17 stycznia 2016

2189

Odcinek trzeci.

Wczoraj wieczorem pies narobił bardachy. W charakterystycznym dla niego szale wpadł do pokoju Zuzi, gdzie zgromadziła wszystkich przerażone koty, rzucił się do miski z wodą, walnął w nią, rozbryznął na świeżo malowane przecież ściany, po czym się w to wszystko wywalił. Pies demolował, Zuzia krzyczała, koty zachowywały się histerycznie, pandemonium.

W końcu irytacja Zuzi obróciła się przeciwko psu. Ten, niewiele myśląc, z podkulonym ogonem rzucił się do wyjścia, zbiegł po schodach, przygalopował do kanapy, na której leżałam, przeskoczył mnie i padł od strony oparcia jak martwy - łapami do góry. Po prostu spał tu od tygodnia. Kiedy Zuzia zeszła po schodach gestykulując obficie, machając rękami i wykrzykując, gdzie jest miejsce psa i dlaczego nigdy w życiu nie wejdzie do jej pokoju, Lesio leniwie otworzył jedno oko i spojrzał na nią mętnie oraz całkowicie bez zrozumienia.
Cwana gapa, rzec by można.

Poza tym noc przespał na kanapie w salonie, bo tak sobie wybrał. Odprowadził mnie po prostu do łazienki na górze, obszedł* wszystkie pokoje, po czym wrócił na kanapę. Biegunka chyba się skończyła, bo ani kupy, ani kałuży nigdzie nie było. Koty wyszły z ukrycia i spały w sypialni. Gdyby tak zostało, bylibyśmy zachwyceni i koci świat pewnie też.

Rano pies wstał, spotkaliśmy się w salonie, poszli z Prezesem na spacer, Lesio się wysikał i posadził kupsko, co bardzo nas ucieszyło. Będziemy z nim wychodzić najczęściej jak się da, żeby zrozumiał, że załatwiamy się na zewnątrz. Odnosimy wrażenie, że mu zimno - chyba będzie potrzebował swetra.

Poza tym trzyma się człowieka, przychodzi na wezwanie, przestaje szczekać, kiedy mu mówię, żeby się zamknął. Tego pilnuję szczególnie, bo moja cierpliwość jest nieomal bezbrzeżna, ale nie obejmuje darcia ryja na okrągło. Lesio zdaje się to przyjmować do wiadomości. Oczywiście piszczy i jęczy ze szczęścia, ale to mi nie przeszkadza. Swoją porcję pieszczot i swoją histerię z tego powodu pies ma prawo odbyć codziennie.

Stoję w łazience na dole, z kanapy w salonie dobiega mnie dialog.
- Uspokoisz się na chwilę?
- Mmmm, yyyy, mmmm, pi.
- Ale wiesz, że jesteś kompletnym kretynem?
- MMMMMMM!!!

A na załączonej ilustracji Prezes z Lesiem, po wyczyszczeniu pieca, wyrzucają popiół do pojemnika.


PS Niestety, ach, niestety - Lesio przyniósł sobie z góry jedną z myszek Zosi. Myślę, że zemsta się nie przeterminowuje i nadejdzie czas, gdy zrozumie, że to było złe.
Pojechałam wczoraj do spożywczego i pies poszatkował mi klapki. To wina Prezesa.

* O ile ten wściekły galop można nazwać obchodzeniem.

19 komentarzy:

  1. Wspaniale się czyta, ale, póki co, każdy odcinek utwierdza mnie w postanowieniu o NIE nabywaniu psa:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Psa się nie nabywa tylko przygarnia i kocha takim jakim jest.

      Usuń
    2. Kolorki jest przyzwyczajona do kotów, a koty zachowują się inaczej. Wiem, że byłoby jej trudno podejmować takie wyzwania, bo znam sytuację rodzinną kolorki, a ona nie należy do najłatwiejszych. Bardzo szanuję to, że ktoś potrafi zrezygnować z opieki nad jakimś gatunkiem, z którym mu nie po drodze. To wszystkim zapewnia szczęśliwy i spokojny byt.
      Mnie na przykład nie przeszkadzają psie zachowania, ale przeszkadza mi psi zapach - ten naturalny. Koty pachną ładnie lub wcale (z ludzkiego punktu widzenia). Ale wierzę, że przywyknę. Lesio będzie po prostu systematycznie prany ręcznie :) Nauczę go, że kąpiel może być fajna. A w lecie pewnie będzie miał kupę radochy z powodu lania wodą z węża w ogrodzie.

