28 lutego 2016

2241

Owszem, udaliśmy się wczoraj Wyjaśniać Sprawy, co przyprawiło mnie o ból głowy i wybitna potrzebę zużycia większej ilości alkoholu. Jednak jako że przebywaliśmy w centrum handlowym, pochłonęłam jedynie 3 gałki lodów, czując, że powinnam pochylić się jeszcze nad piętnastoma.
Zapomniałam bowiem zupełnie, że telefon Zuzi też jest kupiony na firmę...
W związku z powyższą okolicznością, czekała nas również wizyta w firmie Orange i nie zawiodłam się, jako żywo. Ale po kolei.

Wbrew Waszym krwiożerczym oczekiwaniom, konsultantka Play okazała się osobą wielce na poziomie oraz życzliwą. Bez trudu zrozumiała, na czym polega problem, poprosiła o przeróżne dokumenty (w tym naprędce, przed wyjściem z domu, spreparowane odwołanie pełnomocnictwa, które nie było potrzebne, bo wygasło wraz z likwidacją działalności, ale mnie tknęło i słusznie), skserowała, napisała notatkę i posłała do centrali. Poinformowała nas, że prawdopodobnie kwestia pełnomocnictwa przerosła osobę zawierającą umowę, więc wpisała dane gdzie bądź. Niestety z poziomu punktu Play nie da się tego rozwiązać, musimy uzbroić się w cierpliwość, no i czeka nas jeszcze skarga, bo promocja, która objęty jest ten numer, kończy się jutro, więc za marzec zapłacimy rachunek w kwocie nieznanej. A ja sobie nie życzę, niech płaci pracownik, który to spieprzył.

Gładko poszło. Przenieśliśmy się do punktu Orange.
Długo by* opisywać. Stanęło na tym, że PAT musiał wypełnić (ręcznie) dokumenty cesji. Tak, dobrze czytacie. Jako nieistniejąca osoba fizyczna prowadząca działalność gospodarczą zrobił cesję na siebie - osobę fizyczną. Pani nie widziała w tym sprzeczności. Tym samym potwierdził, że jest właścicielem telefonu. Gdyby nie potwierdził - byłby właścicielem telefonu. Musiał się również poddać weryfikacji na okoliczność niezalegania. Jeśli zalega choć jeden grosz, cesja nie dojdzie do skutku i będzie właścicielem swojego telefonu. Kwestia mojego pełnomocnictwa (tak, tu też i w stu innych sprawach też) nie została w ogóle rozstrzygnięta, bo pani nią wzgardziła.

Kuriozum nastąpiło w momencie, gdy pani uznała, że kopiarka nie działa, po czym usiadła i rozpoczęła oczekiwanie na jej samonaprawienie. NAPRAWDĘ. Nie przesadzam i nie koloryzuję. Siedzieliśmy tam godzinę. Kto miejscowy - omijać punkt Orange w CH Dąbrówka szerokim łukiem.
Po wyjściu PAT stwierdził:
- Przynajmniej masz mnóstwo materiału do opisania na blogu.



* Nie mam stuprocentowej pewności czy nie powinno się tego napisać razem, ale nie chce mi się sprawdzać.

8 komentarzy:

  1. Anonimowa też wczoraj nawiedziła salon Orange i jest prawie zadowolona. Zrezygmowała z jednej umowy na internety bez problemu,zawarła umowę nową na telefon dla Jej Wysokości też bez problemu i tylko z opisanych wyżej względów nie dokonała cesji, gdyż daleka jest od płacenia rachunków na dwa tygodnie przed terminem. I było miło a co najważniejsze profesjonalnie, Pan Konsultqnt rzeczowy i pomocny, a Anonimowa nastawiała się na walkę... No miło!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze powtarzam, że wszystko zależy od ludzi.

      Usuń
  2. Myślę, że trudno o osoby, które nie miały podobnych przejść z telefonami, a raczej operatorami... na zawsze pozostanie mi w pamięci, jak sprzedaliśmy mieszkanie wraz z telefonem (stacjonarnym oczywiście) i telekomunikację przerosło rozbicie rachunku na 2 - za rozmowy i za abonament. Niniejszym małżonek mój pozostanie na wieki ich dłużnikiem, bo bez rachunku nie chciałam płacić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewno nie na wieki, tylko do chwili nasłania na Was komornika.

      Usuń
  3. Hehe, widzisz, pokaralo was :) Po co mieliscie telefony na firme, he? Zeby moze mniej placic za prywatne romowy, co?! Teraz pewnie bedziecie kupowali na osobe fizyczna i bedziecie polaczeni bezprzewodowo, poki smierc was nie rozdzieli :)
    A tak powaznie: na dzien przed uplywem terminu przedawnienia zeznania podatkowego, Urzad Skarbowy zarzadal kopii wszystkich faktur za prace budowlane w domu. Do dokumentow mam okolo 1500 km. Heh, zycie... I zebym to jeszcze oszukala, ale nie, wszystko OK. Tylko troche daleko...
    To bylam ja, anonimowy gall

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słusznie, słusznie - po co PATowi koszty na firmę telefonu, którego używał w firmie? Toż to ruja i poróbstwo!
      A wiesz, że wszyscy się ze mnie śmieją, że mój numer jest prywatny i nigdy nie wrzucaliśmy go w koszty? Pewnie dlatego firma zbankrutowała ;)

      Usuń
  4. Lacze sie w bolu i czytalam z usmieszkiem, ale politowania dla obslugi... Lata mijaja a absurdy w PL maja sie dobrze:D

    Dzis dla odmiany ja bylam w gazowni (pol roku czekalam na ostanie rozliczenie, poniewaz w pazdzierniku 2015 zlikwidowalam gaz w swoim M.).

    Minelo pol roku a rozliczenia ani widu ani slychu. Wiec spedzilam 55 min. w kolejce (z zegarkiem w reku). Potem kolejne 15 na oczekiwaniu az pani z gazowni pouklada sobie w lepetynie kolejnosc zdarzen, moich platnosci i faktur. Na koncu okazalo sie, ze gazownia zalego mi (!!!) 0,93 zl i do tego potrzebny jest moj nr konta, ktorego nie mialam ze soba:)

    Lecz bylam przebiegla, wzielam od pani stosowne pisemka, potwierdzenie, ze jestesmy rozliczeni i poszlam do banku, spisalam nr konta, po czym podjechalam do pani raz jeszcze, poza kolejka wreczylam jej stosowny wypelniony formularz, poprosilam o xero (kolejka drzala z niecierpliwosci, co sie za chwile wydarzy i dlaczego bezczelnie sie wpycham...;) i wyszlam z uczuciem ulgi:D

    Podobnie milo spedzilam czas w banku, u operatora internetu i wieczorem padlam... Stracilam na te wszystkie mile zajecia dzis ponad 5 godzin!

    Ale nareszcie mam te sprawy pozalatwiane! Ha! Dlatego wspolodczuwam Wasze uczucie ulgi i mam nadzieje, ze tez wkrotce wszystko bedzie zakonczone:)

    OdpowiedzUsuń