3 listopada 2014

1973

Nie ma samotności na tym świecie. Człowiek się nawet w spokoju sam nie urodzi, bo zaraz przyjdą

KORESPONDENCJA i PANDEMONIA
(stare rury)

i powiedzą, że one też się urodziły. I jak tu poświęcić notkę

pięknej i młodej AUTORCE?

No, jak? Nijak. Dupa zbita. Trudno - trza brać, co dają, nie ma to tamto.

Zacznę od odpowiedzi na pytanie "???" z komentarza pod poprzednią notką. Otóż pokusiłam się o stwierdzenie, że wywar na kościach to trucizna i nie wycofam się z tego, za to wytłumaczę, w czym rzecz. Wszystkie grzeczne dziateczki wiedzą, że głównym filtrem w organizmie ssaka są nerki. Nie z każdą substancja jednak sobie radzą, w związku z czym różne śmieci odkładają się w kościach. Do największych gówien, o których mowa, należą metale ciężkie, węglowodory i hormony. 
Z węglowodorów wymieniłabym tujon (tak, nazwa pochodzi od tui), który zwierzęta jedzą pod postacią np. bylicy pospolitej, szałwi lekarskiej, ewentualnie piołunu (choć pewnie rzadko) czy wreszcie rzeczonej tui. W zwiększonych dawkach tujon podkręca nadczynność kory mózgowej, przejawiającą się niepokojem ruchowym czy dużą drażliwością, doprowadza do psychoz i powoduje zmiany zwyrodnieniowe układu nerwowego. Tujon występuje gromadnie w absyncie, dlatego dość długo alkohol ten był na indeksie.
A już nagromadzenie hormonów, które zjadamy w zupkach, ugotowanych na kawałku mięsa z kością, jest porażające. Dlatego jeśli wolicie wywary - gotujcie je na warzywach lub pełnym mięsie. Kości to ZŁO.

No, to wyjaśnienia naukawe mamy za sobą i ruszamy do adremów. Zupy miały być w ilościach hurtowych. Proszę uprzejmie, zupa jest prosta jak drut. Nie każda, oczywiście, bo niektóre (np. cebulowa) wymagają sterczenia przy kuchence i uporczywego mieszania. Jednak większość jest lekka, łatwa i przyjemna, gwarantuje ciepły posiłek, a redukuje wysiłek. Brać, nie marudzić, skoro dają.

Więc tak: podstawą większości zup jest garnek (czasem dwa lub garnek i patelnia, choć leniwi mogą i bez patelni), woda oraz kostka rosołowa. Ja używam cielęcej Knorra, ponieważ najmniej ze wszystkich jedzie sztucznością. Przynajmniej w moim odbiorze. Jednakowoż nikogo tu nie zamierzam do niczego zmuszać i proszę, by tę deklarację przyjąć jako dogmat. Zanim zaczniecie protestować, zastanówcie się przez chwilę, czy mnie ewentualnie robi, co kto je. Otóż nie robi i dlatego fukanie oraz phikanie można sobie darować a priori.

Jedziemy. Bierzecie garnek, nalewacie wody i grzejecie, a gdy zawrze, dorzucacie stosowną liczbę kostek rosołowych. Jeśli ktoś nie ma wprawy, proponuję nie kierować się wskazówkami na opakowaniu, tylko własnym zapotrzebowaniem na sól. My solimy mało i kostek używamy mniej niż przewiduje producent. Są tacy, którzy potrzebują więcej. Można do tego dojść metodą prób i błędów,
W czasie gdy woda się gotuje, rozpoczynamy szaloną wycieczkę po zupowych smakach świata.
Aha! Dobiję te z Was, które pieczołowicie zabielają zupy śmietaną, mieszając ja z mąką, ogrzewając i czyniąc wiele dobra światu. Ja kupuję produkt Rama Cremefine (czy jak tam się cholerstwo pisze) do gotowania, bo się nie warzy. I PRYCHAM na wszystkie uwagi o chemii.

