4 lipca 2016

2322

Fejsbunio żąda zaległej notki o pielęgniarkach. Nie wiem czy w tej sprawie można coś jeszcze dodać, bo chyba powiedziano już wszystko, przy czym mnóstwo mądrze i do rzeczy. Nawet jeden taki artykuł czytałam, że nie dodałabym i nie ujęła nawet przecinka, ale - signum temporis - zgubiłam. Jednakowoż z uwagi na zapotrzebowanie społeczne, spróbuję przedstawić własny punkt widzenia.
Jak najkrócej, żeby Wam oszczędzić.

***

Wyobraź sobie, że masz taką robotę, od której wykonania zależy czyjeś zdrowie.
Level up*.
Wyobraź sobie, że masz taką robotę, od której wykonania zależy czyjeś zdrowie, a często życie.
Level up.
Teraz wyobraź sobie, że tym kimś jest dziecko. Ono się boi, nie rozumie, tęskni.
Level up.
Często to dziecko jest maksymalnie skopane przez życie od momentu urodzenia; patrzysz na nie i dziękujesz Bogu, że masz w domu dwa rozwydrzone, nastawione żądaniowo bachory, które chętnie sprzedałabyś** na Allegro. I może ktoś by nawet kupił, bo są ZDROWE. Gdy wracasz złachana do chałupy, to jakoś tak słodko wyglądają. Bo śpią. Zrobiły burdel, za to nie odrobiły prac domowych, zalatuje od nich nogami i kanapką sprzed miesiąca, którą tkliwie hodują w plecaku, ale - japierdolę - nie musisz myśleć, że... Jezu... mogą umrzeć w każdej chwili.
Level up.
Pracujesz 300 godzin w miesiącu, bo Twojemu pracodawcy opłaca się trzymać Cię na kontrakcie. Szczególnie, gdy zachorujesz. Albo zagorączkuje Ci któryś z nieopatrznie przywołanych na świat bachorów. Wtedy nie płaci Ci NIC. A Ty właśnie zostawiłaś osiemset pierdylionów grosików w aptece. Finalnie - jesteś uporczywie niedofinansowana, chociaż ryjesz jak dzika.
Level up
Nie ma bata - jesteś chronicznie przemęczona. Nawet już nie pamiętasz od kiedy, bo na urlopy nie wyjeżdżasz albo rzadko i na krótko. Na kontrakciku za urlopik nie płacą, więc bierzesz naprawdę okazjonalnie.
Level up.
W Twojej pracy od jakichś czterech stuleci są braki kadrowe. Tak naprawdę pracujesz za dwie i jeszcze bierzesz dodatkowe dyżury za koleżankę, której - o, ironio! - zachorowało dziecko. Czasem wydaje Ci się, że ze zmęczenia się przewrócisz albo porzygasz, przywykłaś już do tego, że nie masz kiedy się napić albo zjeść, bo szybko, szybko, szybko. I naprawdę chciałabyś przytulić to płaczące dziecko, ale - kurwa - NIE MASZ KIEDY. Albo przytulasz, albo podajesz kroplówkę, przygotowujesz do zabiegów, nie wspominając już o takich drobiazgach, jak sprzątanie gówna z podłogi. I nie pomyl się. Na Boga! Tylko się nie pomyl, bo możesz kogoś ZABIĆ!

Kiedy myślisz "pielęgniarka", pod powiekami snuje się obraz miłej, uśmiechniętej, ładnej pani w fartuszku i czepeczku z paskiem, roznoszącej tabletki w kieliszkach. Nie wizualizujesz sobie, że ktoś na nią wymiotuje, że myje obsrane tyłki, dźwiga zdecydowanie ponad siły, właśnie prosto w twarz siknęła jej krew zakażona wirusem HIV, setny raz tłumaczy każdą rzecz albo wysłuchuje obelg pod swoim adresem. Najgorszych. Takich, co to się ich nie chce pamiętać, ale jakoś nie można zapomnieć. Że jest spocona, obolała, czekają na nią sterty dokumentów, a przecież musi wrócić do domu, gdzie obiady, lekcje, pranie, kurz i wszystkie te rzeczy, które są udziałem każdej z nas. Często do tego studiuje, bo jakiś kretyn wymyślił sobie, że pielęgniarki MUSZĄ mieć wyższe wykształcenie. Albo tak po ludzku - chciałaby zmienić coś w swoim życiu.

