13 kwietnia 2015

2073

Coś czuję, że etykieta "dom" przebije w najbliższym czasie wszystkie inne.

Ładnie trzymaliście, dziękuję. Cena wynegocjowana, spotkaliśmy się w połowie drogi. Wszystko odbyło się w sympatycznej atmosferze, machina ruszyła. Pośrednik kredytowy zakontraktowany, wysokość zaliczki umówiona, my jutro do banku rozdzielić RORy (jesteśmy współwłaścicielami swoich kont i to rzutuje na zdolność kredytową), telefon do notariusza w sprawie dokumentów i terminów, właściciele też do banku i do sądu po dokumenty. Mam nadzieję, że nie będą przesadnie bombardowani i nikt ich nie przekupi pięcioma tysiącami, bo zrobiłoby mi się przykro. Jestem oszołomiona i bodźce odbieram jak przez grubą warstwę waty.

Zuzia wszystko obejrzała, też jest przerażona. Dla niej to duża zmiana, znajomi zostają w Chorzowie, będzie miała do nich dalej. Przypomniałam o swojej obietnicy, dotyczącej instalacji gazowej w samochodzie, co ją nieco podniosło na duchu. Po wyjściu z domu i posadzeniu pupy w samochodzie popłakała się, biedactwo. I ja to rozumiem. Oczywiście przywyknie, jest dorosła, ale daję jej czas na okrzepnięcie. Tyle, ile potrzebuje. Poinformowałam przy tym, że będzie mogła zapraszać znajomych z noclegiem. Uprzedzając, że po miesiącu wyrzucam, nawet jeśli ktoś okaże się bardzo fajny. Na takie dictum nie szczymała i zaczęła chichotać. Damy radę. Fajne mam to dziecko. Dobre. Mądre. Nieegocentryczne. Jestem z niej bardzo dumna.

Zdjęć na razie nie będzie. Dom jeszcze nie jest nasz. Sprawa się domknie, to zobaczymy. Nie czułabym się w takiej sytuacji komfortowo, więc wybaczcie. Uwierzcie, że to miły, ładny domek. W niestandardowym kolorze (co za ulga, czka mi się żółtymi elewacjami w milionie wariantów).

Państwo zapytali czy życzymy sobie pozostawienia jakichś sprzętów, więc grzecznie odmówiłam. Zostaje to, co jest trwale przymocowane, czyli łazienki i kuchnia. W trakcie tej rozmowy pani otwarła drzwi do garażu i...
Traktorek do koszenia.
Myślałam, że się popłaczę ze śmiechu.
- To nowy sprzęt? - zapytałam.
- Tak, roczny - odpowiedział pan.
- Wobec tego proszę się zastanowić, ile by pan za niego chciał. Mój mąż marzy o takim przez całe życie. Ostatnio nawet mówił, że zaparkuje przed wejściem i nie otworzy nikomu furtki, tylko będzie podjeżdżał traktorkiem i pytał "w jakiej sprawie".
Państwo serdecznie się uśmiali i obiecali rzecz przemyśleć. Niechaj ma Prezes jakąś zabawkę. Tych areałów nie da się kosić ręczną. Za dużo. Rozstaliśmy się w bardzo miłej atmosferze. Ufam, że tak będzie do końca.

Mój własny dom.
Moje miejsce na ziemi.
Już nie będę znikąd.
Na zawsze.

No i beczę.


PS A Prezes nasmażył sajgonek i teraz będziemy je żreć do czerwca.

74 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. Za dużo emocji. i nie wiedzo, czego najbardziej sie bojo.

      Usuń

  2. Nie-sa-mo-wi-te! WOW. No to szybciorem się uwinęliście z szukaniem i znalezieniem tego naj.
    Też bym beczała ! Trzymam kciuki za szybkie załatwienie papierkowych spraw.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Półtora roku - to nie tak mało. A przecież rozmowy trwają co najmniej 10 lat :)

      Usuń
  3. Trzymałam kciuki (choć "pozakomentarzowo") i dalej będę trzymać , bo gorący czas przed Wami!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, wiem, że trzymałaś. Dalej trzymaj. Końca jeszcze nie widać.

      Usuń
  4. Ej, no nie becz... przytulam. Przecież nie byłaś znikąd, tylko Asią z Chorzowa, ulicy jakiejś tam - dla tych co znali osobiście. A dla innych (jak ja) - Asią Moje Waterloo z internetów.
    Wiem, że to nie to samo co własny dom i kawałek ogrodu :) Sama domku nie posiadam, ale przynależność do jakiegoś skrawka ziemi coś daje daje człowiekowi (nie do końca to rozumiem, ale jak już pisałam, sama domku nie mam).
    Teraz będziesz Asią z Zielonego Wzgórza (a nie, to Ania była), albo Asią z Błękitnego Domku (skoro nie żółty, to jaki?). Ale wciąż tą samą Osobą :)
    Powodzenia w załatwianiu biurokracji!
    W sprawie drzewka... drzewko szczęścia nadaje się? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja byłam znikąd, bo urodziłam się w mieście, w którym przemieszkałam półtora roku, potem rodzice przenieśli się do Katowic i tam mieszkałam 21 lat (i z Katowicami jestem najbardziej związana), żeby wynieść się do kolejnego mieszkania, i kolejnego miasta, i kolejnego miasta, i następnego mieszkania, i...
      No.
      A teraz będę SKĄDŚ.
      Oby.
      Zamierzam zostać lokalsem z krwi i kości!