1. Pomidorowa z koncentratu.
Na patelnię rzucamy sobie masełko, a gdy się rozpuści - koncentrat. Przesmażamy delikatnie, żeby składniki się połączyły. Następnie uzyskana papkę wrażamy w rosół. Dodajemy trochę cukru i zabielamy. Szóstą ręką gotujemy ryż, makaron - co tam kto lubi mieć w pomidorowej. U nas leci czasem lane ciasto, które uzyskuje się poprzez rozbełtanie jajka, wsypanie mniej więcej równych części kaszy manny i maki krupczatki, niewsypanie soli i kładzenie (lub lanie - w zależności od konsystencji) na wrzącą zupę. Ta czynność przedłuża gotowanie o 2. minuty.

2. Pomidorowa dla przemądrzałych.
Istnieje podejrzenie, że ktoś chce się popisać. W takiej sytuacji bierze pomidory, kroi w kawałki, dusi na maśle i kontynuuje, jak przy pomidorowej z koncentratu. Jeśli mamy do czynienia z osobą wyuzdaną, to ona najpierw te pomidory parzy i obiera ze skórki, a na koniec przeciera zupę przez sito. Mogę Wam powiedzieć, gdzie ja to mam, jeśli tylko zechcecie.

3. Ogórkowa.
Kupujemy gotowe, przetarte ogórki kwaszone w słoiku. Dodajemy do rosołku tyle, ile tolerują nasze kubki smakowe. Zabielamy. Jemy z ryżem, ziemniakami, jajkiem na twardo, czy czym tam chcecie.

4. Koperkowa.
Jeśli jesteście bardzo leniwe, to możecie go nawet nie myć, bo i tak się ugotuje ;) Sieczemy, wrzucamy do rosołku, dodajemy trochę suszonego dla aromatu, zabielamy, jemy z ryżem, ziemniakami, jajkiem na twardo. Możecie z czymś innym. Kto bogatemu zabroni.

5. Koperkowa z zaskoczenia.
Przepchnij przez praskę ząbek czosnku i dorzuć. Nie przyznawaj się, o co chodzi.

6. Szparagowa.
Do rosołku walimy fasolkę szparagową ze słoika (Rolnik robi fajną i w dodatku pociętą) albo z puszki. Dolewamy część zalewy. Jemy z ziemniakami.

7. Szparagowa w wersji dla popisujących się.
Na koniec weź blender i zmiksuj na gładką masę. Możesz gotować z jednym ziemniakiem, który też ulegnie zgładzeniu i spowoduje, że krem będzie gęsty. Posyp kupnymi grzankami. Jeśli akurat przywabiasz zalotników, to nie dawaj kupnych, tylko pokrój (krzywo, żeby było widać, że domowe!) dwie kromki starego chleba i przesmaż na maśle. Jeśli się trochę przypalą, to nie szkodzi - węgiel powstrzymuje sraczkę.

8. Fasolowa z czerwonej.
Do rosołu wrzuć puszkę czerwonej fasoli. Albo nie - wrzuć jej zawartość. Dodaj listek laurowy i dwa ziela angielskie. Gotuj 5 minut. Podawaj z ziemniakami.

9. Krem z cukinii.
Cukinie umyj, pokrój byle jak. Cebulę też. Zeszklij cebulę na maśle, dorzuć cukinię i obsmaż. Wrzuć to wszystko do rosołku i pogotuj 3 minuty. Zgładź blenderem. Jeśli popisujesz się przed jakimś facetem, podaj z kawałkami wędzonego łososia i kleksem gęstej, kwaśnej śmietany.

10. Krem z selera naciowego.
Zrób to samo, co z cukinią. Do kremów ma też zastosowanie groszek ptysiowy. Ja nie przepadam.


Może być na razie tyle? Bo już mi się trochę znudziło. Jeśli mało, to krzyczcie. 10 kolejnych z siebie wykrzeszę. W weekendy zrobicie coś konkretniejszego i miesiąc księżycowy macie obskoczony, hehehe. I to bez pocenia się!

127 komentarzy:

  1. Wniosek prosty. Wystarczy umieć ugotować rosół.
    Wiedziałam! Jak post ku mojej czci, to o żarciu. Bałam się, że o samych kościach będzie.
    Ale w mięsie też to wszystko siedzi. I jeszcze innych kilka rzeczy. W roślinach także. W ogóle w powietrzu. A a na Śląsku to już ludziom trzecia noga w kroku dynda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i nie uwierzysz, jakie słowo musiałam teraz wpisać, żeby udowodnić, że nie jestem robotem - BUT!

