Posty

Wyświetlanie postów z 2014

2022

O, nie! Nie będziemy się rozczulać drugi raz z rzędu!  Czego Wam życzę?
MNIEJ PRACY, WIĘCEJ KOŁACZY!!!
O!

2021

Matka, lat 73. Ojciec, lat 78.

- I oglądałam sobie ten program Lisa...
- Mamo, nie kłam, ty ślepa jesteś.
- Czepiasz się. Więc oglądałam sobie, a tam, rozumiesz, posłanki z PiS i PO, jakiś facet oraz ksiądz. To Lis się pyta, jakie ich zdaniem były najważniejsze wydarzenia w kraju w upływającym roku. O dziwo obie kobity mówią, jakim niewypałem było nieprzegłosowanie ustawy o przeciwdziałaniu przemocy. Na co durny ksiądz się wtrąca. Przerywa. Pyskuje. No tak mnie wnerwił, że wzięłam udział w dyskusji.
- Do telewizora?
- Okazało się, że nie do końca. Bo ojciec - niby głuchy taki - usłyszał i przyszedł z drugiego pokoju.
- O, zainteresowałaś mnie.
- No. Sama się zainteresowałam. Bo on się zaczął ze mną kłócić, że kobiety też biją mężczyzn.
- Nie gadaj! I co z tym zrobiłaś?
- Jak to co?! Powiedziałam, że jeszcze jedno słowo, a uzasadnię tę jego tanią teorię!

Uwielbiam ich.

2020

Obraz
Mówię Wam... przyszłam dziś do fabryki, pacze, a tam w pokoju z 10 stopni! Normalnie pracodawca funduje mi kurację odmładzającą za pomocą krioterapii. Zapuściłam dmuchawę, zawołałam panów do odpowietrzania kaloryferów i schroniłam się u koleżanek. Do końca dniówki zrobiło się znośniej, choć nogi mi marzły. Korzystając z podpowiedzi Idiomki, postanowiłam zakupić walonki.

Tymczasem Prezes i Zuzanna siedzą w domu i rżną w różne gry, wznosząc przy tym okrzyki bojowe. Zuzanna krzyczy głównie, że nie chce być postacią grubaska, bo jej brzuch w skokach przeszkadza, a Prezes zarzuca Zuzannie pazerność, z powodu której wg niego Zuzanna ciągle się zabija i szkodzi punktacji.

Tymczasem pod domem...


... wielbiciele przegrywają z Rayman Origins.

Zaproponowałam coś bardziej spektakularnego, np. samolot ciągnący wywrotowe hasło na szmacie lub też i baloniki. Za ciekawą opcję uważam również posiadanie willi z podgrzewanym basenem, którą udostępni się matce. No co? Mądry mężczyzna wie, że obłaskawieni…

2019

Obraz
Kto z Was wie, że autorem słów do tej piosenki był Julian Tuwim?


Tak, tej też. Obie przeszły do historii - nie tylko muzyki, ale również, w wykonaniu Hanki Ordonówny, kinematografii.

Są jeszcze inne.




(Wciąż aktualne - Tuwim na Woodstoku)




Tuwim - cztery lata starszy od mojego dziadka ze strony taty, któremu czasem zazdroszczę (choć opamiętuję się szybko) życia w czasach Skamandra - nie był takim posągowym, grzecznym chłopczykiem, jak chcielibyśmy myśleć. Państwo sobie wyobrazi, że repetował szóstą klasę szkoły powszechnej, bo do przedmiotów ścisłych nie miał zamiłowania. Jakże go rozumiem!
Urodzony w Łodzi, z której jego rodzinę wygnała rewolucja roku 1905, przeniósł się do Wrocławia (Kruszyzno, odnalazłaś może jakieś ślady Tuwima?), a później Warszawy. Studiów nie ukończył, skupiwszy się na innych sprawach - i chwała mu za to. Co by nam było po prawniku Tuwimie lub filozofie Tuwimie, gdy w miejsce tego dostaliśmy Skamandra i te wszystkie cudne, niezapomniane wiersze?
Od 1939 na emigr…

2018

Zuzia miała zastopowany film na komputerze. Żołnierze radzieccy (spółka z nieograniczoną nieodpowiedzialnością) udali się na wysypisko pod jej nieobecność, włączyli sobie film, coś tam tajnego porobili, po czym opuścili pokój, ale przed wyjściem zastopowali film i przekręcili ekran o 90 st. Ta ostatnia czynność wymaga równoczesnego naciśnięcia klawiszy: ctrl + alt + ->.

Tego się nie da wykonać jednym kotem.

Spółka z nieograniczoną nieodpowiedzialnością ma się znakomicie. I może sobie Kiełbasińska opowiadać, ale to był strzał w dziesiątkę. Daliśmy początek ruskiej mafii. Nie macie pojęcia, co oni razem wyprawiają. To naprawdę nie były wyrzucone pieniądze - nie żałuję nawet złotówki. I Eduś jakby ostatnio ciut mniej się na mnie za tę operację gniewa. Ciut. Nawet zaczął przychodzić do umywalkowego wodopoju kiedy siedzę na klozecie. Od pojawienia się Cześka gardził.

Świat wraca do normy.

PS Jestem minimalnie zawiedziona - nad Cześkiem w ogóle nie trzeba pracować. On się urodził mamusi …

2017

Obraz
Święta, święta, srutututu, a choinka nawet nie zemdlała. Jestem nieomal zawiedziona. Owszem, nie mogę powiedzieć, było zainteresowanie, ale u nas się liczy głównie interakcja, więc przy ubieraniu. Szczególnie zajmujące wydaje się być wykonywanie rekordowych ślizgów w reklamówce po bombkach.Albo akcje z cyklu "wszyscy posypmy się brokatem, dużo, dużo". Po zakończeniu czynności strojniczych, choinka przestała budzić większe emocje i zaczęła służyć głównie do uzmysławiania nam, że kot to prawdziwy prezent od losu.


