8 sierpnia 2015

2116

Teraz jest właśnie ta chwila, gdy - jeśli do tej pory miałam jakiekolwiek wątpliwości - upewniłam się, że podjęłam najlepszą decyzję w życiu. W domu wciąż ciepło, choć pewnie i tak nie ma porównania z atmosferą blokowisk, a ja na tarasie, usadzona na leżaczku, w jakiejś bawełnianej szmatce, z kieliszkiem białego, musującego wina i wifi w zasięgu jabłuszka. Temperatura idealna, wieś powoli usypia, gdzieś w oddali poszczekuje pies, wokół mnie jak szalone grają świerszcze, migają pojedyncze latarnie, bo w końcu moja wieś to jednak miasto.

Zrozumiałam nawet, że literackie określenie "kobierzec traw" nie jest w żaden sposób naciągane. Jeszcze półtorej godziny temu zanurzałam bose stopy w niczym innym, jak właśnie kobiercu, który okrywa cały mój ogród. Ponieważ  nie mam ani ogródka, ani trawnika, tylko rozległą łąkę - która tętni życiem mimo niewiarygodnych temperatur, przycichając jedynie w omdlewającym upale i budząc się wraz z zachodzącym słońcem - nie znam, co to żółte, suche, nieprzystojne placki wokół domu. Moja trawa jest zielona, gęsta, wilgotna i miękka. Stopy zapadają się w niej, choć skoszona; wędruję po pieszczącym stopy kobiercu i jestem bezbrzeżnie szczęśliwa.
Dopóki nie natrafię piętą na oset.
Bo wtedy to: kurwa.

Wreszcie poznałam się bliżej z czterema drzewkami owocowymi, które są uprzejme nas zaszczycać. Przyjrzałam się umęczonym gorącem listkom, pogłaskałam je lekko, przeprosiłam za zaniedbanie i obiecałam poprawę. Dziś kupiliśmy wreszcie węża na gustownym wózeczku. Wcześniej Prezesowi, mimo wezwań z mojej strony, nie chciało się napełniać wiadra, żeby podlać młode, rachityczne istotki. Uparłam się więc przy tym właśnie zestawie, a ci, którzy mnie znają, wiedzą, że ja potrafię się uprzeć, choć nieczęsto to czynię. Wiedziałam co robię - pięćdziesięciometrowy wąż dociera nawet do najodleglejszych zakątków ogrodu, bo dom stoi pośrodku działki. Standardowe dwadzieścia metrów można sobie ewentualnie w dupę wsadzić.

Wyczekałam ten dom i wymyśliłam go. Serdeczna atmosfera przy kupnie ciągnie się nadal - naszymi najbliższymi sąsiadami są rodzice zbywców: mili, sympatyczni, weseli państwo koło sześćdziesiątki. Doceniają i szanują ustępstwa, które poczyniliśmy na okoliczność wygody ich dzieci, służą pomocą i dobrą radą - a tej wysłuchujemy bez zarozumiałości, wręcz o nią zabiegając. Wierzymy, że wspólnie tworzyli tu wszystko sercem, dla siebie, a nie "pod sprzedaż" - nie zaburzamy więc naturalnego w pewnym sensie rytmu istnienia całości. Przyjmujemy ich z uśmiechem, ciepło, machamy sobie z oddali (bo u nas nie istnieje pojęcia domu przy domu), przystajemy przy płocie na papieroska i krótkie komentarze, pozbawione jakichkolwiek tematów, która mogłyby nas skłócić. A oni pilnują naszego domu, jakby nadal był własnością ich dzieci - ot, choćby dzwoniąc, że nadciąga burza, a tu okna pouchylane, więc wracajcie prędko, jeszcze wam przeciąg coś poniszczy.
Trawnik skoszą.
Przy piecu pomogą.
Poradzą, gdzie co kupić, żeby było dobrze i nie za drogo. My przecież tego nie wiemy, więc można nas wydutkać bez litości.

