27 stycznia 2015

2038

Dziś będzie na poważnie. Naprawdę. Bo dziś przypada 70. rocznica wyzwolenia niemieckiego obozu śmierci Auschwitz - Birkenau. Więc przyzwoitość wymaga, by zatrzymać się na chwilę w codziennym biegu, a potem dać sobie szansę na refleksję na temat tego, jak łatwo stać się drugiemu człowiekowi wilkiem. Łatwiej niż można by się spodziewać.

Kiedy byłam młodą dziewczyną, strasznie buntowałam się przeciwko wszechobecnej martyrologii. My, Polacy, jesteśmy we własnym postrzeganiu narodem pokrzywdzonym. Potrafimy podać dziesiątki przykładów, jak to mieliśmy przez stulecia pod górkę. Tak to widzimy. Na dodatek wychowałam się w domu pełnym wojskowej tradycji. Obaj moi dziadkowie byli żołnierzami i słowo ojczyzna zawsze wymawiało się z szacunkiem. Mam zdjęcie jednego z dziadków w mundurze przy samolocie Żwirki i Wigury. Mam zdjęcie drugiego dziadka - ułana. Miałam stryjecznych dziadków, którzy w Brygadzie. Ciotkę w Powstaniu Warszawskim. Wujecznego dziadka w Armii Krajowej. Pełne szafy stawania na baczność. Szuflady wzruszonego milczenia.

Buntowałam się przeciwko temu, bo młodość wymaga buntu. Nie dlatego, że rodzice robią coś źle. Po prostu musimy znaleźć własną drogę, a ona wiedzie przez negację. To uczy samodzielnego myślenia. Jeśli do tego wychowujesz się w domu, gdzie książka jest bogiem, dostajesz start idealny. Ja taki otrzymałam i jestem za to niezmiernie wdzięczna. Choć pewnie finalnie nie do końca trafiłam tam, gdzie moi rodzice spodziewali się, że trafię. Ale przecież nie jesteśmy od spełnienia czyichś życzeń.

Czytałam, pytałam, myślałam i mądrzałam aż doszłam do zaskakującej konkluzji, że od dziecięcego jesteś głupi do dorosłego spieprzaj, dziadu tylko jeden krok. I niezwykle łatwo go wykonać. Ten krok robi się wtedy, gdy nie szanuje się innych ludzi. I choć może to wydawać się odległą analogią, uważam, że komory gazowe i krematoryjne piece były zbudowane z braku szacunku. Z zadufania. Z poczucia wyższości.

Przyzwyczailiśmy się myśleć o zbrodniarzach hitlerowskich jako o wynaturzonych potworach. A to byli zwykli ludzie, tacy jak my. Czytali dzieciom książki, tańczyli ze swoimi żonami, martwili się, cieszyli, przeżywali wzruszenia. A potem wychodzili z domów i bez drgnienia powieki okaleczali i mordowali innych ludzi, bo... uważali się za lepszych. Myśleli, że im wolno.
Nie wolno.

Droga do komór gazowych zaczyna się od niewyważonych słów i myśli. Od moja racja jest najmojsza. Od tylko ja wiem, jak należy żyć. Od kompleksów. Od potrzeby zaistnienia za wszelką cenę. Od wyścigu szczurów. Od zapomnienia, że każda krew jest tak samo czerwona. Od pogardy.
Nigdy nikim nie pogardzajcie.

Jestem taka wdzięczna, że przyszło mi żyć TU i TERAZ. Że te straszne rzeczy nie dotyczą mnie osobiście, nie muszę uciekać, bać się o życie, zdrowie moich najbliższych. Że mogę pyskować na rząd, ile tylko mi się chce.
Myślę o tym, gdy zimą marzną mi palce - bo wiem, że zaraz wrócę do domu i się ogrzeję.
Myślę o tym, gdy debet na koncie - bo wiem, że za jakiś czas wpłynie tam pensja.
Myślę o tym, gdy narzekam na kolejki w służbie zdrowia - bo wiem, że jest ktoś, kto mnie leczy.
Myślałam, gdy mi dziecko pyskowało - nie miało większych problemów, nie musiało uciekać, by ocalić życie.

Wy, którzy nie mieliście tyle szczęścia, ile mam ja - daję Wam uroczyste słowo honoru, że będę pamiętała. Nie będę pogardzała. Kamień mojej buty nigdy nie stanie na innym kamieniu, nie połączy ich zaprawa, nikt nie wejdzie w te ściany, by umierać w samotności i rozpaczy. Że póki sił i powietrza w płucach, będę nawoływać do poszanowania dla inności, wolności, odrębności.
Wszyscy jesteśmy równi.

Bo jesteśmy ludźmi.

21 komentarzy:

  1. Nic dodać nic ująć. Sama prawda , lepiej bym tego nie ubrała w słowa bo chyba by wyszedł banał. Każdy ma swoje przemyślenia. Amen.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam takie same przemyślenia na temat jak Ty. Niektóre ze zdań w tym tekście, wydaje mi się, są mojego autorstwa,.. ;-)
    Jedynie ta różnica, że nie bardzo doskwierało mi w wieku szkolnym ciągłe przypominanie okrucieństwa II wojny światowej. Szkoły nieraz robiły może to zbyt drętwo, ale Babcia opowiadała historie, które bardzo mnie poruszały. W odpowiedni sposób poruszyły.
    Nieraz, gdy mam już dość swojego piekiełka myślę o Niej, o ludziach, którzy znaleźli się w sytuacjach granicznych i mogę nabrać powietrza, choć już wydawało mi się, że mi go całkiem brak...

    Człowiek - istota zdolna do krzewienia najwspanialszych wartości i największych podłości...

    Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja Ciebie też. Przysięgam, że nie grzebałam Ci w głowie. Chyba.

      Usuń
  3. Hmmmm, jak by to zrobić, żeby lektura Twojego bloga była czytaniem obowiązkowym ? Nie chciałabyś zostać Prezydentem ? Albo chociaż Prymasem ?

    OdpowiedzUsuń
  4. U nas się nie mówiło, nasza rodzina ciągle się ukrywała, niemal do dzisiaj. Więcej wiem z otwartych archiwów niż od rodziny. Dziadkowie w AK, bliżsi i dalsi krewni zamordowani w Katyniu i okolicach, chrzestny w wiezieniu po wojnie 7 lat skazany na dożywocie... Niemal do dzisiaj nie wiedziałam, że dziadek był zawodowym wojskowym i jego bracia też, i ojciec babci też. Cisza. Żadnej martyrologii. Wieczna konspiracja. Moja mama miała 3 lata jak się skończyła wojna. Mój ojciec też, ale on nigdy nie wspominał dzieciństwa. Już go nie zapytam dlaczego. Ja jako dziecko miałam lęki wojenne (początek lat 70tych!) . Nie czytam, nie słucham, nie dowiaduję sie więcej niż wiem od lat (a wiem sporo, szkoła kiedyś uczyła, nie epatując, książek w domu było dużo, nawet bardzo dużo, ale historii rodzinnych w ich kontekście w ogóle się nie poruszało), to nie na moje siły, i tak od zawsze śni mi się wojna.. Organicznie nie znoszę zabawy w wojnę, nóż w kieszeni mi się otwiera kiedy ojcowie uczą dzieci przemocy (matki jakoś rzadko kupują synom czołg i karabin, prawda?) . Jako dziecko dostałam od swojej koleżanki „Powrót z daleka” Najnigera (szokujący prezent dla 10latki. Ale wtedy książek nie było, dała co dostała, takie lata wczesnoosiemdziesiąte. Czytałam to wtedy na okrągło. Nie mam pojęcia dlaczego.) Wiedzy o obozach nigdy nie traktowałam jako epatowanie, nas jako dzieci czy nastolatków nie wożono do obozów na wycieczki, jak się to robi w niektórych szkołach. Od kiedy jestem dorosła – odgradzam się, przerasta mnie taka ilość okrucieństwa. Nie wiem jak wychowywać, żeby zapobiegać. We mnie jest strach. Bo nie da się zapobiec. Bo wśród 40 milinów zawsze znajdzie się 200 takich, którzy zniszczą milion osób. Modlę się tylko o to, żeby nigdy nie mieli okazji. ola

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pracujmy więc wspólnie nad brakiem okazji dla nich :)