Wigilia w tym roku, zgodnie z założeniami oraz podjętymi działaniami, w rozszerzonym składzie. Do tej pory pomiatały mną cztery osoby, a teraz siedem. Wyszło więc na jaw, że posiadam pewne skłonności masochistyczne. Absolutnym hitem było oczekiwanie aż rozdzielę ryby.
- Co tak siedzicie? - zapytałam, ustawiwszy półmiski na stole.
- Czekamy aż nam nałożysz. - Z którejś piersi się wyrwało.
- A w dziób chcesz? - doprecyzowałam czule, utrzymując świąteczną atmosferę.
Myśl…

2016

Najdrożsi!
Nie wiem czy kiedyś wspominałam, ale darzę Was licznymi ciepłymi uczuciami.  I tych, których znam osobiście, a oni znają mnie, co ich nie zniechęca do studiowania tej pisaniny, a to świadczy o ciężkiej aberracji umysłowej, ale - nie powiem - zbliża. I tych, których poznałam dzięki magicznej mocy internetów i teraz nie mogę sobie przypomnieć, jak to było, kiedy ich nie było. I tych, których nigdy nie ujrzały me oczęta (jeszcze nic straconego, ale spieszcie się kochać ludzi zanim oślepną, bo potem będę macać!), lecz zawsze mają w zanadrzu dobre słowo i w dodatku chce im się je napisać. I tych w końcu, co czytają milcząco, a jest ich najwięcej*. Im, oczywiście, nieustannie dedykuję piosenkę Anny Marii Jopek. Oraz zapewniam, że warto coś powiedzieć, choć istnieje zagrożenie, że potem nie będzie można przestać.
Wszystkich Was, którzy wraz ze mną śmiejecie się i płaczecie. Dzielicie dobre i złe chwile. Śledzicie ten kawałek moich losów, który udostępniam. Czekacie na kolejną notk…

2015

Ach, ta cudowna, świąteczna atmosfera!

Zapach ciasta wciska się w każdy kąt, Czesiek wlecze swój ulubiony kołnierz futrzany i zabija go pod stołem, choinka - lekko kulawa i łysawa miejscami - odpiera ataki co żwawszych domowników, Prezes kurwuje, siedząc na pięterku... sam czar. Lubię. Zwłaszcza że Zuzanna, póki co, jeszcze nie obraziła się wigilijnie. I nawet dała słowo, że rano poodkurza.

Dom bylim oglądać i... tak. Ładniusi. Wieś, dojazd asfaltówką (ale tylko 18 km do drzwi fabryki), psy dupami szczekają, przystanek autobusowy 20 m od furtki. 120 m powierzchni, na dole: salon, kuchnia, ubikacja, przedpokój, pomieszczenie gospodarcze, kotłownia, a na górze: trzy pokoje, przedpokój, duża łazienka z wanną i prysznicem. Pięterko z balkonem, na który wychodzi się z dwóch pokoi. Działki po horyzont - 30 arów, dla hobbystów, bo sprzedać się części nie da, chyba że sąsiadowi. Nie ma dostępu. Wokół pola, trochę lasu. Wielkość działki skłania do zapuszczenia własnego. Właściciel sugeruje żeb…

2014

Więc, Moi Drodzy Czytelnicy, obudziłam się o 6:00 - zaledwie lekko nieświeża. Zmierzyłam temperaturę... norma. To wstałam. Poleciałam do łazienki, gdyż wszystko, co nie wyszło górą i dołem, ulotniło się porami skóry. Wypeelingowałam to aromatem róży, namalowałam sobie urodę, wbiłam się w kiecusię i (nie, martuuho, nie poszłam, bo to za daleko) pojechałam do fabryki. Wizja możliwości podzielenia się wirusem ze światem była nader kusząca. Ach, te fabryczne wigilijki!

Uczciwie uprzedzałam napływających z opłatkiem kolegów o konsekwencjach zbliżenia, ale lekceważyli. No to do siebie teraz pretensje! Buchacha!!! Nawet ksiądz się napatoczył - nie będę osobie duchownej wirusa żałować. On ma zwyczaj mawiać, że się mnie boi, to teraz będzie miał podstawy. Albowiem dotąd zaledwie wyczuwał instynktownie siłę nieczystą, gdyż nie było nam dane wdać się w dyskurs światopoglądowy. Ogólnie jest to miły człowiek, pozytywnie nastawiony do świata, otwarty i uśmiechnięty. W związku z czym ja go nie wypro…

2013

Sprawozdania z oglądania domu nie będzie, gdyż mam dobre serce, na okoliczność czego muszę posiadać twardą dupę. W piątek rano zelektryzował mnie telefon Justyny.
- Załatw mi urlop. Dzik od wczoraj rzyga. I przyjedź do mnie po południu.
Załatwiłam. Przygruchałam receptę na Nifuroksazyd, gdyż z doniesień wynikało, że do wymiotów dołączyła sraczka. Wykupiłam co trzeba w aptece i pojechałam. Dzik rzeczywiście rzygał i nawet uczcił w ten sposób moje przybycie, po czym zapytał:
- A kiedy Asia sobie jedzie?
I zamiast rozważać jego uprzejmość, miałam wyjść. Gdyż dziecko intuicyjnie radziło dobrze.

Wczoraj wieczorem poczułam, że strasznie jestem obżarta. Ilość spożytego pokarmu na to nie wskazywała. Pół godziny później zaczął mnie boleć żołądek.
- Zemsta? - napisałam do matki Dzika.
Ludzie! Nie pamiętam takich atrakcji jako żywo. Wiemy na pewno, że to był wirus, a wcześniej rozważałyśmy różne zatrucia. Nie, to nie były zatrucia.
Nie wymiotuję już 12 godzin, a od 9. nie mam sraczki. Właściwie …

2012

Obraz
Tymczasem gdy tylko straciliście czujność, z Dzikiem i jego matką zamieszkały...

