6 lutego 2016

2217

Wydaje mi się, że pisałam już kiedyś o słowach w kontekście ich mocy sprawczej, sile niszczenia i odpowiedzialności za to, co wypada nam z ust. Krążąc ostatnio po internecie, rozmyślam często nad ludzką naturą, która - miast dążyć do wiedzy i poznania - steruje w zupełnie innym kierunku. Zastanawiam się często nad butą i zarozumialstwem, które pozwala osądzać innych, dawać "dobre" rady, krytykować i narzucać własne opinie.

Za moich czasów brało się w szkole literaturę czasów wojny i okupacji, obozową, literaturę zniewolenia - i na jej przykładzie tłumaczyło relatywizm postaw. Tak naprawdę, to zaczynało się wcześniej, od "Dzikiej kaczki" Ibsena, ale chodziło o to samo. Mianowicie, żeby uzmysłowić uczniom, że nie mają zielonego pojęcia, jak zachowaliby się w sytuacjach skrajnych.

Łatwo z pozycji fotela w ciepłym domu i z napełnionym brzuchem myśleć, że postawa obozowego kapo była jednoznacznie zła. Ja bym się tak nie zachował, trzeba ocalić resztki człowieczeństwa. Ja bym tego nie zrobiła, nigdy. Ja bym tak nie mógł. Naprawdę?! Co możesz wiedzieć o roli zaszczutego zwierzęcia, o głodzie, zimnie, przeraźliwym strachu, zagrożeniu czyhającym za każdym rogiem? Skąd wiesz, do czego można się posunąć, by ratować życie: swoje, bliskich, ukochanych? Byłeś tam? Widziałaś? Przeżyłeś razem z tymi ludźmi? Zagrałaś główną rolę w takim życiowym filmie o prześladowaniu? Nigdy nie myl kata z ofiarą, nie obarczaj jej nawet częściową winą. Nie masz prawa nikogo osądzać.

Ostatnio w prasie wiele miejsca poświęcono informacji o prezydenckim akcie łaski dla kobiety, która po pięćdziesięciu latach upodlenia, przemocy, gwałtów zabiła swojego męża-oprawcę. Ruszyła fala hejtu: "ja bym nigdy na to nie pozwoliła", "nie dałabym skrzywdzić dziecka", "on gwałcił i bił dzieci, mogła uciekać, to jej wina", "mogła się zwrócić do kogoś o pomoc". Otóż nie mogła. Jeśli czegoś nie zrobiła, to znaczy, że nie mogła. Niemożność ma różne podłoża: to nie tylko brak okazji, pomocy, instytucji, to także klin w środku człowieka. Czy Twoje życie jest jednoznacznie udane? Wszystko w nim jest dobre? Nie? To czemu tego nie zmienisz? Praca jest niskopłatna i wyczerpująca, a Ty w niej tkwisz - odejdź. Że co? Że trudne warunki na rynku? To Twoja wina, na pewno można znaleźć coś innego, tylko się nie starasz. Co? Nie masz kwalifikacji? Trzeba się było szkolić - to Twoja wina. Jeśli w Twoim życiu istnieje jakakolwiek płaszczyzna, z którą nie jest Ci dobrze, to przemyśl czy masz prawo kogokolwiek oceniać, osądzać, obarczać winą.

Tryumfy święcą "dobre rady" dla rodziców. Że dzieci niegrzeczne, niewychowane, na baczność nie stoją, żreć marchewki nie chcą, nie uczą się, wagarują, palą za śmietnikiem. To wina rodziców. Mogli więcej, lepiej, nie starali się. Fajnie, że Twoje idealne, na pewno wychowałeś ośmioro. Wyniańczyłaś, wyprowadziłaś w dorosłość cały pułk. Pewnie buty mają zawsze czyste i paznokcie też, dorobiły się apartamentu w centrum Warszawy, są wzorowymi rodzicami. A pytałeś czy są szczęśliwe? Zastanawiałaś się, dlaczego córka nigdy nie przyjeżdża wieczorami, a w sortowanych skrzętnie śmieciach ma zawsze dużo szkła? Jeśli na Twoim rodzicielstwie są jakiekolwiek rysy, to przemyśl czy masz prawo kogokolwiek oceniać, osądzać, obarczać winą. Nie dawaj rad, nie wymądrzaj się.

Po artykułami o przemocy seksualnej zawsze znajdzie się jakaś dobra dusza, która uzna, że ofiarę można obciążyć choćby częściową winą. Ubrała się jak kurwa, a po co tam szła, niepotrzebnie piła, sprowokowała. Winny jest tylko i wyłącznie sprawca. Koniec, kropka. Wtórna wiktymizacja ofiary przestępstwa to najgorsze, co można zrobić. Nie ma usprawiedliwienia dla takiego zachowania. Nikt nie jest odpowiedzialny za czyjąś seksualność, a napastowanie i gwałt mało mają wspólnego z seksem. To tylko kompleksy i upośledzenie. Jeśli ktoś przywali Ci łopatą, to raczej nie nazywasz tego ogrodnictwem, prawda? Nawet gdy byłaś lub byłeś ofiarą przemocy na tle seksualnym, to nie była ta sytuacja. Nie ma dwóch takich samych okoliczności. Nie ma dwóch identycznych osób o przystającym do siebie idealnie garniturze przeżyć i doświadczeń. Jeśli nie chcesz pomóc, po prostu się zamknij.

Najnowsze hejterstwo dotyczy naturalnie uchodźców. Niektóre osoby czują się predystynowane do oceniania, co może lub powinien zrobić człowiek, nad głową którego wybuchają bomby, którego życie jest zagrożone, który egzystuje w nienormalnych warunkach. Kto z was - pytam - mieszkał przynajmniej miesiąc w strefie działań wojennych? Komu z Was zastrzelono dziecko? Kto widział, jak w wybuchu bomby giną ludzie? Widzieliście kiedyś rozerwane ludzkie szczątki na ulicy? Skąd to zarozumialstwo, ta pycha, by wiedzieć, jak zachowalibyście się w takiej sytuacji?! Czy wiecie, że w czasie Wielkiego Głodu na Ukrainie ludzie zabijali i zjadali własne dzieci? Nie zrobiłbyś tego? Do bestialstwa byś się nie posunęła? A skąd wiesz?! Śmiem sądzić inaczej, skoro w idealnych warunkach nie potrafisz nawet powściągnąć swojego języka i palców. Z przykrością stwierdzam, że z takich, jak Ty, rekrutuje się potem obozowych kapo.

Twoje słowa budują komory gazowe. Jeśli nie chcesz lub nie potrafisz pomóc - PO PROSTU SIĘ ZAMKNIJ.

I odśwież wiedzę z poziomu szkoły średniej.

13 komentarzy:

  1. Ostatnio mogę coś napisać tylko 'pod psem', pod innymi postami brakuje mi przycisku 'myślę tak samo, tylko mój mózg nie potrafi myśli tak uporządkować a język wyrazić'. Płakać się bez przerwy chce, dopóki byłam sobie tak trochę obok świata i bieżących zdarzeń było mi lepiej. W kwestii oceniania jestem dobra,(prawie ;) nigdy nie oceniam. A nawet uczycielką będąc-jak oceniam, to nie oceniam ;) Dzięki za serce i mózg!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz... zauważyłam, że najrzadziej właśnie oceniają ci, którzy mieliby coś do powiedzenia. Ciekawe, prawda? :)

