1923
Zupa miała być!
Na początek napiszę, żeby się nie zniechęcać od razu. To jest zupa dziwnych zestawień, ale efekt uzyskuje się naprawdę zadowalający. Przepis ściągnęłam przed laty z Makłowicza. Niestety nie podam Wam żadnych ilości, bo ja wszystko w kuchni odmierzam ręką. Zresztą sądzę, że w taki sposób najlepiej dopasowuje się smak pod własne potrzeby.
To lecimy.
FRANCUSKA ZUPA BABSKA
Otwieramy butelkę białego wina i nalewamy sobie kieliszek.
Por(y) myjemy i kroimy w plasterki. W trakcie gotowania trochę się rozpadnie, ale pamiętajcie, że to jest szybka zupa, więc nie ma żadnego grzania godzinami. W związku z powyższym ja kroję cieniutko. Pamiętamy, żeby po umyciu rąk napić się wina.
Kiedy już pokroimy, rzucamy do gara na rozgrzane masło, dolewany odrobinkę wody, żeby nam nie przywarło i zajmujemy się ziemniakiem (lub ziemniakami). Obieramy i surowy/e kroimy w talarki. I znów - ja kroję cienko, ale z gustami się nie dyskutuje.
No to łyczek z kieliszka.
W tym czasie por już się nam ładnie zrumieni (proponuję nie robić z niego skwarka - coś pomiędzy zeszkleniem, a minimalnym przyrumienieniem), więc talarkowe ziemniaczki myk do gara. Solimy, pieprzymy, dodajemy gałki muszkatołowej i zalewamy mlekiem. Zarówno ilość gałki, jak i mleka należy dobrać samodzielnie. Są osoby, które lubią intensywny smak przypraw i są takie, które wolą zaledwie sugestię. To samo z gęstością zupy - może ktoś preferuje łyżkę na sztorc. Osobiście nie polecam bardzo rzadkiej, bo się smak zgubi i uzyskamy zupę mleczną z dziwnym nalotem.
Zupka nam się gotuje - uwaga, żeby nie wykipiała, to mleko jest! - więc nie stoimy bezczynnie. Najpierw dolewamy sobie wina, bo na pewno pierszy kieliszek świeci już pustkami. Pijemy. Potem bierzemy bułeczkę (całkiem nie od rzeczy jest bagietka) i smażymy sobie grzaneczki na maśle.
Można popijać winem podczas obracania.
Gdy grzanki są gotowe, nalewamy zupę do miseczek, na talerzyku układamy artystycznie grzanki, wyciągamy drugi kieliszek i jeszcze raz polewamy wina: chłopu po raz pierwszy, a nam... nie będziemy sobie wyliczać!
Zupa jest syta. U mnie po babskiej nie następuje żadne drugie danie. No, dobra - w ogóle rzadko jadamy dwa dania, ale po tej zupie to naprawdę nie trzeba. Można zrobić deser, bo białe wino pasuje też do łakoci. Żeby było oszczędniej, proponuję pić półwytrawne z lekką słodyczą. Będzie w sam raz do tego i do tego.
Smacznego.
Na początek napiszę, żeby się nie zniechęcać od razu. To jest zupa dziwnych zestawień, ale efekt uzyskuje się naprawdę zadowalający. Przepis ściągnęłam przed laty z Makłowicza. Niestety nie podam Wam żadnych ilości, bo ja wszystko w kuchni odmierzam ręką. Zresztą sądzę, że w taki sposób najlepiej dopasowuje się smak pod własne potrzeby.
To lecimy.
FRANCUSKA ZUPA BABSKA
Otwieramy butelkę białego wina i nalewamy sobie kieliszek.
Por(y) myjemy i kroimy w plasterki. W trakcie gotowania trochę się rozpadnie, ale pamiętajcie, że to jest szybka zupa, więc nie ma żadnego grzania godzinami. W związku z powyższym ja kroję cieniutko. Pamiętamy, żeby po umyciu rąk napić się wina.
Kiedy już pokroimy, rzucamy do gara na rozgrzane masło, dolewany odrobinkę wody, żeby nam nie przywarło i zajmujemy się ziemniakiem (lub ziemniakami). Obieramy i surowy/e kroimy w talarki. I znów - ja kroję cienko, ale z gustami się nie dyskutuje.
No to łyczek z kieliszka.