Zatem Dzik został posiadaczem ziemskim oraz farmerem w jednym. I ogólnie pełne szaleństwo.

Tym samym Czesław stracił swą pozycję najmniejszego i najmłodszego w rodzinie. Naprzeciw pięciotygodniowych pisklaków jawi się malamutem, a nawet mamutem. Czesławowi to nie przeszkadza, byle miska była pełna.

Poza tym Szef szepnął mi do uszka na stronie, że po nowym roku nadal będę pracownicą fabryki, więc radość wielka. Wyraźnie zakończyłam epizod lumpenproletariacki. Na tę okoliczność udaliśmy się na jazzowy wtorek, mimo że Prezes zaznaczył nutkę* w kalendarzu na niedzielę. Ja tam zgodna jestem, ale żeby wtorek przypadał w niedzielę, to jako żywo... nie przerabiano.
Jeden facet, co siedział koło mnie, gadał. Niesiona falą sukcesu o mało nie zdzieliłam go z liścia.
NOSPR nadal stoi i ma się znakomicie.

- Trzeba przyznać, że nie czuję się odchamiona, lecz wręcz ukulturalniona - poinformowałam Prezesa w drodze powrot…

2011

Przepraszam, przepraszam, wiem, że czekacie i pewnie sobie myślicie, że zobaczyłam dom, zapadłam na serce i tkwię w szale zakupów, ale nie. Po prostu dużo roboty.

Domy miały być dwa, ale jeden pan zadzwonił, że bardzo przeprasza i nie da rady w niedzielę, żebyśmy to przełożyli. Obecnie odraczać można jedynie na weekendy, bo jak Prezes kończy pracę, jest już ciemno. Oglądanie domów po ciemku jest bez sensu, więc przesuwamy o tydzień. Żeby nie tracić czasu, postaram się umówić oględziny więcej niż jednej hawiry.

Jeśli zaś chodzi o tę chałupę, w której byliśmy, to wyjątkowa sprawa. Nie tyle, że do mnie nie przemówiła (co jest podstawą), ale właściwie wszystko było na nie. No, może poza jedna rzeczą - właściciele stosunkowo niedawno zrobili remont i trzeba przyznać, że nawet z gustem (znaczy z moim), więc w miarę podobały mi się łazienka i kuchnia. Reszta do dupy.
Za daleko (co wiedziałam, ale gdyby tak przemówił... było dość tanio).
W fatalnym miejscu (marzę, żeby mnie stukot kół pociągó…

2010

No to jutro zaczynamy oglądanie domów. Mamy już umówiony jeden - trochę dziwny w układzie, ale pięknie wyremontowany, również w środku i w dodatku umeblowany (na zdjęciach wygląda, że przyzwoicie). Przy tym niedrogi, bo wystawiony za 360.000 zł. Pewnie można go kupić za 330.000, jeśli się człowiek postara. Dojazd nieco mnie martwi, ale oglądać trzeba.

Do drugiego domu nie udało mi się dodzwonić, ale będę jeszcze próbowała. Ten z kolei ma potężną działkę i Prezes, czego oznak wcześniej nie dawał, oszalał z radości na tym tle. Zapewne nie wie, jaki podatek przyjdzie od tego płacić. Plusem jest jakieś 16 km do roboty, więc praktycznie niewiele więcej niż mam teraz. Oszczędziłoby się na podatek.

A wszystko dlatego, że byłam odczytać u Justyny wodomierze i doznałam ataku koszmarnego przygnębienia na widok pustych pomieszczeń. Więc zabrałam pod pachę wazon i poszłam. W jednej sekundzie odechciało mi się tu mieszkać. Ta lokalizacja ma oczywiście swoje plusy, ale na to składało się wiele spra…

2009

Obraz
Kierowana niskimi pobudkami zrujnowałam się na kieckę. Niskie pobudki są takie, że mamy wigilię zakładową. W pierwszym odruchu chciałam wziąć urlop, jak to uczciwie czyniłam przez lata, ale mnie tknęło, że w końcu pierwszy rok w fabryce, a i na bal nie poszłam, gdyż gardzę taką rozrywką, więc mogą sobie pomyśleć, że gardzę nimi. No więc nie wszystkimi, choć mam kilka typów. Po prostu jest tak, że nie lubię tych sztuczności, tego obcałowywania ludzi, których nie mam ochoty nawet kijem i to z większej odległości, tego fałszu i innych atrakcji. Co mogę, jak nie lubię i już.

W związku z powyższym do głosu dorwały się tanie emocje i nikt mi tu nie będzie. Wbiję się w kiecę i kulturalnie spóźnię o minut trzy. Taki jest chitry plan. Obuwie posiadam. A kiecka wygląda tak:


Zdjęcie należy do firmy Ines atelier i nie przedstawia mnie, choć żałuję (oprócz butów, bo są beznadziejne i od czapy).

No więc przygalopowała błyskawicznie i leży idealnie, więc gdyby któraś miała potrzebę, to śmiało proszę…

2008

Dzik i jego matka wyprowadzają się dzisiaj. Mam doła.

Oczywiście cieszę się, że będą mieli śliczny, mały domek, ogródek, blisko do przedszkola, miejsce, żeby się ruszyć i przyjąć gości oraz tysiąc innych fajnych rzeczy. Ale przeżyłyśmy z Justyną kawał życia razem, dzieliłyśmy tyle ważnych, intymnych spraw, miałyśmy pewność, że ta druga jest nieomal za ścianą i można do niej o każdej porze dnia czy nocy... będzie mi tego CHOLERNIE brakowało. Straciłam resztki sentymentu do tego  mieszkania.

