3 grudnia 2016

2373

- Jest taka kłopotliwa sytuacja - poinformowałam dziś Prezesa.
- Mianowicie?
- Zrobiłam trochę porządku z klientami w centrum kulturalnym wsi polskiej.
- W Biedronce?
- Nooo.
- Ale z klientami?!
- Noooo.
- Mamy spalony sklep?
- Nie. Ale uprzedzam, jakby ktoś nam gównem okna obrzucił...

Bo to było tak.

Pojechałam po pracy na zakupy. Cimno, zimno, zamieć i pińcet osób w sklepie. Dwie kasy, do obu kolejka. Ja tam pochodzę z lat siedemdziesiątych, nie w takich kolejkach stałam. Nie lubię, ale obecnie obsługa jest dziarska, więc nie ma się o co fantować. Stoję. Za mną ustawia się młody tata z bardzo malutkim dzidziusiem i pełnym koszem. W sklepie ciepło, głośno, światło w oczy. Ja tam dzidziusiów nie lubię, nie rozczulają mnie i nigdy nie rozczulały, postać larwalna mnie nie bierze, ale dziecko jest dziecko. Odsunęłam się i zamachałam na niego, żeby przeszedł przede mnie. Oczywiście żaden patafian ze stojących przed nami ani drgnie.

Grzecznie podziękował, więc skwitowałam, że nie ma za co i ciut głośniejszym tonem poinformowałam świat, że tatuś winien być obsłużony poza kolejnością. Patafiany głuche jak pień.
- Żeby pani wiedziała... - westchnął chłopak. - Jak żona była w ciąży, to NIKT jej w kolejce nie przepuścił.
Nie trafiło. Ale w tym momencie z wnętrza sklepu napłynęła trzecia pani i zaprosiła klientelę do kasy numer pięć.

Jak nie ruszą! Mało chłopaka z dzieckiem nie zadeptali.
Troszeniuńkę mnie poniosło. Ciutkę. O, tyle. Normalnie... co brudu za paznokciem*.
Bardzo kulturalnym tonem, od którego drzewa umierają stojąc, huknęłam na motłoch.
- A może byście przepuścili pana z malutkim dzieckiem**!
Nie od dziś wiadomo, że motłochu trzeba kazać, bo nie ma mózgu, za to mores zna.
Nie od dziś wiadomo, że wkurzonej mnie nawet motłoch się nie sprzeciwi, bo nie ma mózgu, ale ma instynkt samozachowawczy. Dzięki temu ludzkość jeszcze nie wygięła.

Tłumek zamarł na ułamek sekundy, po czym prysnął na boki jak Morze Czerwone przed zmotywowanym odpowiednio Mojżeszem.
- Proszę bardzo, proszę - zaszemrał.
No to mogłam już spokojnie czekać w swojej kolejce.

To co? Zakładać te żaluzje?



* Gdybym zdenerwowała się BARDZO, toby wszyscy natychmiast zeszli na atak apopleksji. Albo coś. W każdym razie - żywy stąd nie wyjdzie nikt.
** Nie, to nie było pytanie. Skąd.

18 komentarzy:

  1. Iii tam, zaraz żaluzje. Szacunek we wsi, i tyle. Podejrzewam, że również życie bezkolejkowe vel Morze Czerwone - w gratisie. W końcu motłoch zna mores przed kimś, kto potrafi się wydrzeć, nie? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No dobra, dobitnie wyartykułować swoją opinię. Niekoniecznie w decybelach. :D

      Usuń
  2. Mojżesz musiał uderzyć w skałę laską dwa razy - Tobie starczy raz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mówisz, że czeka mnie jakaś kariera literacka?

      Usuń
  3. Nieeee, zaluzje niepotrzebne... chyba. Tylko uwazaj, zeby Ci kapliczki przy drodze nie postawili i nie zaczeli sie modlic, bo jak cuda czynisz to kto wie, kto wie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kapliczka już jest - dwa domy dalej :)

      Usuń
  4. Zrobią Ciebie Panią Sołtys, ale nie, przepraszam Dowódcą Rady Miejskiej ��

    OdpowiedzUsuń
  5. Odpowiedzi
    1. My tu mamy burmistrza, moja droga. Dziękuję, postoję.

      Usuń
  6. Brawo! też przepuszczam i się domagam :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jeśli mam wyładowany kosz, a za mną ustawia się student z bułką i kefirem- też przepuszczam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. u nas na wsi generalnie wszyscy tacy życzliwi dla minimalistów, ale można się naciąć. kiedy klient z prawie pustymi rękami przy kasie poprosi o ciasto, alkohol i wyroby tytoniowe i nie wie jakie :D pozdrawiam wioskowa

      Usuń
    2. Ja to przepuszczam nawet vipów parkowych. To pragmatyczne.

      Usuń