28 lipca 2016

2342

Nie przysposabiajcie zwierząt. Naprawdę.

Zasadniczo nie zostawiamy w nocy okna sypialni otwartego na oścież, ponieważ wychodzi na garaż i koty łażą po dachu. Ale wczoraj było tak koszmarnie duszno, że machnęłam na to ręką - niech siedzą na tym dachu, jeśli taka wola.
Położyłam się dopiero po północy, przez okno napływało chłodne powietrze, zasnęłam.

Około 4:20 Leśkowi się stało. Pewnie śnił o czymś intensywnie i to nałożyło się na rzeczywistość, którą byli Karol z Edkiem kiwający się na kalenicy. Wiecie: tu poranna szarość, tu okno, tu kalenica, tu kot, a może ufo. Albo inny bażant. Skoczył więc na równe nogi, rozdarł mordę, przebiegł po mnie do okna i dalejże ujadać, budząc całą wieś. Za Leśkiem oczywiście ruszyła Hanka, dla niej każda pora dobra, ona lubi brać udział.

I teraz tak. Lesiek leci barytonem skacząc na dwóch łapach koło okna: gwałtu-rety, ufo, najazd, źli ludzie, łapać złodzieja, bażant skrzyżowany z sarną. Dookoła jego nóg biega Hanka, nieuporyczwie na czterech łapach, podryguje, tańczy, piszczy, szczeka falsetem, daje znaki, że ona też tu jest, strzeże, pilnuje, zabić drozda. Do tego ja, ohydnie zdeptana, któram wypruła z łóżka w nocnej koszulinie i upodleniu, staram się wytłumaczyć temu debilowi, że patrz, przesz ten rudy kurak na gór szczycie to nasz Karolek najmilejszy, zamknij się, debilu, bo cię kopnę. Plus słowa uważane powszechnie za obelżywe. No i Prezes z kołdrą na głowie, dla skuteczności przybitą dodatkowo poduszką.
Świt.
Czwarta dwadzieścia.

Dzięki Bogu pierwsze ochłonęły koty. Przylazły po dachu do okna i kolejno dotknęły noskami leśkowego kichola, nie zważając na odgłosy wydawane paszczą. A trzeba tu zaznaczyć, że nie są fanami interakcji ze śmierdzącymi, futrzanymi worami na pchły i kleszcze, które zajęły im łóżko, skaczą na plecy, przebiegają po nich i wypychają z kolejki po jedzenie. Należy to podkreślić i tym bardziej docenić.

Jak za dotknięciem czarodziejsiej różdżki Lesiek pojął, że coś na dachu to nie przelatujący akuracik dinozaur, burza piaskowa i komando Foka, tylko jego własne koty.
- A, to koty - stwierdził, obrócił się na pięcie, której nie posiada, zapadł w piernaty i zasnął snem sprawiedliwego w trzy sekundy.
Tylko że ja nie.

To nie muszę Wam opowiadać, co czułam, gdy zadzwonił budzik?!

Tak, o tym właśnie mówimy.

25 lipca 2016

2340

My tu sobie pitu-pitu, a patrzcie, co upolowałam!!!


Płakałam ze szczęścia przez dwa dni, ponieważ byłam pewna, że w życiu tych butów nie kupię. Seria zielonych Flick Flacków była krótka, nawet na eBay'u nie widywano. I patrzy Państwo: wchodzę na Allegro, a tam jedna para i w dodatku mój rozmiar! Już mi się wydawało, że się torebka zmarnuje, a tu taka niespodzianka. Chciałam z nimi spać, ale od kiedy mamy drugiego psa, w łóżku nie ma nawet miejsca dla pcheł.

***

Poza tym donoszę uprzejmie, że jestem jedyną na tym łez padole, która ma w garderobie szafę na torebki. Sama sobie zaprojektowałam, zamówiłam, wymarudziłam, a Prezes zapłacił. Dobry z niego chłopina, nie ma dwóch zdań.

