2474

To była dla mnie trudna notka, długo ja pisałam i chciałabym, żebyście o tym wiedzieli przed rozpoczęciem czytania. Odczuwam wiele skomplikowanych emocji, gdzieś w środku kłębią się różne, wielowymiarowe przemyślenia. Zwykle jestem przekonana, że uda mi się przelać na wirtualny papier zarówno tok rozumowania, jak i wnioski, a tym razem nie. W związku z powyższym od razu napiszę, że nie jest moim zamysłem urażenie kogokolwiek. Zwyczajnie, po ludzku – nie potrafię tego objąć rozumem i się męczę. A ponieważ jestem wredna z natury, to pomyślałam, że co się nie macie pomęczyć razem ze mną.

Natrafiłam na Facebooku na notkę Fundacji Rak’n’Roll i staram się ochłonąć, ale nie wiem, ile rzecz mi zajmie. Z powodów terapeutycznych postanowiłam więc napisać notkę na blogu, bo pisanie porządkuje myśli. Zacznę od informacji ogólnych, wszak nie każdy musi wszystko wiedzieć.
Fundacja Rak’n’Roll została założona w 2009 roku przez Magdę Prokopowicz, która sama chorowała onkologicznie. Magda zauważyła, że większość obecnych na rynku instytucji zajmuje się pomaganiem w leczeniu lub w ogóle jego zapewnieniem, a ponieważ znała temat od podszewki, zwróciła uwagę na fakt, że chorujące kobiety, choć przede wszystkim są ludźmi, to są też kobietami. I nikt jakoś specjalnie nie zajmuje się jakością ich życia w trakcie (i po) terapii onkologicznej, z naciskiem na chemię. W związku z tym postanowiła rozpocząć działalność ukierunkowaną właśnie na to, bo nie od dziś wiadomo, że łatwiej przejść przez chorobę w dobrym nastroju niż w złym. W spektrum zainteresowania fundacji znajdują się włosy i z tego przede wszystkim jest znana. Zachęciła do oddawania włosów na peruki wielu ludzi, cudowny zakład perukarski, fryzjerów i media. Reklamy działań fundacji wielokrotnie nazywano kontrowersyjnymi, szczególnie tę, w której wystąpiła Magda razem z Chustką i hasłem: „Zbieramy na cycki, nowe fryzury i dragi”.
Obie – i Magda, i Chustka – nie potrzebują już żadnej z tych rzeczy. Nie napiszę, że przegrały walkę z rakiem, bo wiele dobrego tutaj po nich zostało. Każdy z nas może dołożyć własną cegiełkę i bardzo do tego zachęcam. Nie wahajcie się.

Na kanwie działalności fundacji wyrósł pewien rodzaj snobizmu, czyli po dzisiejszemu – lansu. Po prostu wypada oddać włosy R’n’R, a następnie pochwalić się tym faktem (oraz podziękowaniami) w mediach społecznościowych. Uczymy tego również dzieci, więc walle pękają w szwach od zdjęć świeżo ostrzyżonych i zarumienionych z dumy pociech, dzierżących w dłoniach zaświadczenia o oddaniu włosów fundacji. Z jednej strony rozumiem rodzicielską potrzebę pochwalenia się sukcesem dziecka, jakikolwiek by nie był. Rozpiera nas radość i duma, że ten jeszcze przed chwilą niezgrabny, niezdolny niemal do samodzielnej egzystencji człowiek tak pięknie rośnie, mądrzeje i dzielnie się zmaga. Z drugiej jednak strony dostrzegam pewną niebezpieczną tendencję. I właśnie dochodzimy do meritum.
Fundacja zamieściła na swoim fanpage’u zdjęcie z ogromnymi worami pełnymi przesyłek zawierających włosy oraz prośbę o wsparcie w ramach wolontariatu, ponieważ nastąpił wysyp strzyżeń i nie nadążają z robotą. Patrząc na to zdjęcie poczułam ciepło w środku, a w głowie pojawiła się myśl, że ludzie to jednak są fajni i wrażliwi. A potem przeczytałam komentarze. Niestety, bo głupsza byłabym szczęśliwsza.