      Usuń
  2. No tak, bardzo mądrze napisane i nie sposób się nie zgodzić.
    Ale.
    Czasem niestety to ów internetowy ekshibicjonizm generuje ową pewien rodzaj przyzwolenia na porady i kontrargumenty. Przed erą internetów ludzie się tak bez powodu, umiaru i rozsądku nie odsłaniali tysiącom innych, anonimowych ludzi (patrz: parentingowe). Zatem i nędzny poziom samoświadomości pozostawał w granicach lokalnych kółek wzajemnej afirmacji. Czy tam hejtu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdą rzecz można wyrazić w sposób napastliwy lub nie.
      Można napisać:
      "Cieszę się, że o tym wspominasz, to istotne. Chciałabym się z tobą podzielić moimi przemyśleniami na ten temat".
      I można napisać:
      "Pierdolisz. Nie masz o niczym pojęcia". (I moje ulubione: czytaj ze zrozumieniem).

      Niby to samo.

      Usuń
  3. Mocne, mądre, zgadzam się. Mnie podobne refleksje nachodzą zwykle 1 sierpnia, kiedy to wszyscy grzmią nad zasadnością lub nie wybuchu powstania. Z tą wiedzą, którą mamy - łatwo gdybać, w wolnym kraju - wolno gdybać. Wtedy nawet nie było gdzie uciekać.

    Mnie przeraża oblicze znajomych, które poznaję "dzięki" albo raczej "przez" fejsbuka. A może raczej nie powinnam być przerażona tylko w głębi dziękować za to, że teraz widzę, z kim tak naprawdę mam do czynienia. Powyłączanych mam z 10% znajomych, a szykuję się na kolejne ukrycie osób.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdy słyszę syreny 1 sierpnia, przechodzą mnie ciarki. Czuję smutek z powodu tego co przeżywali moi przodkowie. Daleka jestem od dyskusji z perspektywy tak długiego czasu, nad stołem w domu niezagrożonym wojną.

      Usuń
    2. Ja zawiesiłam i kilkakrotnie podbiłam na fejsie odezwę o zgrabnym wydźwięku: wypierdol się sam. Właściwie to dosłownie tak napisałam. Niektórzy się wypierdolili i atmosfera zrobiła się znośniejsza. Resztę wypierdolę sama, jeśli się zasłużą.

      Usuń
  4. Asiu, ujęłaś problem świetnie.
    Dodam tylko, że w naszym kraju nie jest łatwo wyzwolić się od męża-przemocowca. Tak naprawdę kobieta nie otrzymuje potrzebnego jej i dzieciom wsparcia. Na myśli mam wsparcie dające jej poczucie bezpieczeństwa.
    Zejdę z tematu przemocy w rodzinie, choć mogłabym długo o tym pisać.

    Powiem tylko, że daleka jestem od oceniania postaw innych ludzi, zwłaszcza gdy są w trudnej czy wręcz dramatycznej sytuacji.
    Jednak bez mrugnięcia okiem jestem pełna sprzeciwu wobec wyżywających się na słabszych. W tym przypadku nie zastanawiam się np. jak traktowany był w dzieciństwie taki sk..., który dręczy żonę, bije dzieci, kopie psa, przypala petami kota...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ oczywiście! Każdy, kto sądzi, że łatwo wyzwolić się z kręgu przemocy, jest po prostu pustakiem.

      Moja granica tolerancji leży dokładnie w tym samym miejscu, co Twoja. To żółwika, po szklanie i na rusztowanie :)

      Usuń
  5. Taka mam zyciowa zasade, ktorej trzymam sie od ponad dwudziestu lat, ze nie oceniam sama z siebie. Jesli ktos poprosi o ocene lub porade to i owszem. Ale ot tak, to nie.
    Zwlaszcza postawy i zachowania ludzi to niemal pulapka do oceniania. Po co?
    Nie bywam w czyichs sytuacjach, bywam tylko w swoich.
    Nota bene moi dziadkowie jako dzieci przezyli glod na Ukrainie. I przed smiercia opowiedzieli conieco raptem. Wstrzasajace.
    Gosia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Błogosławię, że przyszło mi żyć tu i teraz. Jak sobie pomyślę, co mogłoby być moim udziałem, to mi słabo.

      Usuń