4 marca 2015

2055

Obejrzałam wreszcie, lata odwlekając, przedstawienie Teatru Telewizji Śmierć rotmistrza Pileckiego. Trudne to było oglądanie. Tak trudne, jak może być styczność z ogromną, ludzką, narodową, osobistą, państwową, rodzinną, systemową tragedią dla osoby, która wychowana została w czci dla ojczyzny. A oprócz tego jest człowiekiem.
Przedstawienie, ma się rozumieć, powinien obejrzeć każdy. Sama odwlekałam, ale przecież nie chodzi o to, by łykać jak gęś to, co łatwe i przyjemne. Idzie też o namysł, rozważania i stawianie pytań. Jeśli nam zależy, by ten człowiek w środku się rozwijał jakoś.

Wiele we mnie pomieszania uczuć, trochę niezgody i lekcja pokory. Znowu. Ale ja to cenię. Twórcy Śmierci… zrobili widzowi psikusa. Jakże łatwo byłoby widzieć świat czarno-białym. Ci - dobrzy, ci - źli. Pilecki - samotny bohater naprzeciw ludzi systemu - podłych, odartych z ludzkich uczuć, sprzedawczyków. Takich, co to możemy ich jednoznacznie potępić. Bezwolnych sługusów radzieckiej Rosji, tym większych, że przecież polskich żołnierzy, którzy przelewali krew za ojczyznę. A potem bez cienia wstydu katowali, odbierali człowieczeństwo i mordowali nawet własnych towarzyszy broni.

Nie jest tak łatwo.

Polecam szczególnej uwadze trzy role: sędziego podpułkownika Jana Hryckowiana, zagranego przez Marka Kalitę, prokuratora majora Czesława Łapińskiego, w którego wcielił się Andrzej Niemirski i pułkownika UB Józefa Różańskiego w znakomitym odtworzeniu Jacka Rozenka. (Oraz muzykę Pawła Szymańskiego i, naturalnie, scenariusz wraz z reżyserią Ryszarda Bugajskiego).

Sędzia Jan Hryckowian - zbrodniarz i oprawca okresu stalinizmu, sędzia, adwokat, żołnierz AK. Odznaczony Krzyżem Walecznych za zniszczenie niemieckiego transportu kolejowego i Srebrnym Krzyżem Zasługi za walkę z okupantem. W sprawach oficerów AK i WiN haniebnie wsławił się wieloma wyrokami śmierci i długoletniego więzienia. Nigdy nieosądzony za zbrodnie stalinowskie. Zmarł w 1975 r.

Prokurator Czesław Łapiński - absolwent podchorążówki, uczestnik kampanii wrześniowej i Powstania Warszawskiego, wywiadowca AK, oskarżyciel w procesach wielu wojskowych, żądający dla nich (skutecznie) kary śmierci. W 2002 r. powstał przeciw niemu akt oskarżenia w sprawie tzw. mordów sądowych. Do procesu nie doszło - zmarł w 2004 r. na chorobę nowotworową. O, ironio - w warszawskim Centrum Onkologii u zbiegu ulic Roentgena i… rotmistrza Pileckiego. Pochowany na wojskowych Powązkach.

Józef Różański, a właściwie Józef Goldberg (sic!) - adwokat, stryj historyka Jerzego Wojciecha Borejszy, związany z NKWD jeszcze od przedwojnia, znany donosiciel, żołnierz Armii Czerwonej, wsławiony osobistym uczestnictwem w rozstrzeliwaniu więźniów w Starobielsku, armijny politruk. Zasłynął też jako zboczeniec, sadysta i kat, który lubował się w torturach, a uzyskane tą droga zeznania dopasowywał do tez oskarżenia. Odznaczony Orderem Krzyża Grunwaldu I i II klasy, Krzyżem Oficerskim i Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski i Złotym Krzyżem Zasługi. Osądzony z zabawnym wyrokiem w roku 1955, na fali audycji Józefa Światły, i ponownie w roku 1957 - gdy wyrok podwyższono do 14 lat. Po wyjściu z więzienia bez problemu znalazł pracę w Mennicy Państwowej (gdzie siedział sobie spokojnie do emerytury). Zmarł w 1981. Nigdy nie okazał skruchy.

dygresja
Teraz wszyscy zrozumieją, dlaczego ja całe życie tak bardzo wzbraniam się przed jakimikolwiek odznaczeniami. Otóż nie wiadomo, jaki śmieć nosi na piersi takie samo odznaczenie. NIE.
koniec dygresji

dygresja
Zauważyliście jak dawno nie było dygresji?
koniec dygresji

Nie będę pisała, jak ukazano w przedstawieniu te trzy postaci. Zobaczcie sami. Jeśli zechcecie, pogadamy o tym w komentarzach lub w jakiejś innej notce. Nie mogę odbierać Wam prawa do wrażeń i przemyśleń. Zresztą… lubię Wasze komentarze i refleksje. Bardzo. Więc nie zapomnijcie się ze mną podzielić.

4 komentarze:

  1. To nie ironia, tylko bardziej martyrologia, że kat umiera, po satysfakcjonująco długoletnim żywocie, na ulicy imienia swojej ofiary, której to ofierze tej szansy nie dał.
    Ale tu dziś smutno.
    Mój wewnętrzny człowiek wcale się od tego nie rozwinął, tylko schował gdzieś między organami, bu.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo nie obejrzałaś przedstawienia :)

      Usuń
  2. Muszę to zobaczyć.
    I zobaczę.
    Dziękuję za polecenie.
    Nie widzę świata czarno - białym.
    A na maturze wybrałam temat "Postawy człowieka w obliczu zagrożenia życia".
    Oparłam się głównie na "Popiele i diamencie" Andrzejewskiego.
    Zakwestionowałam czarnobiałość tematu.
    Ryzykowałam bardzo, bo za napisano w lutym charakterystykę porównawczą Kosseckiego i Szczuki dostałam pierwszą w życiu lufę z polskiego.
    Maturę zaś wyceniono na najlepszą w roczniku:)
    Warto walczyć.
    Razą jeszcze dziękuję, temat mnie bardzo interesuje.

    OdpowiedzUsuń
  3. Przepraszam za błędy, tablet ocipiał!

    OdpowiedzUsuń