      Usuń
  5. Mialam tak samo, nastolatką bedąc. Myslalam "ah, bylo, to bylo, wiadomo, ze bylo strasznie, ale dajmy juz spokój, zapomnijmy juz o tym, zajmijmy sie dniem dzisiejszym". Dopiero lata pózniej zatrybilam, ze zapomniec nie wolno, wlasnie po to, zeby ten "dzien dzisiejszy" byl, jaki jest, zeby nie powtórzylo sie tamto.
    I tez czesto jak mi "mizernie" na duszy, zaczynam automatycznie myslac na zasadzie porównan. Nie stac mnie teraz na samochód? No i co, niektórych nie stac na jedzenie!
    Ty w ogóle zawsze wszystko ujmiesz tak, jak mi w duszy siedzi, imienniczko ty moja! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Imienniczko doslownie, w sensie imienia oczywiscie, nie ze od diablów i szatanów cie wyzywam ;)

      Usuń
    2. Cenię sobie, gdy ktoś nazywa mnie wiedźmą. Wiedźma to kobieta, która WIE!!! :)

      Usuń
  6. U mnie w domu jakoś słowa "ojczyzna" w ogóle się nie wymawiało, nie wiem czemu, więc patriota ze mnie średni. Jako dziecku wojna jawiła mi się raczej przygodowo, bo jej obraz brał się z opowieści dziadka-kawalerzysty, który po bitwie nad Bzurą od razu trafił z powrotem za pług. A drugi dziadek wprawdzie wywiezion był na roboty, ale zwiał, wrócił do domu i chował się przed żandarmami za kominem, czyli też kupa zabawy. Oraz nieco metafizyki, bo gdyby nie wrócił do domu po szalik, to spadłaby na niego bomba. A potem trafiłom na domowej półce na dokumentalną książkę o obozie Auschwitz i mi przeszło. Potem było dużo innych książek i może dlatego nie mogłam wczoraj się dogadać z moją kierowniczką, która przecież nie jest rasistką, ale na naszych klientów Hindusów mówi "brudasy", a na naszych klientów Wietnamczyków "żółtki". Ona nie rozumie, że to jest pierwszy stopień do piekła, jakie można zgotować innym ludziom tylko dlatego, że są od nas odmienni. Czyli gorsi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie dogaduj się z nią. Jest małym człowiekiem. Ty nie jesteś. To tylko praca.

      Usuń
  7. W dzieciństwie słuchałam opowiesci sąsiadki, o Ukraincach ,kórzy byli okrutniejsi od Niemców .
    W Oswięcimiu nie byłam i nie bedę.
    Córki z wycieczkami szkolnymi były.
    Marta opowiadala ,ze razem z nimi była akurat wycieczka niemiecka, jedna z kobiet płakała,klękała ,łapała ich za ręce przepraszając.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dorotko, koniecznie obejrzyj film "Dzieci Hitlera". Podrzucam link do darmowego serwisu: http://zalukaj.tv/zalukaj-film/16861/dzieci_hitlera_hitler_s_children_2012_.html
      Płakałam na tym filmie, oglądałam go na raty, ale uważam, że warto, że każdy powinien.
      Jest tam taka scena, gdy ocalały z zagłady broni przez następnymi pokoleniami wnuka Hessego, komendanta Auschwitz. O mało mi serce nie pękło.

      Usuń
  8. Odpowiedzi
    1. Stwierdziłam dziś, że mi rok temu całkiem nieźle wyszło :)

      Usuń
  9. Jak miałam kilkanaście lat "Medaliony" i wycieczka do Oświęcimia zmieniły mi optykę wojenną.
    Zmieniły mi optykę ludzką.
    Zmieniły wszystko.
    W Oświęcimiu zamarłam przed stosami okularów i protez. Miałam wrażenie, że chodzę po krwi. Minęło 30 lat a ja pamiętam...
    Po przeczytaniu "Medalionów" nie mogłam uwierzyć.
    Trzeba wozić tam młodych ludzi, bo nie będą wierzyć, że ludzie ludziom mogą zgotować taki los.
    Nie wolno milczeć.

    OdpowiedzUsuń
  10. Dziękuję Asiu za tę notkę. Przejmująca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proszę bardzo. Dzięki za podszerowanie na fejsie :)

      Usuń