      Usuń
  5. Te Panie przede mną to się wepchły bez kolejki!!!!
    Jak zaczęłam pisać, to nie było tu ani literki komentarza! :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja też płaczę. Ake fajnie! I ten traktorek!
    Amelia

    OdpowiedzUsuń
  7. Mitenki musisz ćwiczyć pisanie :D

    Waterloo niech MOC będzie z Wami !
    u nas jest jeden dom ma różową elewację i jasnoniebieski dach ! przynajmniej znajomi którzy jadą do nich pierwszy raz od razu wiedzą gdzie parkować :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyobraź sobie, że tam w pobliżu jest dom cały na niebiesko. Łącznie z płotem. Państwo mówili, że jak ktoś jechał do nich pierwszy raz, to polecali wypatrywać niebieskiego i już potem niedaleko :)

      Usuń
    2. Fakt, praktyczne to drogowskazy:)

      Usuń
    3. Szczególnie, gdy nie własne, hehehe.

      Usuń
  8. Mecenasostwo pytają jakiego badyla mają przytargać : )))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mecenasostwo to siebie przytarga.

      Usuń
    2. Ja na ten przyklad pojawie sie z sekwoja :P

      Usuń
    3. Bier wyrośniętą. W razie czego przyjmiemy gości pomiędzy listowiem.

      Usuń
  9. U nas się tłumaczy: "i skręć przy tym jadowicie zielonym domku";) a nasz żółty, który bardzo lubię, bo jest optymistyczny i ciepły, o!
    Bardzo, bardzo się cieszę, bo własny domek to jest to;) I traktorek.... (u nas areał tak ogromny, że jakby się uparł, to nożyczkami by obleciał;P)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Całe życie chciałam mieć swój dom. Co dom, to dom!
      (Stwierdziła odkrywczo).

      Usuń
  10. Zmorka, a Ty jedzenie nadziewanych jajek :D

    Tak się zastanowiłam, i ja też jestem znikąd. Czas by chyba znaleźć swoje miejsce na ziemi...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jak mają dobry nadzień to jem szybciorem ;-)

      Usuń
    2. Jestem tak osłabiona intelektualnie, że nie nadążam za Waszymi przegadywankami. Ale może to i lepiej.
      Mitenki - ja się czuję takim bezpańskim kundlem. Chcę być pańskim.

      Usuń
  11. Ale fajnie! Będzie dobrze. Już jest dobrze :-)

    Iwona

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze nie wiem, skąd wziąć pieniądze na wiele rzeczy dookoła.

      Usuń
  12. Super :) Niech Wam trawnik miękki będzie po stylowym wystrzyżeniu traktorkiem :) I niech się mieszka najwspanialej. Towarzystwo ogoniaste dozna szoku powierzchniowego zapewne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przez dłuższy czas nie będzie opuszczało budynku, żeby nie padło od szoku.

      Usuń
  13. Ale Prezes przecież przestanie być prezesem... I co on na to? To pytam ja, szowinistyczna męska świnia...

    OdpowiedzUsuń
  14. Odpowiedzi
    1. W tych szpilkach! Tego we wsi jeszcze nie brali.

      Usuń
  15. Cieszę się i jestem wzruszona :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Odpowiedzi
    1. Chciałabym lato już tam spędzać. Z wiadomych względów.

      Usuń
  17. Yupi! Cieszę się z Wami i nadal trzymam kciuki za formalności.

    OdpowiedzUsuń
  18. Ale fantastycznie!
    PpM

    OdpowiedzUsuń
  19. Wierzę bardzo, że można beczeć w takich chwilach. Sama się wzruszyłam, czytając.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem targana wieloma emocjami. W pewnym sensie czuję się jak nastolatka: raz w niebiesiech, raz na dnie przepaści.

      Usuń
  20. Trzymam z całych sił. My właśnie po kilku takich akcjach na rynku wtórnym, że właściciel po dogadaniu z nami i umówieniu się na umowę przedwstępna, dzwonił, że ktoś dał 1000, 2000, 5000 więcej i czy podejmujemy licytację (nie, bo nie wiemy, gdzie i kiedy się ona skończy, a poza tym nie lubimy, jak się nas w ch... robi), zdecydowaliśmy się na kupno mieszkania w stanie deweloperskim. A właściwie "odkupno", od gościa, który dwa lata temu podpisał umowę na kilka mieszkań i teraz je sprzedaje za odstępne*. Miałam dosyć straconego czasu, nerwów i emocji. Teraz ściskamy kciuki, żeby wszystkie odbiory poszły gładko i żebyśmy od lipca mogli wykańczać.

