19 stycznia 2016

2194

Moi Drodzy!

Ja tu wyjaśnię oficjalnie, co już napisałam w komentarzach. Otóż nie martwcie się, że z Lesia wyrośnie jakiś Lech. Mnie jest naprawdę wszystko jedno. Z chwilą, gdy jakiekolwiek zwierzę przekracza próg naszego domu i zostaje laluńkiem mamusi, jego wygląd, wzrost i zarost nie mają żadnego znaczenia. Przecież i tak wiadomo, że członkowie mojej rodziny są najpiękniejsi na świecie.

Nie szukaliśmy małego gabarytowo psa. Ani dużego. W ogóle nie szukaliśmy nikogo konkretnego, skoro upadł pomysł z ryżym lwem. Po prostu postanowiliśmy komuś pomóc, dać dom, przytulić do serca i wygląd nie ma z tym związku. Zależało nam jedynie na szczenięciu - a to ze względu na wprowadzanie do domu kociego. Nie mamy doświadczenia z psami, co oświadczam z pełną pokorą, więc nie bardzo mam pomysł na adopcję dorosłego psa. Szczeniak się nauczy, gdzie jego miejsce (na kanapie z mamusią), koty ustawią go odpowiednio i wszystko będzie git.

Nie mamy więc doświadczenia, ale mamy duże serca. A przy tym mamy też mózgi, bo serce to trochę za mało. Czytamy, dokształcamy się cały czas. Nie popadamy w hurraoptymizm, pies nie należy na pewno do łatwych, jeśli go odpowiednio nie wychowamy, wlezie nam na głowę. Przy tym podkreślam, że ustawianie Lesia na końcu łańcucha pokarmowego w naszej rodzinie nie ma nic wspólnego z miłością. Pies jest po prostu zwierzęciem stadnym, a w stadzie role i miejsca są ściśle wyznaczone. Myślę, że on tego potrzebuje bardziej niż my. A niunianie przez mamunię jest przecież w pakiecie.

Po tych kilku dniach wyraźnie widać, że to jest mój pies. Oczywiście zachwycamy go wszyscy, ale jak trwoga, to matka najlepsza. Poza tym nie ma jak wyciągnąć kilometry psa na kanapie (na pleckach), nos mi włożyć pod pachę i tak drzemać. A gdy wstanę - zeskoczyć rześko, biegać, skakać, szaleć i udawać się do kąta z miną skrzywdzonej niewinności, jeśli pogrożę palcem.

Prezes jest świetnym wychowawcą, co zostało udowodnione na kotach. Ma wiele cierpliwości i jest nieustępliwy. Jak się Lesio drze na kota, to Prezes interweniuje, delikatnie acz stanowczo zmuszając go do uległości. No cóż, musi się nauczyć, bo to, co wybaczamy słodkiemu szczeniaczkowi, może nie nadawać się do wybaczenia 30-kilowej landarze. A poza tym: czego Jaś się nie nauczył...

Ogólnie Lesio jest cudny. Pogodny, przyjacielski, żywy, ruchliwy, szczęśliwy, że nas ma. Jest też pojętny, dzięki czemu napięcie w relacjach międzygatunkowych zmniejsza się z dnia na dzień. Powolutku, zgodnie z kocimi potrzebami i bez interwencji z naszej strony - czyli pospieszania. Oczywiście nie oczekujemy jakiegoś optymizmu, w zupełności wystarczy nam obojętna tolerancja. Byle wszyscy mogli funkcjonować w miarę niezakłócony sposób.

Jeszcze za krótko jest z nami, żeby w pełni zaufać. Instynktownie garnie się do mnie, co nie dziwi. Jest przecież malutki, a ja jestem mamą i on to na pewno czuje. Serce mi wczoraj pękało, kiedy jechaliśmy sobie we dwoje samochodem do lecznicy. Grzecznie leżał na siedzeniu pasażera i strasznie płakał - nie wiem czy ktoś go nie wywalił z samochodu. A on jeszcze nie ma pewności, że to się nie powtórzy. Całą drogę odbywaliśmy więc rozmowę wyjaśniającą, że tu jest DOM, tu jest RODZINA i NIGDY, PRZENIGDY się go nie pozbędziemy. Zostanie już z nami na zawsze. Liczę, że kiedyś zrozumie i uwierzy.

W tym wszystkim strasznie mi żal Edka i muszę mu poświęcić więcej czasu.




PS Moi Drodzy Psiarze!
Dołączywszy do grona powiem Wam jedno: nie macie pojęcia o życiu. Dziś dałam Lesiowi tabletki: a on wziął, zjadł i jeszcze był zadowolony. Spróbujcie, mądrale, podać tabletkę kotu!!!

