2488

#jprdl
Pojechałam z matką do lekarza.

Ponieważ część czytelników jest tu od niedawna, zatem wyjaśniam, że matka ma prawie 80 lat, raka, radosne konsekwencje neurologiczne po udarze, a do tego jest prawie ślepa i musi gwiazdorzyć. Kombo. Podkreślam, że wszystkie dolegliwości są do zniesienia, poza gwiazdorzeniem.

I teraz tak. U lekarza półtorej godziny obsuwy. Nie, nie na NFZ. Mnie głowa wybucha w kolejkach jakichkolwiek oraz jestem aspołeczna, dlatego kazałam mężowi pracować w korpo, żeby nam zapewniali prywatną opiekę medyczną, najlepiej taką, że nie muszę nawet rozmawiać z panią w rejestracji (serio, tak się da: umawiasz wizytę przez stronę, dostajesz sms z numerem gabinetu, a lekarz jest miły i pyta, czy życzę sobie zwolnienie, jeśli tak, to ile, a także czy chcę narkotyki. Zawsze chcę). To jest jego pierwszy warunek na rozmowach kwalifikacyjnych, tzn. mówi, że może ich olśniewać, ale jak nie mają pakietu medycznego, to żona przyjdzie negocjować stawkę, a tej usługi nie zamawiali i niech mu uwierzą na słowo. Chorób nieobjętych pakietem (do którego zresztą co miesiąc dopłacamy) nie przewiduję, żeby nie skończyć w psychiatryku. W kolejce do kasy w Biedrze zawsze udaję się na emigrację wewnętrzną albo rezygnuję z posiłku. Chyba że ktoś mnie ustawicznie trąca wózkiem, to wtedy on rezygnuje z posiłku. Raz mnie cała kolejka wyprowadziła z równowagi i potem byli zdziwieni, że wszyscy zapomnieli jeszcze czegoś kupić i musieli szybko sobie pójść. No, serio, pchają się kmioty niedorobione tłumem na faceta z niemowlęciem na ręku, rodzice dobrego wychowania nie zapewnili, to niech się cieszą, że było gdzie spierdalać.

Więc półtorej godziny obsuwy. Szczymałam. Wchodzimy. Ja też wchodzę, bo muszę umówić następną wizytę (mama po udarze nie jest ufiksowana w czasie, np. uważa, że mamy rok 1912, w sytuacjach ekstremalnych nawet XVII wiek) oraz poprosić o receptę na alkohol, ponieważ ojciec przeczytał ulotkę od leku i tam stało, że matce nie wolno pić. Na tę okoliczność odmawia jej uciech, a to się zawsze źle kończy. Więc wychodzę z datą kolejnej wizyty, receptą na narkotyki, drugą na alkohol (owszem, mam to na piśmie - Wam lekarze nie zapisują wódy na receptę?), kończącą się cierpliwością, bo mnie nie wypuściły w trakcie i musiałam słuchać gwiazdorzenia, a od tego mózg mi wybucha. Wychodzę, wsadzam matkę do auta i wtedy się okazuje, że parkomat przyjmuje tylko banknoty o nominale 75 zł i monety półtorazłotowe. Elektryfikacja miast i wsi do Katowic jeszcze nie dotarła, wybryki w stylu kart płatniczych nie będą tolerowane, a 50 zł i klepoki to se mogę w dupę wsadzić. Nie opuszczę, jestem zaaresztowana przez szlaban. Nadto mamy godzinę dwudziestą pierwszą.

Ja ogólnie jestem dość zaradna. Przeżyłam 46 lat w tym skomplikowanym kraju, krwią y blizną zdobyłam wykształcenie, umiem nawet z uśmiechem i wyższą kulturą tak się do kogoś odezwać, że potem przez miesiąc nie wychodzi z domu, bo ma lęki. Zamknęłam matkę w samochodzie, żeby mi nie spierdoliła i dokonałam wizji lokalnej wszystkich przybytków, które obracają gotówką o tej przykrej porze. Bezowocnie. Nie mam żalu, gdyż podejrzewam, że im już bezpieczniki wybija od rozmieniania monet trzyzłotowych na połowę. Sytuację uratowali w parze: przemiła pani sprzątaczka z Ukrainy i bardzo życzliwy portier-emeryt, za co jestem im niezmiernie wdzięczna. Inaczej musiałabym zostawić samochód, a tego właściciel parkingu przypuszczalnie by nie przeżył.

Ale ja jutro do tego debila zadzwonię. A jak mi nie przejdzie, to nawet pojadę. Będzie miał co opowiadać na wszystkich wigiliach do końca swego marnego żywota. Niech się Dariusz lepiej dzisiaj dobrze wyśpi.

---
PS
Zdenerwowałam się dodatkowo, bo pani sprzątaczka wyznała mi szeptem, że jest Ukrainką. Ja ją zatrzymałam, a właściwie zatrzymała się sama, żeby mi pomóc. Spieszyła się na autobus, więc się przestraszyłam, że przeze mnie nie zdąży i zapytałam czy ją podwieźć. I ja sobie NIE ŻYCZĘ, żeby miła, pomocna pani musiała mi szeptem wyznawać swoją narodowość. Ukraina to jest piękny kraj, cieszę się, że ta pani wybrała do życia Polskę, a jak ktoś jej powie brzydkie słowo, to mam pistolet i łopatę, nikt po tobie - chuju - nie zapłacze. Owszem, usłyszałam w trakcie sympatycznej rozmowy, że jest Ukrainką. Zapytałam więc, czy to oznacza, że jest innym człowiekiem. I ona potem życzyła mi dużo zdrowia.
Więc jeśli jakiemuś kutasiarzowi przeszkadza, że pani jest Ukrainką, to ja mam mnóstwo pozytywnej energii, którą mogę się podzielić. I NIE ZAMAWIAŁEŚ TEJ USŁUGI!!!

Komentarze

  1. Tobie nie było przyjemnie, niewątpliwie, ale czyta się naprawdę radośnie!
    (szczególnie te szczegóły o niezamawianiu usług, receptach na alkohol, niewychodzeniu z domu przez lęki i inne szczegóły ;D ;D)

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja ostatnio jestem zmuszona podziwiać NFZ. Rak skóry u mamy, a oni zrefundowali leczenie czyli tabletki za 21 tys na miesiąc.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz