5 sierpnia 2016

2345

Kto tęsknił za opowieściami o kotach? No to Zośka odstawiła nam taki numer, że mało na zawał nie padliśmy.

U nas wszyscy wracają na noc do domu. Mamy swoje rytuały: np. po Edka trzeba wyjść i poprosić oraz zaoferować mu tzw. patyczek wieczorny, Karol wraca sam, a Zośkę się woła trzy razy i to jest dla niej wystarczające trzymanie nas w ryzach, a także danie nam do zrozumienia, kto jest tutaj najważniejszy. Wczoraj nie wróciła.

Ona nie ma żadnego powodu, żeby ciągnąć gdzieś poza. Jest kastrowaną, domową starszą panią, bierze leki, po które się po kociemu zgłasza dwa razy dziennie, zakosztowała mieszkania na ulicy - więc wie, że w domu ma full serwis i nigdzie na świecie nie znajdzie drugich takich, którzy się będą stosownie przed nią płaszczyli. Rytualnie daje nam do zrozumienia, jaka jest hierarchia, my na to przystajemy i wszystko utrzymuje się w normie. Do wczoraj.

Położyłam się dopiero po pierwszej, bo ją nawoływałam i szukałam jędzy. Chodziłam po nocy, psy histeryzowały w domu, ponieważ ich nie wypuszczałam. Obudziłam się o czwartej, by powtórzyć wszystkie czynności... Bezowocnie. Wróciłam z psami do łóżka, obudziłam Prezesa, żeby wydać dyspozycje, że trzeba otworzyć wszystkie zamknięte pomieszczenia i zaplanowałam wizyty u sąsiadów w tym samym celu. Nerwowo przedrzemaliśmy do siódmej, kiedy to Prezes wstał, zszedł na dół i zaczął mnie wołać.
- Wróciła!!!
Wyprułam boso na parter i dalejże kota przytulać. Zośka rozmruczana, szczęśliwa, że w domu, głodna, jakby tydzień nie jadła. Napchała kałdun i padła bez ruchu do południa. Prezes nawet nie mrugnął - odstąpił małpie swoje krzesło przy biurku, a sam wziął sobie inne. Wiecie dlaczego go kocham? No dlatego właśnie. Jesteśmy tacy sami.

Czemu tak się martwiłam? Bo jest gorąco, to raz - musi pić. Bo odstępstwo od normalnych zachowań oznacza, że coś się stało - np. ktoś ją gdzieś niechcący zamknął i może tam umrzeć zanim ją znajdziemy. Bo ja kocham. Bo się boję Zuzi.

Muszę zapytać dziś sąsiada, gdy już wróci z roboty, czy to u niego. Ale obstawiam sąsiednią posesję - koty uwielbiają się u nich gościć - mają dużo drzew, pod którymi można się chować i bardzo lubią zwierzęta. No i sąsiad wyjeżdża do pracy o szóstej.

***

Odświeżające pół godzinki na telefonie z dzieckiem holenderskim. Opowiadam, co się wydarzyło.
- Dobrze, że wróciła - konstatuje Zuzia. - W przeciwnym razie bym cię udusiła.
Mnie! Zawsze wszystkiemu w tym domu jestem winna ja.

3 komentarze:

  1. Normalna reakcja, ja mam tak samo jak tylko mój Mafia nie pokazuje się w domu, do pewnej godziny to też chodzę go szukać. Co do tego czyja to wina to to lepiej się nie wypowiadam :))

    OdpowiedzUsuń
  2. A czy Zofia przyznała się gdzie spędziła noc ?

    OdpowiedzUsuń