      Usuń
    2. Uwierzę - przecież mieszkam na Śląsku i wyrosła mi, niespodzianka, druga głowa ;)

      A przepis na rosołek przecież dałam: woda i kostka rosołowa, hehehe.

      Usuń
    3. Bomba chemiczna!

      Bomba chemiczna bis!

      Usuń
    4. PandeMonia a moze przeróbny zupny post na NASZĄ cześć na NALEWKOWY post - wystarczy rosół zamienić na alko...moze być winko moze być spiryt ...

      Usuń
    5. W nalewkach jestem świetna! Od 5 lat próbuję zrobić!
      W ogóle w alkoholach przoduję - rok temu na sylwestra mieliśmy bezalkoholowego szampana z Ikei. Ale okazało się to dopiero o 24.

      Usuń
    6. Chciałam wspomnieć, że to jest post na moją cześć! Kaszlam na Was!!!

      Usuń
    7. Zmyliłaś nas tą piękną i młodą.

      Usuń
    8. Wyryję Ci epitafium kozikiem na drzwiach :P

      Usuń
    9. Stara ja ( bo wodnik ) rura do pM a Ty ześ piękna i młoda. To westchnęłam i poszłam do garów ....

      Usuń
    10. Ktoś musi dziś te wszystkie zupy ugotować!!!

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Może ugotuj chociaż jedną przed repetą!

      Usuń
  3. Moja Osobista notka.... To ja dołożę : 11. Cytrynowa - patrz wyżej : rosół , cytryna , śmietana
    12. Dyniowa - patrz wyżej : rosół, dynia pieczona , śmietana lub nie masło lub nie szczypior lub nie...
    13. Biały barszcz - prawie jak cytrynowa tylko plus majeranek plus czosnek plus kluseczki
    14. Zupa nic - rosół lub nie , ziemniaki w kostkę plus skwareczki z boczku plus zaciereczki
    15. Czernina - rosół plus krew z kaczki plus majeranek plus cząber plus kluseczki ziemniaczane ( ja z Kujaw )
    16. Pieczarkowa - rosół plus uduszone na maśle pieczarki plus ziemniaczki w kostkę
    17. Grzybowa - rosół plus namoczone grzyby suszone plus śmietana plus ziemniaki
    18. Kapuśniak - rosół plus kapusta kiszona plus ziemniaczki w kostkę plus skwarki z boczku

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żeby jeszcze Pandziak się dołożył, to już nie musiałabym kontynuować :)

      Usuń
    2. A ja myślałam, ze to ja nie umiem gotować!

      pkt.14 - zupa nic u nas jest na słodko :) Ale podoba mi się baza- rosół albo nie. :D

      Usuń
    3. W tej wersji to najlepsza jest dyniowa ;)

      Usuń
    4. Że drążysz dynię, nalewasz do środka deszczówki i czekasz?

      Usuń
    5. "śmietana lub nie masło lub nie szczypior lub nie..."
      :D

      Usuń
    6. Nie odróżnisz zupy od dzieła sztuki!

      Chciałam Ci powiedzieć, że nie wiem, czy opublikuję tego komcia, albowiem coraz trudniejsze zadaje mi łamigłówki ta bezduszna maszyna. Jak Sfinks. Albo poznała się na mym geniuszu, bo juz 67 komci temu skończyła z prostymi liczbami, a zaczęła bredzić jakieś niezrozumiałe farmazony. Zostają najwytrwalsi komentatorzy i jubilaci pod stołem.

      Usuń
    7. Nikt nie mówił, że to nie jest blog dla najtwardszych.

      Usuń
    8. Mam to samo po 10 razy przepisuje te bzdury ...

      Usuń
    9. Muszę zastosować te przepisy, ale w wersji globalnej: Zupa albo nie, drugie albo nie, deser albo nie.
      :D

      Usuń
    10. Korespondencja: Przykro mi, że nastręczyłam Wam trudności, ale ten spam był ponad moje siły.