***

Ale że co martuuha? Przeleciała mi przez chałupę jak wicher, wino piła, żądała kotleta, czereśnie wyżerała do cna, urywała się na spotkania z nieznanymi mężczyznami, obsmarkała kocyk i tyle ją widzieli. Jeszcze zdążyła poderwać moich rodziców i przetrzymać mnie na mrozie do 2:30, a potem frrrrru! i znowu nie zobaczę flądry przez lat pięćdziesiąt. Okropne dziewuszysko. Nawet Prezes zstąpił z wyżyn wypierania, żeby zapytać czy dojechała do domu i jak jej minęła podróż powrotna. Taka ona już jest, złodziejka serc wszelkich.
Przynajmniej leków zapomniała zabrać, więc mogłam dziś obwąchiwać jej kosmetyczkę zanim nadałam tę paczkę do Wielkopolski. Ech...

***

A od poniedziałku mamy urlop. Przepychamy się z Preziem przy kalendarzu, kto pierwszy skreśli kolejny dzień.

22 lipca 2016

2339

Prezes dostał na urodziny hamak,


ja - bez okazji - martuuhę, a psy w nagrodę za urok i czar osobisty - basen dmuchany.


I teraz Prezes się huśta, psy zrobiły dziurę w jednym zielonym wałeczku, a ja piszę notki po internetach, bo mój prezent okazał się najmniej trwały i zwiał na spotkanie z jakimś Tajemniczym Don Pedro do Katowic. W ogóle porozmawiamy sobie czy aby odwiedziny u mnie nie były jedynie pretekstem! Jeśli rzecz się potwierdzi, to każę jej gotować do końca tygodnia i nie dam więcej wina.

Martuuha z naszego spotkania wyciąga same korzyści, ponieważ nie miała pojęcia, że podłogą w bagażniku Hondy jest stolik turystyczny*. I teraz się jara jak choinka w Boże Narodzenie. Ciekawe, ile przystanków w polach zrobi w drodze powrotnej. Na wszelki wypadek ugotuję jej jaj na twardo i herbatę wleję w termos, a niech ma kobiecina powód, żeby se stolik wyjąć i rozłożyć. Dołożę rozkładany taboret, nie będzie przecież głupio nad stolikiem stała.

Pogoda jak drut, więc korzystam z dnia urlopu huśtając się w prezesowskim hamaku i mocząc nogi w psim basenie. W końcu jestem twórczynią wszystkich sukcesów, od towarzyskich poczynając, na behawioralnych kończąc.

Aha! Żeby nie było, że martuuha nic nie dostała! Hanka wstała wcześnie rano i w pokoju martuuhy złożyła Dar Zdrowej Nerki. Przesz nie będzie se lała, gdzie śpi - mądry pies.


* Tak, mamy ten sam model.

21 lipca 2016

2338

Dziś, specjalnie dla Państwa, przegląd tygodnia.

A Lesiek rano wstał rześki i nie rozumie, dlaczego posiłki są racjonowane. Poza tym Hania dziś po raz pierwszy SAMA weszła po schodach na górę. Jest z siebie bardzo dumna. Ja z niej też.
No i śpimy wreszcie przy otwartych drzwiach. Koty uważają, że w poprzednim zdaniu najważniejsze jest słowo "wreszcie".

Hańczydło we śnie.

Jedziesz sobie windą, a tam instrukcja obsługi. Rzut okiem i od razu wiesz, co robić.

Lubię czasem stanąć w trawie i spojrzeć w niebo.

Na chory żołądek najlepsze okłady z Hanki. Obojętnie na co.

I na deser... jedyny w swoim rodzaju...
NIETOPERZ HANNA!


TADAAAAM!

20 lipca 2016

2337

Funkia zasrana! A mówiłam mu, żeby tego nie sadzić w ogrodzie!!!

Oczywiście teoria jest niepotwierdzona, jednak tknęło mnie, gdy zobaczyłam resztki liści i kwiatków na podłodze w salonie. Prezes jeszcze fikał, ale bez słowa poszłam do kuchni po wałek do ciasta, więc stało się jasne, że jestem właściwie zmotywowana. Pieprzone funkie właśnie nas opuszczają. Na taczkach.

Lesiek pojechał do doktórek, dostał kroplówkę, tabletki, dwa zastrzyki i grzebanie w dupie gratis. Było strasznie, musiał płakać, warczeć, szczekać i gryźć. Oraz być na rączkach.
Ja się kiedyś złamię pod tym psem i zostanę taka złamana na podłodze oraz we wzgardzie, przysypana psią sierścią, sypiącą się kilogramami na okoliczność morderczego stresu.

Właśnie poszedł się napić, więc ulga ogromna.

Oto ostatnia roślina, która stanęła na Placu Defilad bez mojej zgody na piśmie.


2336

Przeżyliśmy trudny dzień, kiedy Zuzia na wyjeździe, a Prezes musiał pójść do biura i nad domem zawisła czarna chmura pozostawienia wszystkich zwierzaków bez opieki. Na szczęście ma się dobrych ludzi wokół i ludzie ci zgłaszają się na ochotnika, żeby zwierzyńca popilnować, mimo że deszcz i korzystanie z atrakcji agroturystycznych stało pod znakiem zapytania. Finalnie skończyło się przemiło - wspólnym obiadem i ploteczkami na tarasie, z którego zostaliśmy wypędzeni przez aurę dopiero na koniec.

Drodzy Państwo Be! Bardzo Wam dziękujemy (z naciskiem na Panią Be).

Tymczasem późnym wieczorem pochorował się Lesio. Biedak strasznie wymiotuje i ma kupę w spray'u. Ani chybi zeżarł coś zakazanego, a człowiekowi serce się kraje, gdy widzi psa snującego się po domu łapa za łapą z opuszczonym ogonem i uszami, popatrującego w oczy z nadzieją, że wszechwładny człowiek coś na to zaradzi. W przypadku Leśka rzecz szczególnie nas dotyka, bo przecież to szatan i struś pędziwiatr, więc zmiana zachowania jest porażająca.

Żałuję go, jak mogę. Przytulam, układam, okrywam, szepczę do ucha, że mu pomożemy i jest ukochanym syneczkiem mamusi. Żałowanie zawsze dobrze robi na wszelkie schorzenia. Lesiek kładzie uszka po sobie, spogląda na mnie załzawionym wzrokiem i wygląda wypisz-wymaluj jak Zgredek z Harrego Pottera. Zaraz po powrocie z roboty jadę z nim do weterynarza. Psy maja stosunkowo krótki układ pokarmowy i zatrucia lubią im mijać równie szybko, jak się pojawiają, ale bez względu na okoliczności chcę, żeby obejrzał go fachowiec. Niepokoi mnie, że nie pije. Nie jeść mógłby nawet kilka dni, ale bez wody to nawet wielbłąd nie pociągnie.
Nie jest to raczej żadna wirusówka, bo Hanka w zwyczajowym napędzie, a ona pewnie poległaby pierwsza.

Od czasu, gdy mieszka u nas Hania, przyzwyczailiśmy się myśleć i mówić o Leśku "duży pies", ale przecież on ma dopiero 10 miesięcy i to jest szczeniaczek! Bardzo osobiście traktuję stan zdrowia naszych zwierzaków i cierpię razem z nimi. Mam więc nadzieję, że uda się sytuacji szybko zaradzić. Lesiek doprowadza mnie do szaleństwa swoją aktywnością, ale kiedy jej brakuje, to czuję się nieswojo. Ot - przyzwyczajenie drugą naturą człowieka.

Proszę natychmiast żałować mojego biednego psa i trzymać kciuki za rychły powrót do zdrowia. Szczególnie zwracam się do cioci Magdy, która jest prezeską leśkowego fanklubu. I do cioci Ani - twórczyni tego sukcesu. A emocjonalne wsparcie Krysi, anioła psich adopcji, też nie będzie od rzeczy.
Czuj duch!

17 lipca 2016

2335

Tak wygląda teraz nasza rzeczywistość. W przerwach psy ganiają jak wściekłe po ogrodzie. Na szczęście czasem sypiają.