Tyle wspólnie spędzonych godzin, tyle pomocy, udzielanej sobie nawzajem, wsparcia w trudnych chwilach, tyle śmiechu i wycierania jedna drugiej nosa chusteczką, powierzania tajemnic... z nikim tak nie miałam przez lat czterdzieści z hakiem. Jej samotna ciąża, wspólne rodzenie Dzika, mój brak pracy i kłopoty rodzinne, imprezy, hektolitry wina i tiry fajek, faceci, choroby, drobne i większe radości, ta nienamacalna więź, która pozwalała się przytulić i wygulgać przez nos: "ty tam już wiesz co"…

2007

Obraz
Kupiłam na Allegro podróbę. Zdarza się, choć mnie po raz pierwszy. Złożyłam reklamację i sprzedający rozpatrzył ją pozytywnie, czym tylko potwierdził moje obserwacje, dotyczące braku oryginalności sprzedawanej rzeczy. Oczekiwałam (po odesłaniu spornego przedmiotu) zwrotu jego wartości oraz kosztów przesyłki w obie strony i otrzymałam na to zgodę.

Tymczasem w chwili, gdy przesyłka została już nadana, czyli przestałam mieć wpływ na bieg sprawy, sprzedający zmienił zdanie i odmówił pokrycia kosztów przesyłki zwrotnej. Niby nie jest to duża kwota (13,30 zł), ale - do cholery - moja! I to mnie zdenerwowało. Pomijam już fakt, że to kawał chama i były chwile, gdy naprawdę zaciskałam zęby, żeby nie napisać o słowo za dużo.

Na Allegro można toczyć spory w systemie, więc skorzystałam z tej opcji. Sprzedający swoje. No to wysłałam mail bezpośrednio do Allegro z prośbą o zawieszenie mu konta. I czekam na odpowiedź. Szlag mnie trafia, bo nie otrzymałam żadnego potwierdzenia wysłania maila do Alleg…

2006

Mam w pracy koleżankę, którą uwielbiam. Jest wieku przedemerytalnym, Ślązaczka z dziada pradziada, z ogromnym dystansem do siebie, a poczucie humoru ma takie, że po jej opowieściach (gwarą) robimy w gacie. No i dziś doprowadziła mnie do takiego stanu, że o mało się nie udusiłam.

Opowiadała, jak zaraz po szkole musiała coś tam kupić, czasy były kryzysowe, jeden sklep specjalistyczny - w Katowicach. Ona mieszkała wtedy w Siemianowicach Śląskich. Pojechała i już w podróży DO poczuła, że ją w brzuchu kręci. Twarda - postanowiła wytrzymać. Zrobiła zakupy, spakowała i dawaj na tramwaj, bo ją w brzuchu kręciło coraz bardziej. W drodze na przystanek pomyślała, że nie wytrzyma, więc postanowiła wejść na dworzec do toalety publicznej. Ale kiedy miała tam skręcić, zauważyła, że do przystanku zbliża się jej tramwaj. Ze środkami komunikacji, jak ze wszystkim w tych czasach, było kiepsko, więc zacisnęła pośladki i wskoczyła do tramwaju.
- Dziołcha! Ty sie wyobraź ta scena. Ja stoja w ty banie, dupa…

2005

Obraz
Fabryka gorze, a tymczasem w domu...


Zofia, jak widać, gardzi. Nie będzie się z plebsem!

2004

I się porobiło.

Szef był bardzo niezadowolony, że ten wykład na dziś ustawiłam. Bardzo. Do tego stopnia, że do wstającego prelegenta rzucił:
- Ma pan 10 minut.
Chłopak - niezrażony - uśmiechnął się, odparł:
- Dziękuję bardzo* - i rozwalił wszystkich.
Sympatyczny skądinąd, całkowicie pozbawiony przemądrzalstwa, w krótkich słowach zrelacjonował, co było do okazania. I wbił wszystkich w krzesełeczka, a najbardziej Szefa. Mnie mniej, bo wiedziałam, o co się tutaj rozchodzi. Z prawdziwą satysfakcją obserwowałam to ogólnonarodowe poruszenie. Jakby im kto pokazał wielkiego cukierasa. A nawet dał liznąć.

No i mamy problem. Bo Szef chce.
- Załatw to - wyrósł przede mną jak spod ziemi.
- Nie ma sprawy - odpowiedziałam z uśmiechem od ucha do ucha. - Jest kasa, jest produkt.
- Targuj się z nim!
- Pan nie pamięta, ale ja ten temat wywołałam już przeszło pół roku temu. On nie może nam obniżyć ceny bardziej niż o 10%. I chętnie to da, ale nie więcej. Po prostu nie może. A też mu zależy, bo ma w Pols…

2003

Prezes zastał mnie wczoraj nasmarowaną olejem kokosowym, w rękawiczkach foliowych i skórzanych, żeby mi ręce nie stygły. Musiałam to wszystko ściągnąć, bo mi pad w komputerze nie reaguje. Myjąc ręce pomyślałam głośno:
- Może ja sobie tak posmaruję na noc? Foliówki już mam...
- Taka perwersyjka - podrzucił, patrząc na mnie z ukosa. - Będziesz mnie miziać skórzaną rękawiczką po włosach. A potem zaśniesz, zaczniesz gadać do siebie i śmiać się demonicznie.
- Wiem, że się śmieję, ale gadam?
- Gadasz.
- A co?
- Cholera wie co. Bełkoczesz, a potem wybuchasz śmiechem. A ja mam lęki. Tiki mam.

Mnie wkurza, że on chrapie. Pospolity taki.

2002

Zima idzie, nie ma rady na to, więc wyciągłam z końca lodówki olej kokosowy. On był kupiony na włosy, się do rąk wysmaruje. Pojawił się, owszem, pewien maleńki problem w postaci braku rękawiczki foliowej, ale na szczęście przypomniałam sobie, że mam zmagazynowaną farbę do włosów, gdyż była w promocji, a tam przypuszczalnie. I były.
To teraz nie wiem czy gołąbki wiązać, czy ręce. Te drugie bardziej kuszące.

