25 września 2016

2356

Wiem już na pewno, że nadeszła jesień.

Jesienią światło słoneczne jest zupełnie inne. W mieście nie zwracałam na to uwagi, po prostu cieszyłam się, gdy otrzymałam jeszcze jeden pogodny dzień. Teraz bacznie obserwuję, że zieleń rozświetlona jest pod innym kątem, a jasność ma chłodniejszą barwę. Wciąż jeszcze siedzę na tarasie, suszę pranie na sznurach w ogrodzie, ale już nie przenoszę się do cienia, bo tam króluje przenikliwy chłód.


Na stojaczku do fondue grzejemy sobie - użytkowaną ze stateczną wstrzemięźliwością - herbatę, którą przywiozła w lecie martuuha. Leniwie oszczędzamy ruchy, ciesząc się każdą chwilą. Jestem przekonana, że takich dni, jak dziś, nie zostało już w tym roku zbyt wiele.

Prezes zlikwidował okienne skrzynki i zaczął się odgrażać zabunkrowaniem mebli ogrodowych - przy moim kwiczącym sprzeciwie. W końcu nie możemy być pewni, że już nie będzie się dało posiedzieć na tarasie, prawda? Ja mam na tym tle obsesję i nerwicę natręctw. Jeśli tylko można być na zewnątrz, nic mnie w domu nie utrzyma. A do następnego lata bardzo daleka droga.
Niestety.

3 komentarze:

  1. Nie chowajcie jeszcze mebli ogrodowych! Kilka lat temu jeszcze w okolicach 1 listopada wygrzewaliśmy się w krótkich rękawkach w słonku!!

    OdpowiedzUsuń
  2. W sumie dobrze, że daleka droga. Gdzie nam tak się śpieszy?
    A jesień poznaję po tym, że chce mi się gorącej kąpieli zamiast chłodnego prysznica :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Która Wam smakuje najbardziej?

    OdpowiedzUsuń