16 maja 2016

2306

W sobotę przegrała z rakiem Paniusia. Autorka najlepszych, z największym na świecie dystansem opowiadanych krotochwil o sobie samej. Nie było jej w pracy już półtora roku, ale chyba nie przywykłam. Zostało puste miejsce, w pamięci jej roześmiane oczy, historie o niespodziewanie puszczanych bąkach i o tym, jak się babcia ze śmiechu posikała, kiedy Ulka posrała się w gacie. A to wszystko po śląsku.
I wreszcie córka, która się Paniusi przytrafiła na czterdziestkę. To musi być naprawdę koszmarne, tak patrzeć, jak umiera mama. Szczególnie gdy masz 16 lat.

Pożegnamy ją w środę.

Grzej mi tam krzesło obok siebie, Paniusiu. Prędzej czy później wyskoczymy znowu razem na fajkę.

3 komentarze:

  1. Pierwsza myśl- że to o Pani Marii Czubaszek... Żal wspaniałych Kobiet

    OdpowiedzUsuń
  2. Ładnie Ją wspominasz. A o to chodzi w tym życiu- pozostać w pamięci jako dobry człowiek.

    OdpowiedzUsuń