Jużem myślała, że dzień udany, czyli minął bez wstrząsów, a tu na spotkanku wieńczącym Szef nagle wyciągnął jakieś pismo, odczytał i się zadumał. Nie zwracałam na zbyt wielkiej uwagi, gdyż tematycznie rzecz mnie nie dotyczyła, a tu...
- Sprawdź mi to.
Poszło nieco w eter i taka niepokojąca cisza zapadła, więc spytałam głupio:
- Ja?
- Ty.
- Aha... - zawiesiłam głos, nie mając zielonego pojęcia, dlaczego karabin wymierzono prosto w mą pierś obfitą. Cisza się przedłużała i kolega, który jakby na oko powinien się takimi rzeczami zajmować, przyszedł z pomocą, wyłuszczając temat. Myślicie…

2001

W moim fabrycznym kabineciku jest... rześko. Szczególnie w poniedziałki. Kto mnie trochę zna, ten wie, że ja za rześkością nie przepadam. Palenie wymaga ode mnie obecnie wiele samozaparcia. Idę tam (bo nieugięta jestem), stoję i się trzęsę. Najlepiej pali się z Jasiem, bo on jest dżentelmenem i nie może patrzeć na te drgawki. Wobec zaistniałych okoliczności zrywa z siebie odzienie wierzchnie, opatula mnie, a następnie z wymalowaną na twarzy pewnością siebie świerknie w T-shircie. Pewność siebie dotyczy stwierdzenia, że jemu nie jest zimno. W T-shircie. Na zewnątrz. W grudniu.
- Jasiu, proszę cię, będziesz chory.
- Nie będę. Mnie nie jest zimno. I nie mogę patrzeć, jak trzepoczesz.
Więc się skupiam, żeby nie trzepotać w tej jego bluzie, bo ja z kolei mam syndrom trzęsawki na zmianę temperatury. I stwierdzam, że bardziej się trzęsę niż faktycznie odczuwam. Ale Jasiu nie wytłumaczysz, gdyż on jest opiekuńczym.
- Miły chłopiec z tego Jasia - stwierdza w drodze powrotnej koleżanka.
- Ano m…

2000

Święta się zbliżają, więc nadeszła pora na sernik po wiedeńsku. O ile sobie przypominam, on w końcu nie zaistniał, a jest wart wzięcia pod uwagę. Mnóstwo osób mówi, że sernik nigdy im nie wychodzi, bo się - dajmy na to - zapada, więc sprzedam Wam sposób, jak temu przeciwdziałać. Najistotniejsze w całych przygotowaniach do pieczenia tego pysznego, wyjątkowego ciasta jest to, żeby gnojka lekceważyć! Przez lata się napinałam jak cholera, chuchałam, dmuchałam, do serca przytulałam - zawsze dziura. Pewnego dnia coś we mnie pękło i zaczęłam olewać temat. Przepycham produkty z poczucie wyższości, piekarnik nogą zamykam, nie wpatruję się czy rośnie. Od tego czasu - jak malowany. Zostałam główną specjalistką do spraw sernika i to nie tylko w rodzinie.

Więc tak - proponuję, jak zwykle, zacząć od wina. Tym razem całe będzie dla Was, bo idzie tylko "pod" ciasto. Rąbnijcie sobie kielonek ZANIM zabierzecie się do czegokolwiek, włączając wyjęcie produktów z lodówki. To stwarza dystans.

I t…

1999

No żem siem nadłubała.

Robię te kartki, robię. Tłukę.
Naklejam, odklejam, przyklejam, rozdzielam, składam, przekładam.
Potrzebę odczuwam. Potrzebę posiąścia pisaka w kolorze białym albo srebrnym, dajmy na to.
Będę nim mazać.
Albo i też pisać, jeśli to będzie pisak.

W ramach odpoczynku od tłuczenia czytam sobie wpisy na robótkowym fejsiku, śmieję się od ucha do ucha i nos wycieram czasami. Najczęściej zadawane pytanie brzmi: "kto jeszcze nieobdarowany?!". Ach, jest pięknie, tak dbać o najmniejszego, niepopularnego, szarego, gdzieś w tłumie. Od razu myślę sobie, że ludzie to dobrzy są z natury i wcale nie dają się tak popsuć do imentu.

A jeśli ktoś jeszcze nie spakował swojej niegowskiej paczki, to - podpowiadam - niech dokupi (albo dorobi) jedną kartkę dla Dyrekcji i Opiekunów. Oni się na pewno ogrzewają przy tej atomowej eksplozji życzeń dla dzieciaków, ale też im będzie pewnie miło, że i o nich pomyślano.

CO NIE?!

1998

Nie wiem, jak Wy, ale ja szalenie lubię, gdy Szef rzuci we mnie słowem żwawszem.

Na przykład idę sobie do niego i roztaczam wizję, do ilu to osób musimy wystąpić o zgodę na opublikowanie jakiegoś materiału. Najczęściej są to osoby międzynarodowe, czyli nikt nie obiecywał, że będzie łatwo. Szef słucha z uwagą, po czem rzuca:
- Pierdol to.
I już. Ze dwie dniówki gównianej roboty rzecz mi oszczędza. W zamian redaguję podręcznik specjalistyczny. Jakże cudownie się bawię, UHAHA!
Pffff...

Ale co tam. Dziś piątek, piąteczek, piatunio. Wezne se coś do domu, nie będę tak głupio, bezczynnie siedziała, gdy podręcznik kipi. Jeszcze bym się w szwach rozlazła.

