1492

Żeby nie było, że my tu sobie ze Zmorką w kuluarach rozmawiamy nie wiadomo o czym, oto rzut oka na obuwie, ktore nabyłam właśnie, tknięta impulsem.


Dziękuję bardzo, wiem, że śliczne. Nie chadzam w nieślicznych obuwiach. Jakiś czas się nad nim zastanawiałam, gdyż nawykłam do szpilek, a te mają obcas dość duży. Ale w końcu doszłam do wniosku, że jak będę chciała mieć kolejne szpilki, to sobie je kupię i kto mi zabroni.

Każdy ma oczywiście prawo myśleć i mówić na ten temat, co chce. Jednak, gdy się zastanowić, to wszyscy ludzie wydają na coś pieniądze i każdy dobiera taki rodzaj wydatków, jaki mu odpowiada. Ja lubię buty. I torebki. I jeszcze kilka rzeczy, ale buty najbardziej rzucają się w oczy, bo są często fikuśne. Co wcale nie znaczy, że drogie. Np. te kosztowały 69 zł. A ostatnio zrobiłam furorę butami w stylu marynarskim, za które dałam ni mniej ni więcej, tylko 20 zł. Taka była wyprzedaż. Owszem, nie wyglądają.

Ceny moich butów biorą się z tego, że ja nie kupuję obuwia z potrzeby. Nie, nie wiem, ile mam par. Zwykle w okolicach pięćdziesiątej nudzi mi się liczenie. Podejrzewam, że dobijam już do setki. Czyli - nie kupuję z potrzeby uzasadnionej, bo mam, a jedynie z potrzeby ducha. Od razu oświadczam, że ja w nich chodzę. Naprawdę. Właściwie nie niszczę szpilek, bo trwają w nieustannej rotacji, więc nie mam okazji. W związku z powyższym posiadam szpilki np. dziesięcioletnie, które lekko się zdezaktualizowały. Ale się ich nie pozbywam, bo są w bardzo dobrym stanie, a moda ma skłonność do nawrotów. Nie noszę tedy na okrągło stu par, bo część oczekuje na lepsze czasy. Ale z pięćdziesiąt to noszę. No i jest jeszcze obuwie sezonowe - nie latam w kozakach w upały.

Filozofia jest taka, że czarne buty to zło wcielone. Owszem - mam kilka par, lecz rzadko korzystam. A jeśli już wzuwam, jest to naprawdę uzasadnione resztą stroju. Dziewczyny - naprawdę: NIE KUPUJCIE SOBIE CZARNYCH BUTÓW. Nie. Ja to nawet do trumny uprzejmie poproszę jakieś odpalone w kwiatki. Np. tuż przed śmiercią kupię sobie coś Vivienne Westwood. Dajmy na to:

lub też:

I pojadę w tym do pieca. Jak żyła, tak zmarła. Ostatnia przyjemność.
Te z kulką to nawet bardziej.

Dygresyjka
Gdyby mnie zapytano o ostatnie życzenie, to zawinszowałabym sobie szpilki od Louboutina i powędrowała w nich godnie na szafot.
Koniec dygresyjki

Uważam, że człowiek powinien się odziewać kolorowo i obejmuje to obucie. Szczególnie obucie. Żyłam w czasach, gdy w sklepach były haki i obrażone ekspedientki i nie zamierzam do tego nigdy wrócić. Rozumiem, że mi wolno. Mogłabym wszak wydawać na wódkę. Albo hazard. Żigolaków. Lub też, nie daj Boże, futra. Fuj.

Lubię. Niech mi ktoś zabroni.
Przez ostatnie dwa lata skrzętnie powstrzymywałam się od wszelkich wydatków na siebie. Nie mam - nie upłynniam. Potrafię tak żyć, niby czemu nie. Ale nie sprawia mi to przyjemności. Dbam więc o siebie tak samo, jak o innych, a nie mniej. I to ma głęboki, filozoficzny sens. Jak nie wierzycie, to się zapytajcie psychologów.

Komentarze

  1. Lubię buty wygodne. Owszem. Podejmowałam próby noszenia butów eleganckich, albo i stylowych. Nie, nie uważam, żebym w życiu nagrzeszyła aż tak, żeby nosić szpilki. Nie umiem, nie chcę, nie godzę się na taki dyskomfort. Kojarzycie taką reklamę? Zjedz snickers. No, to ja nie jestem sobą, gdy mam na nogach niewygodne buty.
    Nienawidzę butów kupować, więc kiedy już kupię, to życzę sobie w nich chodzić aż podeszwa się tuwimowsko podwinie. Więc mają być jakościowe. Porządnie odszyte i chętnie skórzane.
    Wtedy płacę za nie bez mrugnięcia okiem. I uważam, że mi się to opłaca, bo mam z bańki na dłuższy czas.
    Skoro mają być uniwersalne, to często są i czarne.
    Co jest złego w czarnych butach?