Prawda, jak Haniuta pięknie warczy? Szczeka jeszcze lepiej.

15 lipca 2016

2334

Hanna odbyła swoją pierwszą kąpiel, a każde dziecko wie, że higiena boli. Są na to liczne dowody.
Lesiek był bardzo pomocny, ponieważ już zna cierpienie czyścioszka. Stawał na dwóch łapach koło umywalki, trącał ofiarę higienistów nosem i wydawał pocieszające dźwięki. Niestety zdjęcia mokrego szczurka nie zostały wykonane, ponieważ nie odważyłam się zostawić Hani w umywalce bez nadzoru, a nadzór w tym czasie MUSIAŁ strzelać do hitlerowców. Czy innych tam.
Jesteśmy o to trochę obrażeni.

No, musiałam ją wykąpać, bo jest tak pociesznie zbudowana, że ciągle się obszczywa i wali jak stodoła. Chytrym komentatorom spieszę wytłumaczyć, że chodzi mi o bezmiar i skalę.

Poza tym jest zimno i każdy okrywa się, czym może.


A Eduś, mamusi syneczek laluniek kalafiorek, ma dziś przerwę w byciu obrażonym na śmierć, więc miziaki łamane przez miziaki. Posunął się do tak gigantycznego poświęcenia, że przyszedł do nas, gdy leżeliśmy sobie na kanapie i nawet powąchał Hankę. Po czym mu się dźwignęło i poszedł.
Cóż... pies śmierdzi.
Za to mokry pies śmierdzi... mokrym psem.

A jutro Hanna zostanie udekorowana swoją pierwszą obróżką przeciwkleszczową. W nagrodę za ciężką pracę nad wynoszeniem moczu i kału poza obręb domostwa.
Poza tym oczywiście szaleństwo i absolutna dzicz.

14 lipca 2016

2333

Lesiek poszedł do szkoły.

Wiem, że macie taką informację, ale zaznaczałam, że właściwie to szkoła przyszła do Leśka. Tymczasem nadeszła chwila rozpoczęcia zajęć lekcyjnych w grupie. I patologia znów wyszła na jaw w całej okazałości.

W kursie uczestniczą wyłącznie rasowe pieski. I Lesiek. Też rasowy - a konkretnie multirasowy, więc starcza jeden na całą grupę.

Wszystkie rasowe pieski są regularnie kąpane oraz uczęszczają do groomerów. Lesiek też jest regularnie kąpany, czyli zawsze, kiedy podlewamy ogród. Wodą z węża. Jest również wtedy bardzo wybiegany, wyskakany i ma przewietrzoną jamę ustną, ponieważ kłapie nią seryjnie, łapiąc strumień wody. Następnie stara się z wielką dbałością wytarzać całego psa w ziemi, trawie i piachu. Oraz przynieść nam to wszystko do łóżka. A, nie - chwila! Przez pół roku dwa razy kąpaliśmy go w wannie z użyciem środków piorących: raz po przywiezieniu ze schroniska, bo walił jak stodoła, a drugi raz, gdy się wytarzał w gównie i walił jak stodoła.

Wszystkie rasowe pieski posiadają oprzyrządowanie z najwyższej półki. Lesiek też. Obrożę z najwyższej półki z Biedronce, naprawioną drutem, bo przegryzł. Drut ma wesołą, zieloną osłonkę i wyróżnia się na tle czerwonej obroży*. Natomiast smycz charakteryzują liczne nadgryzienia; w najgorszych miejscach zawiązana jest na supły, żeby się nie urwało. Jeszcze.
Wyposażenie Leśka stanowi również Prezes - w dresowych spodniach do kolan, sandałach i mentalnej nieobecności. Nie do podrobienia.

Wszystkie rasowe pieski mają grubsze problemy. A to wykazują agresję w kontakcie z innymi psami, a to gryzą właścicieli wchodzących do kuchni, bo uważają ją za swoje terytorium, a to w końcu gości do domu nie wpuszczają. Lub, co gorsza (dla gospodarzy), nie wypuszają.
Lesiek także ma grubszy problem, bo jest, jak to Prezes zgrabnie ujął w zgłoszeniu: beztroski i swawolny. Oraz kocha świat i pragnie wszystkich przytulić do piersi.