      PandeMonia: Sprzątać albo nie, zarabiać albo nie itd.

      Usuń
  4. 19. Fasolowa - rosół plus boczek w kostkę plus ziemniaki plus namoczony łuskana fasola Jaś biały
    20. Grochowa - rosół plus boczek w kostkę plus ziemniaki i groch luskany
    Zupa 17-20 to zupy przemyślane bo albo trzeba składniki kupić ( kapusta kiszona ) albo moczyć od wieczora dnia poprzedzającego plan zupy o

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie na darmo się mówi, ze rocznik 1973 jest najlepszy.

      Usuń
    2. Ale moja mistrzowska zupa to owocowa - kompot z wiśni i kluski !!!!! Moja poligloci ( syn i córka ) uwielbiają !!

      Usuń
    3. A tu niespodzianka - fasoli i grochu NOE nie trzeba namaczać!

      Usuń
    4. Ale namoczenie odgazowujące w sensie mniej się gazuje po konsumpcji ,i niniejszego jest podkołderników jadowitych ..

      Usuń
    5. Mierzyłaś to jakoś? Hehehehe!

      Usuń
    6. Wystarczy słodka mina ślubnego po zażyciu niemoczonej grochowej ... I tekst jutro śpisz z synem on Cię kocha bezwarunkowo!!!!

      Usuń
    7. A wystarczy gotować z łuskanych połówek. Właściwości napędzające poduszkowiec ma tylko łupinka.

      Usuń
    8. a wystarczy wlać z puszki - z całą tą mętną wodą :)
      powiedziała anonimowa martuuha

      Usuń
    9. Ale my nie mówimy o zielonym groszku, bo z niego grochowej nie wyrabia się!

      Usuń
    10. Zielony groszek się nadaje do zupy groszkowej (nie mylić z grochową).
      Ale ja mówię o fasoli białej z puszki - do zupy fasolowej. Nie pasi?
      martu

      Usuń
    11. Pasi. I się nawet robi :)
      PS Tarta z białą, zgładzoną fasolą, kwaśną śmietaną i smażoną cebulką. No, mówię Ci... niebo w gębie.

      Usuń
  5. Najlepsza jest ta koperkowa z zaskoczenia.

    Iwona

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś zrobiłam sernik z zaskoczenia i do dziś nikt nie zakumał, czemu smakował brzoskwiniami, których w nim nie było ;)

      Usuń
  6. Królowe dziewczyny jesteście! Prawdziwy zupny ( jest takie słowo?) szał-ciał:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aba, prawdziwą królową zup jest Waterloo, gdyż zarówno w punkcie 6, jak i 7 próbuje nam wcisnąć w zupie szparagowej fasolkę zamiast szparagów.
      Biedny, biedny, biedny Prezes. A koty spuchnięte z głodu.

      :D

      Usuń
    2. Aba: Skoro są dupne, mogą być i zupne ;)

      PandeMonia: Przyznam, że nigdy nie jadłam ani nie robiłam zupy ze szparagów. Z fasolki szparagowej jest fajna.

      Usuń
    3. Zupę ze szparagów robią szefy kuchni na strużynach.

      Usuń
    4. Wiesz - nie sądzę, żeby to był jakiś problem, ale nigdy nie jadłam.

      Usuń
  7. Zapytałam domowników - jaką zupkę chcą na jutro ? Moja niezawodna rodzina rzekła - czerwony barszcz ,

    21. Czerwony barszcz - WODA , buraki Łyżka oleju i majeranek liść laurowy i kwasek ( chemia ) cukier sól

    Dobranoc paniom i czytelnikom

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już Wigilia?! Aleśmy się zagadały!
      Ja daję cytrynę zamiast kwasku. W ogóle gotuję zdrowo i smacznie i podaję na kamionkowych naczyniach :) A w domu to używam chemii ekologicznej. I mam zmywarkę, się pochwalę, a myję analogowo. Żyjemy jak zwierzęta, prawie jak w erze gazu łupkowego.

      Dobranoc Paniom! To był niezapomniany wieczór!

