3 września 2015

2124

Ballada o gupim kocie.

Pierwszy gupi kot jest czarny, stuningowany na biało.
Leżę sobie spokojnie w łóżku, godzina nieomal 22, film oglądam. Wchodzi Prezes.
- Wyobraź sobie - mówi - że już miałem iść na górę, a tu patrzę, na tarasie Niuniuś* się pałęta i przez okno tarasowe zagląda, Gapi się i gapi, nos na szybie oparty.
- Niuniuś chce u nas zamieszkać, zauważyłam to. Czy Karolek się wpienił?
- No właśnie nie. Też mnie to zaciekawiło, więc podszedłem do okna, patrzę, patrzę... a to wcale nie Niuniuś!
- Jakiś nowy kot zochopodobny?!
- Taaaa... O, zobacz, właśnie przyszedł.
Na takie dictum do pokoju wkracza Zofia, wielce z siebie zadowolona, i ładuje się z brudnymi nogami w moją nową, białą pościel. Po czym sugestywnie wskazuje, że mam ja pomiziać po brzuszku, gdyż zdobyła nową sprawność.
Kiedy i komu zbiegła, którymi drzwiami, gdzie była - nie wiadomo. Gupi kot.

Drugi gupi kot jest rudy.
Spaceruje sobie po trawie krokiem statecznym i niespiesznym. Godnie oraz nienachalnie. Gdy tylko któreś z nas mrugnie, kichnie, obróci się (wstaw dowolne), spieprza pod wiatkę i tam tkwi zadekowany.
- Chodź, Karolku - grucha czule Prezes. - Idziemy do domu.
Karolek zastyga w bezruchu. Gdy Prezes zbliża się do niego nieomal na wyciągnięcie ramienia, spieprza mu szparą pomiędzy wiatką a murem. Tam oczekuje aż Prezes obejdzie garaże, zastyga w bezruchu, a gdy odległość pomiędzy nimi zmniejsza się do długości ramienia, spieprza pod wiatkę przez szparę. I tak siedem razy. Dopadnięty - protestuje, gdyż zepsuliśmy mu znakomitą zabawę. Gupi kot.

Trzeci gupi kot jest niebieski.
Ten to nie ma kompleksów. Wychodzi z domu i nie mówiąc nic nikomu zbiega do sąsiadów przez żywopłot. Albo galopuje po całej działce, czyniąc zwody i uniki dopóki, zziajana, nie dopadnę go ostatkiem sił. Wtedy dostaje ataku histerii, bo ON CHCE IŚĆ SAM. Ale nie do domu, oczywiście. Gupi kot.

Jedynym kotem w domu, który nie jest gupi, jest kot biały.
Ten chodzi tam, gdzie mamusia. Ewentualnie oddali się o pięć ludzkich kroków, ale cały czas kontroluje czy go widzę i czy jestem dumna, że taki zaradny.
- Chodź, syneczku - mówię.
A on gna do mnie galopem, cały czas opowiadając, jak to wyruszył w dzikie knieje pełne groźnej zwierzyny, był bardzo odważny, ale teraz już chodźmy, bo w domu jest tak fajnie. No, chyba że chcę go jeszcze wyczesać na tarasie, to proszę bardzo, tu ma ogon, tu boczek, tu podwozie.


Mówię Wam: 3 na 4 - NIEZDYSCYPLINOWANE BACHORY.



* Niuniuś - kot sąsiadów, lustrzane odbicie Zochy, można zobaczyć TU.

22 komentarze:

  1. Wolność albo kojec! ;) Grzeczny Czesław :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Albo kołek wbity w ziemię. Jak dla kozy! ;)

      Usuń
  2. Ale czadowo mają teraz Wasze koty :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. No, wreszcie opuściły kryminał, bo już się niepokoiłam. Teraz zaczną znosić łupy, a to myszka, a to inny krecik ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My je systematycznie wyprowadzamy od samego początku :)))

      Usuń
  4. No cóż, jak sobie wychowaliście tak macie. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przesz wiadomo, że ja nie potrafię nikogo wychować. Pacz na Prezesa.

      Usuń
    2. Jak to niewychowany... Z tego co piszesz chodzi jak zegareczek...

      Usuń
    3. Zawsze można lepiej, nie siej mi tu fermetu!!!

      Usuń
  5. taaa, kot niewychodzący w domku jednorodzinnym to (prawie) czysta teoria... tylko jak to wytłumaczyć rozmaitym paniom w ośrodkach kocioadopcyjnych...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A żądają niewychodzenia?!
      #cośtakiego

      Usuń
    2. Jak to kot niewychodzący w domku jednorodzinnym? Te panie serio? Znaczy dostaniesz kotka, ale trzymaj go w zamknięciu?

      Usuń
    3. Ja bym takiego kota (ze schronu znaczy) zaczęła wypuszczać najwcześniej po roku. Ale nie widzę sensu w więzieniu zwierzaka, kiedy wokół grass.

      Usuń
    4. no właśnie absurd, nie? mieszkam pod Warszawą i mam problem z adopcją kota :( owszem, wymagania mam również, takie tam testy na wirusy i żeby to była mała kotka, ale oferuję fajnych, doświadczonych w byciu własnością kota ludziów, masę miłości itp. a te jak katarynka: "adopcja kota tylko do domu niewychodzącego".

      Usuń
    5. Staram się to zrozumieć, bo koty po przejściach. Ale fakt czy ludzie odpowiedzialni, można sprawdzić inaczej przecież. Zamknięcie kota w domu o tym nie świadczy.
      Właśnie wczoraj mieliśmy taką sytuację. Komplet kotów na zewnątrz, my z Zuzią przy stole i ona mówi:
      - Niby je wypuszczasz, ale cały czas masz wszystkie na oku.
      - Wszystkich was mam cały czas na oku (odpowiadam).
      ;)

      Usuń
  6. Czyli zaczęło się :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eeeee, nieeee - pod nadzorem wychodzą od początku, a Zośka zwiewa z domu też od początku. Swojego :)

      Usuń
  7. Jak to było? Ze normalna to ona byla 3 koty temu? Taki obrazek widzialam hahahahahah

    OdpowiedzUsuń