Do tego wpadliśmy na pomysł, że Lesiek z Prezesem na smyczy będą się szkolić, a my z Hanką przycupniemy na ławeczce, wznosząc okrzyki zagrzewające do boju. I będziemy jeść jajko na twardo, jak to w podróży.

Niestety.
Wieś.
Obawiam się, że to jest stan permanentny.


PS Pan prowadzący, dowiedziawszy się, że w międzyczasie uatrakcyjniliśmy swój pobyt na tym łez padole drugim psem, poradził, by Hankę zapisać do przedszkola. Korzyścią ma być skupienie na właścicielu oraz zwracanie na niego uwagi.
JESZCZE BARDZIEJ?!!!
Ludzie! Toż ten pies nie opuszcza mnie na krok, przybiega pędem na wołanie i nawet uczy się już prostych komend (siada z wielką zapalczywością). W dodatku ze mną śpi. Ja już bardziej nie chcę. Błagam.




* Nie, nie martwcie się o stan jego szyi, przecież nie pozwoliłabym, żeby go coś uwierało. Drucik jest od zewnętrznej strony. Zamotany fantazyjnie.

13 lipca 2016

2332

Post wolny od psów.

Na dzisiejszej lekcji, drogie dziateczki, omówimy sobie efekty rozmnażania roślin.

Otóż.
W dziedzinie porzeczek doczekaliśmy się obfitych zbiorów.


Zostały one komisyjnie przeliczone, zaewidencjonowane i rozdzielone pomiędzy członków komisji. Oczywiście tych piśmiennych (sztuk dwie). Kwaśne były, że gęby wykrzywiało, ale:
- Mmmm, panie prezesie, pyszności.

Lepiej poszło nam z borówkami amerykańskimi.


Tu część niepiśmienna komisji (sztuk dwie, ale za to osiem nóg) postulowała, żeby jeść. Część piśmienna machała kończynami oraz kijem i piszczała, żeby poczekać aż zmienią kolor. Z uwagi na siłę argumentacji (kij) postanowiono wstrzymać się z konsumpcją.

Jeszcze lepiej poszło nam z bobem.


Chyba będziemy niebawem bobkować.

A już najlepiej spisała się fasolka.


Będzie w weekend na obiad.

Natomiast szczypiorek jest miejscowy i dostaliśmy go od sąsiada.


Za pozostałymi darami natury już nie latam. Ale podkreślam, że zasieki dla miłorzębów i orzechów wyszły Prezesowi, nie powiem. Ładne takie.


Z kolei wierzba... Cóż. Chyba szanse wygasły.


Jednak co się dziwić, skoro...


Jeszcze pokażę Wam przecudnej urody zbiornik na deszczówkę, który Prezes zakupił, przywiózł (z pomocą mojego brata), ustawił na stosownej wysokości, żeby pod kranik dziesięciolitrowa konewka wchodziła, rynny zamocował i rury spustowe. A deszcz napełnia. W środku żywa gotówka. Jeśli jeszcze trochę popada, ma się rozumieć.



***

No już dobra.



12 lipca 2016

2331

Nadchodzą aktualizacje statusów z pola boju.

Najpierw psi padli pod stołem.


A następnie pod biurkiem. Pomagają Prezesowi w pracy. Lesiek chyba wykupił za małą poduszkę plażową.


Edek nie odzywa się do mnie wcale i muszę go prosić, żeby wrócił do domu wieczorem przynajmniej trzy razy. Wczoraj siedział przy płocie, od strony sąsiadów, naprzeciw okna kuchennego, a całe jego jestestwo zachęcało, żebym płaszczyła się, błagała i przekupywała.
Płaszczyłam się, błagałam i przekupywałam.
A on mnie kopnął.
Identycznie jest przy każdym nowym zwierzęciu.
Tak, przyszedł, pewnie, że przyszedł, wszak nie po to dziurę w sąsiedzkim chodniku wysiedział, żeby spać pod gołym niebem. Jednak kara musi być.