1997

Obraz
To teraz, kiedy wszyscy już się przewalili wielkim pędem, wchodzę ja. HA! Alem sprytna i przebiegła! Odczekałam, pomilczałam, w niepewności potrzymałam, dałam szansę pomyśleć, że się wypięłam albo i też zobojętniałam, tudzież uprawiam mamtowdupizm.
A właśnie, że nie!!!
Chitra chciałam być. I jestem.
Idę do rzeczy.

Kochani! Jak co roku o tej porze jest Robótka do zrobienia!


Zwieramy szyki, wyciągamy zaskórniaki, wydajemy je, bo zaskórniaki są jak zaskórniki - nie wypada hodować. Każdy wydaje, ile może. Jeśli stać Was na drobiazgi dla dzieciaków z Niegowa, to pakujcie je ozdobnie. Jeśli krucho - kupcie choć kartki i wyślijcie hurtem. Albo jeszcze lepiej - zróbcie! Dzieciaki-Niegowiaki uwielbiają takie kartki, które ktoś wyciął troszkę krzywo i sam, tymy ręcamy, pokolorował oraz dołączył życzenia. Pamiętajcie, żeby życzyć, bo oni tam czekają na ciepłe słowa i życzliwe myśli. A ma im kto przeczytać.

Mianowicie, widzicie, w dzisiejszej dobie nie życzyć Dzieciakom-Niegowiakom na święta to j…

1996

Obraz
Dla tych, co gardzo fejsbuniem, mam tu Czesia okładkowego. Proszę uprzejmie, włala. Czesław mówi Wam gutmornink.


1995

Kolejny raz podjęłam uporczywą i, mam nadzieję, nieskazaną na porażkę walkę z bezą. Beza jest moją piętą achillesową. Złośliwie i uporczywie nie chce mi wyjść. Zawsze, ale to ZAWSZE, w środku ma ciągutka. Świnia. A mnie się, rozumiecie, marzy Pavlova. Zeżreć taka Pavlovą nim nadejdzie diety świt, który jest nieubłagany, albowiem po nocy zawsze przychodzi dzień. Tymczasem beza stawia bierny opór mym staraniom. Wredna, podła, na pasku kłamstw mnie wiodła.

Zaparłam się. Nie będzie mi tu beza. Upiekę. Będę piekła tak długo, aż wyjdzie, choćbym miała wyczyścić rynek jajczarski w promieniu 50. km. Poszukuję obecnie źródła jajek bezżółtkowych. Ile można, panie, majonezu ukręcić czy innego kogla-mogla. Zwłaszcza że surowe żółtko mię brzydzi niepomiernie. Co można jeszcze z samych żółtków?

Jaka ona teraz piękna, ta beza. Taka kształtna, obła, lekuchno przyrumieniona. Jeśli znajdę ciągnące się wnętrze, to ja zadźgam szpikulcem, nie zważając na zalotny loczek na czubku. Gorzej, że się cholerstwa…

1994

Obraz
W piątek Prezes jechał z pracy do domu i kierownica mu się skrzywiła. W wyniku tej klęski dotarł ździebko później. I nie całkiem sam.


Dziękuję, orgia ma się znakomicie.
Czasopismo na samym dole nosi tytuł "Wiadomości ASP". Nie umiem wytłumaczyć, dlaczego to czytamy. Nie, żadne z nas nie otarło się nawet o Akademię. Ale gazeta ciekawa i zaskakująco tania.
Tolkien jest jakimś starym wydaniem, które zaplątało się w magazynach. Nie ma to jak dokupić brakującą książkę za dychę. Pomijając fakt, że starsze wydania uważam za bardziej wartościowe - kto nie rozumie, czyta poprzednią notkę.
Miłej niedzieli. Korzystajcie nim dopadnie Was trud i znój.

1993

Zastanawiam się często - wiadomo, taki zawód - nad językiem, którego używają osoby piszące książki. Pomijam oczywiście kwestię ewidentnych błędów, jakie jestem w stanie wybaczyć autorowi, ale korekcji i redakcji nigdy, choć z drugiej strony rodzi się we mnie obawa, że autor, który wydał ze dwie, trzy książki, a wydawnictwo na tym zarobiło, zaczyna czuć się tak ważny, że przestaje słuchać redaktora, w miejsce czego informuje, że jeszcze słowo, a zabierze swoje zabawki i wyniesie się do innej piaskownicy. Tak powstaje, jak przypuszczam, większość kulfonów wydawniczych na naszym rynku książkowym. Trudno mi bowiem uwierzyć, choć oczywiście i w tym zawodzie - jak w każdym - zdarzają się fachowcy i zwyczajne palanty, że w miarę doświadczony redaktor czy korektor nie dostrzega ewidentnych błędów, o które potykam się co krok. To jest naprawdę żmudna robota, godziny dziubdziania, ślęczenia nad słownikami i sprawdzania, co na to poradnia językowa. (O błogosławiona elektryfikacjo miast i wsi, kt…

1992

Postanowiłam zrobić Wam poranek do kawy. W pierwszej wersji chciałam napisać, że postanowiłam zrobić Wam do kawy, ale pomyślałam, że zaczniecie się przepychać w kolejce.
Oto przed Państwem Edward i Czesław. Oraz burdel. Burdel robi Zuzanna. A niech ma swój wkład w tę wiekopomną produkcję!


I tera Państwo widzi, jak to jest. Rozwali się taki jak basza i go myj. Bo jak nie, to rozdarty.

Miłej sirody. Siroda jest połową czwartku. Czwartek jest małym piątkiem. Enjoy!

1991

Obraz
Martuuha przypomniała, że nie było sprawozdania z pobytu w sali koncertowej. A ja zrobiłam dla Was zdjęcie! Oczywiście nie jest tak piękne, jak profesjonalne fotografie, które można obejrzeć w internetach, ale łapie chwilę i pokazuje ten ogrom. Uwaga!


