1491

Powiadam ci, świecie, że ja to jednak mam szczęście. Chyba, bo nie jestem w stanie sprawdzić tego do końca empirycznie. Mianowicie chodzi mi o najwyższą formę zaufania, czyli kontrolę.

Już któryś raz odnoszę wrażenie, że podlegam sprawdzaniu na okoliczność przebywania w miejscu świadczenia pracy oraz jej wykonywania. Rzecz jest o tyle absurdalna, że naprawdę mogę przebywać w różnych miejscach i jak najbardziej przy tym pracować. Np. u informatyków, dłubiąc w systemach (to jednak nie był żart z tym ożenkiem), u mojego bezpośredniego przełożonego, na spotkaniach różnej maści zespołów muzyczno - tanecznych itp., itd. I jak najbardziej oddaję się naówczas wysiłkowi intelektualnemu na rzecz fabryki.

Tymczasem dyrekcja naczelna nawiedza mnie dość systematycznie, bądź też za pomocą umyślnych. Preteksty są cienkie jak dupa węża i musiałabym nie mieć (uwaga - martu!) ŻADNEJ bruzdy, żeby w to uwierzyć. Ale udaję, że wierzę. I trochę mnie to męczy, bo miał się nie zapędzać, takie były plany, nie? Dokonałam badania terenowego i ustaliłam, że przed moim przybyciem w tej części budynku był, gdy planowano remont. Jakiś pierdylion lat świetlnych temu. Przez ostatnie dwa tygodnie: trzy razy (o tych przynajmniej wiem) samodzielnie i kilka za pomocą personelu.

Zeznałam bezpośredniemu przełożonemu, co następuje.
- A brałaś pod uwagę, że mu się podobasz?
- Nie sądzę.
- Hmmm... - mruknął taksując mnie wymownie od czubka głowy do stopy, zakończonej szpilką. W ten charakterystyczny sposób, znad okularów.
Nosz kurwa, tylko nie to! Wolałabym zostać w tej pracy niż się z niej zwalniać z takiego powodu. Może zacznę śmierdzieć, co? To jest jakiś sposób.

W ogóle to najbardziej mnie męczą zakładowe podpierdolki. Całe życie marzę, żeby móc po prostu pracować. Nie wdaję się w śliskie dyskusje. Jestem miła i bardzo grzeczna. Mówię: proszę, dziękuję i przepraszam (Marta - milcz!). Nie opowiadam o swoim życiu prywatnym, chyba że ktoś mnie przyszpili. To wtedy ogólnie, na temat stanu rodzinnego, kotów (to jest dobry temat, nośny). Nie uczestniczę w sporach. Uśmiecham się, słucham cierpliwie, mówię "dzień dobry" pierwsza każdemu, włączając panie sprzątaczki, bo niby czemu nie. Nie wymydli się.

Dziś wyciekło, że buty. To zawsze jest kością niezgody. Ludziom moje buty działają na nerwy. A przecież całość mojego stroju jest mniej warta niż zawieszki na łańcuszkach niektórych pań. Nie mówiąc o reszcie. I - nie łudzę się - dokładnie wiedzą, ile tam zarabiam. Więc nie ma czego zazdrościć.

Zmęczona jestem. Pewnie dlatego znów pojawiły się między uszami pytania z cyklu: co we mnie jest takiego, że nie mogę mieć spokoju. Nie, to nie przejdzie. Pracuję przecież już ze pietnoście lot, to wiem. Nie przejdzie. Wiele razy myślałam i mówiłam, że praca zdalna jest moim marzeniem. Nie musiałabym tego przerabiać na każdym stanowisku, w każdej firmie.

