2468

Długo oczekiwana recenzja robota kuchennego. Nie mogłam wcześniej, bo ciagle miałam niesprawdzoną jedna nakładkę. Wstałam więc dziś rano z myślą, że coś zmielę i w końcu napiszę. Jak pomyślałam, tak zrobiłam.

Omawiamy robota kuchennego BOSCH MUM model 58420.

Opis producenta:

  • do częstego gotowania i pieczenia
  • ochrona przed przeciążeniem
  • zabezpieczenie przed włączeniem urządzenia w przypadku złego podłączenia wyposażenia dodatkowego
  • łagodny rozbieg
  • funkcja EasyArmLift automatycznie ustawia mieszadła w położeniu neutralnym dla komfortowego montażu narzędzi
  • automatyczna funkcja stand-by do łatwego napełniania miski
  • planetarny, trójwymiarowy ruch mieszadeł
  • praca pulsacyjna
  • schowek na przewód
  • silikonowe przyssawki zapobiegają przesuwaniu się urządzenia podczas pracy
  • możliwość indywidualnej rozbudowy
  • wszystkie elementy z tworzywa sztucznego wolne od BPA


Dane szczegółowe:

  • Pojemność: 3.9 l
  • Liczba prędkości: 7
  • Moc urządzenia: 1000 W
  • Waga: 6.4 kg
  • Wymiary: 282x280x271 mm


Wyposażenie:

  • Hak do zagniatania ciasta, końcówka do ubijania, końcówka do mieszania
  • Rozdrabniacz do warzyw i owoców z 3 wymiennymi tarczami
  • Mikser z tworzywa sztucznego o pojemności 1.25 l
  • Etui do przechowywania wyposażenie robota
  • Przezroczysta pokrywa chroniąca przed rozpryskiwaniem z dużym otworem umożliwiającym łatwe dodawanie składników
  • Płyta DVD z przepisami kulinarnymi

Wszystko rzeczywiście jest ;-)

Cena:

  • 1100 zł, w empiku obecnie 990 zł.


No to lecimy.
Wygląd. Jest bardzo ładny i to ma znaczenie, ponieważ tego typu sprzętów używa się wtedy, gdy stoją na wierzchu. Pomyślcie o wyposażeniu swojej kuchni w tym aspekcie i na pewno się zrozumiemy. Nasz MUM stoi stale na blacie - gdybym musiała go wyciągać za każdym razem z szafki, toby tam pewnie zgnił, bo jest ciężki. Tymczasem wstydu nie ma, więc jest w użytkowaniu. Wygląd wpływa na cenę, więc jeśli macie mało miejsca i będziecie go chować (a potem nie używać), to można kupić brzydszy i tańszy (albo wcale).

Moc. Jest duża, bo aż 1000W - uciągnie wszystko. Z mojego punktu widzenia to jest bardzo przydatna funkcja, ponieważ piekę naraz trzy chleby, a moje ciasto chlebowe jest dość zwarte. Prezes nie lubi wilgotnego chleba, więc dodaję o wiele mniej wody niż przewidziano w przepisie, a co za tym idzie - trudno się miesza. Moc wpływa na cenę, czyli polecam przemyśleć, do czego robot ma być używany. Jeśli nie planujecie ciężkich robót, kupcie sprzęt o mniejszej mocy, a więc tańszy.

Wielkość misy. 3,9 l to dużo. 2-3 białek nie ubijecie, bo się rozprysną po brzegach, generując brzydkie wyrazy i konieczność wybicia nowych jajek oraz prac ręcznych. To również wpływa na cenę, więc jw. Do małych ilości produktów używam mieszadełka-blendera z Lidla za 80 zł, z którego również jestem bardzo zadowolona. Po prostu nie da się obskoczyć wszystkiego jednym urządzeniem i trzeba się z tym pogodzić.

Utrzymanie w czystości. Łatwe. Po użyciu wystarczy przetrzeć wilgotnym ręcznikiem papierowym i wszystko, co się rozprysło, elegancko schodzi, a na powierzchni nie zostają zacieki. Poszczególne części są łatwe do umycia ręcznego lub wkładamy je do zmywarki. Nie ma wielu elementów. Żadnych uwag.

Obsługa. Łatwa i intuicyjna. Jedyne, co trzeba sprawdzić w instrukcji, to miejsca zamontowania poszczególnych akcesoriów. Wszystko chodzi płynnie i gładko, głowa się podnosi i opuszcza w zależności od potrzeb. Dostępnych mamy 7 prędkości i 1 dodatkową. Na siódmej wciągnie nawet psa z budą i przyczepioną do niej ścianą. Ma zabezpieczenia przeciwko włożeniu bez sensu palucha, ma osłonkę do misy, taką przeciwrozbryzgową (z otworem, żeby można było coś dorzucić lub dosypać - plus). Raczej nie zrobicie sobie krzywdy, chociaż człowiek jest zdolny i wiele potrafi, ale zabezpieczyć wszelkiej inwencji producent nie da rady, bo nikomu nie starczy wyobraźni. Blender ma w osłonce na górze dziurkę, czyli uwzględnia możliwość dolania płynu w trakcie pracy bez otwierania - zdecydowanie na plus. Uwaga! Przy wyłączaniu nie zatrzymuje się od razu - przez chwilę pracuje jakby na jałowym biegu i zwalnia. Nie przestraszyć się, że coś się zepsuło.