30 komentarzy:

  1. Kurcze, chyba jeden z moich kotów jest psem. Łyka tabletkę z ręki. Drugi kot na pewno jest kotem - nie łyka znikąd.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyjątki (Zośka) potwierdzają regułę.

      Usuń
  2. Podawałam wiele razy - kotom - różnym - zazwyczaj w końcu z sukcesem;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za to nie wiesz, jak łatwo jest z psem :)

      Usuń
  3. będę sobie po prostu literką: "h." zapamiętasz, zobaczysz. :)
    wzruszyły mnie dwa momenty. oczywiście, ostatni, no i jeszcze to: "Z chwilą, gdy jakiekolwiek zwierzę przekracza próg naszego domu i zostaje laluńkiem mamusi, jego wygląd, wzrost i zarost nie mają żadnego znaczenia. Przecież i tak wiadomo, że członkowie mojej rodziny są najpiękniejsi na świecie." to tak bardzo o MIŁOŚCI! jako mama trójki, całkiem różnej i może dla postronnych niepięknej uważam, że są po prostu najcudowniejsze na całym świecie. a jakie mądre! kochane! rozumne! cała matka po prostu! na pewno tak samo jak Twoje. :)

    /h.

    OdpowiedzUsuń
  4. W przypadku inwentarza, czyli rodziny, rozmiar rzeczywiście nie ma znaczenia;)
    Ale temat ciekawy zawsze, co to z tego psa wyrośnie, sąsiedzi obstawiali, pan z kiosku, przechodnie. Komedia.
    Wydaje misię, że pies jednak osiąga gabaryt na jaki może sobie pozwolić w zaistniałej sytuacji. Nasz przy 8 kilosach przestał rosnąć, bo jak się zorientował, że mieszkanie wielkości chusteczki do nosa, to przepraszam bardzo, stwierdził, ze to się mija z celem. A Lesiowate... po prostu wie, ze może się rozwinąć, bo chawira jest ;)))
    PS Nie cierpimy się z Beniem przy okazji tabletek, 2h/sztuka.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ładnie napisane.

    Iwona

    OdpowiedzUsuń
  6. :) Już myślałam, że Lesiu teraz 30 kg - no zupełnie nie wygląda ;) Niech mu będzie na zdrowie :) Fajna rodzina :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oznaczałoby to ołów w dupie :) No i nie doniosłabym go do lecznicy.

      Usuń
  7. Nie mam wątpliwości,że Lesio będzie najszcześliwszym psim cielaczkiem, oczkiem w głowie mamusi,tatusia i wszystkich bliskich, pszesz to normalne:)
    Glaski dla wszystkich czworonogów!

    Tabletki z godnościa przyjmuje nasza Pereczka, otwierałam dzioba i sru, z innymi ten proceser też przechodzi, ale juz trzeba stosować odpoweidni chwyt osobnika. Teraz bieduś Luther musi przyjmowac,więc niel ubi mnie juz wcale:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bieduś. Ja wciąż trzymam kciuki za jego zdrowie.

      Usuń
    2. Dzięki:) Mam nadzieję,że Luciowi (luther,to ten trzecie-maine coon mojego mezowskiego,tzw,kotecek niemiecki, bo z nim jeżdzi tam i z powrotem)
      oczko się wyleczy i nie będzie potrzebny zabieg,no ale to się jeszcze okaże.

      Reszta zwierzyńca odpukać ma się ok.

      Usuń
  8. Behemoś zjadał furagin ze smakiem.
    Lesio to mi najbardziej na foksteriera wygląda, ale żeby 30 kg?... Najważniejsze, że ma taki dom, jak Wasz :).
    Amelia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zobaczymy. Będę Was informowała o postępach wagi. Tymczasem do lecznicy jedzie w czwartek Zosia - trzeba jej zrobić badania krwi czy czasem z nadczynności tarczycy nie przeszła w niedoczynność. Jakie te kobiety delikatne...

      Usuń
    2. Wszystko z nerw, panie tego.
      A.

      Usuń
  9. Ciesze sie bardzo Twoim wielkim sercem:) I opisami i ta adopcja... ale po namysle on mi nie wyglada na te 30 kg. Dalabym mu max 15-20 kg. Moje psiaki maja po 12 kg i sa wielkosci bigli/spanieli mniej wiecej. Twoj moze miec dluzsze lapki. Foksy tez nie sa jakies wielgasne... wiec wiesz. Nic sie nie martw;)

    Jeden z moich psow to lekoman:P jak tylko slyszy otwierana szuflade z lekami albo odglos wyjmowania tabletki z blistra - leci do mnie i sie oblizuje, proszac zeby mu dac:) I daje sobie oczy zakraplac itd. I tak wpycham mu do gardla, bo niektore tabl. sa niesmaczne. Wiec zeby sie nie zniechecil od razu wkladam gleboko do paszczy.