Hania po przeglądzie, z wbitą gwarancją. Waży 2,38 kg - ile z tego przypada na futro, nie mam pojęcia. W każdym razie po powrocie do domu została pięknie uczesana, dzięki czemu zrobiła się jeszcze miększa w dotyku. O ile to w ogóle możliwe.

Dziś rano szła za Zosią przez dom. Zainteresowana nie zorientowała się od razu, ale gdy bodziec do niej dotarł, pogalopowała do łazienki, wskoczyła na klozet i z jego wysokości miotała słowem obelżywem. Hanka zasiadła naprzeciw klozetu i wsłuchiwała się z lubością. Myślę, że ta niesubordynacja doprowadza Zośkę do szewskiej pasji.

Karolek trwa w obserwacji. Niechętnej, ale jednak.

***

Tymczasem dziecko na saksach ma jak w domu.


Też zauważyliście od razu korkociąg, czy tylko matki tak mają?

11 lipca 2016

2330

Wstaliśmy z Leśkiem o poranku, a Prezes i Hanka spali. Konkretnie to Prezes spał w łóżku, a Haniuta na jego głowie.


Cichutko, żeby ich nie budzić, ruszyliśmy do swoich spraw. Kiedy wróciliśmy do sypialni - Lesiek po śniadaniu i lustracji terenu, a ja po kąpieli - Hanusia była już gotowa, by rozpocząć nowy dzień (Prezes mniej). Na mój widok pękła ze szczęścia, okazując swój okrąglutki, łysy brzuszek, fikając kończynami i śmiejąc się od ucha do ucha. A ja musiałam wyjść do fabryki!!!

Następnie zeszłyśmy na dół i Hanka ruszyła do drzwi, bo siku. Naprawdę, przysięgam, ona to robi! Ponieważ jej nie wypuściłam (samej nie pozwolę iść, a nie chcę przyprawiać sąsiadów o zawał strojem niedbałem), wysiusiała się na kafle koło drzwi i zaproponowała posiłek. A potem się zaczęło.

No co to jest za kluska zadzierżysta, mówię Wam! Dostała własną maskotkę w postaci piętnastocentymetrowej Daisy w sukieneczce (no co? dziewczyna w końcu!) i dalejże galopować z nią w pysku po salonie. Lesiek obserwował wydarzenie, a potem podszedł, zabrał zabawkę i uwalił się w legowisku, ogryzając kacze nóżki. W Hance zabulgotało. Zabuksowała nożynami po panelach, ruszyła cwałem niczym piorun kulisty w stronę kapciucha i z całej siły ugryzła Leśka w tyłek. A następnie odebrała zdobycz i unoszą wysoko łapki, dumnie udała się w przeciwną stronę.
Co za szczęście, że nie zdążyłam użyć tuszu, bo się popłakałam ze szczęścia.
Rozwala mnie ta kulka, po prostu nie umiem tego ująć inaczej.
ONA NAM JESZCZE POKAŻE!

10 lipca 2016

2329

Rozkosz w czekoladzie po prostu.

Bardzo to jeszcze maluśkie dziecko - trochę pobiega, poszczeka prześmiesznie na Leśka, zje 5 chrupków, zsika się i zasypia. Poznaje teren po kawałeczku, dzielnie zresztą, bo przecież wszystko takie ogromne, a ona taka mała... Przychodzi na wołanie, piszczy za potrzebą, no ideał po prostu. Kocham Leśniewskiego całym sercem, ale on przy tej kruszynie jest po prostu tumanem. Mówię Wam, będzie z niej zadzierżysta panna, już nie daje sobie w kaszę dmuchać, a przecież jest na etapie przewracania się przy drapaniu. Wszyscy zakochani, aż szkoda, że Zuzi nie ma. Nie mam pojęcia, jak wyjść jutro do pracy...

