13 lipca 2016

2332

Post wolny od psów.

Na dzisiejszej lekcji, drogie dziateczki, omówimy sobie efekty rozmnażania roślin.

Otóż.
W dziedzinie porzeczek doczekaliśmy się obfitych zbiorów.


Zostały one komisyjnie przeliczone, zaewidencjonowane i rozdzielone pomiędzy członków komisji. Oczywiście tych piśmiennych (sztuk dwie). Kwaśne były, że gęby wykrzywiało, ale:
- Mmmm, panie prezesie, pyszności.

Lepiej poszło nam z borówkami amerykańskimi.


Tu część niepiśmienna komisji (sztuk dwie, ale za to osiem nóg) postulowała, żeby jeść. Część piśmienna machała kończynami oraz kijem i piszczała, żeby poczekać aż zmienią kolor. Z uwagi na siłę argumentacji (kij) postanowiono wstrzymać się z konsumpcją.

Jeszcze lepiej poszło nam z bobem.


Chyba będziemy niebawem bobkować.

A już najlepiej spisała się fasolka.


Będzie w weekend na obiad.

Natomiast szczypiorek jest miejscowy i dostaliśmy go od sąsiada.


Za pozostałymi darami natury już nie latam. Ale podkreślam, że zasieki dla miłorzębów i orzechów wyszły Prezesowi, nie powiem. Ładne takie.


Z kolei wierzba... Cóż. Chyba szanse wygasły.


Jednak co się dziwić, skoro...


Jeszcze pokażę Wam przecudnej urody zbiornik na deszczówkę, który Prezes zakupił, przywiózł (z pomocą mojego brata), ustawił na stosownej wysokości, żeby pod kranik dziesięciolitrowa konewka wchodziła, rynny zamocował i rury spustowe. A deszcz napełnia. W środku żywa gotówka. Jeśli jeszcze trochę popada, ma się rozumieć.



***

No już dobra.



33 komentarze:

  1. Pilnuj upraw i owoców by ptacy ich nie zjedli, powiedz Leśniewskiemu by ich bronił przed nimi, ogród masz Asiu trochę malutki, prawie boisko piłkarskie więc twoi podopieczni mają gdzie biegać i wylegiwać się :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niektórzy mówią o nim Plac Defilad.
      Myślimy czy nie powiększyć :D

      Usuń
  2. aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa ostatnia fotka aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Złudna i oszustna sama słodycz, a charakter jak stal.

      Usuń
  3. Trochę Ci to "wolne od psów" nie wyszło;) Nic się nie dziwię;P

    OdpowiedzUsuń
  4. Aplauz, aplauz dla hodowców!!!
    I przypomniało mi się, że z warzyw odporny na faunę (mikro, ale przede wszystkim makro) może być topinambur. Dodatkowo tworzy fajne zasieki. Mogę fotkę załączyć w weekend.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak własna uprawa, to dawaj.
      A jakie to jest w smaku?

      Usuń
    2. Smak określiłabym prosto "wytrawny ziemniak", choć spotkałam się z opisem "coś pośredniego między ziemniakiem, a gruszką z orzechowym akcentem' - i chyba się zgadzam. Można go jeść na surowo i ugotowany. Rodzice uprawiają od paru lat w jednym miejscu takie zielone zasieki, odgradzając się od sąsiadki tam gdzie płot niższy i zawsze jesienią dostaję reklamówkę bulw, bo lubimy zupę topinamburową :) Warzywko nazywa się słonecznik bulwiasty.

      Usuń
    3. * po ugotowaniu. Uwielbiam, jak telefon stara się poprawić moje myśli.

      Usuń
  5. Odpowiedzi
    1. Świadoma. Usiłuje ugrać na tym, co się tylko da :)

      Usuń
  6. Gratuluję pierwszych zbiorów :) Post wolny od psów całkowicie i absolutnie zdominowało ostatnie zdjęcie. Tona albo milion ton słodkości wlało mi się przez ekran laptopa... :D
    PS. Pierwszy raz widzę bób w statusie 'na krzaku' ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też. Bób znaczy. Niby człowiek wie, że strączkowy, ale...

      Usuń
  7. Roztopiłam się na widok ostatniego zdjęcia. Jaka ona słodka jest.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niczego nie da się jej odmówić. Ciekawe na co wyrośnie, nie?

      Usuń
  8. nooooo rzutem na taśmę

    OdpowiedzUsuń
  9. Posadzilismy w tym roku borowke, ake nawet jednej jagodki jeszcze- foch. Ale ostatnie zdjęcie! Proszę pani, ostatnie zdjęcie! Rozplywam się...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na ostatnim zdjeciu jestem ja. Zauważyłaś? :)

      Usuń
  10. Gratuluję zbiorów, gdyż u nas np. borówki uschły (podejrzewam (nie moją) nadgorliwość w nawożeniu) a do grządki warzywnej boje się podejść tyle tam chwastów. Jedno co się prawie zawsze udaje to rzodkiewka (dawno zjedzona) i tutejsze wiśnie (szpaki właśnie kończą konsumpcję).

    Ostatnie zdjęcie rozwaliło mnie na tysiąc kawałków :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety pies ów tak załatwia cały świat.

      Usuń
  11. U mnie podobne "ozdobne" rusztowanie Chlop zrobil za komorka na narzedzia i maszyny ogrodowe. Ale za to mamy wode do podlewania warzyw i kwiatow. Trawnika na szczescie nie podlewamy.
    Mala - cudna. Widac, ze w komitywe z Lesiem weszla. Moze przy niej Lesiu przestanie konsumowac wszystko, co na swej drodze spotka? Teresa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rusztowanie było w koplecie. Jak i paleta. Prezes dokupił pustaki, kran, rynny, rury spustowe.

      Usuń
  12. Haneczka zielonooka! Albo ta trawa odbija się w tych pięknych oczach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trawa. Hanczysko jest całe z czekolady, z wyjątkiem żabotu.

      Usuń
  13. Hanusia!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! <3333333333333

    /h.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czujesz się z nią połączona? ;)

      Usuń
    2. oczywiście! przecież to nie może być przypadek, że to jest akurat Hania!
      ale z Leśkiem też; zresztą, wszystko to moja zasługa!! tylko koty to był Twój pomysł.
      :)

      /h.

      Usuń
    3. Prezes ją tak nazwał :)

      Usuń
  14. Macie własny bób!!! i fasolkę!!! Bosko!!!

    OdpowiedzUsuń