      Usuń
    2. Notke1992 rezerwujemy na naszą maturę ... Temat ..... Dowolny zapodany przez najpękniejszą

      Usuń
    3. Jestem zaszczycona, że widać, że mam maturę :)

      Usuń
    4. hmm ... ale rok się choć zgadza ?? tak sie po cichutku zapytam ????

      Usuń
    5. Tak! Nie repetowałam! :D

      Usuń
    6. Całe szczęście, że nie chcecie notki na ukończenie studiów, bo ja miałam dziekankę i się nie zgadza :)

      Usuń
    7. Chcemy. Ja skończyłam planowo i z wyróżnieniem. Możesz się rozdwoić- po 7 semestrach (rok 1996)- inżynier, po 10 (1997) - magistr.
      Siedząc w pozycji kwiatu lotosu nad oparami z gara już wtedy pomyślałam - e, oszczędzę Łoterlu doktoratu.

      Usuń
    8. no i tu mnie masz ja mam dwa lata obsuwy bo mi sie zachciałało zawodu - i żem jeszcze technik się nie zgodzi !!!

      Usuń
    9. eej no ja magistra dopiero 2000

      Usuń
    10. Ja nie mam doktoratu (i nie zamierzam), to nie obchodzę.

      Usuń
  8. Cukiniowa-chce wam sie kroic i obsmazac na pateni? To kolejny gar do mycia. Przekroic na pol i wlozyc do "rosolu" i tez bedzie :) Az selera naciowego musze spróbować, dzieki
    Ella-5

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chce nam się, bo podsmażona z cebulką jest smaczniejsza. Ale jest sposób! W garnku podsmażasz, potem zalewasz wodą, a gdy zawrze - wrzucasz kostkę rosołową. Voila!
      (W upraszczaniu sobie życia jestem miszczynią).

      Usuń
  9. takie zupy to ja zamiast kompotu mogę podać bo u mnie jest zasada "po zupce cienko w dupce"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To Ty im zupkę, a oni Tobie drugie danie. Prawda, że sprytne? :)

      Usuń
  10. Kocham zupy z Thermomiksa. Każdą zaczyna się w tej sposób, że dusisz na oliwie/maśle trochę cebulu, a potem dodajesz resztę w zależności od zupy i samo się miesza i gotuje i miksuje albo nie miksuje, jak kto woli, a pani domu tylko pokrętełko przestawia, lalalalala.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczotką z długą rączką w zlewie, z lenistwa nawet nie rozkręcam za często.

      Usuń
    2. Chodziło mi o to, czy części jest dużo :)

      Usuń
    3. Zależy czy wcześniej huknął o posadzkę.

      Usuń
    4. Nie umie mi Pani polecić tego produktu :P

      Usuń
    5. Robię to z małpią premedytacją. Już w ogóle nic byś w tej kuchni nie robiła! Wrzucisz kostkę, obierki i włoszczyznę do maszyny i zrobi Ci się, nie daj Bóg jeszcze, trzydaniowy obiad. I jeszcze bez zmywania chcesz. Skandal. Nie możesz mieć łatwiej niż ja!

      Usuń
    6. Nie musi być bez zmywania. Prezes pozmywa :D

      Usuń
  11. Czasem się przydaje, gdy ktoś przypomni o podstawowych rzeczach - dziś będzie pomidorowa z koncentratu na trującym rosole z niedzieli ;) Dziękuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest standard w większości domów ;)

      Usuń
    2. W moim nie - moja teściowa przypomniała sobie po 30 wspólnych latach, że zup nie lubi. I bij, człowieku, głową o ścianę. A to taka wygoda była, podgrzać zupkę.
      Czworolist

      Usuń
    3. To produkuj zapiekanki - roboty niewiele więcej, a na zupę nie da się tego zwalić ;)

      Usuń
  12. Powoli, powoli zbiera się trochę przepisów na książkę kucharską. 'Jak się nie spocić - czyli Waterloo gotuje' :)
    Ja bym dorzuciła jeszcze jarzynową: rosół + dowolna paczka warzyw mrożonych w paczce pokrojonych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jeszcze robię z lanym ciastem i zabielaną :)