Kiedy post do mnie dotarł, na przeszło osiemdziesiąt komentarzy trzy (słownie: trzy) zawierały ofertę wsparcia. Większość pozostałych to litania żalu i pretensji, że do osób oddających włosy nie dotarły podziękowania z fundacji. Trudno oczekiwać, żeby ktoś jechał przez cała Polskę w celu kilkugodzinnego przekładania warkoczyków, choć wiem, że istnieją tego typu osoby i kłaniam im się najniżej, jak potrafię. Dla potrzeb tego wpisu przyjmuję więc, że wołamy do mieszkańców stolicy. Warszawa liczy obecnie niespełna dwa miliony mieszkańców. Aby uniknąć wszelkich dyskusji o zawyżaniu, zaniżaniu oraz przekroju społecznym, przyjmę, że mówimy nie o dwóch milionach, tylko o dziesięciu tysiącach. Niech połowa z tego jest zdolna do pomocy i ma moce przerobowe w postaci dwóch godzin do poświęcenia innym. Czyli na pięć tysięcy osób TRZY postanowiły zrobić coś nie dla siebie. Odezwała się jedna pani, która stoi po drugiej stronie problemu, podziękowała i podkreśliła, że taka pomoc istotnie zmienia życie chorych. Dziesiąt natomiast wyartykułowało, jak bardzo czują się zawiedzione, że nikt im nie podziękował za szlachetny gest. Szczególnie w imieniu dzieci. Zawiesiłam się na tej analizie i cierpię.

Drodzy! Przyzwoite, dobre, nieegoistyczne zachowanie to nie jest sklepik. Jeśli jesteście wierzący, pomyślcie o wdowim groszu i tym fragmencie, w którym Pismo przekazuje informację, żeby nie wiedziała ręka prawa, co robi ręka lewa. Jeśli nie jesteście wierzący, zastanówcie się nad wartościami wynikającymi z przemyśleń filozofów albo przynajmniej własnych, a dotyczących człowieczeństwa i społeczeństwa. Spróbujcie postawić się w sytuacji kogoś, kto potrzebuje pomocy, a nie tego, kto jej udziela. A teraz wyobraźcie sobie, że na wsparcie dla was musi się zrzucić jednorazowo kilkadziesiąt osób, bo bez tego się nie uda. I oni pomagają, owszem, ale w zamian winniście publicznie podziękować, najlepiej na piśmie, bo jak nie, to prędzej czy później dosięgną Was te dziesiątki pretensji i fochów. W końcu pomogli i coś im się za to należy.

I teraz jedziemy dwutorowo.
Dorośli. No, kurwa. Jesteście już duzi. Poświęćcie nieco czasu na przemyślenia, dokąd zmierza Wasze życie. Podumajcie o wartościach, poczytajcie coś więcej niż brukowce i internety, przypomnijcie sobie, co tam w szkole mówili o społecznościach i zasadach ich funkcjonowania. Weźcie się ogarnijcie i nie szukajcie głasków na zewnątrz. Sami jesteśmy odpowiedzialni za nasze człowieczeństwo i nikt go za nas nie skonstruuje. Wyobraźcie sobie, że dokładacie cegiełkę do powszechnego przekonania, że gdy nadejdzie bieda, to nie będziemy z nią sami, tylko zawsze znajdzie się drugi człowiek, który poda nam rękę. Idźcie i podajcie rękę. Na chuj wam dwie. A jeśli już bez głasków nie dacie rady, to JA WAS CHWALĘ. Jestem z Was dumna. Uczyniliście dobro. A teraz ruchy, ruchy, ruchy i lećcie sprawdzić, gdzie leży granica między komfortem Waszym a świata, bo może akuracik możecie jeszcze coś szybciutko ogarnąć. (To polega również na zaniechaniu, o czym było już wiele razy – np. na początek można się powstrzymać od napisania w Internecie, że ktoś jest głupi).
Dzieci. One dopiero się uczą i ważne jest, żeby ta nauka szła w dobrym kierunku. Dla dziecka płci żeńskiej obcięcie włosów może być poważną ingerencją w postrzeganie samej siebie. Może być dużym poświęceniem. Dla dziecka płci męskiej już sam proces zapuszczania włosów może być bolesny, bo środowisko nie śpi i jest szalenie chętne do zbutowania chłopca odstającego od jakiejś tam normy, szczególnie w kierunku uznawanym za dziewczyński. Mamo, tato – pochwal, nagrodź nawet. Powiedz dziecku, jakie piękne może być wyjście poza ramy osobistego komfortu. Zróbcie z tego dziecięcego poświęcenia święto i nie wstydźcie się wzruszenia – idźcie razem na lody albo do kina, czy co tam Wasz dzieciak lubi. Dużo rozmawiajcie o tym, jak ważne jest wyczulenie na potrzeby słabszych od nas, że czasem nawet niewiele potrzeba, by zmienić komuś całe życie. I jakie istotne jest robienie tego bezinteresownie dla budowania pewnego społecznego przekonania o wsparciu w kłopotach. Daję Wam słowo, że są narody, które tak działają, ale o tym w innej notce, bo jeszcze czytam. Jednego natomiast nie róbcie – festiwalu. Godne postępowanie to nie jest temat do licytacji i przechwałek.