Koty z dystansem - wiadomo. Ale one są łagodne jak anioły: póki ktoś wyraźnie nie poprosi, nie oberwie na pewno. Mniej się Hanką interesują niż świeżym, małym Leśkiem, ale to też zrozumiałe, był w końcu pierwszym psem na ich orbicie i przetarł szlaki. Poza tym był starszy i znacznie większy, szybciej się poruszał, wchodził w interakcję. Haniuta jest na to wszystko po prostu za mała. Niemowlak z łysym brzuszkiem, cały w czekoladowym puchu.

Dziecko mnie porzuciło i pojechało na saksy, to wzięłam drugie, żeby nie skonać ze smutku.

A w łóżku coraz mniej miejsca.

Hania i papier toaletowy. 
Zobaczcie, jaka mikroskopijna. Lesiek wylewa się w tego legowiska.

Nie odstępuje swojej królewny na krok.

Jest też trochę refleksyjny.

Przybyciu Hanusi towarzyszyło tak wiele emocji, że Leśniak trochę odpalił.
Najpierw rano przyjechał mój brat i to dostawczakiem. Pierwszy taki duży samochód w życiu piesa, więc nie do końca wiedział, jak to zaklasyfikować. Potem pojechali gdzieś z Prezesem i przywieźli wielki zbiornik na deszczówkę. Ogromny, nowy przedmiot w ogrodzie był stresujący. Jeszcze później wpadli goście, z dzieckiem w dodatku i trzeba było biegać, skakać, szaleć. Na to wszystko wjechało auto z piszczącymi szczeniakami na pace i jeden został w domu. Leśniewski do końca przyjęcia zachowywał się bardziej niż poprawnie, ale koło 23:00 uszczelka mu pękła z nadmiaru emocji. Musiałam wziąć go na kolana, utulić, zapewnić, że jest kochanym, dobrym, grzecznym mamusi syneczkiem i nadal go kocham nad życie. Po jakimś czasie przestał mnie gryźć. A potem poszliśmy spać i okazało się, że wspólne legowisko jednoczy. Lesiek wstał zakochany i zostawia Hanię tylko wtedy, gdy ta śpi, a ja się zobowiążę, że będę jej pilnować. Wtedy biegnie załatwiać swoje psie sprawy (sąsiad sam się nie obszczeka), ale wraca kontrolnie co jakiś czas i sprawdza czy dziewczyna przypadkiem nie wstała. Dobry z niego chłopczyk, choć szalony i odrobinę wyłysiały, bo ze stresu zrzucił chyba ze trzy kilo sierści.

I tak nam mija niedziela.
Musimy jeszcze powiedzieć dziadkom, że się nam rodzina powiększyła.

9 lipca 2016

2328

Hanusia jest takim okruszeczkiem, że sobie nie wyobrażacie. To absolutnie nie będzie żaden duży pies. Jest też bardzo młodziutka.












2327

No, dobra. Na fejsie fala hejtu, wszyscy mi tłumaczą, że już jest jutro. Jakie jutro, kiedy dziś. Chyba coś Wam się poptasiło. Ale znajcie moje miękkie serce! Co prawda chciałam post factum, ale z Wami to się normalnie nie da.

Uwaga!

Jedzie do nas Hanusia!


Śmieszna z tą Hanusią historia i jak zawsze wykazująca, że życie pisze własne scenariusze, a gdy chcesz rozśmieszyć Boga, to opowiedz mu o swoich planach.

Wsyćkie wią, że ja się rozglądam za sunią, ale dość niezobowiązująco. I tak patrzę ostatnio, a na fanpejczu schroniska Hanusia (ona jeszcze nie wie, jak ma na imię). No to rzuciłam Prezesu linkę i zadzwoniłam w ślad. Ale o co Wam chodzi?! Praca nie jest od obsesyjnego pracowania!
Więc zadzwoniłam i mówię:
- Patrz, jaki psiuńcio.
- No, ładny - on na to.
- Jakby nasz, nie?
- Jakby.
- To ja może zadzwonię?
- Zadzwoń.
- Ale o co zapytam? Bo piesek to się nie musi tłumaczyć. Jest piesek i tyle.
- Wymyślisz coś.
To zadzwoniłam.

