13 września 2014

1902

I się zdenerwowałam.

Myślę, że nikomu nie muszę tłumaczyć, jak ważną rzeczą w moim życiu jest feminizm. To tak samo istotne jak każde równouprawnienie. Nie znoszę, kiedy jedni ludzie traktują innych gorzej, bo są mniej wykształceni, mają inny kolor skóry, odrębne wyznania lub są ateistami, a także z takich powodów jak starość, niepełnosprawność czy młody wiek lub orientacja seksualna. Nie cierpię, gdy źle traktuje się zwierzęta. Nie toleruję faktu, że kobiety są obywatelami drugiej kategorii.

Każdy przejaw gnębienia słabszych przez silniejszych jest dla mnie czymś wstrętnym. Kiedy w sklepie stoi za mną bezdomny ze swoją butelką najtańszego piwa i, co tu kryć, śmierdzi jak nieszczęście, staram się myśleć o czymś innym. On nie jest gorszym człowiekiem niż ja. Być może w sytuacji, gdyby pozbawiono mnie pracy, pieniędzy, domu, bliskich, rzucono na ulicę - okazałoby się, że nie potrafię przeżyć, a on tak. Wszystko jest kwestią punktu odniesienia.

Zawsze ze wszystkich sił nawołuję, by nie oceniać, nie poniżać i uważać z wartościowaniem. Nie jesteśmy lepsi od innych tylko dlatego że życie ułożyło nam się lepiej: pozwoliło zdobyć wykształcenie, umiejętności, pracę, dom, pieniądze. W warunkach ekstremalnych, granicznych, jak na przykład wojna, to wszystko może się okazać gówno warte. Bo wtedy liczą się zupełnie inne predyspozycje.
Żyjmy i dajmy żyć innym.
Szanujmy i starajmy się zapracować na szacunek.

Wracając do meritum: sytuacja kobiet w Polsce i na świecie jest dla mnie sprawą niezwykle ważną. Staram się robić w tej kwestii, co potrafię i mogę. Wspieram ruchy feministyczne, mówię i piszę, przedstawiam moje stanowisko wcale niemałemu gronu. Nie nadaję się do marszów protestacyjnych, ale gdyby poproszono mnie o zabranie głosu w publicznej debacie, nie wykręcałabym się.
To jednak nie znaczy, że na wszystkie podejmowane obecnie działania wyrażam zgodę i akceptuję je bezkrytycznie.

Przeczytałam dziś na Twitterze, że Kongres Kobiet popiera kandydaturę Ewy Kopacz na stanowisko Przewodniczącej Rady Ministrów i z lekka mnie przytkało. Rozumiem oczywiście, że to byłoby ważne, by na czele rządu stanęła kobieta. Ale nie każda. Nie słaba. Nie marionetka.
Kobiety mają inny styl zarządzania niż mężczyźni: stawiają na współpracę, a nie rywalizację*. Świat coraz częściej to docenia, bo rywalizacja nie zawsze dobrze rokuje. Czasem rozwala wszystko i wtedy sięga się do kobiecych umiejętności pociągnięcia ludzi do wspólnej pracy w grupie, żeby naprawić to, co zepsuli mężczyźni, prowokując do wyścigu. Ale do tego trzeba mieć charakter.

Od kobiety - premiera (premierki lub premiery) oczekuję, że będzie zachowywała się jak kobieta, a nie wchodziła w męskie buty, nie dostrzegając, że dotarliśmy do tego momentu, gdy Polska potrzebuje damskiego sposobu zarządzania. To jest praca na 24 godziny i każdy przy zdrowych zmysłach winien zdawać sobie z tego sprawę. Nie można stać na czele rządu na pół gwizdka - nie ma się tam życia prywatnego, nie ma wolnego czasu, hobby, zainteresowań i zupy pomidorowej. Nie czarujmy się - to jest orka na ugorze. Trzeba mieć kręgosłup z tytanu, tylko spójrzcie na Angelę Merkel. To jest Ktoś. Podobnie jak Margaret Thatcher.

Kongres Kobiet zachowuje się tak, jakby nie widział, co robi Ewa Kopacz. A przecież ona właśnie uciekła od swojej kobiecości i wycofała konwencję o zapobieganiu przemocy wobec kobiet. Zrobiła to tylko i wyłącznie ze strachu przed utratą wyborców. Wypięła się na jedną z najważniejszych z punktu widzenia społecznego spraw. Zamknęła oczy bezlitosne razy, krew, siniaki, złamane kości, wstrząsy mózgów i przemoc psychiczną. Zrobiła unik, bo jest TCHÓRZEM. Nie chcę takiej premiery tylko dlatego że jest kobietą. To za mało. Cipka to za mało. Chcę cipki i twardej, żelaznej pięści. A właściwie... chcę pięści niepowiązanej z narządami płciowymi.
Kongres Kobiet popiera kobietę, która wypięła się na inne kobiety.

