razem ze mną.
Natrafiłam na Facebooku na notkę Fundacji Rak’n’Roll i staram się ochłonąć, ale nie wiem, ile rzecz mi zajmie. Z powodów terapeutycznych postanowiłam więc napisać notkę na blogu, bo pisanie porządkuje myśli. Zacznę od informacji ogólnych, wszak nie każdy musi wszystko wiedzieć.
Fundacja Rak’n’Roll została założona w 2009 roku przez Magdę Prokopowicz, która sama chorowała onkologicznie. Magda zauważyła, …

2473

Dzięki, że pytacie.

Przetrwałam pierwszy dzień w nowej pracy i było... no, cóż - ciężko. To nie tylko zupełnie nowe, nieznane obowiązki, ale też od razu cała firma na głowie. Zaczęłam bowiem od zastąpienia koleżanki, która prowadzi biuro. Tym samym nawet nie dotknęłam własnej pracy, bo zastępstwo zagarnęło mnie bez reszty.

Przypuszczam, że za rok będę to wszystko wykonywała od niechcenia lewą nogą, ale w pierwszym dniu - hardcore. Pierwszy raz pracuję w tak małej firmie, gdzie absolutnie wszystko robi się samemu. Za to zdobywam kolejne szlify i będę miała w CV pełny rozstrzał: od trybika korporacyjnego do nieomal samograja.

Najtrudniejsza do przejścia jest grypsera. Ludzie, którzy do mnie piszą i dzwonią, dokładnie wiedzą, czego chcą. Ja, by udzielić odpowiedzi na ich pytania, muszę się przedrzeć przez prawdziwy gąszcz notatek i zestawień. Nie reaguję na nazwiska, bo nie znam współpracowników firmy. Za jakiś czas na dźwięk czyjegoś głosu albo brzmienie imienia będę reagowała w oczywis…

2472

Jestem bardzo miło zaskoczona, dlatego opiszę Wam w krótkich słowach, jak może wyglądać rynek pracy w Polsce.

W poniedziałek udaję się po raz pierwszy do całkiem nowej, jeszcze cieplutkiej pracusi, którą sama sobie czas jakiś temu wynalazłam. Pracusia ta ma bardzo wiele zalet, z czego na plan pierwszy wysuwa się adres siedziby pracodawcy... 3 km od naszego domu. To ma dla mnie ogromne znaczenie, ponieważ całe życie marzyłam, żeby pracować w miejscu zamieszkania i jak dotąd mi się nie udawało. W dodatku przewiduję, że i tak większość czasu upłynie mi w najlepszym możliwym systemie, czyli na hołmofisie, ale gdy będę potrzebowała znaleźć się na gościnnym łonie pracodawcy, to mam do niego 5 minut.

Odbyłam dwie przesympatyczne rozmowy wstępne, które dość długo trwały, ponieważ szybko odkryłyśmy z szefową różne wspólne zainteresowania i poświęciłyśmy się ochoczo ich obgadywaniu. W wyniku tych rozmów zaproponowano mi umowę o pracę na czas nieokreślony z taką stawką, jaką sobie zawinszowałam.…