2 maja 2016

2297

Od czasu do czasu tutaj lub na facebooku powstaje nieśmiała dyskusja na temat moich emocji w stosunku do Leśka czy też umiejętności wychowania go. W związku z powyższym złożę oświadczenie, będziemy mieć sprawę raz na zawsze załatwioną, a kilkoro z Was z czystym sumieniem będzie mogło przestać czytać.

Lesiek jest naprawdę sympatycznym zwierzątkiem. Bardzo inteligentny*, pogodny, pozytywnie nastawiony do ludzi, cieszy się całym psem i wielokrotnie rozbawia nas do łez. Każdy, kto miał lub aktualnie ma w domu psa, wie, o czym piszę. Ale Lesiek ma też wady. Jest cholernie nadpobudliwy i przejawia mnóstwo zachowań, które trudno zaakceptować. Robi to, mimo że doskonale zna moje zdanie na ich temat. Co wynika, jak przypuszczam, z nadpobudliwości właśnie. I choć czasem mam wrażenie, że głowa mi eksploduje, nie winię go za to.

Niektórzy z Was myślą zapewne, że nie mamy doświadczenia w wychowywaniu psów i po prostu nie radzimy sobie. Ja się nie spieram, bo najzwyczajniej mi się nie chce. Jednakże zdanie to, dość powszechne i znamionujące potrzebę szufladkowania, zmienia się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, kiedy ktoś pobędzie u nas parę godzin. Ludzie niestety opuszczają nasz dom z ulgą.

Lesiek się nie męczy. Jego baterie nie ulegają wyładowaniu. Porusza się nieustannie, nawet gdy stoi, to drepcze w miejscu, co nazywam stepowaniem. Ta niewyobrażalna wprost aktywność jest po prostu trudna do zniesienia. Owszem, mogłabym go gdzieś zamknąć i chwilę odpocząć, ale ja tak nie robię. U nas w domu szanuje się zwierzęta i nie wymyśla dla nich głupich kar. Największym cierpieniem naszego psa jest konieczność przebywania w tzw. budzie, czyli odsyłka na karnego jeżyka. Podkreślam tutaj, że owa buda znajduje się w kuchni, a kuchnia jest otwarta i nawet siedzenie na karnym jeżyku nie nie izoluje psa od nas, bo coś takiego uważam za okrucieństwo. Po prostu nie wolno mu stamtąd wychodzić, ale cały czas uczestniczy w życiu rodziny, dziejącym się dookoła. A że nasza rodzina jest - wbrew pozorom - bardzo ustabilizowana emocjonalnie, ma czas, żeby się trochę wyciszyć i uspokoić. Po odbyciu kary pozbawienia wolności pies najczęściej wychodzi z legowiska (żeby nie było, że nie może wyjść albo - nie daj Boże - chce tam pozostać) i kładzie się metr obok niego, dalej obserwując "dzianie się". O tym, że operacja jest skuteczna i działa, świadczy fakt, że leży. Bo normalnie to on drga.

Lesiek ma u nas najlepsze warunki, jakie można sobie wyobrazić. Cały czas wokół niego kręci się stado. Praktycznie nigdy nie zostaje sam, a jeśli już nie uda nam się zgrać planów, to każdy gna na złamanie karku do domu, żeby pies przebywał w zamknięciu jak najkrócej. A przecież i tak w domu są trzy koty! Poświęcamy mu mnóstwo uwagi. Głaszczemy, przytulamy, skaczemy, gonimy, rozmawiamy. Ma ogromny teren do biegania, kopania, gryzienia, wyrywania i niszczenia, co robi z podziwu godnym zaangażowaniem (tzw. architektura krajobrazu). A my niespecjalnie czynimy mu z tego powodu wyrzuty i nieszczególnie się tym przejmujemy, ponieważ w hierarchii ważności pies stoi zdecydowanie ponad wypielęgnowanym ogrodem. Nie wyobrażam sobie po prostu, że mógłby mieć lepiej. O dbałości o dietę nawet nie piszę, bo uważam to za śmieszne.

Lesiek ucieka. Wygryza się, wykopuje, przepycha, przeskakuje. Uciekanie jest dla niego niebezpieczne. Włamuje się do sąsiadów, kradnie i żre wszystko, co mu się nawinie, więc sraczka jest stanem permanentnym. Poza tym boję się, że ktoś zrobi mu krzywdę, bo Lesiek go wkurzy. Jego ucieczki są stresujące. Jego nieustanna aktywność jest stresująca. Opychanie się świństwami z kompostownika jest stresujące. Niszczenie, darcie ryja, gonienie kotów, szczypanie i gryzienie jest stresujące.

Lubię tego psa mimo wszystko. Jest słodki, gdy przekrzywia główkę i nadstawia uszu, rozbraja mnie jego radość z naszego spotkania, choćbyśmy się nie widzieli całe pięć minut. Cieszą mnie jego postępy, pokonywanie kolejnych barier, to, że wyraźnie nam zaufał, polubił jeżdżenie samochodem, nie boi się już strzepywania prania. Lubię go, ale nie kocham i nie sądzę, żeby to się kiedykolwiek zmieniło**.

Za to zapewnię mu najlepsze życie, jakie tylko mógłby mieć***.




* Kochani psiarze! Prawda jest taka, że nie ma porównania czy też wspólnej intelektualnej płaszczyzny pomiędzy psem a kotem. Tam, gdzie kończą się możliwości najmądrzejszego psa, znajduje się średnio rozwinięty koci nastolatek. Owszem, pies przyjdzie, gdy się go zawoła (nie zawsze), ale kot też przyjdzie, jeśli go nauczyć. Chodzi o sposób radzenia sobie z przeciwnościami, że tak to nazwę z braku lepszego określenia.
** Lesio bardzo mnie męczy po prostu. Nie sądzę, by to było domena wszystkich psów. Ot - wyjątkowy egzemplarz.
*** A na początek dam obciąć jaja ;o) Tak, to już.

39 komentarzy:

  1. No wiesz co??? I ty się przejmujesz co ktoś pisze? Mało rozgarnięta osoba która choć trochę poczytała twojego bloga wie że zwierzęciu to ty akurat krzywdy nie zrobisz . Cała reszta nie warta jest reagowania. Zwierzęta są do kochania i dbania o nie . Tyle w temacie. Aczkolwiek powiem ci ,że masz z Leśkiem urwanie gitary w jednym względzie. Mianowicie zapewnienia bezpieczeństwa temu urwisowi graniczy z cudem, jak mniemam i to jest jedyny powód dla którego jakoś trzeba zaradzić sytuacji . Dla jego dobra.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chwilowo wszystkie dziury zatkane. Mieszkamy niczym w skłocie. Bezcenne.

      Usuń
  2. Ja mojego obecnego kota tez n8e kocham. Trafil mi sie bardzo bardzo trudny egzemplarz. Ale kupuje mu najlepsza karme, gnam do weterynarza na zlamanie karku, gdy jest potrzeba i glaszcze, gdy polozy sie przy mnie.
    I tak, ma u nas najlepiej na swiecie. Gdyz jest nasz. Co nie zmienia faktu, ze czasem go nie lubie.
    Agulaw

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja Leśka tez czasem nie lubię. To znaczy w ogóle lubię, ale czasem mi się płakać chce.

      Usuń
  3. Wypisz wymaluj moj Franek:P Spowalnia krok dopiero po ok 40 min wybiegania na spacerze. Wtedy jest w stanie isc przy nodze. Lub gdy jest goraco. Poza tym znajduje w permanentnym ruchu, ktory nasila sie przy wychodzeniu na spacery. Jest wtedy w takim amoku, ze potrafi walnac solidnie lbem o sciane, meble, zniszczyc mi pazurami buty (skacze po nich), przerwocic wszystko to, co stoi mu na drodze, zaplatac sie kilkukrotnie w smycz i zalosnie lkac zeby go uwolnic...

    Moj jest wykastrowany, ma ok 7-8 lat (u mnie niecale 3)x. Czekam kiedy troche dorosnie, spowolnieje i zmadrzeje, ale to moze nigdy nie nadejsc... Tez sa chwile kiedy mam dosc, ale wystarczy, ze sie uspokoi, polozy kolo mnie, popatrzy mi w oczy i... zapominam o tym co wyprawia.

    Nie oddam go nikomu, mimo ze pewnie ok 10 kolejnych lat przed nami. Ale nie jest latwo.

    Mam nadzieje, ze jak Lesiek dojrzeje, zostanie odjajczony to moze nieco ochlonie? Dobrze, ze u Was ma duzy dom i ogrod. Niedobrze, ze ucieka i zre smieci. Mam nadzieje, ze uda sie go powstrzymac.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musielibyśmy chyba wylać beton pod całym ogrodzeniem. Boję się sprawdzić, ile to kosztuje - z uwagi na metraż ogrodzenia.

      Usuń
  4. Jak się coś pisze (w miarę publicznie), to wiadomo, że różni ludzie różnie zareagują, należy wyłapać cokolwiek się może przydać i olać, a nawet OLAĆ resztę :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale ja się nie skarżę. Po prostu rozjaśniam mroki mej robaczywej duszy :)

      Usuń
  5. To fakt. Mam to szczęście że zakochałam się w mojej znajdzie, jak tylko dostrzegłam ją pod Tesco. Wpadłam jak śliwka w kompot na całe życie. Jest moją miłością ogromną. To pozwala akceptować jej ADHD (znajomi twierdzą że z takim psem nie mogliby żyć...), przeogromne łakomstwo, złodziejstwo, żebractwo, częste sikanie lub posikiwanie w domu (ma taką potrzebę, lub po prostu mały pęcherz). Kocham wszystkie moje psy, ale tą z problemami najbardziej i dlatego jest mi lżej.
    Trzymajcie się.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymamy się. Albo otwieramy wino :)

      Usuń
  6. A ja napiszę tak . Mieliśmy psa przez 16 lat i musieliśmy psicę uśpić bo miała nieuleczalnego raka. Potwornie cierpiała.Ale tyle miłości co od niej mieliśmy to nie da się opisać. Była lojalna, kochała całym psim sercem, nienawidziła zapachu alkoholu i papierosów, nienawidziła kłótni czy tam awantur.Jeśli była sytuacja że Pan jest na bani i atmosfera w domu była nie za ciekawa to absorbowała sobą Pana i wtedy Pan zajmował się psicą. Biedna psica odwracała pysk aby nie czuć zapaszków ale trwała wiernie przy Panu aż do momentu jak się Panu znudziło i poszedł spać. Jeśli dzieci narozrabiały to nie pozwoliła ich skrzywdzić, bo przy podniesionym ludzkim głosie zaczynała szczekać i trzeba było się uciszyć. Żadnych krzyków nie znosiła, a jeśli już się zdarzyło to strzelała focha i przez dwa dni nie dała się pogłaskać i trzeba było psa przepraszać kupując jej lody lub piec ciasto dla niej :)Dzięki niej przetrwaliśmy ciężkie chwile bo rozwód wisiał w powietrzu. I powiem tylko tyle, że miłość nasza do niej była ogromna, to był członek rodziny którego nam bardzo brakuje. Jej szczeku, jej zimnego nosa pod pachą nad ranem / budziła nas w ten sposób/, zwariowanych zabaw do utraty tchu po prostu kupy kochanego rudego futra i dlatego już nigdy nie będziemy mieć psa.Ale żeby rodzina była pełna to mamy już 9 lat kota :) A czytając o Lesiu wracam pamięcią do dawnych lat i cieszę się ,że masz zwariowanego psa który ma całe życie przed sobą w szczęśliwej kochającej rodzinie. A że jeszcze troszkę czasu upłynie to Lesiek wyrośnie na dostojnego Lesława i zostaną tylko wspomnienia po jego szaleństwach. Ze wszystkiego się wyrasta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu - ja tam od Leśka wiele nie wymagam. Jest psem, myśli jak pies i to ja jestem od tego, żeby go zrozumieć, a nie on, żeby zrozumieć mnie. Jak wiesz, kocham wszystkie zwierzęta. Liczę tylko, że trochę się wyciszy zanim skorzystam z bezpłatnego, trzymiesięcznego turnusu u czubków.

      Usuń
  7. A co Ty się tak ludźmi przejmujesz? Od jakiegoś czasu jesteś dorosła i masz prawo do samodzielnych -czasami :)spontanicznych decyzji. Chciałaś psa -masz psa wychowujesz go tak aby pasował jak najbardziej do Twojego świata! Inne sposoby (wiadomo -pełno instruktorów ) są dobre na inne światy -to już nie byłby Twój Lesio, który może trochę wolniej przyswaja /akceptuje domowe zasady ale może przyjaźniej i na dłużej mu zostanie. Powodzenia w działaniach a jak będę miała jakąś radę to to nigdy nie będzie " nakaz potępienny ☺". W jednym tylko mam zgrzyt -porównywanie np. psów i kotów -to tak jak Wielkanoc i Boże Narodzenie -nieporównywalne! Zwierzęta są po prostu różne przy czym zazwyczaj lepsze od ludzi ( tak A propos porównań)

    OdpowiedzUsuń
  8. Myślę, że sprawa nie jest raz na zawsze załatwiona.
    ;-P
    Śmiem twierdzić, że wielce prawdopodobnym, iż Lesio zmieni się wielce, że spoważnieje, że zgra się z Wami tak, iż nie będzie męczyć swymi szaleństwami, że, że, że Twoje lubienie zmieni się w miłość!
    To wszak jeszcze szczeniak...

    (A może zawsze będzie psem potrzebującym aktywnego, ukierunkowanego przez człowieka działania?)

    A wymądrzać się nie będę na temat prowadzenia Leśka, tym bardziej że nie znam wszystkich realiów Waszego życia jak i jego samego.

    Zatem:
    spokojnej nocy.
    ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie wyszli od nas ludzie, którzy sprzedali na ten dom. Oboje uwielbiają psy, pan bardziej nawet niż pani. Lesio przypadł mu do gustu, był nim zachwycony. Do czasu... bo wymiękł.
      Żeby była jasność - ja nie uważam, że to jest zły pies albo zły ktokolwiek. To jest dobre, kochane zwierzątko i nie dam mu zrobić krzywdy za nic w świecie. Po prostu jest nadaktywny, a to męczy. Ale trudno go za to winić. Po prostu staramy się tak dostosować warunki, żeby nas nie wykończył.


      O, właśnie przyszedł, położył się koło mnie (łapa i ogon ciagle pracują), więc go przytuliłam i zapytałam: Co tam, Leśku? Jesteś mamusi kochanym pieseczkiem?
      A on wyciągnął czubek języka i patrząc mi głęboko w oczy, boczkiem-boczkiem, liznął mnie w łokieć. Dobre dziecko. Tylko szalone.

      Usuń
    2. Ależ ja doskonale wiedziałam, że jesteś z tych ludzi, co to nie nazwą psa złym!
      :-)
      Wiem, że nie dasz zrobić mu krzywdy.
      :-)
      I tym bardziej życzę, by się uspokoił.
      Należy Ci się to. :-)))

      Usuń
    3. P.S. Mieliśmy żywe szczeniaki, ale z czasem stateczniały. Nie znam więc długoterminowego psiego szaleństwa i niesubordynacji. Czy nie myśleliście o zaproszeniu dobrego psiego behawiorysty?

      Usuń
    4. W ogóle myślimy o jakimś kursie. Wiesz, tornister, ołówek i Lesiek idzie do szkoły.

      Usuń
    5. Moj Franek jest bardzo dorosly, ale szalenstwo mu nie minelo w wiekiem. Moze kiedy sie zestarzeje?

      Mimo wszystko zmiany (i to duze) zaszly kiedy sie do mnie przekonal, po ok 6 mcach odkad go wzielam ze schroniska. Otwarcie jego psyche przystopowalo ucieczki przez wielopasmowe ulice, nieposluszenstwo itd. No ale dusza wariata pozostala.

      Szkolenie dobra rzecz (polecam Wesola Lapke - w Gliwicach, maja swoje filie, maja forum szkoleniowe - poszukaj). Im mlodszy pies tym wiecej mozna uzyskac.

      Swojego nauczylam siadac, ubierac sie na siedzaco, a nie wirujac doookola moich nog i przychodzenia na zawolanie, czy sygnalow bezpiecznestwa - ulica, samochod, stoj, wracaj. Zdaje sobie sprawe, ze to moze byc max jego mozliwosci, bo wariacka natura nie pozwoli na wiecej;) U Leska sa wieksze szanse....

      Usuń
    6. Jest w Tychach, to najbliżej mnie. Forum nawet nie oglądam, to jest taki rodzaj wymiany informacji, który budzi mój sprzeciw wewnętrzny. Idę, każę się Panu Architektu zapisać.

      Usuń
    7. Również polecam forum Wesołej Łapki. Mądrzy ludzie tam siedzą. Mój pies przybrał jako takie kształty psychiczne dzięki informacjom stamtąd. Dodatkowo Jacek Gałuszka ma konto na youtube https://www.youtube.com/user/Jacol123 Korzystam obficie.

      Usuń
    8. Nie mogę forów. Okropnie mnie męczą, ale nie potrafię tego wytłumaczyć.

      Usuń
  9. Kiedy czytałam ten post przypomniała mi się książka "Marley i ja. Życie, miłość i najgorszy pies świata". Ale pewnie ją znasz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie znam. Teraz boję się przeczytać :D

      Usuń
  10. Mnie ten pies upiornie irytuje od samego o nim czytania, więc się tylko cieszę, że to nie moje :)

    OdpowiedzUsuń
  11. a tam, lubisz. pewnie, że kochasz, przecież to widać.

    ja mam jednego nadaktywnego kota. czasem mam jej ochotę łeb ukręcić, ale pocieszam się, że to minie, bo jest jeszcze w "szczenięcym" wieku (2 lata z hakiem). Może Lesiowi też minie? Nie można być nadaktywnym przez całe życie! a niestety, wszystko, wszyściuteńko, co opisujesz, to typowe objawy szczenięctwa. z obserwacji znajomych psów wiem, że pies się uspokaja i wycisza, z czasem.
    i przychylam się do przedmówców - robisz to dobrze, to całe psie wychowywanie. w ogóle nie myśl inaczej!

    /h.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może mu minie, choć watpię, niestety. Póki co, systematycznie grozimy mu laniem, a on się bardzo cieszy, bo zupełnie nie wie, o co chodzi.

      Usuń
  12. Akurat wychowania nadpobudliwego psa to jest coś co zawsze polecam mądralińskim i wymądrzaczom. :) U nas w domu zawsze były psy i koty razem, albo wymiennie. Z psami jak z ludźmi, nawet jak by się okazało, że jesteś "psiarą" to nie z każdym psem uczucie miłości będzie odwzajemnione. To jak z ludźmi - z jednymi się lubisz bardziej, z innymi mniej. Koty są tu prostsze w obsłudze :0 - chodzą swoimi drogami (stwierdzenie w pozytywnym ujęciu).

    Z nadpobudliwości trochę wyrośnie, ale z uciekania, niestety niekoniecznie :( nasz trafił na linę, gdyż ucieczki stały się dla niego coraz bardziej niebezpieczne (przeskakiwanie siatki groziło zawiśnięciem na niej, a do tego jest po operacji zerwanego ścięgna w tylnej łapie, przemilczę, że waży zapewne z tyle co 10 Leśków i pewnie z tyle jest większy).

    co do kotów - hm - Tośka akurat jest kotem z rozdartą paszczą, jak akurat jest w domu i nie je lub nie śpi to miałczy, i miałczy, i miałczy... i miałczy... bez względu na porę dnia i nocy. Trzeba sobie wówczas pomiałczeć z nią i pójdzie spać lub zajmie się czymś ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czesiek był takim gadatliwym kotem. Kiedyś zaczęliśmy się cieszyć, że wyrósł z tego kłapania bez przerwy, a on się pochorował, biedactwo. Więc gdyby Lesio przestał szaleć, to natychmiast leciałabym z nim do weta.

      Usuń
  13. Dołączam się do posiadania zwariowanych psów: ja mam aktualnie 2 - Ofelię (rasa beagiel, wiek 4 lata) i Klarę (Cavalier King Charles Spaniel, wiek 2 miesiące) - to jest dopiero szaleństwo, ale jakie szczęście na pyszczku, a jakie u nas, bo to przecież bezgraniczna miłość obszyta sierścią ;) Zapraszam również do siebie: www.blacklady.blogujaca.pl, łączę pozdrowienia, Justyna

    OdpowiedzUsuń
  14. Jako,że dobrymi radami jest...Kup Lesiowi zabawkę Kong. Do wypełniania jedzeniem.A potem tzw. inteligentną zabawkę - takie rozrywki pozwalają długo skupiać uwagę i wyczerpują fizycznie.Serdecznie pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wrzucam mu karmę do peta. Ale chyba kupię Konga i zobaczę czy u nas to działa.

      Usuń
  15. Ktoś tu napisał, że wychowanie nadpobudliwego psa to jest coś, co można polecić mądralińskim wymądrzaczom. TYMI RĘCAMI się podpisuję.

    Mój wczoraj u weterynarza obleciał zakład, skorzystał z weterynarzy, dał sobie zmierzyć temperaturę, zaszczepić się przeciwko wściekliźnie (szkoda, że nie wścieklicy), uznał, że koniec atrakcji na dziś i pies WYCHODZI. Drzwi zamknięte, więc zaczął jojczeć. Obejrzała go sobie babeczka siedząca z grzeczną suczką starszej daty. Babeczka wygłosiła pogląd, że on na pewno taki pobudzony, bo jej psina ma cieczkę. Wyprowadziłam ją z błędu wyjaśniając, że ten typ tak niestety ma. Reakcja: o Jezu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nasi mechanicy mówią o Leśku "nerwowy rocznik" ;)

      Usuń
  16. i_am_keyser_soze9 maja 2016 14:58

    Mój też by nadpobudliwy, uspokoił się trochę gdy mu 10 lat stuknęło. Bywały momenty, że bym go udusił tymi oto ręcami - zwiał i dał się potrącić przez samochód na rubieżach naszej wsi (3 dni szukania drania), przegryzanie siatki, drewnianych desek w płocie - nagminne, tak jak tarzanie się w pachnidłach, kopanie w ogrodzie itd. Serio nie widzę w Leśniewskim jakiegoś szczególnie dziwnego psa ani nic dziwnego w waszych reakcjach na jego zachowanie i rozumiem, że gdy się zawsze miało koty to taki wulkan energii i głupkowatości jest wręcz obezwładniający. Chociaż moje koty też są dziwne hm.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje są niezwykle zdyscyplinowane, kurturarne i wogle wzór cnót.

      Usuń