Siedzieliśmy w ostatnim rzędzie i już zawsze chcę siedzieć właśnie tam. Odległość od orkiestry jest porażająca - nie bardzo potrafię to ocenić metrażowo, ale sądzę, że osiągnęliśmy pułap (na oko) piątego, szóstego piętra. A akustyka jest taka, że gdy ktoś z parteru, usadowiony naprzeciw muzyków, kichnie, to ma się ochotę powiedzieć "na zdrowie". Jakby siedział obok. Szokujące i porywające.

Słuchaliśmy "Koncertu na fortepian i orkiestrę" Alfreda Schnittkego i "V Symfonii" Dymitra Szostakowicza pod batutą Stanisława Skrowaczewskiego. Pierwsza część była trudna, ale w tym czasie miałam atak dziecięcej fascynacji i prawie wisiałam z barierek, wgapiając się we wszystko. Aha - nie polecam osobom z lękiem wysokości…

1990

Obraz
Otóż są na tej ziemi rzeczy, o których nie śniło się filozofom. A przynajmniej mnie. Co prawda należę raczej do gatunku tych, co filozofują, ale źródłosłów wspólny.

Mianowicie, Drodzy Czytelnicy, ja mało chadzam, a to z powodu, że lata temu zostałam homo automobiliticus i nie potrafię przez to przeskoczyć. Człowiek się łatwo przyzwyczaja do dobrego, leniwy jest z natury. Toteż omija mnie prawdopodobnie wiele wzruszeń, które inne osoby potraktowałyby być może zwyczajnie, lecz mój mózg, ukształtowany po części na Latającym Cyrku Monty Pythona, nie potrafi minąć obojętnie.

I tak. Urząd Miasta Chorzowa postanowił wyjść naprzeciw oczekiwaniom wyborców, tworząc w różnych punktach kilka Biur Obsługi Mieszkańców (BOM). Ponieważ Urząd Miasta Chorzowa złośliwie nie korzysta z usług Poczty Polskiej, mieszkaniec musi utrafić w jakiś dzień, gdy rzeczony BOM nie pracuje do 13:00 (takie ułatwienie, Państwo rozumie) i odebrać sobie przesyłkę. Utrafiłam i to było dzisiaj. Pomijam, że liścik ów wydawał…

1989

Ja pierdzielę, mówię Wam, ile ten kot może zeżreć, to jest nieprawdopodobne. Nie mam pojęcia, czym to się skończy. Istny odkurzacz. Zważyliśmy go dzisiaj na wadze kuchennej, już 2300. Gdyby był wcześniakiem, 300 g temu wypisaliby go ze szpitala. Nie wiem, ile mu przybyło, bo nie wpadliśmy na pomysł, żeby zważyć drania na wjeździe, ale urósł wyraźnie i zaokrąglił się. Po przebytej w hodowli infekcji ważył pewnie nie więcej niż 1,5 kg - skóra i kości. Biduś był straszny. Przyglądaliśmy się dziś gnojkowi podczas wspólnego, kociego posiłku - ogon ma dłuższy niż Karol!!! Ludzie, to mutant będzie. Ani chybi geny szarpnął po tatusiu. Tatuś był większy niż nasz Karolek... Bydlę po prostu. A ja chciałam małego, smukłego, delikatnego ruska. Co za wtopa.

Je na oko z 10 razy dziennie. On jest malutki, boję się go przekarmiać, a ten cały czas głodny. Może z głodu tak ryczy? Bo go ssie? Ale, cholera, jaki żołądeczek może mieć niespełna półroczny kociak? Jak naparstek?! Właśnie wyjęłam kurze mięso z…

1988

Ponieważ państwo udaje się na koncert do nowej siedziby Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia,

PO PROSTU MAGDA
będzie patronowała filmowi o grubaskach, który nie wszyscy widzieli, gdyż albowiem fejsusia nie posiadajo.

Przed Państwem Placówka Zbiorowego Żywienia. Wstępnie uważano, że jeden klient jest niezdyscyplinowany, ale okazało się - dzięki podpowiedziom internautów - że on raczej taki awanturujący się. Internauci sugerowali, żeby zadzieżgnąć krawacik.


1987

Nie, nic się nie stało, tylko miałam dużo roboty. I gdy już ją wykonałam, to nawet nie czytałam blogów, tylko tak sobie bezmyślnie surfowałam po fejsie. Czasem trzeba.

Natomiast wczoraj miałam ciekawą sytuację poznawczą i, prawdę mówiąc, nieco się na niej zawiesiłam. Ponieważ wiem, że ze środka widać najmniej ostro, udałam się do mojej ulubionej koleżanki-psycholożki, nakreśliłam sytuację i zawisłam jej wzrokiem na ustach.
- To teraz mi powiedz, co robię źle - wypaliłam.
- Taka rzecz, która przychodzi mi do głowy na szybko, to - odpowiedział psycholog kliniczny z wyżyn swojego autorytetu - że ty jesteś zbyt normalna. Nawet sobie nie wyobrażasz, jacy ludzie potrafią być zaburzeni. Proponowałabym, żebyś trochę przystopowała. Przestań być taka życzliwa, zainteresowana i serdeczna.

No i klops.

Ja to się z nawyku uśmiecham, bo lubię świat. Staram się cenić każdą chwilę - one są takie niepowtarzalne. Już dawno przestałam zatruwać sobie życie martwieniem się o sprawy, na które nie mam wpływu…

1986

I nadejszła ta wiekopomna chwila! Oto w glorii i chwale objawia się patronka notki szczególnej...

MARTUUHA!
Otóż pragnę przedstawić Państwu kuluary. Gdyż nie wszyscy wiedzą, że istnieją osoby, posiadające wiedzę o mym zastrzeżonym (sic!) numerze telefonu. Jak się okazuje, numer ten lekkomyślnie przekazałam niektórym typom i one mię tera, te typy, dręczom telefonicznie. Mianowicie dzwoniom do mię noco ciemno (czyli koło 19:00), naciskajo i usiłujo wymóc. W beszczelności swej formułują oczekiwania, jakobym miała się do niektórych notek przygotowywać miesiącami, materiały skrzętnie gromadzić, przemyśliwać, komponować. I pewnie jeszcze zatańczyć.