      Usuń
    2. Przy lanym cieście to ja już bym się spociła, wystarczy że wspomnę jak owe ciasto robiła moja Babcia. Ale zabielić mogę. :)

      Usuń
    3. Chyba możesz podejrzewać, że ja robię tak, żeby się nie spocić? :)

      Usuń
  13. Az mi sie lezka w oku kreci, tez albowiem jestem Miszczyniom Zup, uwielbiam pasjami! (wczoraj byl krupniczek, z duza iloscia czarnego i zielonego pieprzu)
    Co za piekna notka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do krupniku nie doszłam. Ani do żuru nawet, a żur jest BARDZO.
      I dziś tak mię ułańska fantazja poniosła, żeby zrobić krem z bakłażana. Nie sama zupa jest problemem, tylko to, z czym ją podać. Co do zupy z bakłażana?

      Usuń
    2. smietana albo nie, boczus albo nie , twarożek o tak albo jogrut grecki żem sie rozmarzyła !!!

      Usuń
    3. Ale o wkładce mówię. Grzanki ziołowe? Zielony groszek?

      Usuń
    4. grzanki z czosneczkiem ......... i zasmażka

      Usuń
    5. Rzeczywiście. A ja zaraz zaczęłam kombinować, jak to dopasować ;)

      Usuń
  14. Ale bo dlaczego przy cebulowej trzeba stać? Tyle co na długość kieliszka z winem przecież ustoicie?
    A nawet jak na dwa kieliszki, to uporczywość przecież jeszcze nie jest?
    Czworolist

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo prawdziwa cebulowa się dusi przed zalaniem minimum dwie godziny. A cebula nie może się przypalić, więc trzeba mieszać. Ale warto, bo to jest cudowna, gęsta, pożywna, zimowa zupa. Jeśli chcesz, to mogę przepis i nawet zmodyfikuję, żeby trochę przyjemności z pracy się wkradło.

      Usuń
    2. Chcę, bo moja jest mało pracochłonna, wszystkie 3 wersje, ale nie nazwałabym jej prawdziwą. Natomiast czwartą wersję zarzuciłam po pierwszej próbie. Miała to być zupa -krem z grzaneczkami, 2 godziny przecierałam cebulę przez sitko, podałam małżowinkowi, a on zjadł i bardzo grzecznie mnie poprosił o niepodawanie mu zupek z paczki.
      Czworolist

      Usuń
    3. To sobie zrobimy notkę cebulową. Cebulcia fajne warzywko.

      Usuń
  15. Pozdrawaim stare rury,i ałtorkę:))))))))))))) Fariatki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jakoś tak przylgło do mnie żem Stara ... to choć milej że pozdrawiana, dziekuję

      Usuń
    2. Nie wiem, jak ta druga rura, ale ja Cię ściskam, Dorotko :)

      Usuń
    3. Ależ ja oczywiście też :)

      Usuń
    4. I proszę jak miło:))))

      Usuń
    5. '73 rzeczywiście dobry rocznik - trudno się spierać :)

      Usuń
  16. Korespondencjo,nie wiem,czy zauważyłaś ale jak WY stare, to ja już stara,starsza,trup:) (rocznik 64)

    OdpowiedzUsuń
  17. :) nie no... lepiej o kotach pisz... bo jak czytam notki o jedzeniu to się robię głodna, a czytam w pracy, a w pracy ... nie mam ani gdzie, ani jak, ani w czym ugotować nawet najprostszej zupy... choć mnie korci, że może jednak w czajniku? choć dzisiejsze elektryczne to nie chcą współpracować tak dobrze jak te z przed lat... kamionkowe z wtyczką do kontaktu, bez przycisków... oj lepsze były niż grzałka i kuchenka elektryczna w jednym...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To Ty w pracy nie pracujesz?!
      ;))))))))

      Usuń
    2. Pracuje, ale czasem pracuje tak, że przez pół godziny pilnuje drukarek i uzupełniam im papiery, tonery, kardridze i się NUDZE, a że przy kompie... to czytam :P

      A czasem ot tak se czytam w pracy... no co - jak se moge to se czytam ... czyli jak sie obrobie :)

      Usuń
  18. Oj tam oj tam nie rocznik- liczy się dupa odmładzajaca ... wróc ZUPA - toć to jest myśl przewodnia dla rocznika 1973

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyliś stara, czyliś młoda,
      nie wystarczy sama woda.
      Zima idzie, więc zrób zupę.
      Potem zupę wepchnij w... no.

