13 grudnia 2014

2010

No to jutro zaczynamy oglądanie domów. Mamy już umówiony jeden - trochę dziwny w układzie, ale pięknie wyremontowany, również w środku i w dodatku umeblowany (na zdjęciach wygląda, że przyzwoicie). Przy tym niedrogi, bo wystawiony za 360.000 zł. Pewnie można go kupić za 330.000, jeśli się człowiek postara. Dojazd nieco mnie martwi, ale oglądać trzeba.

Do drugiego domu nie udało mi się dodzwonić, ale będę jeszcze próbowała. Ten z kolei ma potężną działkę i Prezes, czego oznak wcześniej nie dawał, oszalał z radości na tym tle. Zapewne nie wie, jaki podatek przyjdzie od tego płacić. Plusem jest jakieś 16 km do roboty, więc praktycznie niewiele więcej niż mam teraz. Oszczędziłoby się na podatek.

A wszystko dlatego, że byłam odczytać u Justyny wodomierze i doznałam ataku koszmarnego przygnębienia na widok pustych pomieszczeń. Więc zabrałam pod pachę wazon i poszłam. W jednej sekundzie odechciało mi się tu mieszkać. Ta lokalizacja ma oczywiście swoje plusy, ale na to składało się wiele spraw. Między innymi nasza relacja. Jak mamy mieszkać osobno, to chcę rzeczywiście sama, ja tam sąsiadów (jako zjawiska) nie lubię. Z wyjątkiem Justyny, co potwierdza regułę.

Zuzia zrobiła pranie, poszła wywiesić i znalazła kieckę. Uznała, że jest niezła. Skoro mówi tak dwudziestolatka, to znaczy, że odzież wyrąbuje w kosmos. Albowiem Zuzanna jest bardzo krytyczna i gdy coś jej się nie podoba, to stara się wybrnąć, mówiąc: ja bym tego nie założyła, ale na tobie może być. Z czego od razu wnoszę, że chłam.
Trzeba słuchać dzieci, gdyż jest oczywiste, że my już nie nadążamy. Jak dziecko mówi, żeby coś wywalić, to wywalać bez chwili namysłu. Szczególnie jeśli tym dzieckiem jest osobista córka, którą się samemu wyprodukowało. Taka nie ma złej woli.

Ostatnio ważony Czesław osiągnął masę 2850 g i został obwołany największym kotem w miocie. Pani hodowlana bardzo się przeraziła, sugerując, by drania odchudzać. Wyśmiałam ją. Spróbowałaby nie wydać Cześku posiłku.
Z ciekawostek: Cześku dzisiaj marudziło przy obcinaniu pazurów. Chyba zacznę to robić częściej, żeby nie myślał, że mu się uda. Choć... gdy Czesiek marudził, to Edek, żeby robić wszystko na odwrót, dał się wystrzyc pazurowo bez słowa.
Edward jest nadal obrażony. Tzn. śpi ze mną, ale się nie odzywa. I udaje głuchego jak pień. A wiem, że słyszy, bo oczywiście robi, co do niego mówię, tylko że niby tak właśnie chciał. Miał w planach. I ja nie mam nic z tym wspólnego.
Nieustannie muszę drania zmuszać do miłości - jakie ja mam ciężkie życie.

21 komentarzy:

  1. No co to jest, nawet nie 3 kilo kota. Futro i kości, bidusiek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ma pół roku. Za rok będzie go trzy razy tyle.
      (Powiedziałam to?! Tfu, tfu, tfu!!!)

      Usuń
  2. Potrzymam kciuki za oglądanie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymaj, trzymaj - drugi dom oddzwonił, może uda się obskoczyć oba jutro :)

      Usuń
  3. z tym podatkiem to różnie - dopóki nam gmina nie zmieniła kwalifikacji działki rolnej (na której mamy sad i ogród od kiedy świat istnieje i nic innego tam nie będzie, bo nie, bo nie po to mieszkam na wsi, żeby mieć sąsiada 2 metry od okna) na budowlaną to podatek był do łyknięcia, nawet przez dwoje emerytów, a nawet tylko przez emerytkę. jak będzie teraz - nakaz przyjdzie za miesiąc to się przekonamy... ola

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie. Człowiek kupi nieużytki z dobrej woli i nawet wiedzy, a gmina mu po dziesięciu latach przekwalifikuje i nic z tym nie może zrobić. Trochę się tego obawiam, bo 3000 m to już sporo...

      Usuń
    2. ja mam na razie 38a. słuszny kawałek ale radość jaka (było 54, zal żal że nie jest...). rozumiem Prezesa :) a w jakiej okolicy szukasz? bo u nas działki i domy pewnie trochę tańsze (i duży wybór)... ale 50 km od Chorzowa. ola

      Usuń
    3. Trochę daleko, bo ja muszę do fabryki dojeżdżać. Jednak, jak się okazało ;)

      Usuń
  4. U nas było podobnie, jak się pojawił kocurek i darł się przy obcinaniu (do dzisiaj mu nie przeszło) to niunia nasza kochana nagle przestała wpadać w histerię, dumnie pozwalając obsłużyć łapki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie co kot, to inny. Zosia uwielbia manicure, Karol nie znosi (ja się z nim nie patyczkuję i obcinam sposobem), Edek od biedy toleruje. Czesiek jest dobrze wychowany w hodowli, ale chyba dziś miał jakieś pierwociny buntu nastolatka ;)

      Usuń
    2. Nie tniemy, zawsze się obawiałam, że za daleko ciachnę;/

      Usuń
    3. Ja to weterynarzom nie pozwalam skracać, bo oni zawsze za bardzo. Moi już nawet nie pytają.

      Usuń
  5. No i jak te domy?
    Przemówił który???

    OdpowiedzUsuń
  6. No mowie Ci, ze Czesiek cos z Pumy ma. Jak na niego patrze, to mi taka pume z Safarii Zoo (pod Uniejowem) przypomina
    https://lh5.googleusercontent.com/-3eBrOkx6Rio/U9YHHX2ZXXI/AAAAAAABGQs/Gy9KA-qTjdQ/s720/DSC01304.jpg

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eeee, nie. Czesław jest bardzo przyjacielski :)

      Usuń