23 stycznia 2016

2201

Czego nauczył się Lesio przez tydzień?

Po pierwsze, że kot to nie jest śliczna, mięciutka, futrzana zabawka na szybkich łapkach. A oberwał od Karola tylko raz i to bez strat w ludziach i sprzęcie. Co prawda jest kocimi lokatorami zafascynowany do granic wytrzymałości i chętnie by przytulił oraz odgryzł te pyszne, sterczące, malutkie uszka, ale stara się jakoś wytrzymać.

Po drugie, żeby nie lać i nie robić kupy, gdzie popadnie. Chodzimy z nim na spacery najrzadziej co dwie godziny, załatwia się w ogrodzie i jest bardzo z siebie dumny.

Po trzecie - sprzątać zabawki. Ma swój kącik ze skarbami, czyli osławiony kapciuch, w którym oczywiście nie spoczywa, ale przechowuje. Czego tam nie ma! I piłeczka, i kosteczka, i sznur do gryzienia, i miska (co tak będzie pusta stała). Jak mu ośmiuset piłek braknie, to idzie do kociego drapaka i jakąś sobie odgryza. Albo wyciąga nową z tzw. dziupli. I do kącika. Czasem zanosi gdzieś miskę, a następnie układa w niej piłeczki - wtedy ma czego strzec jak oczka w głowie.

Po czwarte, że wieczorem zostaje na parterze. Co prawda próbuje nieustanie zalogować się na górze, ale ostatecznie, pełen rezygnacji, wybiera pomiędzy którymś z foteli a kanapą, układa sobie poduszeczki i zapada w sen.

Po piąte - szaleć z radości, że już wstaliśmy i teraz będziemy biegać, skakać oraz, ma się rozumieć, JEŚĆ. Stara się też ze wszystkich sił nie grzebać w kuwetach. Ja to doceniam - kocie gówienka na pewno są przepyszne i trzeba mieć wiele silnej woli, żeby im się oprzeć.

Po szóste: w miarę przychodzić na wołanie. Kluczem jest sformułowanie "w miarę". Oraz przynosić i oddawać piłeczkę. W miarę.

Po siódme - zwiewać z posesji. Natychmiast po przekroczeniu granicy głuchnie. Jest doskonale głuchy od urodzenia. Mozart głuchoty. Zapewnia mi tym samym tężyznę fizyczną, bo ganiam gnojka jak głupia, żeby nie zwiał na ulicę. A potem wlokę go, opierającego się ze wszystkich sił, pouczam, co mu zaraz wyrwę i kończę upocona po cebulki włosów. Dzięki tej zabawie sprowokował mnie też do wymyślenia rozwiązania w postaci koksowania psa, żeby urósł i nie mógł się wymknąć między szczebelkami (niestety wymyślił, jak to zrobić, ale nie korzysta zbyt często i nie zostawiamy go samego na zewnątrz).

Po ósme - okazywać zadowolenie po powrocie ze spaceru poprzez galop i wskakiwanie na osobę, która nieopatrznie zaległa na kanapie. A następnie zalizywanie jej na śmierć, a gdy wznosi okrzyki obronne, skakanie po niej i szarpanie za gacie. Jest z siebie na tę okoliczność szalenie dumny. Ale najpierw siada w wiatrołapie na szmacie do wycierania psich stópek. A jak ktoś zapomniał rozłożyć przed wyjściem, to siada na szmacie do obcieku obuwia. I grzecznie czeka, żeby wytrzeć mu nóżki. (W trakcie wycierania ze szczęścia odgryza wycierającemu głowę).

Po dziewiąte - zostawać w domu na niedługi czas tylko z kotami. I nikogo nie zabić oraz nic nie zdemolować.

I wreszcie po dziesiąte... że matka jest święta. Jak huknę, to umie nawet zatańczyć walca. Drogowego. Jestem ostatnią instancją i potrafię zmusić tę krnąbrną istotę do różnych rzeczy, których ABSOLUTNIE nie ma zamiaru robić. Ta umiejętność jest najcenniejsza, bo zapewnia nam szczęśliwy byt na długie lata.




Dziś był najszczęśliwszy na świecie, bo wzięłam go na ręce. Tkwił przytulony w bezruchu i pomrukiwał. To ostatnie takie szaleństwa, bo za parę kilo będzie po sprawie. Niech ma.
Dobre z niego dziecko i straszny pieszczoch. Mógłby się ukochiwać godzinami.

20 komentarzy:

  1. Wygląda, że dobrze trafiliście :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale jak to zwierzaki instynktownie wiedzą kto rządzi w domu -u mnie jest to samo - wychodzę z pokoju i okazuje się natychmiast że zajmowany dotychczas przez Milkę fotel jakiś przeraźliwie niewygodny chyba jest bo "zeskakuje " i drepcze tam gdzie ja -i natentychmiast uwala się pod nogami -byle być blisko mamy! ☺

    OdpowiedzUsuń
  3. Odpowiedzi
    1. Na rączki u Ciebie tak, u mnie niedługo się skończy, bo Lesio jest dobrze odżywiony ;)

      Usuń
    2. Milka jest bardzo dobrze "odżywiona -jak chce dłużej na rączkach to siadam ☺

      Usuń
  4. Odpowiedzi
    1. Poprzeczkę na wszelki wypadek zawieszamy wysoko.

      Usuń
    2. I słusznie, psiaki lubią wyzwania,a Lesio wygląda na bardzo inteligentnego spryciulka i poradzi sobie ze wszystkim.
      (dziubeczek cium,cium,cium,niniusieniek sliczny,kochany)

      Usuń
    3. Chyba powinnaś przemyśleć kwestię psa :)

      Usuń
  5. Macie straszliwie nieinteligentnego psa! Naprawde nie rozumiem, jak udalo Wam sie wybrac tak malo pojetny egzemplarz! Nie potrafi jeszcze spiewac sopranem ani pisac na komputerze! Phi! :P

    OdpowiedzUsuń
  6. a jakby tak mama przed Lesiem zaczęła uciekać zamiast go gonić, gdy wyjdzie poza teren, to by nie było łatwiej? ja mam tylko koty, to się nie znam. tak strzelam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pies jest głuchy, ślepy i silnie niepełnosprawny w takich chwilach. Próbowałam. Przyjdzie, jak mu się zechce. Albo nie. A ja muszę dbać o jego bezpieczeństwo.
      Poza tym pozostaje poza dyskusją fakt, że gdy ja wołam, to pies przychodzi. Nie ma w ogóle dyskusji. I tak będzie, chyba że chce się zmierzyć na siłę charakteru. Wtedy ruiny i zgliszcza.

      Usuń
    2. a weź podpowiedz, jak się robi, żeby pies zawsze słuchał, bo mam taką wizję, że sobie przygarnę jakąś bidę, ale się boję, że w ogóle nie mam doświadczenia z tym gatunkiem (odwieczna kociara) i będzie armaggedon. jakiś instruktaż byś w notce wkleiła?

      Usuń
    3. Nie wiem. Obecnie stosuję groźby karalne.

      Usuń
  7. wersja się zna tylko kryguje się, rację ma - trzeba spierniczać w przeciwną, mam psa 9 lat i nadal najskuteczniejszym przywołaniem jest "papa", dziwnie trochę inni psiarze na spacerach patrzą, ale jak działa to nie będę przeca jakiejś rewolucji robić

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A u mnie nie działa. Poza tym - jak wyżej. Nauczy się. Mnie się nie odmawia.

      Usuń