Wierzcie lub nie - najpoważniejszy odsetek tych dziewczyn pracuje z powołania. Zanim powiesz, że przecież nie musiały, mogły być odpowiedzialne za marketing albo kręcić lody, zastanów się i pomyśl, jakie to wielkie szczęście, że wolały wycierać komuś dupę. Pielęgniarki to nasz skarb narodowy i WSZYSCY MUSIMY BYĆ PO ICH STRONIE. Oby ich było jak najwięcej, oby godziwie zarabiały.

Bo bez nich, kochani, znajdziemy się w najczarniejszej z czarnych dup.

***

Najbardziej niegodziwym z niegodziwych zachowań jest kształtowanie opinii publicznej tak, by w sytuacji sporu pielęgniarek z pracodawcą były one postrzegane jako lekceważące swoją pracę i chorych ludzi. Tymczasem zadłużone do niemożliwości, źle zarządzane szpitale nie spadły z księżyca akurat dzisiaj tuż przed nasz nos. To nie pielęgniarki doprowadzają je do ruiny.
Pomyślcie o tym.

***

Drogie Koleżanki w białych lub kolorowych fartuszkach na szpitalnych korytarzach: przyjmijcie moje wyrazy szacunku. Rozumiem dlaczego czasem bywacie wredne i opryskliwe. Za nic bym się z Wami nie zamieniła. Z całego serca życzę Wam i Waszym rodzinom zdrowia, cierpliwości i żeby się wreszcie ktoś w tym kraju ocknął.



* Dla niewładnych językiem langłidż: poziom w górę.
** Dla uproszczenia posługuję się rodzajem żeńskim, ale oczywiście pamiętamy, że chłopaki też.

25 komentarzy:

  1. Nie ujęłabym tego lepiej.
    Zawód w którym obrywasz ze wszystkic stron. I ta odpowiedzialność za życie drugiego człowieka. Ponad siły.


    Ale umówmy się.
    300 godzin miesięcznie, dowalanie że strony ZUS, skarbowego, PIP, PIH (autentyczne dowalanie, z założenia, po to aby wpieprzyć mandat, nie że kontrola), brak urlopu (od 10 lat!!) Brak czasu na życie, ciągłe zaległości- to rzeczywistość większości drobnych przedsiębiorców!
    My nie mamy związków zawodowych, ochrony inspekcji pracy, prawo pracy dla nas nie istnieje
    Chcemy być uczciwym przedsiębiorcami, płacić uczciwe podatki, ale naprawdę się nie da.
    Odpuścisz--> odpadniesz.
    A emerytura? Zapomnij.
    Przysięgam. Gdybym była młodsza opuściłabym to państwo, w którym od wieków rządzą i stanowią dla siebie prawo drobni cwaniacy i wielcy kombinatorzy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale umówmy się - od skupienia drobnego przedsiębiorcy nie zależy życie drugiego człowieka.

      Usuń
    2. Zgadza się. Napisałam to.
      Przedsiębiorstwo to tylko kasa, straty lub zyski, faktury, dostawcy którym się płaci lub nie.
      Mój interes, moje podatki- moja sprawa.

      Usuń
    3. Co to znaczy, gdybym była młodsza?
      Ja wyjechałam do Anglikanii jak miałam 42 lata i zaczęłam "nowe życie". Zawsze można

      Toterama

      Usuń
    4. @Anonimowa
      Nic nie piszę o tym, jak do dupy urządzone są w Polsce niektóre rzeczy. Wiesz... ja nie chcę porównywać, komu gorzej. Zawsze gorzej mnie niż innym, to oczywiste. Zależy mi bardzo, żeby to był post o pielęgniarkach. Wcale nie zamierzam Ci wciskać, że idealnie Ci się żyje i zasadniczo z czym do ludzi. Złość mnie wzięła przy tym proteście pielęgniarek i trzyma do dziś. Ot i tyle.

      @Toterama
      W niektórych ludziach nie ma zgody na opuszczanie kraju. Ja to rozumiem, bo we mnie też nie ma. To jest moje miejsce na ziemi, do jasnej cholery i szlag!

      Usuń
  2. Rozpłakałaś mnie tym wpisem. Naprawdę. Pielęgniarki, ta ELITA służby zdrowia, są niestety traktowane okropnie. Problem znam od podszewki, moja siostra zaczynała karierę zawodową jako pielęgniarka. Przez to wszystko, co opisałaś musiała przejść, a ponadto znosić pokrzykiwania, lekceważenie, pogardę niemal, a także "zaloty" ze strony lekarzy.
    Ja tutaj teraz w Anglikanii jestem opiekunką w domu opieki. Nie jestem pielęgniarką, ale i tak cieszę się ogromnym szacunkiem. Pielęgniarka to ktoś kilka poziomów wyżej. Przychodzi do naszego domu zrobić takie cuda, których my nie potrafimy.
    i tak jest tu postrzegana, jako wysoko wykwalifikowana siła fachowa. Nikt by nie śmiał nawet pomyśleć, że to ktoś gorszego sortu. Podcieranie tyłków? To zajmuje jakieś 30 min w 8 godzinnym dniu pracy, reszta to dawanie ciepła i serca.