Wała.
Wszak wszyscy wiedzo, że ja stawiam na spontan, z myśleniem u mię kiepsko, planować to ja mogę, co będzie na śniadanie - i to wyłącznie najbliższe. Reszta przerasta mój mały rozumek - aż cud, że dwa zdania do rzeczy potrafię sklecić, a i tak wiadomo, że dla hecy. Potem przychodzo, czytajo i sie śmiejo. Taka karma.

Ale.
Tak się jakoś szczęśli…

1985

Notkę wyborczą poświęcam

ANI i JOLI T.
Obowiązek obywatelski spełniony. Mamy z tym zawsze trochę roboty, bo głosujemy w różnych lokalach wyborczych. Prezes i Zuzanna zameldowani są na stale tutaj, a ja tam. A tutaj czasowo. W związku z powyższym wozimy się po całym mieście.

Tym razem okoliczności są bardzo sprzyjające, gdyż mamy jedną kandydatkę na prezydentę, a przy tym nie z ugrupowań, co do których powzięłam uzasadnioną niechęć. Niestety prawda jest taka, że póki w Polsce obowiązuje obecna ordynacja wyborcza, to nawet na poziomie lokalnym przynależność partyjna ma znaczenie. Każdy z kandydatów wie, że w pojedynkę nic nie zdziała, a jeśli fiknie - to będzie jego ostatnia kadencja. Ponieważ dość się nasłuchałam haseł typu "nie ma woli politycznej" do każdej, najdrobniejszej rzeczy, zbuntowałam się i pokazałam gest Kozakiewicza. W dodatku namówiłam do tego dwie osoby.
- Ona nie ma szans - zmartwił się Prezes.
- Jeśli każdy będzie myślał tak, jak ty, to rzeczywiście nie ma. Al…

1984

Sponsorką dzisiejszego postu imprezowego (krótkiego, acz treściwego) jest

DAGA.
Jako kobieta renesansu, z pomocą rodziny imprezę przygotowałam, odbyłam, posprzątałam i jeszcze w szale kupiłam sobie garnki. Cesarzowi zostało oddane, co cesarskie, aczkolwiek muszę przyznać, że chyba wszyscy się starzeją, bo ani nie żarli jakoś przesadnie, a i alkohole nam zostały, bo dopiero pod koniec imprezy Prezes wraz z Czempionem (partnerem Matki Chrzestnej) chwycili się za wódeczkę, którą zresztą porzucili nie upiwszy nawet połowy. Przy okazji odkryliśmy bardzo dobre wino, więc jutro po spełnieniu obowiązku obywatelskiego kopniemy się z Prezesem do sklepu i kupimy cztery. Z czego jedno podarujemy Dziadkowi, a niech ma - skoro tak mu smakowało.

A skoro już szczątki gości zostały wymiecione, zainteresowałam Prezesa od lat przewijającą się tematyką dogorywających garów i z jego błogosławieństwem dorwałam się do serwisu aukcyjnego i nabyłam komplecik Tefala za złotych polskich 369, przy czym serwis ów …

1983

Piekę sobie. Jutro goście urodzinowi Zuzanny.

Serniczki sobie piekę, babkę sobie piekę i keksik. Sernika musi być dużo, żeby znów nie uruchomił się fatalny ciąg okoliczności, w wyniku którego moi starzy rodzice są bezpardonowo rabowani na ulicy. Niemalże w biały dzień. W dodatku przez rodzonych bratanków. Przy milczącej aprobacie bratowej - to pewnie z powodu, że nie jest rodzona. Więc piekę dwie blachy: dwa kilo sera, dwadzieścia jaj, dwie kostki masła. Szał ciał, a żeby im w bandziochy poszło. Mam wielu asystentów, spośród których na plan pierwszy wybija się kapral Czesław "Zawszegotowybycośzeżreć" Jedziniak. Eduś też nie jest od tego, a Karol z sypialni na piętrze przyleciał, bo wyczuł koniunkturę do wylizywania papierka po maśle. Niby tak przypadkiem się pojawił.

Koty żyją w znakomitej komitywie. Jest dokładnie tak, jak przewidywałam, czyli Edek z Cześkiem wybitnie przypadli sobie do gustu, temperament mają podobny, gonią, szaleją, wariują, skaczą, zwisają z sufitu i zgo…

1982

Och! Gosia z Manufaktury Radości wywołała niechcący temat, to ja sobie narobię teraz wrogów. Z rozkoszą, gdyż pasjami lubię kij w mrowisko. Pasjami. Będzie o alkoholu. (Aż poszłam po kieliszek, bo to się nie godzi, żeby opracowywać TAKI temat bez).

Alkohol jest używką, jak każda inna. I może stać się nałogiem, jak KAŻDA używka i KAŻDE zachowanie. Nałogi to nie tylko przyjmowanie tytoniu, alkoholu, narkotyków czy leków. To również zwykłe, codzienne zachowania, które, wykonywane kompulsywnie, wywołujące potrzebę powtarzania i niewolą nas (owszem, również kultywowanie "zdrowego" trybu życia). Wiem, o czym mówię - palę ponad 20 lat. Kiedy się zastanawiam, dochodzę do wniosku, że to jedyne natręctwo, z którego nie potrafię zrezygnować. No, może prócz czytania. A właściwie potrafię, ale muszę mieć naprawdę dobry powód. W moim przypadku takim powodem było dziecko - zorientowałam się, że jestem w ciąży gdzieś po dwóch tygodniach i natychmiast przestałam palić. Po prostu potrzeba się…