3 września 2017

2411

Zuzia wybrała emigrację.

Zbieram z ziemi kawałki połamanego serca i w milczeniu niżę na nitki, żeby upleść kanwę zupełnie nowego życia. Pomiędzy wkładam koraliki cierpliwości, słuchania w milczeniu, czekania w pokorze, niemądrzenia się, radości z krótkich chwil kontaktu. Przyklejam do nich myśli: "Czy zdążyłam wszystko przekazać?", "Czy przed wszystkim ostrzegłam?", "Czy będzie nosić czapkę, ciepłe majtki, rękawiczki?". Kto jej ugotuje kluseczki? Kto zrobi herbatę? Kto poskłada w kosteczkę wyprane ubrania? Czy jej ktoś nie oszuka, nie skrzywdzi, nie urazi? Do kogo pobiegnie ze skargą na zły los, wrednych ludzi, nieszczęsny splot zdarzeń? Komu się wyżali? Czy będzie szczęśliwa?!

Stoję w jej - nagle takim pustym - pokoju, czubkami palców przesuwam po miękkich pędzelkach do makijażu wetkniętych w wazonik, wącham perfumy porzucone na półce, przygładzam załamania ubrań na wieszaku i myślę, że wcale na to wszystko nie jestem gotowa. Że gdzieś mi umknęło te z górką dwadzieścia lat, odeszło na zawsze, nigdy nie wróci. I mam żal do świata, do tego kraju, w którym ona nie widzi dla siebie przyszłości, do siebie - choć sama nie wiem za co. Ale nic juz nie można od nowa.

Źle mi teraz. Wiem, że muszę przez to przejść, jakoś poukładać, ale jeszcze nie wiem jak, więc daję sobie czas na siedzenie w kącie po ciemku i łzy. Rano trzeba wstać, pójść do pracy, udawać, że nic się nie stało, zrobić zakupy, ugotować obiad, kupić karmę dla psów, zawieźć płaszcz do pralni, spakować dla niej paczkę z ciepłymi ubraniami, butami i wysłać gdzieś w siną dal. Skończyło się lato i dla mnie skończył się świat, który znałam, w którym czułam się bezpiecznie. Wiem, że zaczął się również nowy, ale wkraczam do niego z niechęcią i z konieczności.

Nic nie może przecież wiecznie trwać...

20 komentarzy:

  1. Wychowałaś na mądrą, silną, umiejącą podejmować odważne decyzje kobietę... pomyśl o tych, których dzieci nigdy nigdzie nie wyjadą z własnej woli :( nie będą nawet gotowe do samodzielnego życia gdy już rodziców zabraknie :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie będę się przecież pocieszać cudzym nieszczęściem ;)

      Usuń
  2. Mocno cie przytulam, jakos mi smutno na serduchu, ide opatulic spiace moje. Powacham wloski i pomysle ze jeszcze troche czasu mam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz MNÓSTWO czasu. Nie zawracaj tym sobie jeszcze ślicznej główki.

      Usuń
  3. Poradzi sobie, jestem tego pewna.
    Nie zebym tu wazeline lala, ale córka kogos takiego jak Ty napewno da rade.
    Aczkolwiek serce boli, oczywiscie, jeszcze jak wyprowadza sie daleko... Sama sie boje tego momentu, jak jedyny pisklak wyfrunie z gniazda, a to juz niedlugo raczej. Moze 2-3 lata. No ale taka kolej rzeczy. My tez jakos damy rade :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano damy. Zajmiemy sie garncarstwem. Czy cuś.

      Usuń
  4. Rozumiem Ciebie, bo Twoja tęsknota za Twoim dzieckiem będzie się przewijała z radością JEJ spokojnego życia. Bez rozczarowań przy wypłacie, bez codziennej porcji polityki , bez podziału na gorszy czy lepszy sort . Plusem również jest to że będziesz jeździć na urlop za granicę i już to widzę w wyobraźni jak jadą z Wami czy psy i czy koty :)
    Moje dzieci juz są w UK przeszło 10 lat, mają świetną pracę, wnuk starszy chodzi do bardzo dobrej szkoły, średni /teraz czterolatek/ poszedł do pierwszej klasy a najmłodszy ma dwa latka i chodzi do żłobka mimo swojej choroby / nie jest gorszego sortu /. To tak w skrócie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymam za nich kciuki z całej siły. No i za tę fajną babcię :)

      Usuń
  5. Jestes matka, wiec serce boli i ciezko ten bol "wziac na rozum" albo ukoic. Czas zrobi swoje.
    A corka jak pisal wyzej Diabel na pewno da rade, ma do tego komplet odpowiednich genow. I wtedy Twoj bol ucichnie i bedzie tylko tesknota.
    Ale z tesknota latwiej w dzisiejszych czasach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście. Póki co, wisimy na telefonach.

      Usuń
  6. Boli. No boli. Dobrze nawet, ze tak jest. Prawidlowo. Choc to zadne pocieszenie.
    Ale jaka ja wychowalas! Cudna przeciez!
    I taka wlasnie idzie w swoj swiat.
    No ale przeciez Ty w tym swiecie bedziesz. Daleko, ale bedziesz.
    Czas. Czas jest dobry na wszystko.

    P.S. Moja ma 19 lat. Za tydzien wyjezdza. 600 km od domu. Ja wiem, to inaczej niz u Ciebie. Ach ten wrzesien.
    AgulaW

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba przeżyć te ciemności, a potem już jakoś poleci.

      Usuń
  7. Przytulam. Bedzie dobrze. Pamietaj, ze to nie wyrok, jesli bedzie zle to wroci. A jesli bedzie dobrze, to tylko sie cieszyc sukcesem! Duzo usciskow i mam nadzieje ze wszystkie futrzaste Cie pocieszaja.

    OdpowiedzUsuń
  8. Jestes dobra, kochajaca matka. Spisalas sie - wychowalas kobiete odwazna i niezalezna. Badz z siebie dumna! Zaslugujesz na to <3 PS Nawet nie wiesz, jak bardzo Cie rozumiem.

    OdpowiedzUsuń
  9. Powiem Ci, że jak na osobę, której w życiu na oczy nie widziałam (raz w telewizji, to się nie liczy)mamy zadziwiająco zbieżne życiorysy. Nie wiem, czy mi się to podoba, nie zawsze Cie lubię (siebie tez czasem nie lubię) i wolałabym być bardziej wyjątkowa:). Moja Ola właśnie postanowiła zostać w Anglii. Na razie na rok, ale nie mam złudzeń. Docelowo to pewnie będą Niemcy, może Skandynawia a może jeszcze gdzieś w świecie. Tak czy inaczej ojczyznę będzie kochać na odległość. I też mam żal do tego kraju, że moje cudowne, oddane, mądre, pracowite dziecko nie ma tu dla siebie miejsca. Duża strata, Polsko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sądzę, że to złudzenie podobieństwa bierze się z fragmentarycznych udostępnień mojego życia. Tak naprawdę nic o sobie nie wiemy, Tobie może się wydawać, że wiesz więcej, ale byt internetowy to zawsze kreacja. Gombrowiczowska gęba. Tylko ja ją sobioe sama przyprawiam.

      Usuń