      Ogólnie postuluję pokój. Żebyście mi się tu nie kłóciły o wyższość nikogo nad nikim, bo to nie istnieje. Ja znam wielu moich stałych czytelników i jestem pewna, że żadne z nich nigdy w życiu nie zrobiłoby krzywdy żywemu stworzeniu. Ale każdy ma prawo trochę pomędzić. Więc proszę - marudzić, zachwycać się, psioczyć, wpadać w zachwyt, byle bez słowoczynów :)

      Usuń
    3. Co do prania psa - nie kap go za czesto bo moze dostac alergii (szare mydlo jest niezle do psiej kapieli) oraz bedzie lapal kleszcze. Ja moje psiska (mam 2) kapie tylko 2x w roku - wiosna i jesienia. W sezonie kleszczowym nie, bo okropnie lapaly kleszcze - widac te dranstwa lubia czyste i pachnace psie skory:( Dobrze zywiony pies nie smierdzi. Moim gotuje sama w domu - nie maja w ogole psiego zapachu. Smierdzi pies chory albo karmiony gotowa karma (najtansze cuchna okropnie, ale tez te drozsze wydzielaja smrodek).

      Dziele sie swoja wiedza, bo mam 2 schroniskowe lobuziaki, na dodatek oba bialo-kolorowe wiec alergiczne (kolor bialy siersci).

      Gotowanie jest tez opcja ekonomiczna - ryz+marchewka+buraczki+ wieprzowa lopatka (tylko wieprzowine moga jesc moje zboje) - wychodza bardzo ekonomicznie:)

      Usuń
    4. To nawet nie chodzi o to, że on jakoś szczególnie śmierdzi - po prostu pachnie psem. Ale zakładam, że po jakimś czasie przesiąknie naszym domowym zapachem, a ja się przyzwyczaję i wszystko będzie dobrze. Dziś jedziemy do weta na przegląd gwarancyjny, to sprawdzę czy maja jakąś fajna karmę i kupię. A jak nie - to kupię w zoologicznym. nie widze powodu, żeby pies miał być traktowany inaczej niż koty, a u nas koty zawsze były karmione dobrym jakościowo żarciem.

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Owszem, owszem. Atrakcje na każdym kroku.

      Usuń
  3. Ojej, to schowaj dobrze swoje piękne buciki, bo jak Lesio je dorwie, nie będzie co zbierać. A właściwie co zakładać.

    Iwona

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy ja już wspominałam, że bardzo szanuję rzeczy? Nie mam na tym punkcie świra i nie trzęsę się, ale dbam. Buty mają swoją szafę. Chyba Wam zrobię zdjęcie :)

      Usuń
  4. skoro on zimą jest biały czy wiosną będzie zielony ? bo kurde teraz jak kameleon :D fajny Lesio ;-) ( ale czy czasem jego imię nie podchodzi pod jakiś paragraf ? czy Lesio może być nadawane zwierzętom ? no bo jak się prezes ( wiadomo że nie Twój Prezes ) dowie to konsekwencje mogą być straszne !ale pst ja nie doniosę ;-)

    OdpowiedzUsuń
  5. śliczny psiak, no i dobra decyzja,że nie z hodowli tylko ze schroniska. odwdzięczy się Wam bezgraniczną miłością i wiem co mówię, wprawdzie teraz jestem "mamą" tylko dla leciwej szynszyli i ciocią dla przepięknego odratowanego z niebytu kociego ogona ale w przeszłości matkowałam kilku czwronogom z podrzutu lub ulicy i zawsze były cudowne, choć na początku dawały popalić. jeśli mogę coś doradzić to po prostu dużo miłości i konsekwencji- choć sama jestem z tą konsekwencją nie za bardzo;) powodzenia życzę i zazdroszczę troszeczkę.
    _wiewiorka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgodziłam się na psa, bo właśnie na te dwie cechy nie narzekam :)
      No i jestem znana z tego, że nie krzyczę na zwierzęta, o biciu nawet nie wspominam. Koty żyją spokojnym, kocim życie, niczego nie niszczą, nie leją po kątach, lubią ludzi, są otwarte i przyjacielskie - uważam, że wychowaliśmy je znakomicie. To i psu damy radę :)))

      Usuń
    2. no to spoko loco, Lesiu znalazł dom a Wy wiernego przyjaciela.
      pozdrawiam _wiewiorka

      Usuń
    3. Bardzo jest kochany i grzeczny.

      Usuń
  6. Przynoscie mu z dworu patyczki i pozwolcie je obgryzac do woli, w wybranym miejscu. Przynies ze sklepu troche kartonow, ktore tez bedzie mogl sobie poszatkowac. To najtansze i twarde zabawki, poza tym bezpiecznie kojarzone na przyszlosc - nie bedzie niszczyl nic innego. Poza tym twarde odlewane kauczkowe pileczki i inne gadzety, na takie male ostre zabki beda dobre i moze wytrzymaja dluzej. Jego swedza zeby, wiec musi sobie cos obgryzac, inaczej bedzie Wam niszczyl rzeczy uzytkowe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już sobie udgryzł kulkę z kociego drapaka, nie zważając na fakt, że ma drugą, identyczną. No to teraz ma dwie i korzysta uczciwie :)

      Usuń
  7. Niezle sa tez takie grube sznury do gryzienia...

    OdpowiedzUsuń