13 maja 2015

2085

No i mamy aktualności.

Po tygodniowej terapii Czesław pojechał na badania. Czesław nie zamawiał. Na tę okoliczność zastrajkował i w kontenerku podróżnym przykrył się poduszką. Wraz z głową. W lecznicy kontenerka nie planował opuści, lecz został wyłuskanym. No to odmówił honorowego krwiodawstwa, koty tak umio. Przedziwna sprawność. Po prostu krew nie wypływa i już. Ale doktor z niejednego pieca chleb jadał i z niejednej żyły krwi utaczał, więc jakoś tam pozyskał cenny surowiec. Przy czym oko obejrzał i zawyrokował, że jest znacznie lepsze.

Z dzisiejszej, krótkiej rozmowy telefonicznej wynika, że odrobinę się ruszyło. Nadal leukocytoza jak dzwon, ale jednak trzy tysiące mnie. Pozostałe wyniki również uległy nieznacznej poprawie. Zapytano mnie uprzejmie czy przybędziemy na zastrzyk, więc poinformowałam uprzejmie, że przyjedziemy PO zastrzyk i zrobimy go w domu, gdyż Czesław jakoś za nimi nie przepada. Przyjęli z nieznacznym smuteczkiem i zaprosili po osiemnastej, gdyż albowiem mają czternaste plenum spółdzielni Zenon. Do tej pory mają się też naradzić nad utrzymaniem bądź korektą planu leczenia.

Jestem w stałym kontakcie z naszą hodowlą, która konsultuje przesłane wyniki ze swoimi weterynarzami, więc wyniki tej konsultacji przekażę do rozważań. I tyle. Cieszyć się jeszcze nie ma z czego, ale dostrzegam światełko w tunelu. Kciuki nadal nie od rzeczy.

***

Przy tym mamy już wykonany jeden operat szacunkowy, a drugi rzeczoznawca już był i jest w trakcie obróbki papierzanej. Na realizację czeka operat ostatni. Może wreszcie coś się ruszy, bo wiosna w pełnej krasie i siedzieć na tarasie zda się. Do przodu ruszyły również sprawy związane z zakupem mieszkania przez zbywców domu. Wygląda na to, że za czas nieprzesadnie długi wywalę me boskie ciało na trawie i przestanie mnie łupać w stawie.

Owszem, dziękuję, rehabilitacja bez efektów.

***

Tymczasem w dbałości o atrakcyjność pożycia, tatuś wypierdzielił się na ulicy, zaliczając rany tarte, kłute, szarpane i obite okolic licznych, w tym kolana oraz nosa. Odmówił zawiezienia na prześwietlenie (nie będzie się napromieniowywał i co mu zrobicie) oraz kontaktów z Ochroną Zdrowia (wcześniej: Służbą). W mojej wyobraźni powstały obrazy punkcji rzeczonego kolana oraz wielu innych atrakcji. Ojciec uznał, że jest sportowcem - pogratulować w podeszłym wieku - więc smaruje okolice liczne czym bądź.
Zaproponowałam matce, żeby przywaliła mu w łeb patelnią. Wezwie się pogotowie do utraty przytomności, a kolano zdiagnozuje niejako mimochodem. Przystała nader ochoczo, gdyż akurat trwają w uporczywym sporze. W związku z tym oczekuję realizacji.

***

W fabryce również wesoło, o czym ciąg dalszy nastąpi.

15 komentarzy:

  1. Raduje sie gromada, ze leukocytoza spada :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszy się tłum niemyty - wrosły erytrocyty!

      Usuń
  2. Kciuki non-stop, niech tylko Czesławik wraca do zdrowia i będzie dobrze,jest nadzieja!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dajesz radę z higiena jamy ustnej? ;)

      Usuń
    2. Mentalne kciuki, spoko,ogarniam:)

      Usuń
  3. Jak dobrze, że mu się poprawia!!!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Akurat się trawnik Czesławowi nada na rekonwalescencję :) pozdrowienia dla Cz. i Twego ramienia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba go niedługo tutaj przeniosę albo mnie szlag trafi. Trawnik znaczy.

      Usuń
  5. no trzymam dalej zwłaszcza za zdrowie Czesława. a mimochodem także za rychłe wylegiwanie się na tarasie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za Czesława można puścić, a ten drugi nadal nie od rzeczy.

      Usuń
  6. Czesław do boju! Trzymam kciuki mocno!

    OdpowiedzUsuń
  7. Cześki to twarde chłopaki. Trzymam kciuki za rychłe spełnienie na trawniku.

    OdpowiedzUsuń