28 października 2012

1069

Najbardziej wyczekiwaną i ryzykowną imprezę tej dekady mamy za sobą. Nazbyt wielu strat w ludziach i sprzęcie nie odnotowano. Przybywszy o poranku z przyjemnością ujrzałam salę prawie wysprzątaną oraz pierdolnik w kuchni (to z mniejszą przyjemnością). Ale doceniam postęp. Ślady bytności mają zostać usunięte całkowicie jutro po południu.
Jeszcze tylko musimy się rozliczyć z mamą współorganizatorki.
Następne wesele. Mam nadzieję – nieprędko.

21 października 2012

1067

Z dedykacją dla Kaczki.
Poranny apel. W szeregu zbiórka! Baczność! Kolejno! Odlicz!!!
Photobucket
Zośka. Uwielbiam ją.
Jak ona to robi?

17 października 2012

1065

Chociaż raz wyszłam na dobrą matkę i chociaż raz udzieliłam dobrej rady. Nie do wiary, szczególnie, że doradziłam konformizm.
W klasie trzeciej nauczyciele prowadzą dodatkowe zajęcia z przedmiotów maturalnych. Uczeń ma obowiązek na te zajęcia chodzić, ale nikt nie mówi, że do nauczyciela prowadzącego. Potomstwowy matematyk jest beznadziejnym dydaktykiem. Wobec powyższego cała klasa, jak jeden mąż, przeniosła się na zajęcia konkurencyjne. Potomstwo doniosło o stanie rzeczy z apelem: co robić, redakcjo pomóżcie. Doszłam do wniosku, że skoro i tak opłacam korki z matmy na zewnątrz, a tyle, co się tam nauczy, nie nauczy się nigdy w szkole, poradziłam: idź do niego, przynajmniej nie będzie ci potem utrudniał.
I wyszło na moje, co z przyjemnością odkryłam już dwukrotnie. Po pierwsze jako jedyna matka w klasie nie otrzymuję upomnień ze szkoły. Po drugie nauczyciel nikogo nie ukarał, ale Potomstwo nagrodził dodatkowymi punktami, liczonymi do średniej.
I może sobie Kiełbasińska opowiadać, ale system jest, jaki jest. Młoda nabywa wiedzę od doświadczonego dydaktyka, więc niebywale podciągnęła się w przedmiocie, co nauczyciel oczywiście zauważył (choć nie wie dlaczego). Poza tym chodzi na jego zajęcia w aspekcie ogólnej nieobecności. Obie rzeczy wyraźnie wpłynęły na ocieplenie uczuć. Wynik do przewidzenia.
A mówi się, że ja nic nie wiem o życiu.

13 października 2012

1064

Dzieci to ZUO.
Za udział biorą: Potomstwo, Prezes
Czas akcji: popołudnie
Miejsce akcji: przy desce do prasowania

Potomstwo: Umiesz prasować rękawy koszuli?
Prezes: Umiem.
Potomstwo (przebiegle): A mógłbyś mi to zaprezentować na tych oto dwóch rękawkach?

8 października 2012

1063

I bardzo przepraszam, że poruszam takie tematy, ale pasjami lubię obserwować Ędwarda, kiedy robi kupę. Po pierwsze primo, gdyż stosuje metodę „na kukułkę”, czyli pół Ędwarda (to przednie pół, z twarzą) wystaje przez okienko kuwety. Po drugie primo, bo stroi takie miny, że wzroku oderwać nie można. Skupia się. Porusza noskiem. Marszczy brew. Jest prześmieszny.
A dziś całą rodziną odcinaliśmy kupony od posiadania Pudła. W Pudle Zocha. Ędward też by chciał. Ędward jest gotów wiele uczynić, by wypłoszyć Zochę. Zocha jest gotowa wiele uczynić, by nie zostać wypłoszoną. Na tym tle dochodzi naturalnie do konfliktu, polegającego na waleniu się w łeb z podskoku, ponad ścianką.
Owszem, zamierzamy wyciąć przy podłodze dziury, przez które będzie można wypychać łapy. Pudło przestało nam przeszkadzać od czasu, gdy mamy taką hucpę.

7 października 2012

1062

Prezes (gotuje): Soliłaś to?
prezesowa: Owszem.
Prezes: Ale to się soli?
prezesowa: Wszystko się soli. Jak się czegoś nie posoli, to jest nieposolone.
Prezes: Niektóre rzeczy są czasem nawet spieprzone.
prezesowa: Taaaa… A propos – jak tam ma się cieknący w łazience kran?

6 października 2012

1061

Małgorzata Musierowicz ma zadziwiający dar trącania najczulszych stron mojej duszy. Bo z mózgiem chyba coś nie do końca w porządku. Po przeczytaniu komentarza Mili Borejko do zniknięcia sukni ślubnej śmiałam się tak bardzo, że domownicy przyszli interweniować.
Dziś historyjka obrazkowa.



