3 kwietnia 2015

2068

Boszsz, ta świąteczna atmosfera...

Wiadomym jest, iż że my praktycznie nie jemy mięsa. I jeśli już, to małe ilości drobiu. Ale święta. To poszłam do pobliskiego E. Leclerca, któren posiada stoisko z wędlinami i obsługą oraz szynką drobiową Guliwer. Kolejka na godzinę stania. Normalnie się obrzydzam w takiej sytuacji i rezygnuję, a tam występuje ona stale, ta sytuacja, gdyż panie obsługujące muszą być na coś chore. Po prostu klient raz na dziesięć minut. Z tego oto powodu porzuciłam sklep E. Leclerc. To mnie wspiera w niejedzeniu mniejszego bliźniego. Ale święta. Bym im zrobiła te roladki z szynki i chrzanu. Rodzinie znaczy. Bo ona zasadniczo też nie jada mięsa. Ale święta. Stanęłam.

Miłość bliźniego w kolejce do mięsnego to niespotykane zjawisko. Rodem z Barei. Pan tu nie stał. Odseparowałam się mentalnie, gdyż jako osoba inteligentna umiem się zająć własnymi myślami. Jedyne, co do mnie docierało, to timbre głosu pani stojącej za mną, albowiem był mocno zużyty. I lekko zardzewiały. Brzmiał tak jakoś na kształt drachania wiekowym prętem stalowym po szybie. Pani jako takiej nie oglądałam, bo się obawiałam, że zada mi jakieś pytanie. Np.: "Co się gapisz?". A nie miałam gotowej odpowiedzi.

Po dwudziestu minutach pojawił się mężczyzna z wózkiem oraz małżonką, wytrącając mnie z rozważań nad bytem.
- Kochanie, za kim stałaś? - zapytał.
- Za tą panią - odpowiedziała małżonka, wskazując na mnie.
Trochę się zdziwiłam, ale postanowiłam nie reagować, dopóki ktoś nie ryje się do kolejki przede mną. Pan stanął obok mnie i stoi. Przede mną dziesięć osób, za mną piętnaście. I Pani z Głosem. Typ: Sól Tej Ziemi, rozumiecie. Taki głos nie bierze się z niczego. Stoimy. Pani z Głosem milczy. Milczenie staje się odrobinę złowrogie. Iiiii... JEST!

- Pan tu nie stał.
- Żona stała.
- Nie stała.
- Mówiła, że stała.
- Nie stała.
Ja bym sobie od razu poszła na jego miejscu. Ale ludzie są tacy lekkomyślni. Zawołał posiłki. Posiłki przyszły i stanęły. Tam, gdzie wcześniej mąż.
- Pani. Tu. Nie. Stała - stalowy pręt przejechał po szybie ostrzegawczo.
- Stałam.
- Nie stała pani.
- Stałam. Stałam za tą panią. Zapamiętałam jej spódnicę.
(Jako żywo nie noszę spódnic, ale milczę).
- Nie stała pani. I ja pani tu nie wpuszczę.
- Coooo?! To ja się wepchnę!
- Ja się pani wepchnę! Nie stała tu pani. Ja stałam za tą panią. Od początku. Jeszcze zanim kolejka dotarła do chłodni.
(Tak, kolejka zaczynała się przed kilometrową chłodnią, więc rozumiecie moje poświęcenie).
Nierozsądna, podobnie jak mąż, kobieta zaszarżowała.
- Kolejka nie była taka długa - oświadczyła i ZROBIŁA TO. - Gdzie się zaczynała kolejka, gdy pani w niej stawała?!

Naprawdę chciałam powrócić do mentalnej alternatywy, ale mnie zaatakowała, a ja jestem chorobliwie prawdomówna. Poza tym... Ludzie, ja tu mieszkam. Nie będę się podkładała Pani z Głosem. Gdyż jestem też rozważna. I zupełnie nieromantyczna.
- Znacznie za chłodnią - odpowiedziałam, odwracając się lekko i dostrzegając wzrok Głosu. - I nie stała pani za mną.
- A skąd pani wie, skoro to się dzieje za pani plecami?! - pisnęła rozpaczliwie.
- Ponieważ z nudów przysłuchiwałam się rozmowie tej pani z jej znajomą - podsumowałam i dokończyłam w stronę Głosu: Ja bym nie wpuszczała tego komornika, bo oni najpierw plombują dobytek, a potem pytają o dane. Albo i nie pytają wcale.
Wzrok Głosu wyraził aprobatę dla mego postępowania.
- No! - Pręt stalowy z dużą ilością rdzy haratnął w podłogę.
Kobieta obok zaczęła powoli się odsuwać. Męża nie dostrzegłam. Czmychnął znacznie wcześniej.

- Co za ludzie! - Głos huknął mi do ucha.
Uśmiechnęłam się i przepraszająco wzruszyłam ramionami.
I co? Wiecie, co to jest szacun na dzielni? Hm?

5 komentarzy: