7 lipca 2015

2104

Złożyłam dziś wniosek o urlop (oraz o tzw. gruszę) i został zaakceptowany. Dosłownie w tej chwili przestało mi się chcieć pracować, gdyż mój nos poczuł wolność.
Złudną pewnie, bo Szef (którego wcale nie ma) lubi mnie przeczołgać i w weekendzik, i na urlopie. Taki ma dar. Nastawiam się na kłamanie, że nie mam dostępu do internetu oraz wszystkie samochody świata się popsuły, a ja mam lęki przed komunikacją miejską. A także i koleją.

Wniosek ów, z uwagi na - jako się rzekło - nieobecność Szefa, akceptował mi jego zastępca. Przy okazji pociągnęło się go za język na okoliczność przepływu prawych środków płatniczych spod serca pracodawcy wprost na konto zaharowanych pracowników. I wyszło na jaw, że rzucono jakieś ochłapy premii. Zatrzepotałam zestawem rzęs firanek.
- Przestań! - wrzasnął w odruchu obronnym i przytulił się do drzwi windy. (Mężczyźni są słabi).
Po czym wyznał, ile mi dał. Dużo to nie jest, ale pamiętajmy, że u nas w ogóle nie istnieje takie pojęcie, jak "dużo". W każdym razie humor wyraźnie mi się poprawił po tym dictum. Tedy zatrzaskuję mózg, inkasuję forsę i znikam.

Wydaje mi się również, że zakończyliśmy proces urzędowy. Ostatnie wnioski poszły do sądu, ostatnie dokumenty do banku. W piątek odbieramy klucze, zawieramy umowy na odbiór mediów i ruszamy ostro z przygotowaniami do przeniesienia. Wyjadamy resztki z zamrażalnika, by go wyłączyć. Ograniczamy zakupy, żeby nie wywalać niepotrzebnie pieniędzy. Pakujemy ciuchy, pozostawiając jakieś minimum bytowe (nie, żadnych szpilek), celem szybkiego domknięcia pudeł.

Aha! Może ktoś jest z okolicy i chciałby za symboliczną kwotę łóżko na antresoli z IKEi? Nie podejmuję się wysyłania go nigdzie, bo cena przesyłki pewnie przewyższyłaby wartość, ale gdyby komuś chciało się po nie przyjechać, a będzie rozkręcone (jeszcze nie jest), to zapraszam serdecznie.
Łóżko wygląda tak:

Jest do wzięcia bez materaca, bo ma swoje lata (jest starszy od ramy) i się zużył. Poza tym postanowiliśmy go rzucić Zuzi na podłogę w ramach wiązki zgniłej słomy - meble będzie kupowała po powrocie, więc nie ma na czym złożyć podśmierdujących zwłok.
Nowa rama łóżka kosztuje 549 zł. Odstąpię za stówę oraz poczęstuję kawą. Z ekspresu. Gdyby była potrzeba, mogę ewentualnie olśniewać, byle nieprzesadnie długo, bo trupem można paść od tego gorąca. W ostateczności jestem nawet gotowa założyć szpilki, bo jednego kartonu jeszcze nie zakleiłam. Na więcej poświęceń mnie nie stać.

Zapraszam.

11 komentarzy:

  1. No tak... łóżko mi niepotrzebne , ale ta kawa i na dodatek (być może ) w szpilkach...hmmm rozmarzyłam się...
    A tak na poważnie dużo siły Wam życzę, potem będzie już tylko lepiej.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :) Przydadzą się w tym kotle.

      Usuń
  2. Cholera. Łóżko to ja bym nawet, kocham Ikeę, ale po co mi czwarte :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dorobiłabyś coś - kto, jak nie Ty? ;)))

      Usuń
  3. Przyjedzcie z okazji "gruszy" do nas pod brzozke:):) Albo my wpadniemy na te kawe za stowke:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja bym nawet wzięła że względu na te kawę, ale cholera trochę mi nie po drodze.
    Dużo cierpliwości życzę i spokoju przy przeprowadzce. Najbardziej nielubiana przeze mnie aktywność. Kiedyś policzylam,chyba wyszło mi 18 przeprowadzek w ostatnich 10 latach. Ale przynajmniej ostatnie 3 w jednej chalpie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Żałuję, ach, żałuję, ze tego łózka nie potrzebuję. Niestety :(

    OdpowiedzUsuń
  8. Łóżko będzie mi potrzebne, ale za parę lat :) Póki co masz pomysł na biznes - kawa za stówę w miłym towarzystwie. Przyjemne z pożytecznym (będzie na kredyt, albo na buty, albo na torebki). Dodatkowo z głaskiem Czesława za 150 PLN :)

    OdpowiedzUsuń