Photobucket
Ędward w budzie. Miałam wyrzucić to pudło już parę dni temu, ale teraz nie mam serca.
Photobucket
Zofia podrzuciła Ędwardowi do towarzystwa gryzonia w tym samym odcieniu srebra.
Photobucket
Gryzoń jakby prowokuje zaczepkę.
Photobucket
Tymczasem inny gryzoń metafizycznie kontempluje nocne niebo.
Photobucket
Lecz gdy spojrzeć na to z dystansem, to raczej stara się być pożyteczny: strzeże skarpety (skąd ona się tam wzięła, u licha?).

5 października 2012

1060

Z dużą dozą nieprzyjemności stwierdzam,  że zdjęcie kodu CAPTCHA powoduje maksymalny najazd automatów spamujących. Nie chce mi się sprawdzać, jak to było przed przeniesieniem na nową platformę, bo musiałabym przejrzeć przeszło 500 stron komentarzy. Ale rzecz jest niepokojąca.
Poza tym napisałam mail do obsługi już parę dni temu, w innej zupełnie sprawie. Wynik jest taki, że mnie zupełnie olali. Jakoś trudno mi uwierzyć, żeby nie odpowiedzieli przez tydzień.
Coraz częściej myślę jednak o migracji. Smuci mnie to, zżyłam się z platformą .blog.pl przez te wszystkie lata i starałam się jednak jakoś tu zadomowić, mimo faktu, że środowisko jest zdecydowanie nieprzyjazne. Czy ktoś wyemigrował gdzieś, gdzie automatycznie można przenieść całość archiwum wraz z komentarzami? Wydaje mi się, że zauważyłam to na którymś blogu, ale nie mogę sobie przypomnieć gdzie. Chętnie przyjmę podpowiedzi i rady. Jeśli da się to zrobić, przeniosę całość, a za jakiś czas skasuję ten blog.
Wiatr za oknem powoduje, że mam niż intelektualny. Spać też mi się chce bez przerwy, ale najbardziej irytująca jest pustka w głowie i jakieś takie spowolnione kojarzenie.
Kupiłam dziś sobie cydr, ale niestety użyć go nie mogę, bo Prezes pojechał nadużywać alkoholu z kolegami i zaplanował, że mam go przywieźć z powrotem do domu. Z zabawnych planów: sugerował godzinę 20. Oby zechciał wrócić do północy, bo potem strasznie chce mi się spać i szlag mnie trafia, że siedzę i czekam. A szczególnie na widok jego głupawo uśmiechniętego, nietrzeźwego oblicza. Że już nie wspomnę o… hmmm… aromacie alternatywnym.
W domu cisza. Ruch za oknem praktycznie zamarł, domownicy dwunożni wybyli, a czworonożni zasnęli. Lubię takie chwile. Ostatnio coraz częściej stwierdzam, że im jestem starsza, tym jakoś mniej potrzebuję wokół siebie ludzi. Bardzo komfortowo czuję się sama ze sobą.
Najnowsza książka Małgorzaty Musierowicz jest okropna. Kupiłam wczoraj i wygląda na to, że skończę dzisiaj. To największa wada Jeżycjady – czyta się sama, nie można przestać i zawsze zostaje niedosyt. Cieszę się również, że autorka wyszła wreszcie z jakiejś moralizatorskiej zapaści. Kilka poprzednich części niebezpiecznie uciekało od humoru na rzecz epatowania wartościami, tymi jedynie słusznymi. Czytałam, oczywiście, ale jeden raz. To jest ta część sagi, do której nigdy nie powróciłam. A przecież Idę, Kwiat czy Opium czytałam dziesiątki, jeśli nie setki razy. Kocham do nich wracać, szczególnie w gorszych chwilach. Ciepło aż się z nich wylewa, zawsze więc mam szansę odrobinę ogrzać dzięki niemu ewentualnie skostniałe serce.
PS Ignacy Borejko bardzo się postarzał i zrobił pierdołowaty.

2 października 2012

1059

I nadejszła ta wiekopomna chwila: Macierzyństwo bez lukru 2 ujrzało światło dzienne! Daje mi radość i wielką satysfakcję. I już się sprzedaje – od pierwszej chwili!
Cel wydania jest ten sam, co poprzednio: pomoc Mikołajkowi. Fajny z niego gość. Na blogu, który prowadzą rodzice Mikołajka, można to zobaczyć samemu.
Wszystkie szczegóły, dotyczące antologii, można jak zwykle znaleźć na blogu MbL. Tam również wiele ciepłych słów na jej temat. (Mamo, tato, chwalą nas!).
Zachęcam wszystkich do czytania. Robię to w pełni odpowiedzialnie, bo znam tę publikację lepiej niż ktokolwiek inny. Wierzcie mi, JEST DOBRA. A pod literkami wiele cudownych emocji wielu cudownych kobiet. Tak się cieszę, że mogłam je bliżej poznać.
Antologię kupujemy w oficynie wydawniczej RW2010. Oficyna ta wciąż sprzedaje część pierwszą. Dla osób, które dowiedziały się o nas dopiero teraz – gratka: za niewielką kwotę mogą nabyć pakiecik, złożony z obu części. Polecam, zapraszam, zachęcam.
MbL2, podobnie jak część pierwsza, kosztuje niewiele, bo 18 zł. Pakiet obu części 25 zł. Idźcie i rozmnażajcie środki na koncie naszego podopiecznego.