16 września 2017

2418

Z uwagi na porzucenie przez męża, co się bezpośrednio wiąże z pobytem w domu samosześć, rzuciłam się do różnych czynności, bo co tak tu będę sam siedział*. Skutkiem czego nie mamy już nic do wyprania (czy wysuszenia) ani do umycia i schowania w szafkach. Posunęłam się nawet do pielenia w ogrodzie oraz - mimo całkowitego braku wiary we mnie - napaliłam sama w piecu i nagrzałam sobie wodę (może się z nudów wykapię w wannie). W odruchu rozpaczy i poszukiwania zajęcia zlikwidowałam również barek. Nie, no co Wy?! Nie, że zlikwidowałam całkowicie, przecież nie jestem szalona, tylko przeniosłam wszystko, co w nim było, w inne miejsce, uprzednio rzeczy z innego miejsca przenosząc w inne miejsce. Tym samym przysięgłam sobie:
a. nie kupować żadnego alkoholu (wyjąwszy wino), póki nie wypijemy wszystkiego, co zgromadziliśmy obecnie w spiżarni**,
b. kupić wymarzoną kolonialną szafę na wina, którą obwąchuję od - bez mała - roku.

W celu realizacji powyższych śmiałych planów:
a. wypiłam resztę Metaxy,
b. napisałam maila do sklepu od rzeczonej szafy z zapytaniem, jak wyobrażają sobie ewentualny transport.
W razie, gdyby sobie nie wyobrażali, będę musiała podjąć Kroki, czyli uderzyć do braciszka (cieszę się, że to czytasz, będzie mniej żebrania), użytkującego radośnie samochód dostawczy i namówić go, żeby skoczył ze mną do Bochni. Gdyż chcę ten mebel i nic mnie nie powstrzyma. Rzeczona szafa jest piękna oraz droga, ale postanowiłam podejść do tego siłom i godnościom osobistom, a więc posiadam środki, mimo że musieliśmy zapłacić w tym roku paru osobom za wystawny posiłek, że o balustradzie nie wspomnę. Jednakowoż jestem kobietą wielce gospodarną, potrafię ugotować zupę z gwoździa i oszczędzać pieniądze, radośnie trwonione przez mojego męża. Aby to osiągnąć, jestem gotowa nawet na krótkotrwałe pozbawienie go przytomności.

W chwili obecnej nie mam nic do roboty, ale w nowym barku zgromadziłam bardzo wiele alkoholu do wypicia, więc jest szansa, że jakoś to wszystko przetrwam. Pogodę mamy do dupy do tego stopnia, że nawet psy się uśpili, gardząc gnaniem przed siebie i darciem mordy na sąsiadów, a koty zapewne powrócą niebawem. Sprzątnęłabym coś, ale wszędzie mam posprzątane, nawet w szafie. Co prawda roboty służbowej zalega mi pod sufit, ale postanowiłam, że do takich rzeczy w weekend nie będę się zniżała. W związku z powyższym idę szukać kolejnego alkoholu do wypicia, czego i Państwu życzę.


* To jest odnośnik kulturowy, gdyby kto nie wiedział.
** Miejsce, o którym mowa, nadal nie jest spiżarnią, ale uważam, że słowa mają moc sprawczą, więc będę je tak nazywała, póki się nie ziści.

5 komentarzy:

  1. Ledwo się ożenił, a już porzuca!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najpewniej doliczył sobie 17 lat do stażu.

      Usuń
    2. hy hy :) Tez tak robie, nie licze od slubu, tylko odkad razem mieszkamy. Czyli aktualnie 22 zamiast 13-15 (13-15 bo dokladniej, bije sie w piersi, daty zawarcia zwiazku nie pamietam).

      Usuń
    3. U nas łatwo, bo zaczęliśmy w 2000.

      Usuń
  2. Jeśli tę szafę upatrzyłaś w Bochni, to jest duża szansa, że u mojej koleżanki z podstawówki, bo wiem, że pracuje w branży meblarskiej i właśnie tam sklep mają.

    OdpowiedzUsuń