Ludzie kochani, weźcie mi nie róbcie ała w oko i w mózg. Ja mam chore oko i ono się może w każdej chwili zepsuć na ament bez możliwości wyregulowania. Lubię, gdy nie jest całkowicie zepsute, bo wtedy mogę np. prowadzić samochód. Bez samochodu byłoby mi dość niekomfortowo. O mózgu to nawet nie wspominam – on żąda, żeby go zostawić w spokoju. Ma już 45 lat, nie jest pierwszej świeżości i nie regeneruje się w tym samym tempie, co kiedyś.


Na koniec, by nie pozostawiać wątpliwości, zadam głośno sama sobie pytanie i sama na nie odpowiem. Czy jestem przeciwna oddawaniu włosów na peruki? No, pewnie że nie! Pomaganie innym to sól tej ziemi i każdy z nas powinien być wychowywany w pewnej wrażliwości, dzięki czemu wszystkim żyłoby się lepiej. Jest mi po prostu smutno, że jako społeczeństwo działamy niczym szkolony pies: dobre wykonanie – nagródka. Gdy tymczasem nagródką jest… dobre wykonanie. A tak naprawdę to nie potrzebujemy żadnej nagródki. Potrzeba wspierania drugiego człowieka powinna być w środku w nas. Tego trzeba nauczyć, to trzeba wpajać od ziarenka. Gdybyśmy byli tacy, słabość stawałaby się znacznie łatwiejsza do zniesienia. Ot, dziś ty pomożesz mnie, a jutro ja tobie (albo następnemu). Krąg dobra. I sensu. Pomyślcie o tym.

Komentarze

  1. O bosze. Jak dobrze, jak wysmienicie wrecz, ze ja nigdy nie trafiłam na takie komentarze. Jestem gupsza i szczesliwsza.

    Czasem niestety tak jest -finalnie musi byc zdjecie na insta.
    Ale ja juz patrze na to tak: zrobil/-a cos dla kogos, nawet dla tej nagrodki, ale zrobil/-a.
    Juz macham na to reka.
    Bo teraz sobie pomyslalam tak: przyjmowanie pomocy jest trudne, czasem bardzo (prawda?), wiec jak sie ten dyplom da to jakos tak lepiej sie znosi to przyjmowanie pomocy.
    Ot taka mysl.
    Choc napisalas w punkt.
    Ale to sie wiaze z tym poprzednim: o odpowiedzialnosci. I dojrzalosci
    Pzdr
    AgulaW

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trudno jest przyjąć pomoc, to fakt. Myślę sobie, że również z powodu naszej niepewności, że ktoś nam jej udzieli. I potem mamy takie nieznośne uczucie długu wdzięczności. A ja zawsze mówię: idź, oddaj następnemu. To jest zdrowe po prostu.

      Usuń
  2. Jezeli moge, pomagam i noe oczekuje jakich specjalnych podziekowan, a nawet mnie one krepuja. Chce, to robie. Nie mam z tym problemu.

    OdpowiedzUsuń
  3. Czasem mam wrażenie, że obok przycisku "komentarze" powinno być hasło "Czytasz na własną odpowiedzialność. Treści zawierają informacje groźne dla zdrowia."

    Myślę, że większa część tych komentujących negatywnie doczeka się na swoje podziękowanie, a kwestią która też jest istotna, to brak cierpliwości i oczekiwanie natychmiastowej gratyfikacji. To o czym piszesz więc jest tylko częścią sprawy, częścią ogromną i trudną do "przetrawienia" , jednak potęguje ją coś co mnie bardziej rzuca się w oczy (bardziej, bo w różnych przypadkach) - czyli brak umiejętności czekania. Niecierpliwość (miałam napisać, że budząca, ale inne słowo jest bardziej na miejscu) obnażająca konformizm, zapatrzenie w siebie, chęć błyszczenia i dowartościowania się za pomocą innych, teraz już i natychmiast.

    P.S. Tak przy okazji - Kwiatki Nałące z fb to jestem ja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie podejrzewałam, że ktosik znajomy, skoro tak z sensem ;)

      Usuń

Publikowanie komentarza