    I to nie tak, że mi się nie podobają, że neguję i w ogóle. Ja się nawet umiem zachwycić. Czemu nie. Tylko my do siebie nie pasujemy. Piękne buty i ja. To znaczy owszem, piękne... Moj ostatni strzał: http://lestasklep.pl/img/p/8/1/6/816-thickbox_default.jpg Prawda, że piękne? I nawet nie są czarne. Jestem w nich zakochana i liczę na kilkuletni związek sezonowy między nami.

    Ciekawe, co by miał na ten temat do powiedzenia Wujek Freud, a?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam pojęcia, co by powiedział - nie znam gościa. Zwróć jednak uwagę, że o ile nikt złamanego słowa nie powiedziałby komuś z Twoimi preferencjami, o tyle ja nieskończenie wiele razy spotykam się z uwagami. Dlaczego?
      Tobie wolno, co chcesz, a mnie wolno, co ja chcę. Ważne, żeby sobie nawzajem nie narzucać i nie zmuszać się.
      Mój apel o niekupowanie czarnych butów ma się raczej do osób, które nawet chętnie nabyłyby szpilki, jak od Vivienne, ale zawsze w końcu wezmą czarne, bo praktyczne. Albo brązowe - z tego samego powodu. I czesto to się nie ma do sytuacji materialnej.

      Usuń
    2. Oooo, mylisz się, co do złamanego słowa. Potoki! Potoki słów całkiem niezłamanych.

      Dobrze, że uściśliłaś apel o te nieczarne. Bo już miałam iść na wojnę ;-) (a przecież tak mi się nieee chceee ;-))

      Usuń
    3. Ze mną chciałaś na tę wojnę? To ciekawe nawet :)

      Usuń
  2. Pamiętam o tych szpilkach od Lu co to Ci je obiecałam, pamiętam;) Daj nam obu dobry losie, Ty pochodzisz, a ja się ucieszę, że mogłam słowa dotrzymać:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że to nie ma nic wspólnego z dekapitacją ;)))

      Usuń
  3. Ja to sobie lubię pooglądać;))))

    OdpowiedzUsuń
  4. no ja nie wiem czy bym się odważyła po ulicach chodzić w takim obuwiu , w sensie że kolorowym bo fakt połączenia naszych chodników i szpilek okryję kurtyną milczenia ,gdybym zaś pracowała w biurze spokojnie bym przebierała na różne filkuśne , sama zaś kupuję buty ciemne na jesienno zimowy okres i jasne na letni ( mam jedne czarne sandałki szpilki właśnie ) kolekcji butów nie mam tak pokaźnej bo ja z kolei jestem niszczycielem niestety a podobno chodzę z gracją ( chyba słonia :D)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałam jedynie napomknąć, że ja się na ulicy nie umoszę. W ogóle się nie unoszę. Nikt w mojej wadze się nie unosi, hihi.

      Usuń
  5. Zawsze oglądam się za dziewczynami w szpilkach :) Podziwiam je i lubię. Mam w pracy taką jedną, moją córką by być mogła, w poprzedniej też miałam i... Nie, nie mam ciągątek. One wiedzą, że mi się to podoba, bo im to mówię. Lubię fajne dziewczyny na szpilkach. Skończyłam ze szpilkami po urodzeniu Pierworodnego, jak zasuwałam z wózkiem i siatami z jednej kolejki w drugą. Obecnie?? Broń blog :) To byłby koszmarny koszmar, więc nie. Widziałam w CCC szpilki w stylu, w jakim pokazujesz, że ojapierdolę. Oczojebne i pinkowe nawet były. Ale nie dla mnie sznur samochodów. Preferuję Wojasa, Riekera, inne takie tam, Dr Scholl na lato :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę przyznać, że nie zasuwam. Ani z wózkiem, ani z siatami. I wcale nie zamierzam tego zmieniać, hehehe.

      Usuń
  6. No jak ja sie ogromnie ucieszylam, ze ty masz takie buciki. JA ogladam, ogladam i kupuje czarne, zawsze czarne.Bo praktyczne.
    Zmieniam dom na wiosne.Moze i na buty przyjdzie czas, ogladalam dzis takie piekne w kolorze malych puchatych kaczuszek.
    I bardzo, bardzo sie ciesze ze masz prace plena wyzwan i przestrzeni do biegania w tych butkach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. - Nie wiem, gdzie byłaś, kiedy Cię nie było - odparła z wyrzutem. - Na szczęście wreszcie jesteś.
      Kup koniecznie te żółte. Podobno żółte pasuja DO WSZYSTKIEGO.

      Usuń
  7. To znowu ja - nie zauwazylam bledow i teraz spac nie bede mogla.Chcialam tylko niesmialo napomknac, ze nie tylko Zofia jest piena.Karol takze nie od macochy, nie wspominajac juz nawet o jego niebieskosci i jasnej szarosci Edku.
    Poprosilabym troszke...kiedys,przy okazji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakich błenduf? Bo ja nie zaówarzyłam rzadnych.

      A to zamuwienie to opiewa na Karola, Edka czy obu?

      Usuń

Prześlij komentarz