      Usuń
  19. o jessssu
    nie mam Thermomixa, nie mam zmywarki, nie mam (i jeszcze nigdy nie miałam, ale może kiedyś się jednak pojawi) melodii na gotowanie!

    OdpowiedzUsuń
  20. Wszystkim Wam, młodym i pięknym, składam najserdeczniejsze życzenia.
    Czworolist
    O ile pamiętam, to piękny wiek w życiu kobiety, więc korzystajcie, ile wlezie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, ja sobie bardzo chwalę. Lubię być po czterdziestce.

      Usuń
    2. Dziękuję :) Wzajemnie, Czworolist!
      Też lubię być w tym wieku, chociaż na XXw tez nie narzekałam ;)

      Usuń
    3. To fakt mnie tam zawsze dobrze z sobą!

      Usuń
  21. Jezu, 91 komentarzy, do emerytury nie przeczytam!
    Odnoszę się więc do meritum.
    Za otwarte przyznanie się do gotowania na kostce rosołowej wyznaję Ci miłość dozgonną. Też tak robię, ale na swoich łamach się nie przyznam, boby mnie zeżarli razem z garnkiem.
    Opcja nr 4 - jestem bardzo leniwa, koperkową uwielbiam, zrobię.
    Opcja nr 10 - cukiniowej nie robiłam w życiu - zrobię.

    Autorce, pandeMonii i Korespondencji najlepszego! To Wy jeszcze młódki jesteście, hehe ;)
    Moja notka tuż, tuż (też hehe)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przez Ciebie musiałam się zabawić w dedekdywa!

      Usuń
  22. Uwielbiam Panią czytać :) - a trafiłam tu przypadkiem z bloga P. Dorotki (Chudej). Kotki cudne...
    Pozdrawiam
    Agata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już mi tu jakaś przyszła z paniowaniem! Przynajmniej w internetach nie wyglądam przesadnie poważnie, więc możesz sobie darować :)))
      I dzięki, dzięki!

      Usuń
    2. Ok, uwielbiam Cię czytać :)

      Usuń
  23. Zupa ma być zupą a nie wodą z glutaminianem monosodowym, inozynianem sodowym, maltodekstryną, ekstraktem mięsnym. Wolę metale w kościach niż syndrom chińskiej restauracji ;))) Ja starej daty, rocznik ' 64, celebruję żarcie, kostka w sytuacjach awaryjnych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest moje ulubione stwierdzenie: ma być. Zarządziłaś hahahahahahahah.

      Usuń
  24. Ja też ten dobry rocznik, a zupy to moja codzienność. Aczkolwiek nie na kostce rosołowej, bo nie używam. Ostatnio były ziemniaki i seler na wodzie po gotowaniu kalafiora, oczywiście poddane kremacji, tfu, zmiksowane.
    To ja nielot Dodo, znów się nie mogę na nic zalogować. Wrr.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hasło. Zapisz sobie hasło! ;)

      Usuń
    2. Nie muszę zapisywać, bo mam wszędzie takie samo. Tylko, że nie działa. Ale już mnie znów wpuszcza bez logowania, to I don't care.

      Usuń
  25. Dzięki, o! dzięki! W dziedzinie zup moim numerem popisowym i w zasadzie jedynym jest zupa z soczewicy (kostka, soczewica, marchewka, pietruszka, seler, powinna być cebula, ale na ogół mi się nie chce, podsmażona kiełbasa w plasterkach, od czasu do czasu papryka), o której kiedyś przeczytałam na Dwóch Chochelkach (Chuda, uwielbiam Cię!)

    pozdrawiam
    allegra walker

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I tak sobie pomyślałam, że właściwie soczewicową to można tak, jak grochową (nie groszkową).
      Chuda! Ja też Cię uwielbiam! :)

      Usuń