- Furtkę - mówię - furtkę tutaj, między ogrodami, panie Heniu, trzeba było zostawić, po co pan ją wyjmował, przecież byłoby łatwiej.
- Aaaa - macha ręką - nie chciałem, żeby pani myślała, że my zachodzimy, gdy was w domu nie ma.
- Nie myślimy tak.
- Ano teraz wiem.
- W razie czego zawsze możemy wstawić - uśmiecham się i on odpowiada mi uśmiechem.
- Pani powie mężowi, żeby na dolnym ruszcie palił do grzania wody w lecie. Węgla szkoda. Ja też taki sam piec mam i przez lata sprawdziłem. Pokażę, gdzie kupić najtaniej opał.

Gdy będziemy sadzić tuje, miejsce na furtkę zostawimy wolne. Może się przydać.

30 komentarzy:

  1. :)))))) i nic tu więcej po moich błyskotliwych komentarzach, po prostu :)))))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I udał Ci się bardzo błyskotliwy komentarz :)

      Usuń
  2. Dobrze macie:) Życzę, żeby tak dalej i jeszcze lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano, dobrze. Zgrzeszyłabym narzekając.

      Usuń
  3. Fajnie macie :-) Wasze miejsce na ziemi; warto było czekać i szukać.

    Iwona

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem nie warto się spieszyć. Ponoć szybko to się łapie pchły, hihi.

      Usuń
  4. Odpowiedzi
    1. Tak właśnie czuję. Pozwoliłam sobie wykasować duble Twojego komentarza.

      Usuń
  5. Ze wzruszeniem o domku Waszym zawsze czytam, bo swoje miejsce na tej planecie znaleźć to jest, kurde balans, coś!
    A motyw furtkowy? No cudo!!!
    :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Złodzieje i zbiegający ;)

      Usuń
    2. Z tego ciepła przeczytałam "motyw futrowy" i pomyślałam o kotach ;))))

      Usuń
    3. Motywy futrowe rządzo! ;))))

      Usuń
  6. Wymarzony dom Asi... że tak zapożyczę od L.M. Montgomery :):):)

    OdpowiedzUsuń
  7. cud miód i orzeszki ! fajnie przeczytać że komuś fajnie ! czy kotki wychodzą już na spacery ?

    OdpowiedzUsuń
  8. Po prostu fajne miejsce z fajnymi ludźmi. Ale to pewnie też kwestia fajności ludzi, którzy dom nabyli ;) Oby tak cały czas Wam się mieszkało i codziennie lepiej żyło w nowym miejscu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Istnieje możliwość, że też jesteśmy trochę fajni :)

      Usuń
  9. wszystko piknie a na koniec dup - TRUJE. jakie tuje? kobieto, jak mieszkasz na wsi to zasadź rośliny wiejskie, a nie CMENTARNE. rośliny, które kwitną, które pachną, które szumią. które są ŻYCIEM. a zresztą zrobisz jak zechcesz, ale powiem Ci, przestałam Ci zazdrościć jak zasunęłaś z tymi tujami. działkę z tujami to każdy z nas będzie kiedyś miał na wieczność, za życia mała z nich radość. olka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olu - rzeczy nie mają żadnych ukrytych znaczeń, poza tymi, które sami im nadamy. Tobie tuje kojarzą się z cmentarzami, a mnie... z tujami. Obiecuję więc nie namawiać Cię, byś kiedykolwiek posadziła je u siebie.

      Usuń
  10. Bajecznie,dobry sąsiad to podstawa!
    .....

    E tam, tuje są ok.
    Prócz tui można jakiekolwiek inne niskie , długowieczne i zimozielone:)

    Rozumiem też ,że iglaki są najprostsze,bo przynajmniej nie trzeba liści ciągle grabić i zimą ładnie wyglądają, np.gatunek z żółtymi gałazkami bardzo mi się podoba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano właśnie. Chodzi o mrozoodporny i żywopłot.

      Usuń
  11. No i piknie! Aż mi się klimacik udzielił :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Posiadanie własnego domu to moje marzenia. Ale przyszłościowe. Póki co studia w wielkim mieście i odpoczynek w mieście trochę mniejszym. Tak czy inaczej, piękna rzecz mieć takich miłych sąsiadów! :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Az mi piosenka zabrzmiała "Wymyslilam Cie noca przy blasku swiec....."

    OdpowiedzUsuń