    * najlepsza stopa zwrotu z inwestycji, o jakiej w życiu słyszałam - facet zainwestował 2 lata temu 17 tys. w każde mieszkanie, a wyciągnie 46 tys. zarobku (+ zwrot zainwestowanej kwoty :) z każdego mieszkania, jakie sprzeda. No cóż, wtedy była dziura w ziemi i można było ją kupić za 170 tys. Teraz gotowe mieszkania schodzą po 210 - 216 tys. :). Gotowe, czyli w stanie deweloperskim, malutkie mieszkanka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Byłoby pięknie umieć robić tak interesy. Niestety.

      Usuń
  21. Ohoho! :) Pieknie! Czy w zwiazku z przyrostem metrazu planowany jest przyrost liczby kotecków?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kotecków mamy ponad standard, niczym rodzina wielodzietna. Ale to nie znaczy, że nie dobierzemy innego gatunku.

      Usuń
  22. :-)))
    Czekam na dalsze wieści na ten temat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak tylko coś nowego się wydarzy, możesz na mnie liczyć.

      Usuń
  23. Łohoho! Super! Trzymam kciuki dalej! :))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czuję się, jakbym miała powić czworaczki.

      Usuń
  24. Jeszcze nie puszczam kciuków, ale już widzę ten domek niebiański!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widź. Twoje widzenie ma wpływ na rzeczywistość.

      Usuń
  25. Buu, gdzieś zaginął mój komentarz :( Pisałam coś, że jestem od niedawna i nie wiem skąd jesteś, ale ja też ze Śląska. I że pętlę na szyję dopieroco założyłam na skończenie budowy. I jakkolwiek dziwnie to nie zabrzmi - dobrze mi z nią, bo dzięki temu wyrwę się z ośmiotelniego poniewierania się po garsonierach/kawalerkach/pokojach kątem u rodziny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I że powodzenia nam życzę!! :))

      Usuń
    2. Obecnie z Chorzowa, ale już niedługo. Właśnie sobie uświadomiłam, że jestem z Chorzowa od 17. lat, ale tak bardzo uznałam, że to stan przejściowy, że nawet tego nie zarejestrowałam. Wyparłam. Nie poznałam miasta, nie związałam się z nim i nigdy nie chciałam tu zostać. W 1998 wpadłam na chwilę, z myślą o przeprowadzce. A prowizorki w tym kraju mają się znakomicie.
      Czas zakończyć prowizorkę.

      I witam Cię serdecznie :)

      Usuń
    3. PS Do spamu nie wpadłaś, sprawdziłam.

      Usuń
    4. To ja nie wiem gdzie mi znikło. Nieeee ważne. Ja ze Śląska z wyboru rodziców, a po studiach - już z własnego. Nie zamieniłabym na inny rejon!

      Usuń
    5. Też przywykłam, więc ze Śląska się nie wyprowadzam. A wyobraź sobie tę sytuację, gdy spodobał się nam dom w Zagłębiu!!! Hehe.

      Usuń
  26. a. niewyczuwalnosc
    Gratulacje, nawet szybko poszło to szukanie własnego miejsca, domku, domeczku. Polecam do czarno-białej kuchenki ściany szare, w szarościach swych modne i praktyczne. Zam się na tym. A kosiarka! Licznie przybywające w wakacje dziatki do mojego brata, lubią go głównie za zwiedzanie mini posiadłości na tymże właśnie traktorku. Pozdrawiam warszafsko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, widzisz, jak to dobrze, że sobie komentarza zasubskrybowałam. Planuję podobną kuchnię i właśnie szarą ścianę (jedną). A pomiędzy coś czerwono-białego chyba. Polecisz kolor na podłogę? ;)

      Usuń
    2. A jakie meble? Moja przyjaciółka zrobiła sobie białe meble, białe ściany z fioletowymi akcentami, na podłodze kafle białe i czarne - nie na przemian, tylko sąsiadująco w niektórych miejscach. I ma w fiolecie ściankę z pleksii, bo kuchnia otwarta na salon, również z fioletem. Pięknie to wygląda. Ale ona dała zrobić projekt. Się w dupie przewraca!

      Usuń
    3. To mnie nie stać ;) ja polecam odpalić ikea planetr i tam sobie planować. Tylko to strasznie prymitywne narzędzie jest i wolno działa. Ale nie znam innego darmowego program tego typu, wiemi wystarcza :)

      Usuń
    4. Jak kupiłam moje pierwsze, własne mieszkanie, o zawrotnej powierzchni 38 m2, to planowałam na papierze milimetrowym. Nie ma co marudzić :)

      Usuń
    5. O, w takim teraz mieszkam ;) Niestety już umeblowane było, a budowa za zakrętem, więc nie planowałam. Teraz się wyżywam za to!

      Usuń
    6. To jest fajne. Trzymam zatem kciuki :)

      Usuń