2477

Czytam bardzo wiele ogłoszeń o zwierzętach do adopcji, a często również komentarze pod nimi. Im więcej czytam, tym częściej opadają mi ręce. Zamieszczam więc poradnik dla każdego, w czyjej głowie powstała myśl o adopcji.

1. Po pierwsze i najważniejsze: zastanów się, DLACZEGO chcesz adoptować psa (kota, królika, kurę, gołębia, whatever). Podpowiedź: „bo kocham zwierzęta i chcę mieć jedno w domu“ jest niewłaściwa. Zwierzęta w schronisku nie znalazły się bez powodu. Największa ich część, poza tymi odebranymi interwencyjnie lub uratowanymi przez kogoś od niechybnej śmierci to takie, które trafiły do bidula od ludzi, którzy uważają, że zwierzątka są fajne i chcieli mieć jedno w domu. Adopcja pokieroszowanego psychicznie (często również fizycznie) zwierzaka to nie jest zakup butów w sklepie. Musisz pamiętać, że bierzesz go NA ZAWSZE. Może się okazać, że jest agresywny, ma lęk separacyjny, szczeka, wyje, niszczy. Może się okazać, że jest przewlekle chory i trzeba go leczyć, a to nie jest refundowane. I w końcu – zestarzeje się. Będzie wymagał specjalistycznego żywienia, zabiegów, będzie sikać pod siebie, śmierdzieć i brzydko wyglądać. Będzie kosztowny. Brzydki, bezzębny, stary śmierdziel, na którego trzeba wydawać miliony pieniążków to już nie to samo, co uroczy szczeniak, prawda? Pomyśl o tym.
Dlaczego my adoptujemy zwierzęta? Bo mamy warunki i środki, by dać komuś (nawet całkiem sporej gromadce) dobre, spokojne, wieloletnie życie. Chcemy je dać takim istotom, które los skrzywdził. Które skrzywdził człowiek. Chcemy, by doświadczyły, że nie wszyscy ludzie są źli. Adoptujemy zwierzęta, bo wiemy, co to znaczy zostawić 2.000 zł w lecznicy weterynaryjnej i nie zawahamy się tego zrobić. I dlatego, że jesteśmy na tyle silni, by trzymać za łapę w wędrówce do Krainy Wiecznego Mruczenia. To rola i obowiązek opiekuna. Dajemy im SŁOWO, że nie opuścimy aż do śmierci. A nasze słowo jest warte więcej niż wszystkie umowy cywilnoprawne świata.
Więc zastanów się, dlaczego chcesz adoptować zwierzę. Zrób to wtedy, gdy już będziesz dorosły.

2. Schronisko jest po to, by wybrało NAJLEPSZEGO opiekuna. Pracownikom schroniska nie wystarczy Twoje „biorę“. Oni doskonale wiedzą, że zwierzęta wracają. Czasem do innych schronisk, bo ludzie wstydzą się oddać do tego, z którego wzięli.
Przygotuj się na to, że będziesz sprawdzany. Nie traktuj tego jako dopust boży, tylko wyróżnienie. Skoro sprawdzają, to biorą Cię pod uwagę. Obowiązkiem pracowników schroniska jest poznać jak najlepiej warunki, w których będzie żyło zwierzę i ludzi – przyszłych opiekunów. Nie widzę w tym nic nielogicznego. Jeśli chciałeś zaadoptować konkretnego psa (kota, królika, kurę, gołębia, whatever) i go nie dostałeś, poproś o informację zwrotną, bo może Ci wskazać, że coś z Tobą jednak nie tak. Jeśli NAPRAWDĘ chcesz adoptować zwierzę, odbierzesz to jako możliwość naprawienia błędów, skorygujesz je i spróbujesz jeszcze raz. Jeśli to dla Ciebie ujma na honorze – nie jesteś właściwą osobą na dożywotnie stanowisko opiekuna. Jeżeli wybrany przez Ciebie pies (kot, królik, kura, gołąb, whatever) trafił do kogoś innego, wróć do czytania punktu pierwszego. Ja uważam, że jeśli znaleziono kogoś lepszego ode mnie, to DOBRZE. Dobrze dla zwierzęcia. Niech mu tam będzie najlepiej na świecie, widocznie nie byliśmy sobie przeznaczeni i w końcu trafimy na siebie z kimś innym, w innym miejscu, innym czasie. Adoptujemy zwierzęta DLA ZWIERZĄT, nie dla siebie.
Być może Cię zaskoczę, ale my – znani łowcy schroniskowych okazji – nie dostaniemy kota do adopcji, ponieważ kotów nie wydaje się do domów wychodzących. I ja to naprawdę rozumiem. Jednocześnie nie jestem w stanie żyć w zamknięciu, przez dużą część roku nasz dom jest otwarty na przestrzał i nie wyobrażam sobie, żeby mogło być inaczej. Kotu nie wytłumaczysz, żeby nigdzie nie polazł. Nasze koty są miastowe, dwa z trzech nie opuszczają ogrodu (bo są za stare, za grube i nie mają jak), trzeci ma swoją Specjalną Dziurę, przez którą łazi do sąsiadów, przemiłych skądinąd i bardzo go lubiących, a i tak codziennie mam palpitacje serca, jeśli nie wraca na wołanie. Palpitacje i wizje rozjechanego placka. Więc rozumiem i przeszkody dopatruję się w sobie, a nie w zasadach panujących w schronisku.

