19 września 2015

2127

Pozostawione w damskim gronie - nie licząc kotów - postanowiłyśmy się nażreć. Na tę okoliczność rozpaliłyśmy grill, zakupiłyśmy pstrągi, sporządziłyśmy sałatkę i otwarłyśmy wino. Znaczy wszystko ja zrobiłam, a ona przyjdzie na gotowe, gdyż dzieci to zakała i wrzód na zdrowym organizmie, jak wiadomo*. Pstrąg się piecze, sałatka oczekuje, a wino wprost przeciwnie.

Pstrąga robi się następująco:
Bierze się pozbawioną flaków padlinę, obsypuje pieprzem cytrynowym i zostawia w zlewie, przykrywając szczelnie deskami do krojenia, bo koty już się zgromadziły. Kiedy "przejdzie", trochę się soli (lub nie), do środka wkłada pokrojony w plasterki czosnek, kawałeczki masła i posiekaną natkę (której nie miałam, więc nie włożyłam). Bierze się boczek, kroi w cienkie plastry i owija nimi pstrągi. A potem zamyka w łódeczki z folii aluminiowej. Jeśli ktoś ma, bo ja jeszcze nie, to wkłada takiego gotowca w specjalne grillowe trzymaczki do ryb. I na grilla z nimi.

Po przepis na sałatkę leci się do Dwóch Chochelek, bo obie dobrze gotują i je lubię, albowiem są to fajne kobity - możecie mi wierzyć na słowo. Kto nie zna, oczywiście. Bo kto zna, ten wie.
Oczywiście kolejny raz podkreślam, że nie wolno być kulinarnym Hitlerem. Mnie na przykład ktoś wyżarł wszystkie gruszki i orzechy, więc bez cienia skrępowania zastąpiłam je słonecznikiem i jabłkami. Brak składników potraw nigdy mnie przed niczym nie powstrzymał.

W międzyczasie robi się pranie, ogląda jakiś śmieszny film, pije wino czy tam inną kawę. I jest się zadowolonym z życia, mimo że trawnik nieskoszony, a mroczny kosiarz udał się na imprezę integracyjną i powróci jutro. Zapewne nieświeży.

Teściowa pojechała, a Zuzanna urządziła swoją norę. Z grubsza to tam ładnie wygląda, gdyby nie permanentny bajzel. Jednak takie drobiazgi nie będą psuły mi humoru - mamy wszakże drzwi do nory. I możemy je zamknąć, co nas pozbawi możliwości oglądania. Wtedy wystarczy zapomnieć i już!

Idę, podmucham na węgle. Oraz uzupełnię kieliszek. A Wy leniuchujcie, bo poniedziałek nadejdzie czy tego chcemy, czy nie.



* Zaraz to pewnie przeczyta i będzie wrzeszczeć z wyrzutem przez okno na cało wieś coś w stylu: maaaamoooooo...


EDIT
Owszem, już wrzeszczała.

- W garażu stoją dwa pudła oznaczone "Zuzia". Może sobie rozpakuj?
- Nie mam czasu, idę leżeć.

24 komentarze:

  1. Powiedz, czy takiego pstrąga, to z braku grilla można też w piekarniku?
    I kiedy wiadomo, że przeszedł?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A kto Ci zabroni? No - powiedz: KTO?! ;)
      Nie wiem, ja robiłam na czuja. Mnie nie wolno pytać o wskazówki kulinarne, bo udzielam takich odpowiedzi, że ludzie potem biorą Prozac :D

      Usuń
    2. Biorę antydepresant, więc jestem zabezpieczona, o!
      :)))

      Usuń
  2. Z takimi drzwiami jest problem, że jak je zamkniesz, to potem możesz nie otworzyć, A jednak czasem trzeba to zrobić ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Można udrożnić otwierając okno. Posiadamy stosownych rozmiarów drabinę.

      Usuń
    2. Ja na szóste bez strażackiej bym nie dał rady :)

      Usuń
    3. Wyszło, że z powodu burdlu śmy se ten dom nabyli.

      Usuń
    4. Nie ja to napisałem ;)

      Usuń
    5. Przeprowadziłam dowód logiczny :)

      Usuń
  3. Pstrąg fajny, sałatka super, dzieci - hmm, tu się zastanowię, ale i tak szczególnie wielbię ten fragment o Hitlerze. Kulinarnym. Znaczy, o niebyciu Hitlerem. Ponieważ albowiem gdyż brak składników też mnie nigdy nie powstrzymał i w ten sposób rodzi się kulinarny geniusz. Dziedziczny, o czym wiesz, bo Check-in-kitchen :D

    OdpowiedzUsuń
  4. o zjadłabym pstrąga ! ale o 7 rano w niedzielę to u mnie nieosiągalne zatem zjem puszkę sardynek ! drzwi do "chlewika" też już posiadamy ( no remont mamy od maja więc pisze że już ) cwancysiem poszliśmy ,zamontowaliśmy przesuwane bo otwierane do środka nie zawsze miały siłę przebicia :D zastanawiający jest ogram "chlewiczych pokoi " czy nasza młodzież ma inne pojęcie estetyki ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To przechodzi na swoim, wiesz?

      Usuń
    2. Tia mam nadzieje bo jak na razie chlew przeprowadzkowy młodego zalega jeden pokój i kuchnie gospodarczą i to na trzy tygodnie przed kolejnym weselem !!!

      Usuń
    3. Jemu przejdzie na jego, nie na Waszym ;)

      Usuń
  5. Zuziuuuuuuuuu, no daj się matce pocieszyć;)

    OdpowiedzUsuń
  6. jak ja lubię cię czytać:) . Buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najbardziej bym chciała Wam te sytuacyjne, ale to się nie da. Żałuj, powiadam Ci ;)

      Usuń
  7. No dobrze, ale ja mam jedno pytanie. Czy przyjechala pod wlasciwy dom czy z rozpedu na stary? ;)
    Czasem bycie tym kulinarnym psychopata jest wskazane (podkreslam, ze czasem) albowiem jak sie do ciasta jezynowo migdalowego zapomni dodac substancji slodzacej to jednak przykrosc duza... ale w szerokopojetym kucharzeniu owszem nie trzeba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyjechała pod właściwy, ale wjechała do sąsiadów, hehe.

      Usuń
  8. Nadrabiam zaleglosci. Jak zwykle z duza przyjemnoscia. A Tekst: "dzieci to zakała i wrzód na zdrowym organizmie, jak wiadomo" powiesilam sobie na karteczce zoltej. Ciekawe, kiedy mloda zobaczy i na mnie nakrzyczy :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pociesz ją, że jest tylko jednym wrzodkiem w grupie wrzodów ;))))

      Usuń