9 lutego 2016

2219

Normalnie... moje życie obfituje w atrakcje. Ledwo mi jeden kot wyłysieje [1], ledwo drugiemu zepsuje się  sikawka [2, 3], ledwo psa adoptujemy, a już windykator dzwoni. No, ludzie...

Ja to się nie umiem awanturować, bo zawsze wietrzę, że coś zawaliłam. I jak mi pani mówi, że nie opłaciłam ubezpieczenia samochodu, to ja nawet jestem skłonna uwierzyć. Szczególnie że termin przypadał w najgorętszym okresie - zarówno temperaturowym, jak i dotyczącym kupna domu.
Poleciałam na konto, sprawdzam, przelew jest. Kwota inna, numer polisy inny, konto inne. O, żesz! Ale żebym tak WSZYSTKO pomyliła?! Owszem, mam świra, nie przeczę, jednak mało prawdopodobne. Zadzwoniłam do agentki, która na szczęście jest moją serdeczną koleżanką. Oraz wysłałam jej maila o zgrabnym tytule "Ratunku!!!".

Rzeczywistość mnie przerosła. Okazało się, że wszystko zrobiłam dobrze, tylko przy wystawianiu polisy agentka sie pomyliła, więc ją anulowała, a potem wystawiła drugą, która mi dała, a ja grzecznie zapłaciłam. Różnica w kwocie wynikała z zakresu ubezpieczenia (tak, porywam się na AC), konto było inne, bo polisa inna, a numer - oczywiste. Nie miałam o tym zielonego pojęcia, bo i skąd. Trudno się dopatrywać winnego: czy system nawalił, czy nie dopełniła jakiejś procedury, wszystko jedno. Faktem jest, że stałam się dłużniczką towarzystwa ubezpieczeniowego, które nie bawi się w żadne uprzejmości, tylko nasyła windykatora.

Nie było fizycznej możliwości, żebym wyjaśniła tę sprawę bez udziału agentki. W nerwach na pewno nie umiałabym znaleźć polisy, bo w dokumentach wozi się tylko odcinek. Niby kwota nie była zabijająca, ale konia z rzędem temu, kogo nie swędzi pięć stów.

Teraz mi przyszło do głowy powiązanie z pewnym rządowym programem...

Przesłałam informację i skany dokumentów do windykacji, zadzwoniłam i muszę czekać. 30 dni. I znowu popłynę finansowo na znieczulaniu się. Człowiek zawsze stratny.

***

Poza tym wczoraj wieczorem pomyślałam, żeby koniecznie umówić się na przegląd u dentysty, bo dawno nie byłam. A wiadomo powszechnie, że mam fobię stomatologiczną i muszę, ach, MUSZĘ mieć zdrowe zęby, bo szlag mnie trafi. Zaledwie wczoraj wieczorem to pomyślałam, a już dziś rano ułamał mi się ząb trzonowy.
No to wizyta nastąpi szybko.

A Leśniewski poszedł na szczepienie, które zniósł nieomal z godnością. Nieomal, bo musiałam go trzymać na rękach i potem zapierdział całą przychodnię. Ale przynajmniej nie wył, nie smarkał, nie rzucał się na plecy, nie gryzł wszystkich, nie płakał i nie wzywał pomocy. Tak, poprzednio dostał antybiotyk w zastrzyku i było atrakcyjnie. Za dwa tygodnie wścieklizna i mamy przerwę do kastracji.



[1] Zofia.
[2] Karol.
[3] Edek jest zdrowy i bardzo zazdrosny o zabiegi na wszystkich [4] oprócz niego. Nie, żeby znosił z godnością, skąd. Ale domagać się można. Poza tym Edek lubi zachorować spektakularnie. Lewatywa u kota... bezcenne.
[4] Lesiek nadal dostaje leki wzmacniające odporność oraz Rumen, żeby nie żarł gówien. Edward jest więc poważnie osamotniony w swym zdrowiu, biedaczek.

4 komentarze:

  1. Miałam kilka takich, na szczęście niegrożnych zdarzeń. I nie stresowałam się za bardzo, że o czymś zapomniałam, przez roztargnienie przegapiłam termin zapłaty rachunku, bo to zawsze można odkręcić. Obawiałabym się jednak, że w jakiejś naprawdę bzdurnej sprawie, teoretycznie mogłaby ruszyć bezwzględna machina biurokratyczna, wciągająca delikwenta w swoje trybiki, robiąc z niego podejrzanego /czyt.ofiarę/, jak np. w głośnej sprawie rolnika, któremu komornik przez "pomyłkę", ale w majestacie prawa zarekwirował ciągnik. Brrr.
    Fajny zwierzyniec u Ciebie i zaopiekowany full- time care.
    A Eduś po prostu lubi być w centrum życia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To rzeczywiście jest przerażające i nie ukrywam, że lekko zjeżyła mi się sierść na grzbiecie.

      Usuń
  2. Uff, a już myślałam, że tylko ze mną coś nie tak. Po jakichś pięciu czy może ośmiu latach płacenia rachunku w jeden sposób dostałam list od operatora pisany czcionką o rozmiarze 34 o treści mniej więcej takiej: "Pani kochana, wciąż Pani wpłacasz na nasze najgłówniejsze konto, a przecież macie tam w wiosce swój własny wioskowy rachunek specjalny". Owszem, czasami dostawałam upomnienia za niepłacenie, ale ilekroć próbowałam to wyjaśniać, zawsze okazywało się, że wszystkie pieniądze są na miejscu. Oni przez te wszystkie lata nie zorientowali się, że kasa krąży między rachunkami i że faktycznie, mam nieopłacone dwa miesiące kilka lat temu. Całe szczęście, że jednak te wszystkie kwoty księgowali, a mój rachunek bankowy ma w pamięci wszystkie operacje i skończyło się na strachu i grzebaniu w papierach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślimy, że z nami coś nie tak, a to z nimi coś nie tak ;)

      Usuń