3. Proces adopcyjny jest żmudny, musisz wykazać się cierpliwością, zaangażowaniem, aktywnością i pokorą. I dobrze, tak powinno być. To nie Ty jesteś tutaj ośrodkiem zainteresowania, tylko pies (kot, królik, kura, gołąb, whatever). Myślisz o sobie w samych superlatywach albo przynajmniej, że jesteś wystarczająco dobry albo lepiej u Ciebie niż za kratami? Wytrącam Cię z dobrego samopoczucia. Otóż nie jesteś pępkiem świata i wróć do punktu pierwszego. A teraz przykłady.
  A. Obecnie najczęściej znajduje się opiekunów przez serwisy społecznościowe. Jeśli spodobał Ci się jakiś pies (kot, królik, kura, gołąb, whatever), nie pisz pod jego zdjęciem „jestem zainteresowany“ albo „priv“. Jeśli tak zrobiłeś, to – bardzo mi przykro – ale jesteś idiotą. Osobie piszącej pod postem adopcyjnym „priv“ nie oddałabym nawet wiadra.
  B. Zdradzę Ci wielką tajemnicę wiary: otóż z poziomu fanpage’a NIE DA SIĘ zainicjować rozmowy. Kiedyś sie dało, a teraz się nie da. Co pan zrobisz? Nic nie zrobisz. Wykaż minimum aktywności i zaangażowania: znajdź numer telefonu (najpierw szukaj, potem pytaj – w 99,99% przypadków są zamieszczone na stronie informacyjnej) i ZADZWOŃ. Nie pisz wiadomości prywatnych, a już na pewno nie pisz esemesów. Osoba minimalnie zainteresowana potrafi zadzwonić.
  C. Fanpage najczęściej obsługiwane są wolontaryjnie. Telefony zwykle też. Nikt nie ma obowiązku płacić za rozmowę do Ciebie ani ślęczeć tam 24/7. Zadzwoń, powiedz krótko, w sprawie którego zwierzęcia dzwonisz i zapytaj grzecznie, czy nie przeszkadzasz. Jeśli przeszkadzasz – dowiedz się, o której możesz zadzwonić ponownie. Przygotuj się na dłuższą rozmowę i nie rób tego między wódką a zakąską. Adopcja to poważna decyzja, chętny powinien pokazać, że to wie i rozumie. Moja pierwsza rozmowa w sprawie Hanki trwała pół godziny. Nie zadałam nawet jednego pytania (inna sprawa, że nie wiedziałam, o co pytać – piesek jest piesek), za to opowiedziałam pani dokładnie kim jestem, z kogo składa się nasza rodzina, ile i jakich mamy zwierząt, jak dużo czasu spędzamy poza domem, jakie mamy warunki lokalowe, co możemy pieskowi zapewnić i zadeklarowałam, że z osiągnięciem stosownego wieku pies będzie wysterylizowany oraz zaczipowany I ZAREJESTROWANY w bazie. Podpowiedź dla zainteresowanych: Safe Animal pobiera opłatę tylko raz, za rejestrację użytkownika. Potem macie już zapłacone i możecie sobie za darmo zarejestrować pińcet innych zwierząt. Polecam. Sprawdziłam również, jak działają w kontakcie telefonicznym i nie mam uwag.
W przypadku Morgana nic nie opowiadałam, bo wiadomo, za to grzecznie odmówiłam przyjęcia wyprawki i poniesienia kosztów kastracji. W domu wielopiesnym, wielokotnym żadna wyprawka nie jest potrzebna, a mnie łatwiej ponieść koszt pojedynczego zabiegu niż schronisku setnego.
  D. Nie upieraj się i nie udowadniaj. Jeśli zwierzę jest ładne, prawdopodobnie zgłosiło się wielu chętnych. Pamiętaj, że nie robisz tego dla siebie. Jeśli nadal nie pamiętasz – wróć do punktu pierwszego. Brzydkie psy (itd.) kochają tak samo mocno. Dla patrzącego z zewnątrz w Morganie nie ma nic ładnego, za to dla mnie – jest najpiękniejszy na świecie (bardzo często go pytam, czy wie, kto jest najpiękniejszym pisiulkiem mamusi i mówi, że on). Nie oddałabym go za nic w świecie. A ostatnio widziałam pitbulkę bez oka i łapy. I pomyślałam sobie, że bez problemu mogłabym ją przygarnąć. To NAPRAWDĘ ma sens.
  E. Odpowiadaj cierpliwie na pytania, nawet jeśli wydają Ci się głupie. Widocznie nie raz przed Tobą mieli okazję natrafić na różne idiotyzmy i wolą je wykluczyć ZANIM. Tak, wciąż istnieją ludzie, którzy myślą, że zwierzę nie odczuwa bólu. O psychicznym nawet nie wspominam. Przez grzeczność.
  F. Rozważ to, co Ci proponują. Na 100% mają większe doświadczenie niż Ty, to chyba oczywiste.
  G. Czytaj opisy. Naprawdę. Czytaj je od początku do końca, klikaj w linki i staraj się dowiedzieć jak najwięcej przed zadzwonieniem. Ci ludzie odpowiadają na setki pytań dziennie, często nieprzesadnie mądrych. Uszanuj to. Przygotuj się.
  H. Nie spiesz się. Nie reaguj emocjonalnie. Wiem, że bida, ale na emocjach to możesz wysłać im przelew, na pewno się przyda, choćby to była dycha. Przemyśl, prześpij się z tym, przedyskutuj z wszystkimi członkami rodziny. Pamiętaj, że to będzie NA ZAWSZE.
  I. I nie bój się przytulić staruszka. To są niezwykle wdzięczne adopcje i bardzo, bardzo potrzebne. Jeśli masz warunki, środki i siły, to pamiętaj, że stare zwierzęta, które umierają w schronisku, potrafią w magiczny sposób „podnieść się“ po adopcji i żyć jeszcze ładnych kilka lat we względnym zdrowiu, a na pewno w idealnym samopoczuciu. Nie mów, że nie możesz, bo nie jesteś gotów na odejście przyjaciela. Jeśli nie, to znaczy, że nie jesteś gotów na tego przyjaciela w ogóle. Ja pochowam wszystkie moje obecne i przyszłe zwierzęta, a we właściwym momencie powiem pas. Bo jestem na tyle mądra, by unieść ich śmierć, ale one nie są na tyle silne, by unieść moją. A żadnej flądrze, która się tu wprowadzi zwiedziona urokiem osobistym oraz i również majątkiem mojego męża, psa ani kota powierzać nie zamiaruję!

Jeśli ktoś uważa, że o czymś zapomniałam, to pisać w komentarzach. Się dołączy.

EDIT, bo sama wymyśliłam, czego brakuje.

J. Jeśli w ogłoszeniu napisano, że adopcja wymaga wielu wizyt w schronisku, bo zwierzę przeszło traumę i musi najpierw zaakceptować i przywyknąć, to TAK JEST. Możesz się podjąć trudu spotkań, jeśli masz wystarczająco wiele sił i środków. Masz do tego konkretnego schronu pierdziesiąt kilometrów? Nie martw się. W pobliżu Twojego miejsca zamieszkania na pewno czeka wiele psich i kocich serc, gotowych pokochać. Sprawdź. Znajdziesz.

Komentarze

  1. Nie mam uwag. Doświadczeń ze schroniskiem również , albowiem nasze 2 koty były ratowane z ulicy i bezdomności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, wiem. Znam Cię - też jesteś łowczynią okazji :)

      Usuń
  2. PRAWDA OD A do Z. Przygarnęłam kocie maleństwo z ulicy. Oraz +- rocznego psa z osiedla, po wypadku, żeby nie trafił do schroniska. Kot przez pierwszy rok w dzień spał, w nocy fruwał po zasłonach itd. Ja - robota 8-16, nikogo nie obchodzi, że kolejna noc zarwana. Pies przez pierwszy miesiąc nie ruszał się z posłania, bo siė bał. Zero radia, tv, szczotki, o odkurzaczu nie wspomnę. Wynosiłam na rękach do windy (12kg )i z powrotem, bo umierał ze strachu. Jak po miesiącu ruszył się z kocyka i przywlókł za mną do kuchni, to płakałam w głos, ja i on.
    Przez rok miał sraczke, wychodziłam 3x w nocy.
    Był ze mną 12 lat, ostatni rok to 400zł/mies. na leki. Jak okazało się, że trzeba mu pomóc odejść na niebieskie łąki, to puściłam jego łeb dopiero wtedy jak zasnął. Przez kilka dni nikt o tym nie wiedział, bo nie byłam w stanie wykrztusić z siebie, że psa już nie ma.
    Kot żył 17 lat, był charakternym chuliganem, i rozumieliśmy się bez słów. Ostatnie 3 lata chorował na cukrzycę, czyli codziennie zastrzyk, igiełki najcieńsze, bo wiadomo, i miał jeść kiedy chciał. Chciał w nocy, 2 razy. No jak się karmi kota, to psu trzeba dać choć nanocząsteczkę, bo sprawiedliwość musi być. Kochałam moje zwierzęta bezwarunkowo, ale było to 17 lat służby. Za którą dostałam bezmiar psiokociej miłości. Jak mi teraz ktoś pieprzy weź se psa i kota, a najlepiej po 2, to szału dostaję, bo zwierzę jest jak dziecko specjalnej troski, odpowiedzialność za nie kończy się wraz z jego życiem.
    No, się wyzwierzyłam.
    Ale czytam od dawna. Zdrówka dla menażerki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jezu, jakie to piękne. Ty byś słowa nie powiedziała, że u nas psy na legowiskach mają swoje poduszeczki i ja im poszewki zmieniam raz w tygodniu.