    Drugi, starszy egzemplarz to potulne zwierze i od zawsze moge mu robic wszystko. Tez wpycham tabl do gardla i po sprawie. Czasem jak cos mu sie nie spodoba to klapnie zebami w powietrzu ostrzegawczo - np. niechacy zranilam go przy strzyzeniu lapek. Zawarczal dopiero kiedy krew sie polala. Ale to sie bardzo rzadko zdarza:) Dobre stworzenie:)

    Ja jestem zdecydowana psiara, choc wczesniej miala 3 koty (najpierw 1, potem 2 naraz).
    Issa (niezalogowana)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystkie zwierzęta są cudowne i pocieszne. Przez jakieś 6 lat miałam przerwę w życiu z nimi i to był słaby czas. Nie zamierzam więcej eksperymentować.

      Usuń
  10. No i Lech rozlozyl mnie na lopatki:P Bedziesz miec chody u Szefa szefow:P moze jakas kariera nawet przed Toba w zwiazku z tym?:)))dobrze wybraliscie imie na niepewne czasy;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Asiu, on zrozumie i uwierzy, to oczywiste w takim domu. :-)
    Mamy od pół roku 2-letniego psiaka ze schroniska. Przeżył wielką stratę - zabrano jego dobrą panią do domu opieki. Co więcej, opieka społeczna kobietę wywiozła, a jego wyrzucono na podwórze (w te letnie upały!) i zamknięto jego dom na klucz. Kiedy przyjechał do nas bardzo bał się przez pewien czas zamykania/otwierania drzwi, wchodzenia/wychodzenia z pomieszczeń. Kiedy szliśmy z nim na spacer bał się wyjść w momencie, gdy otwierało się drzwi mieszkania, kiedy wracaliśmy dramatem było wejście do budynku. Gdybyś widziała wtedy ten jego smutek, te uszka ze strachu wręcz przylepione do szyi... Potrzeba było czasu, takiego spokojnego bez żadnych sztuczek (i - jak się okazało - niedługiego), żeby przekonał się, że nikt go nie chce znów wyrzucić. Psina nie jest wymarzona wyglądem ;-) (ubóstwiam bowiem jamniory), ale to nie o to chodziło, gdy go zabieraliśmy do domu i będzie do swojego końca z nami. :-)))

    Bardzo podoba mi się Twoje podejście do zwierząt.
    :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałam tylko dodać, że jak mamy zwierzaka, to (tak jak u Ciebie) staje się on najpiękniejszy dla nas.
      A jakbyś usłyszała jak starszy syn do Filipka szczebioce, jakie mu komplementy prawi... Cudne. :-)))

      Usuń
    2. Staram się traktować wszystkich tak, jak sama chciałabym być traktowana. Przy zwierzętach to łatwe, bo uwielbiam :)

      Usuń
  12. Piękny wpis, dziękuję!
    Boli mnie zwierzęce cierpienie i cieszę się, że istnieją ludzie, którzy traktują zwierzaki tak ludzko, to podbudowuje. Gdybym mogła, przygarnęłabym wszystkie. Przygarnięty pies u mnie (kilka lat temu) do dziś ma odruch kulenia się i spuszczania głowy za łapkami gdy ktoś podniesie rękę lub gdy gwałtownie nią machnie. Widać te sekundę niepewności, od nas rzadko, ale staramy się, by pozadomowi nie głaskali, bo odruch ręki niestety jest podobny. Kocha bezgranicznie, jest tak bardzo wdzięczny, że chciałby się tulić całymi dniami i chciałoby się jego tulić, ale chyba zadra w psychice pieska jest zbyt głęboka, by przestał bać się uniesionej ręki pomimo upływu takiego czasu. Nie chcę nawet myśleć co musieli z nim robić poprzedni właściciele - trafił do schroniska w bardzo złym stanie. Ciężko zastąpić uczucie tak wdzięcznej istoty, to piękne chwile. :)
    Obserwuję pobliskie schronisko, ostatnio pojawił się nowy post o psie, który biegał przy drodze z zawiązaną sznurkiem reklamówką na głowie, wyobraża sobie to Pani? Na szczęście pies zdążył wygryźć dziurę. Ludzka znieczulica potrafi zdołować, a ja z chęcią założyłabym reklamówkę na głowę właściciela - na trochę.
    Pozdrawiam i powodzenia z pieskiem. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na trochę? Gratuluję opanowania!
      (Zło, wrządzane zwierzętom, wyzwala we mnie po prostu agresję).

      Usuń
  13. Podała tabletkę tak normalnie? Z reki? Bez konieczności przemycania jej w żarciu?

    Idę sobie zazdrościć.

    OdpowiedzUsuń