8 grudnia 2015

2162

Wtorek, 8 grudnia.

Rusztowania u sąsiadów nadal stoją. Na rusztowaniach jakiś człowiek, ale nie widać kto, bo jest ciemno. Nie widać też czy grasuje z werwą. W ogóle nic nie widać. Oprócz wielkiej kuli ze światełek choinkowych, którą powiesili, żeby nas wkurwić.

Pod drzwiami tarasowymi znowu rezyduje Karol sąsiadów i Zofię doprowadza to do białej gorączki. Dziesięć minut temu powiedziała wszystko, co sądzi o tej sytuacji. Bardzo głośno, dobitnie i na pewno ordynarnie. Wnoszę po dużej liczbie spółgłosek syczących.

Grasujemy po sklepach i kupujemy bombki. Czujemy się jak partyzanci, bo zachciało nam się choinki przyozdobionej na niebiesko i teraz dochodzimy do wniosku, że to chyba jakiś niemodny albo zakazany kolor. Niebieski czubek wyrwaliśmy w niedzielę pewnej korpulentnej niewieście. Dla niepoznaki odzialiśmy się do tego czynu młodzieżowo i naciągnęliśmy na twarze kaptury.

W pracy kolega przyszedł i zaczął się łasić, żebym mu zrobiła mapowanie procesu. A ja mam akurat audyt, więc zaproponowałam, żeby kupił mi buty. Zgodził się nader entuzjastycznie, więc od razu zrozumiałam, że czeka mnie wiele godzin dobrej, nikomu niepotrzebnej roboty. Ale może będę ją przynajmniej wykonywać w jakimś rzucającym na kolana pantofelku. Albo też i dwóch.

Audyt to jest coś, co wyprowadza z równowagi nawet świętego.

Złamałam sobie paznokieć i boli mnie palec.

Zuzia kopnęła się do Londynu i przysyła selfies. Pierwsze było z przesiadki, a konkretnie ze szczytu Pałacu Kultury. W odpowiedzi zrobiłam takie samo z mojej ostatniej komnaty w najwyższej wieży.
- Ja jestem na 30. piętrze - odpowiedziała. - A ty?
- A ja na najwyższym.
W akcie zemsty dosłała selfie z Big Benem. Po błyskawicznej analizie sytuacji doszłam do wniosku, że z dużych rzeczy mam tylko debet na koncie i tyłek. Zrezygnowała z oglądania.

Na dzisiejszym zebraniu kolega wysyłał mi informacje na WhatsAppie. Kolorytu sytuacji dodaje fakt, że siedział obok. Tak - krzesło w krzesło. Przeszłam załamanie nerwowe. Zawsze odczuwam niepokój, gdy jakiś mężczyzna zwraca się do mnie per "Asieńko". W związku z moją reakcją, dorzucając hojnie wykrzykników, popędzał, bym zamówiła sobie buty natychmiast. Boję się, że potrzebuje tego mapowania na jutro. Jakie to podłe. Ludzie są tacy mali. I płytcy.

Prezes robi w swoim gabinecie coś, co wymaga okresowych okrzyków typu "Hekatomba!". Dla ukojenia nerwów udałam się do kuchni, uzyskując efekt całkowicie odwrotny.
- Słuchaj, jak wróciłam z pracy, to zastałam na blacie pińcet kubków i szklanek z zużytymi torebkami po herbacie. Wywaliłam to wszystko do śmietnika, powkładałam skorupy do zmywarki, wchodzę do kuchni, a tam kubki z zużytymi torebkami po herbacie!!!
- Asieńko*, jesteś taka piękna, gdy się denerwujesz...

Dochodzi dwudziesta, a ja pracuję. Zło czai się wszędzie.

* A nie mówiłam?!

19 komentarzy:

  1. Od około 2 tygodni na słowo "audyt" dostaję gorączki i spazmów. Chyba nie ma bardziej strzeżonego dokumentu w tym kraju.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Istnieje możliwość, że nie wytrzymam i przytoczę kilka pytań.

      Usuń
  2. a buty te z fb zamówiłaś ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś Ty. Taka rozpasana to nie jestem.
      Żadnych - póki co - nie zamówiłam.

      Usuń
  3. Jezusie Nazarenski! Toz gdybym ja wiedziala kilka miesiecy temu, ze Ty umiesz mapowac procesy i jestes przekupna, kupilabym Ci 5 par butow!!! Albo sukienki, albo co bys chciala, bylebym tylko nie musiala nad tym dranstwem sleczec...
    Elka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nic nie umiem, nie wiem, nie znam się, nie pomogę :)

      Usuń
  4. Strasznie to brzmi!!! Jak bardzo się cieszę, że nie muszę rozumieć o czym piszecie:))!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nie wiem, ale przybieram inteligentny wyraz twarzy :)

      Usuń
  5. Ja też się ożywiłam,jak padły słowa o butach (nienawidzę Cię za te wszystkie IC z całego jadowitego czarnego serca ;-)),cała reszta mogła by byc dyktandem po mandaryńsku,tyle samo bym zrozumiała:-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Dzieje się! :) Zaczekaj z zamawianiem obuwia, aż nie wyjawi co to za proces do zmapowania. Koszmarnie złożony z pierdyliardem dokumentów i niezbadanych etapów. Tak czy inaczej na pewno wart jest przynajmniej trzech par IC :)
    Sąsiedzi świecą kulą? Może wypożyczcie na święta taki reflektor śledzący żeby przypadkiem prześlizgiwał się łagodnie po sąsiedzkich oknach (idź na całość! :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O to, to, kolezanka ma racje, zaczekaj az wyjawi! Nie bierz kota w worku!

      Usuń
    2. Ale ja wiedziałam od początku, o co chodzi :)
      Dziś krzyczałam na niego na tyle długo i uporczywie, że proces uległ znaczącemu uproszczeniu. Z resztą będzie identycznie. Ludzie to se lubią życie komplikować.

      Usuń
    3. To jest taka metoda upraszczania procesów? :) Następnym razem przetestuję! :) Uproszczony proces tym bardziej powinien generować więcej butów - i wszyscy szczęśliwi.

      Usuń
    4. Oczywiście.
      Do krzyczenia dołączam argumentację, dlaczego to jest bez sensu ;)

      Usuń
  7. My też mieliśmy audyt. Straciłam dwa tygodnie życia w nerwach i połowę włosów. Tyle dobrze że nareszcie jest po. Teraz się tylko spakować i przeprowadzić na inny kontynent...
    Dasz radę! Ci mówię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pytanie brzmiało: czy audytorzy dadzą radę ;)

      Usuń
  8. Nie wiem, co to audyt. Nie wiem, co mapowanie..... O rany....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I bardzo dobrze. Dzięki temu jesteś szczęśliwsza.

      Usuń