      Usuń
  3. Nigdy nie komentuję choć czytam od lat, ale się podpiszę pod tym obiema rękami i wszystkimi łapami naszej schroniskowej suni. I wcześniej dziaduszka kundelka, teraz już po tej lepszej stronie tęczy... Przeszłam przez taki początek jak Kiara dwa razy. Z brakiem apetytu i karmieniem po odrobinie, z odmową przyjmowania płynów - zlizywaniem tylko kropel z palca. Z biegunkami i zupełnym bezgłosem. Jak nam koleżanka zaszczekała pierwszy raz. to wszyscy z wrażenia usiedli. I może to też warto pamiętać - że bierzemy nieufnego, skrzywdzonego zwierzaka. Nie oczekujmy, że nam od razu uwierzy. To trwa. Że oprócz pieniędzy, potrzeba serca, czasu i cierpliwości. Że to zabawa dla wytrwałych.
    No i jeszcze jedno - że dla nas na przykład to oznacza, że nie wyjeżdżamy na wakacje bez psa. Bo ona już swoją traumę miała raz. I nikt jej nie będzie porzucał na tydzień czy dwa, żeby zobaczyć Teneryfę. Zresztą pokazała nam swoim zachowaniem dokładnie co jej zrobili poprzedni właściciele. Właśnie - obrzydliwe - nie można być właścicielem psa, można być towarzyszem albo przyjacielem. To chyba tyle. Przepraszam, że się rozgadałam...
    Rozumiem poduszeczki :)

    Ejka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O. No wlasnie z tymi wyjazdami. Jak mielismy kota to zalozenie bylo takie, ze jezdzi z nami wszedzie. No ale to bylo Nasze zalozenie. Kot mial inne. Wiec przez 14 lat zycia nasze wyjazdy spedzal u osoby, ktora go wrecz ubostwiala. Z wzajemnoscia.
      Odszedl bardzo chory przytulony do swojej pani (mojej wowczas 18letniej corki).
      I zaprzysieglam, ze ja sie nie nadaje i koniec. Zwierza nie bedzie. Taaaa. 3 miesiace wytrzymalam. Ale teraz juz z glowa: psiak z wlosem (bo uczulenie), maly (bo wyjazdy, male mieszkanie ,loty samolotem). Slowem taki, co bedzie mu dobrze z nami. No i jest. Jezdzi w koszyku na rowerze, zegluje namietnie na jachcie, lata samolotami jako bagaz podreczny. Machajac ogonem i tulac sie. Z Nowej Zelandii zrezygnowalismy, bo tam sadystycznie sie zwierzaki trzyma miesiąc na kwarantannie. No w zyciu!
      Poduszeczki na poslaniu? Ja tam szyje poduszeczki na parapet i do koszyka rowerowego, coby dupka nie bolala! Do wziecia ze schronu musze dorosnac. I dorosne, wiem to. Bo jeden zwierz to jakos tak pusto.
      Pzdr.
      AgulaW

      Usuń
  4. Zmiana pościeli to normalka. Znałam nierasową spanielkę, której pańcio skonstruował łóżeczko na wzør ludzkiego: na nóżkach, wezgłowie, materacyk, podusia i kołderka. I ta krzywonoga contessa jak dzień długi walała się po kanapach i dywanach w pozach wyuzdanych, a wieczorem dreptała do swojego wyrka, kładła mordkę na podusię i tak długo wrzepiała gały w państwo, aż któreś ruszyło de.... i przykryło kołderką. Wtulona w piernaty spała do rana.
    A w ogóle myślę, że gdyby opiekunowie zwierząt spisali znane im historie, no to powieść-rzeka to pikuś. I choć byłyby tam też rozdziały tragiczne, bo tylko człowiek potrafi być ścierwem dla mniejszych, słabszych i skazanych na niego, to jednak dla mnie byłaby to alternatywna historia świata na plus.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz