15 października 2017

2424

Dziś będzie o tym, że są jeszcze fajni ludzie na tym łez padole, ludzie zupełnie oraz całkowicie obcy, po prostu fajni sami w sobie. W opozycji do następnej notki, w której przestrzegę Was przed sklepem internetowym, a szczególnie jego właścicielką. Ale do rzeczy.

Zuzanna wpadła na chwilę i, namawiana przeze mnie, spakowała sobie w paczkę 21-kilową różne pinkle, z naciskiem na odzież i obuwie jesienno-zimowe. Zobowiązałam się rzeczoną paczkę wysłać do niej, korzystając z licznych, obecnych na rynku ofert. Tu uczulam wszystkich, żeby sprawdzali firmy wykonujące tego typu usługi - reklama szeptana, jak zawsze, najlepsza. I z takiej finalnie skorzystałyśmy. Opisu przedzierania się przez szemrane oferty i niebotyczne ceny Wam oszczędzę.

Firma mieści się w Bochni i działa dwuetapowo. Zamawia Wam kuriera DPD do wskazanego punktu w kraju, ściąga do siebie paczkę, ładuje na własny samochód i wiezie. Za to nie pobiera żadnych pieniędzy, ponieważ ten etap jest wkalkulowany w usługę. Koszt przesłania paczki do 31 kg do Wielkiej Brytanii wynosi 20 funciaków i przedstawiciel firmy podkreśla, że wolą, aby im zapłacić po wykonaniu usługi, czyli przy odbiorze. Serio? Czyli doręczą skutecznie? Nie porzucą, nie podrzucą, nie zgubią, bo się im nie opłaca?! Myślałam, że takie rzeczy to tylko w bajkach. A jednak.

Zaczęło się źle. Liczył się czas, bo zamawiałam we wtorek, a w czwartkową noc paczka miała wyruszać do kraju przeznaczenia. Umówiono mi więc kuriera DPD do pracy, ponieważ w przedziale godzinowym 9-17 nie przebywam w domu. Jakież nieprzyjemne było moje zdziwienie, gdy kurier po prostu nie przyjechał do 18.30, o czym nikt nie był nawet uprzejmy mnie powiadomić, mimo że wielokrotnie kontaktowałam się z DPD w ciągu dnia, prosząc o informację, kiedy mniej więcej mogę się go spodziewać. Zbywano mnie każdorazowo, że nie ma kontaktu z kurierem. W odruchu rozpaczy skontaktowałam się z panią z firmy transportowej (czyli podstawowym usługodawcą) i tu się historia zaczyna.

Pani okazała się niezwykle życzliwą, zaangażowaną, konkretną i sumienną osobą. Usłyszawszy, że siedzę w robocie oczekując kuriera już ponad trzy godziny po odgwizdaniu fajrantu, a w paczce znajduje się odzież, gwarantująca ocieplenie relacji z dzieckiem mym jednorodnym, a co za tym idzie - zależy mi na jej wysłaniu w sposób istotny, wypuściła z mocą powietrze z płuc, po czym zakrzyknęła:
- O nie! Tak to nie będzie! Co za kmioty w tym DPD! Pani jedzie do domu i zaczeka, do godziny oddzwonię.
Faktycznie, oddzwoniła.
- Gdzie pani mieszka? - zapytała.
- W Imielinie - wyrzęziłam, zdając sobie sprawę, że moje piękne miasto leży po drodze donikąd.
- Z czwartku na piątek w nocy przyjedzie do pani nasz kierowca i odbierze paczkę osobiście. Dam znać, o której.

Rozmawiałyśmy jeszcze z pięć razy. Finalnie stanęło na przedziale godzinowym: północ - druga. Pani pouczyła mnie, żebym położyła się spać i nie czekała na kierowcę, ponieważ otrzyma on mój numer telefonu i zadzwoni z drogi, pół godziny przed przyjazdem, żebym zdążyła się dobudzić. I dodała, że mam się nie przejmować, bo ona ręczy, że dziecko swoje szmaty dostanie.
- Bardzo pani dziękuję - wymamrotałam rozczulona.
- Nie ma za co, proszę pani. Też jestem matką - odpowiedziała, a ja poczułam tę naszą wspólną, kobiecą moc, dla której żadne przeszkody nie istnieją, wszystko da się pokonać, wszędzie da się dojść i przybić chorągiewkę z napisem "Byłem tu, Marian".
- Wie pani co?
- No co? - odpowiedziała pytaniem na pytanie.
- Życzę pani, żeby do końca świata wszyscy ludzie traktowali panią tak, jak pani traktuje innych. Sądzę, że to pani zapewni dobre i spokojne życie.
Ucieszyła się dobrym słowem, jak ja ucieszyłam się jej postępowaniem.

Kierowca przyjechał o 1.20. Zadzwonił zgodnie z umową i obudził mnie. Po paczkę wszedł do domu i zaniósł do samochodu, żebym nie musiała się fatygować. Życzyłam mu szczęśliwej i spokojnej podróży. Podziękował grzecznie i już go nie było. W sobotę odnalazł Zuzię, dostarczył przesyłkę, wniósł na pierwsze piętro bez szemrania. I dlatego, Moi Drodzy, jeśli będziecie potrzebowali solidnego i niedrogiego transportu przedmiotów, udajcie się tu:


A panią, której imienia w tym zamieszaniu nie zdążyłam poznać, pozdrawiam z całego serca. Dobry z Pani człowiek.

6 komentarzy:

  1. I takie posty pozwalaja czlowiekowi sie troszke podniesc (niekoniecznie z kolan) w tym ostatnio smutnym kraju. A adres firmy sobie zapisalam, bo i do mnie (a raczej ode mnie, przypuszczam tez) dostarczaja paczki.

    OdpowiedzUsuń
  2. Piekna historia, powinno byc takich wiecej, ale kazda jedna to juz wielki plus w lesie minusow:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Udostępniłam, bo się chandryczę a DHL i tez im już życzyłam, żeby byli traktowani tak jak klienta traktują. Tylko to akurat nie były dobre życzenia.

    OdpowiedzUsuń
  4. o, jaka piękna historia.
    Aż żałuję, że w Anglii to nie mam nikogo.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jaka krzepiąca opowieść! :-)

    OdpowiedzUsuń