Przechowywanie. Jest ciężki, jak wspominałam, no i dość duży. Nie kupiłam go po to, żeby nim machlować, więc mi to nie przeszkadza. Fajnym pomysłem jest etui na mieszadła i tarcze do malaksera - nie dość, że utrzymuje porządek, to jeszcze idealnie pasuje do wnętrza misy i nie zajmuje dodatkowego miejsca. Natomiast trzeba przemyśleć przechowywanie wszelkich nakładek (np. blendera). Ja jeszcze nie przemyślałam i mam burdel w szafce.

Funkcje poszczególnych "narzędzi". Mieszanie jest bajkowe i to zdanie nas obojga. Jak ja się przy tym chlebie uszarpałam zawsze, to dajcie spokój. Prezes uwielbia mieszać sobie różne rzeczy i wychodzić przy tym na taras, napawając się samodzielnością robota.


Blender jest dość duży i bardzo mocny - wypróbowałam go ostatnio na arbuzie i na pewno nie zrobiłabym takiej ilości smoothie bez nadzoru w innym urządzeniu. Do codziennych koktajli jednak go nie używam, bo kupiliśmy kiedyś blender smoothie2go, czyli genialne rozwiązanie: przekręć, zmień nakładkę, wyjdź. Ale to się nie nadaje do większych ilości napojów, bo za dużo roboty.

Najsłabszym elementem tego zestawu jest malakser: nadaje się tylko do tego, co można pociąć tarczą. W standardowym malakserze najczęściej używam nożyka (np. do mielenia mięsa), tutaj taka opcja nie istnieje. Fakt, że jemy śladowe ilości mięsa i można kupić już zmielone lub poprosić o wykonanie tej czynności w sklepie, więc nie musi to być wada. Jednak malakser wymaga największej liczby czynności do wykonania przy montażu, demontażu i myciu. Wiem, że do tego robota można dokupić klasyczny malakser, ale nie biorę tego pod uwagę, bo nie jest mi potrzebne.

Dodatkowe uwagi.
Dokupcie od razu druga misę, bez względu na wybrany przez Was sprzęt. Kiedy pomieszacie składniki na ciasto, jak diabeł z pudełka wyskoczą Wam białka do ubicia. I nikomu nie chciałoby się wywalać ciasta do innego naczynia, myć misy, mieszadeł i puszczać białek. Macie druga misę? Wyjmujecie hak, wkładacie ubijaczki, wymieniacie misę et voila!
Ten robot posiada przyssawki do blatu i to jest dobry pomysł, szczególnie przy mieszaniu dużych ilości. Nie skacze, nie przesuwa się, nie trzeba go pilnować. Plus.
Do tego modelu producent oferuje 1234 dostawki do dokupienia (np. rzeczony malakser). Można dokupić i pozbyć się większości sprzętów, zajmujących tylko miejsce. Wada - dostawki są dość drogie. Zaleta - można kupić taniej np. na Allegro (tak dokupiliśmy misę, a dokupimy jeszcze drugą, plastikową, bo mamy obie metalowe, a plastikowa jest lżejsza).

Wady (wiem, czekaliście).
To, co opisuje powyżej, to nie są wady, tylko charakterystyka sprzętu. Jeśli dobrze zastanowicie się przed zakupem nad zastosowaniem w Waszym domu, wybierzecie sprzęt, który jest dla Was najlepszy i unikniecie wpadek. Dostrzeżoną przeze mnie słabą stroną jest ustawienie mieszadeł po wyłączeniu - nie zawsze stają w takiej pozycji, żeby można było bezkolizyjnie podnieść głowę robota, bo blokują się o misę. Nie potrafię powiedzieć, czy to niedopatrzenie, czy po prostu nie da się tego rozwiązać inaczej - żeby tego uniknąć, mieszadła musiałyby chyba mieć mniejszy rozmiar, ale wtedy źle zbierałby produkty. Oczywiście to nie jest wada dyskwalifikująca, tylko trzeba czasem opuścić głowę urządzenia i trochę je przesunąć.
I jeszcze jedno - haki nie mają takiego zasięgu, żeby szurać po misie, więc czasem trzeba robota zatrzymać i ściągnąć masę z brzegów do środka. Jednak szuranie po misie szybko zakończyłoby Waszą współpracę.

Podsumowanie - dla mnie idealny. Sprostał moim oczekiwaniom, co do współpracy. Oby nie był awaryjny, bo to wpadka, której nie wybaczam. Zdecydowanie polecam taki sprzęt: oszczędza czas i siły. Lubię go.

To idę mieszać chlebek.

Komentarze

Prześlij komentarz