W Warszawie istnieje stowarzyszenie "Mężczyźni przeciw przemocy wobec kobiet". Mało kogo szanuję bardziej niż tych facetów, bo nie reprezentują własnych interesów wprost. Wiedzą i rozumieją, że społeczna równowaga i ochrona słabszych jest jedną z największych wartości, na których można budować silny, dobry kraj, który otoczy opieką WSZYSTKICH obywateli.
Przestańmy się łudzić, że coś nas nie dotyczy - w każdej chwili nasz domek z kart może runąć i wtedy okaże się, co tak naprawdę sobą reprezentujemy. W każdej chwili możemy potrzebować opieki i wsparcia. Dlatego nieistotna jest płeć najważniejszego człowieka w kraju. Ważny jest mózg i charakter.

Ja Ewie Kopacz na stanowisku premiera mówię: NIE.
Platformie Obywatelskiej, na którą dwukrotnie już oddałam swój głos, mówię: NIE.
Czas na zmiany.
Tylko my możemy ich dokonać.



* Pewnie że nie wszystkie. Piszę o jakiejś wartości statystycznej czy predyspozycjach.

12 komentarzy:

  1. Tez mną trzęsie z tego powodu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale z powodu działań Kongresu czy zablokowania ustawy?

      Usuń
  2. Nie wiedziałam, że zastopowała tę ustawę... To okropne. Ale ciekawa jestem na jaką partię będziesz głosowała? Jeżeli nie na Platformę? Po Platformie poglądy najbliższe moim prezentuje Palikot. Ale czy on jest wiarygodny?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno będę głosowała na lewicę. PiS i PO to tak naprawdę to samo. Łudziłam się, że jest inaczej, ale czas przestać się okłamywać.

      Usuń
  3. "Ja Ewie Kopacz na stanowisku premiera mówię: NIE.
    Platformie Obywatelskiej, na którą dwukrotnie już oddałam swój głos, mówię: NIE.
    Czas na zmiany.
    Tylko my możemy ich dokonać."
    O tak, dlatego ja zawsze chodzę do wyborów. ZAWSZE. Bo nie ma nic gorszego niż postawa "mój jeden głos nic nie znaczy". Jak tak pomyśli 10 milionów, robi się niezły tlum. Podpisuję się pod Kopacz i PO. Przed każdymi wyborami robię tak, że szukam w necie programów partii i wybieram najmniejsze zło. W poprzednich wyborach głosowałam na kogoś, kto szans nie miał (dostali jakieś 2%), ale moje poglądy były im najbliższe. Lub na odwrót. Grunt to nie leżeć kołami do góry. Działać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brawo, Krusz! Masz 100% racji. 10 milionów pojedynczych, nic nieznaczących głosów to MOC!
      (Pamiętam, że wiszę Ci spowiedź książkową, nie bój nic).

      Usuń
    2. Musisz poruszać takie tematy? No dobrze ,wiem, że musisz ale się zdenerwowałam.To jest temat,który staram się chyba wypierać bo czuję się winna ,że też dwukrotnie głosowałam na PO. Za drugim razem jako mniejsze zło .Ale teraz nie wiem bo lewicy nie chcę (ja jestem z czasów PRL-u) i najbardziej korci mnie ,żeby pójść oczywiście ale oddać nieważny głos.Tylko jak to zrobić ,żeby to towarzystwo wzajemnej adoracji -mam na myśli w zasadzie wszystkie opcje polityczne-zrozumiało,że to protest przeciwko takiej polityce? Może skrzykniemy się w internecie?

      Usuń
    3. Ale ja nie oddam nieważnego głosu, bo to bez sensu. A jeśli odrzuca Cię lewica z uwagi na PRL-owskie korzenie, to zważ, które partie głoszą dziś teorie socjalistyczne (prawie nie podpowiadam, że głównie PiS).

      Usuń
    4. Ależ mnie nie chodzi o teorie socjalistyczne tylko o ludzi lewicy-w dużej mierze tych samych, co za czasów PRL. Jakoś nie wierzę ,że się zmienili.

      Usuń
    5. To można powiedzieć o każdym przy korycie. (Nie, żebym broniła akurat tej grupy).

      Usuń
  4. I znów będę głosować na SLD...

    OdpowiedzUsuń