11 listopada 2017

2431

Zgrzały mi się zwoje.

Czasem zapisuję się do różnych grup na Facebooku. Sprawdzam, czy to wnosi coś do mojego życia - jeśli nie, rezygnuję. Zapisywałam się też do lokalnych grup związanych z informowaniem o utrudnieniach na drogach, bo wiadomość o korku pomaga go ominąć, a korek działa mi na nerwy. Wolę przejechać kilka kilometrów więcej, byle jechać. Dość szybko ogarniam topografię terenu, mam skłonność do eksperymentowania, szukam alternatyw. Ale tego typu grupy to również nieustanne informacje o kontrolach trzeźwości i prędkości.

Moim zdaniem tych kontroli jest o wiele za mało. Dane dotyczące wypadków śmiertelnych są przerażające. Ludzie są bezmyślni, nie mają narządu odpowiedzialnego za refleksję. Nie, nie chciałabym nikomu wmawiać, że od przeszło ćwierci wieku nigdy nie "depnęłam" na ograniczeniu - one rzeczywiście bywają irracjonalne. Ale staram się. Wiem, jak wygląda człowiek po wypadku drogowym. Wiem, jak wygląda człowiek, którego uratowano z płonącego samochodu. Wiem, jaki jest komfort życia po czymś takim.

Nie ma też we mnie tolerancji dla osób prowadzących po alkoholu. Jestem Hitlerem nacisku ustawodawczego w kwestii ustanowienia przepisów, które karałyby sprawców wypadków po pijaku za umyślne spowodowanie śmierci. I nie ma tu znaczenia, jaka ilość alkoholu została spożyta. Dla każdego, kto ma odrobinę mózgu jest jasne, że nawet to dopuszczalne piwo upośledza naszą koncentrację. Granica powinna zostać przesunięta do ZERA i kara za jej przekroczenie powinna być konsekwentnie egzekwowane BEZ LITOŚCI. Zapierdalaj na piechotę, jeśli nie masz wyobraźni.

Piszę o tym dlatego, że właśnie wypieprzyłam z prędkością nadświetlną z jednej z grup, w której o kontrolach trzeźwości i prędkości nagminnie informowano. Zbyt długo to tolerowałam i czuję się z tego powodu źle. Zasadniczo chciałam odejść bez komentarza, ale pomyślałam, że może przez chwilę, nim młodziutka adminka skasuje mój post, ktoś go jednak przeczyta i się zastanowi. Nawet jeśli będzie to jedna osoba - i tak było warto.

Odeszłam więc, pozostawiwszy taką wiadomość:
W zasadzie chciałam opuścić grupę bez komentarza, ale pomyślałam, że może ktoś przeczyta tę niewygodną wiadomość przed jej pospiesznym usunięciem i chwilę się zastanowi.
Prowadzę przypuszczalnie dłużej niż Ty, Aniu - sądząc po zdjęciu (jeśli nie, to winszuję umiejętności fotografowania) - żyjesz. Po pierwszym milionie przejechanych kilometrów przestałam liczyć. Poprosiłam o przyjęcie do grupy z nadzieją na informacje O PRZESZKODACH NA DRODZE. Nie interesują mnie posty o kontrolach, bo mnie nie dotyczą - myślę za kierownicą nie tylko o sobie i o tym, jaką to jestem królową szos. A jeśli nie pomyślę, to moja wina i nie ma tu pola do erystyki.
Od początku uważam, że informacje o kontrolach są NIEETYCZNE. Kto nie podziela mojego zdania, ten ma po prostu nieczyste sumienie. I zapraszam go na fp Polskie Drogi. Do tej pory to tolerowałam, choć z trudem. Więcej też czytałam niż pisałam, ale posty często się powtarzają, więc nigdy nie uznawałam tego za problem, wiedząc, że w grupach zwykle jest mniej aktywistów niż czytających. Dziś dowiedziałam się, że jestem pasożytem.
Pracuję w szpitalu. Obyś NIGDY nie zobaczyła tego, co ja widuję na co dzień. Jeśli raz zobaczysz, to pędzikiem zmienisz regulamin grupy. Zaręczam.

Kontroli trzeźwości powinno być 1000 razy więcej i szkoda, że nigdy nie będzie.

Kontroli prędkości powinno być 1000 razy więcej i szkoda, że nigdy nie będzie.

Nigdy nie jeździłam wolno, ale wiem, że nie ma takiej pilnej sprawy, dla której warto by poświęcić życie swoje lub innych. Nie ma takiej rzeczy, po którą trzeba by było jechać po wypiciu kropli alkoholu. To istnieje tylko w Waszych głowach i jeśli uważacie inaczej, to leki są już niezbędne.

Następnym razem, gdy ostrzeżecie jakiegoś mordercę, pamiętajcie, że naprzeciwko niego możecie się znaleźć Wy. I Wasi najbliżsi. Pamiętaj o tym, Aniu. Oby ktoś zaczął karać pijaków za kierownicą z paragrafu umyślnego spowodowania śmierci. Zastanówcie się, czy lans jest warty przykładania do tego ręki.

Oraz żegnam ozięble z domieszką ironii. Dawno już przestało mnie jarać popisywanie się przed innymi dziećmi w piaskownicy.

Wam też polecam. Nie bójcie się śmieszności. Macie rację.

5 komentarzy:

  1. Podpisuję się dwoma rękami. Prawo jazdy mam 37 lat, jeżdżę intensywnie 30, to daje mi dość trzeźwe (nomen omen) spojrzenie na sytuację na naszych drogach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakoś na początku lat 90 wpakowałam samochód w drzewo przy prędkości 20 km/h. To mi dało do myślenia. Zrozumiałam, że nie ma czegoś takiego jak "bezpieczna prędkość", są tylko warunki, nasze umiejętności i splot okoliczności. Oraz: тише едешь, дальше будешь - moje i czyjeś życie są cenniejsze niż inne sprawy.
      Kwestii alkoholu nawet nie omawiam, bo i co tu omawiać?
      Uściski.

      Usuń
  2. Bo co tu omawiac. No wlasnie. Nienmamco omawiac, bo to oczywista oczywistosc
    Pzdr.
    AgulaW

    OdpowiedzUsuń
  3. ja czasem slysze w radiu u siebie (Kanada) reklame firmy ktora pomaga w zbiciu kwoty mandatu i liczby punktow. juz co prawda dawno jej nie slyszalam, ale pamietam bardzo dokladnie. maz dzwoni do zony z aresztu i mowi - "honey, can you pick me up? I got arrested for impaired driving.." I potem reklama uslug firmy. I jeszcze nikt nie nazwal tego nie-etycznym lub nielegalnym, bardzo mnie ta reklama rusza - nastepnym razem zadzwonie do radia :)

    OdpowiedzUsuń
  4. bardzo, bardzo mądrze. mam podobne odczucia. może jedynie trochę mniej radykalne (sama czasem jadę za szybko; wiem też z doświadczenia, że niektóre ograniczenia prędkości są bzdurne i nie do zastosowania na co dzień - ale to już w sumie inny temat).
    btw. pracujesz w szpitalu? jeszcze wiele o Tobie nie wiem! ;).

    /h.
    (komentuję rzadko, czytam zawsze).

    OdpowiedzUsuń