    Toterama

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I tak powinno być. Bo czasem chory, stary albo mały człowiek bardziej potrzebuje serdecznego uścisku. Tylko osoby, które to ciepło mają dawać, nie są w stanie. To mnie złości.

      Usuń
    2. To jest właśnie najokropniejsze. Że te prawdziwe, z serca i duszy pielęgniary, nie mają czasu na to by robić to do czego są stworzone. Dawać ciepło.

      Toterama

      Usuń
  3. Dziękuję Ci za te słowa -wprawdzie ja na bloku nie mam do "czynienia z rodzinami " a kupy nie sprzątam z podłogi ( tylko grzebię się w niej po łokcie )itp. ale wciąż nie jestem wypalona zawodowo bo kocham to co robię i ciągle jeszcze starcza mi sił na trzymanie kciuków za zdrowie Tych którzy trafiają pod nóż. Ale doskonale rozumiem wszystkie moje koleżanki bo łatwiej się nie wypalić jak praca jest jedna -1 etat a w domu godne wspomożenie finansowe. Nie wiem jak długo wytrwałabym na swoim miejscu gdybym miała sytuację taką jaką opisujesz a jaka jest często spotykana. Niestety jeszcze długo będzie odbywał się ten targ niewolników bo jeszcze ciągle jest dużo pielęgniarek na skraju wydolności finansowej które będą pracowały za najniższe stawki nie mając bezpiecznego marginesu finansowego pozwalającego ponegocjować wysokości stawek i wziąć pracodawcę "na przeczekanie "-teraz to działa dokładnie odwrotnie 😕

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano na bloku jest trochę inaczej. I anestezjologiczne mają też inaczej. I w poradniach... Ale ogólnie, co by nie gadać: to jest ciężka robota. I BARDZO potrzebna. Tyle mam do powiedzenia.

      Usuń
  4. A chciałam tylko ucieszyć się że napisałaś ☺

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to się przecież ucieszyłaś :)

      Usuń
    2. Lubię to :)

      Toterama

      Usuń
  5. Nic dodać, nic ująć. Znam kilka mam - pielęgniarek (mamy moich uczniów) - baaaaardzo cenię, wielkim szacunkiem darzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są nam potrzebne jak powietrze. Nie rozumie, że ktoś tego nie rozumie :/

      Usuń
  6. A Ty jak zwykle w dziesiatke. Piekny i madry tekst. Tylko jak znalezc madrego i dobrego ministra zdrowia, ktory by zrozumial, ze pielegniarka... brzmi dumnie. Banal, ale przecez tak jest. U mnie tez pielegniarki ciesza sie duzym prestizem. Teresa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wychodzi na to, że Wy mnie rzeczywiście lubicie z uwagi na poglądy ;)

      Usuń
    2. No jak nie, jak tak. Znaczy, za poglądy też. :)

      Usuń
    3. Przede wszystkim za ten luz, że nie jest z Wami jeszcze najgorzej ;)

      Usuń
    4. Wychodzi na to, że Wy mnie rzeczywiście lubicie z uwagi na poglądy...
      No masz, to Ty jeszcze tego nie wiedzialas?
      Ja czekam cichutko na Panatatowy blog. Moze Mu przypomnisz, albo jeszcze lepiej wmowisz, ze obiecal i ludzie czekaja? Teresa

      Usuń
  7. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  8. Dziękuję Ci za tą notkę. Gdy zapowiadałaś wpis o pielęgniarkach nie byłam pewna... Tyle różnych opinii...
    Jest dokładnie jak piszesz. Wśród moich koleżanek pielęgniarek nie ma takiej która nie pracowałaby na co najmniej 1,5 etatu i czasu urlopu nie spędzała w drugiej pracy. Nie da się inaczej. A ile lęku po przypadkowym zakłuciu igłą zanim się zrobi badania (WZW,HIV), czy koszmarów nocnych typu - czy na pewno podałam dobrą dawkę??!!.
    Tylko JAK to zrobić żeby kształtować opinię publiczną tak aby społeczeństwo było po naszej stronie? Masz jakiś pomysł?
    Pozdrawiam
    Ella-5

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jestem z natury pozytywistką, więc: edukacja, edukacja i jeszcze raz edukacja.

      Usuń