Odebrała bardzo miła pani i na wstępie strzeliła do mnie informacją, że jeśli dzwonię w sprawie czekoladowej suczki, to jestem dwudziesta dzisiaj. I że musi tyle domów odwiedzić, żeby warunki sprawdzić... Wyczułam, że nie mamy za bardzo o czym rozmawiać. Cóż - pomyślałam - tyle psiej bidy na świecie, byle dobry dom znalazła, a my poszukamy innej. Nie naciskałam.

Pani, prawdopodobnie z poczucia obowiązku i kultury osobistej (skoro już zadzwoniłam), zadała mi jednak kilka pytań. A to: czy do mieszkania, czy do domu. A to: czy do domu, czy do kojca. A to w końcu: czy będziemy do psa mówić ładnie po polsku, żeby żadne tam włanczać, bo się dziecko skrzywi. I tak od słowa do słowa...
W każdym razie po może dziesięciu minutach barwnej rozmowy pani podsumowała:
- Przyjeżdżam jutro z psem. Muszę wymyślić, jak to wszystko poodkręcać.
Tego się nie spodziewałam!!!

- Ludzie cię lubią - podsumowała Zuzia wieczorem. - Musimy z tym skończyć!

Tymczasem u nas kompletna rozpierducha. Zuzia rankiem wyjechała na saksy do Holandii. W chałupie kipisz, bo nie zdążyła posprzątać - wyjazd wyskoczył jak diabeł z pudełka. Prezes trochę później pojechał z moim bratem po rynny i takie coś na deszczówkę, a ja nie mam pojęcia czy zamierzają to od razu montować. Wisienka na torcie: mamy dziś gości, a ja w proszku. Na to wszystko wpadnie nowy pies.

Ale ojtam. Przeżyliśmy potop szwedzki, przeżyliśmy i radziecki, przeżyliśmy okupację, przeżyjemy demokrację. Od rana strofuję Leśka, żeby się zachowywał, bo przyjedzie dziewczynka i będzie gardzić towarzystwem takiego tumana. Pragnę podkreślić, że tuman prawdopodobnie zeżarł wczoraj coś, co go użądliło i ryj mu spuchł. Wyglądał jak pitbull, z takim garbkiem na nosie. Polecieliśmy do wetek, a tam kolejka na sto lat stania, więc zawinęłam psa, wysłałam esa do wetki i wróciliśmy do domu. Z porady telefonicznej wynika, że mamy podać wapno, najlepiej takie dla dzieci, w syropie.
Rano twarz była już normalna. Histeria psa w gratisie - zasługuje na osobna notkę.
A nasza ulubiona wetka też zamówiła się z wizytą, bo chce natychmiast oglądać.

No to możemy mieć dzisiaj niezłą imprezkę.
Będzie, będzie zabawa, będzie się działo...



PS Proszę, żeby nikt już w życiu więcej nie odezwał się do martuuhy, bo to torba jest! Z IKEi! Każdą niespodziankę człowiekowi zepsuje!!!

PS2 Krysiu - zdradziłam Cię, wybacz. Ale w sumie... co to za różnica, skąd się weźmie psiulka, prawda? Byle dać dom. Ufam, że nie będziesz się na mnie długo gniewała.

PS3 Zośkę szlag trafi, jak przypuszczam. Też tak sądzicie? Będę się musiała dłuuuuugo podlizywać.

PS 4 
- Dobrze, że ci się to na dzieci nie przekłada - powiedziała Matka Dzika. - Inaczej już byś miała z ośmioro.

8 lipca 2016

6 lipca 2016

2325

POST WOLNY OD PIESEŁA

Podobno pierwszy milion trzeba ukraść. No to ja Wam ukradłam. Od chwili mojej przeprowadzki z Blogu na Blogspot zajrzeliście tu ponad milion razy.



DZIĘKUJĘ!


Karolek czytelniczy również.
I Zocha na dachu samochodu.
I nawet Eduś, który wpadł na chwilę do domu.

A także Irregularki z laleczką. 
Serio, serio.
Oraz martwa wierzba.

Dzięki, że jesteście. CMOK!