Komentarze

  1. Milczę. Oraz milczę.
    Jak Pani każe.

    Ale.
    To jest bardzo prosta zagadka. Po prostu jesteś tak zajebista*, że nie sposób nie zauważyć. I ludzie to zauważają. I to ma swoje konsekwencje. Różne. To pewnie zależy od poziomu zajebizmu jednostki. I od jej stosunku do świata i ludzi. Bo są tacy, których zwyczajnie cieszy obecność zajebistych jednostek na świecie. Może nawet będą chcieli być bliżej (np. zatrzymają się na korytarzu, chociaż powinno popierdalać w podskokach w kierunku. takim, czy innym). A może po prostu będą się cieszyć tak na pewnym poziomie ogólności. I odpowiedzą dzień dobry, zawsze.
    A inni się nie będą cieszyć, tylko pęszyć (!), a co ona taka fajna, to podejrzane jest, i z czego to niby się tak cieszy, a? powody ma może? Być może nawet wystawiać na próby różne tudzież podkładać świnie. Co dowodem na niski poziom poczucia zajebizmu własnego.

    No i co pan zrobisz, nic pan nie zrobisz.

    *Długo się opierałam przed używaniem tego wulgaryzmu. A teraz spowszedniało i ma tak szerokie i uniwersalne zastosowanie, że nie sposób go tu podmienić czymś bardziej wyszukanym, a równie trafiającym w punkt.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niech się w dupę ugryzą i poczytają jakąś książkę.
      Nie-Używam-Słów. Żeby było jasne. Nie używam.
      Chyba.

      Usuń
    2. Martuuha wyjęła mię z ust ,też tak uważam,że jesteś zbyt dobra,to i garnie się gawiedź w celach róznych,pogapić się, zadziwić,podziwiać wreszcie,lub nie cierpieć .Wiadomo.
      Zdalna praca byłaby super, nie wiem co ludzie widzą w chodzeniu do zakładu i co gorsza brataniu się .

      Usuń
    3. Ja myślę, że nie tylko o to, że dobra. Że dobra, mądra, piękna, zabawna. I jeszcze śmie mieć szpilki szałowe. I umie w nich chodzić!

      Usuń
    4. Poziom zajebistości niebezpiecznie mi wzrasta od Waszego gadania ;)

      Usuń
    5. Dziękuję. Nie wiem, co na to w pracy ;)

      Usuń
  2. EEEEeeeeeej :))))))
    Jaki ładny obrazeczek! I w góry chcę!!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Już jest wiosna - moje spojówki i nos tak twierdzą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi przykro z powodu spojówek i nosa, ale wytrzymaj, proszę.

      Usuń
  4. Lepiej z Asią pogadać
    niż dokumenty przekładać.

    Lepiej zaglądnąć do Asi biura
    niż być wziętym za gbura !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy mi się zdaje, czy to Twój pierwszy raz? Wreszcie!

      Usuń
  5. A skąd , kilka kiedyś poczyniłam :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to w takim razie musisz się obejść smakiem. Odbieram Ci gratulacje :)

      Usuń
  6. Zniese dzielnie, wszak zaprawionam w boju z racji zmiejszonych racji (żywieniowych)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może ktoś nowy się odważy, to go uhonorujemy! A co!

      Usuń
  7. ale że co Ty w takich czewronych szpilkach z niebieskimi kokardami chodzisz do pracy ? ( widziałam na fejsie ) no więc tak czy nie ? no a co do tych wizyt to zawsze tak jest że nowy wzbudza sensacje jak się im opatrzysz to przejdzie a może do tego czasu inna ofiarę zlokalizują ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 1. Tak. Wszędzie chodzę w takich butach, bo innych nie mam. Nie! Mam! Turbolacie, martensy, lakierki do garnituru i balerinki.
      2. Nie działa w moim przypadku.

      Usuń
  8. seriozo !!!???? ja pierdziu szacun kochana bo ja w takich szpilkach max 3 godziny wytrzymam a Ty całe 8 lub więcej ????
    no ale Ty młoda apud jesteś ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Duchem, hehehe. Mam wprawę - chodzę w takich szpilkach od 25 lat. I nie zaczynałam tak wcześnie, jak obecne panienki ;)

      Usuń

Prześlij komentarz