5 grudnia 2014

1998

Nie wiem, jak Wy, ale ja szalenie lubię, gdy Szef rzuci we mnie słowem żwawszem.

Na przykład idę sobie do niego i roztaczam wizję, do ilu to osób musimy wystąpić o zgodę na opublikowanie jakiegoś materiału. Najczęściej są to osoby międzynarodowe, czyli nikt nie obiecywał, że będzie łatwo. Szef słucha z uwagą, po czem rzuca:
- Pierdol to.
I już. Ze dwie dniówki gównianej roboty rzecz mi oszczędza. W zamian redaguję podręcznik specjalistyczny. Jakże cudownie się bawię, UHAHA!
Pffff...

Ale co tam. Dziś piątek, piąteczek, piatunio. Wezne se coś do domu, nie będę tak głupio, bezczynnie siedziała, gdy podręcznik kipi. Jeszcze bym się w szwach rozlazła.

4 komentarze:

  1. Pierdol to.... to jakby motyw przewodni mojej córki urodzonej w 1998 . I cieszę sie że ma taki styl do życia, że cieszy sie zyciem i czerpie z niego garściami.
    Prywata na 1998 bo śmiem twierdzic że nie masz o Pani takich czytelników !!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uroczyście nadaję Ci więc prawo do prywaty na blogu :)

      (Pacz, jak się wstrzeliłam!!!)

      Usuń
  2. Podobno los nigdy nie zsyła problemów, z którymi sobie nie poradzimy. Albo więc sobie poradzimy, albo to nie jest nasz problem. Szef najwidoczniej wybiera tę drugą opcję ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja sobie z tym poradzę, tylko średnio mi się chce. Jestem niezmiernie wdzięczna, że dba o mój komfort psychiczny.

      Usuń