W tym czasie por już się nam ładnie zrumieni (proponuję nie robić z niego skwarka - coś pomiędzy zeszkleniem, a minimalnym przyrumienieniem), więc talarkowe ziemniaczki myk do gara. Solimy, pieprzymy, dodajemy gałki muszkatołowej i zalewamy mlekiem. Zarówno ilość gałki, jak i mleka należy dobrać samodzielnie. Są osoby, które lubią intensywny smak przypraw i są takie, które wolą zaledwie sugestię. To samo z gęstością zupy - może ktoś preferuje łyżkę na sztorc. Osobiście nie polecam bardzo rzadkiej, bo się smak zgubi i uzyskamy zupę mleczną z dziwnym nalotem.
Zupka nam się gotuje - uwaga, żeby nie wykipiała, to mleko jest! - więc nie stoimy bezczynnie. Najpierw dolewamy sobie wina, bo na pewno pierszy kieliszek świeci już pustkami. Pijemy. Potem bierzemy bułeczkę (całkiem nie od rzeczy jest bagietka) i smażymy sobie grzaneczki na maśle.
Można popijać winem podczas obracania.
Gdy grzanki są gotowe, nalewamy zupę do miseczek, na talerzyku układamy artystycznie grzanki, wyciągamy drugi kieliszek i jeszcze raz polewamy wina: chłopu po raz pierwszy, a nam... nie będziemy sobie wyliczać!
Zupa jest syta. U mnie po babskiej nie następuje żadne drugie danie. No, dobra - w ogóle rzadko jadamy dwa dania, ale po tej zupie to naprawdę nie trzeba. Można zrobić deser, bo białe wino pasuje też do łakoci. Żeby było oszczędniej, proponuję pić półwytrawne z lekką słodyczą. Będzie w sam raz do tego i do tego.
Smacznego.
![]() |
Zdjęcie rąbnęłam z internetów, bo sama nie umiem. |
Czy używamy tylko części jasnych pora?
OdpowiedzUsuńWiedziałam! Wiedziałam, że coś takiego się pojawi! Nie mam pojęcia, co jest w oryginalnym przepisie. Moje podejście do kuchni jest dość luźne - idę tam, gdzie mnie melanż poniesie. Liście są twarde, nie? Ale ta jasnozielona część pora też ładnie się gotuje. Poradzę Ci: zrób jak uważasz :)
UsuńI takiej odpowiedzi oczekiwałam, bo nie lubię marnacji, zazwyczaj używam w całości i denerwujo mnie przepisy ,,użyj białej części pora"
OdpowiedzUsuń:)))
Ale z liśćmi?
UsuńNo z liśćmi jak ładne, czasem coś tam wykrawam,jak twarde, ale tych całkiem zielonych końcówek nie wywalam, siekam i zamrażam.
UsuńZazwyczaj wwalam do zup wszelakich,bywa ,ze zupę miksuję i spoko,a jak nie miksuję to wyławiam po ugotowaniu.
O, proszę. Jesteś bardzo gospodarna :)
UsuńRety, przeca to jest przepis na moją zapiekankę!! Łącznie z ziemniakami w talarkach i gałką muszkatołową, tylko zamiast mleka dodaje się śmietany i wszystko zapieka. No ale nie ma najważniejszego składnika, białego wina. Zupa lepsza!
OdpowiedzUsuńIwona
Właśnie cały czas oczekiwałom, że w pewnym momencie trochę wina wyląduje w zupie. Zupie też się należy!!
UsuńZaskoczę Was, ale w zupie odradzam. Natomiast bezpośrednio do żołądka... polecam serdecznie :)
Usuńse zrobię lubię takie szybkie gorące zupy , a teraz ku temu czas !
OdpowiedzUsuńLubię odkrywac nietypowe połączenia. Zwykle pierwsza próba jest testem przydatności. Jeśli coś chwyci, to zostaje w jadłospisie na stałe. Rekomendacja dla babskiej niech będzie, że się dziecko dopomina (aczkolwiek moje dziecko też dziwok, nie wyrodziła się).
UsuńJedna z moich trzech stałych zup (rzadko robię). Nie wiedziałam o Makłowiczu, ja leję bulion (kostka) i mleko, mniej więcej pół na pół . Wszyscy lubią. Ale nie znałam tego myku z winem! To dopiero pychota! Tyle lat straconych! Teraz już zawsze będę wg. twojego przepisu robiła.Bardzo, bardzo dziękuję :).
OdpowiedzUsuńZdradzę Ci, że ten myk z winem to można stosować do wszystkich potraw. Natentychmiast zapodam kolejną notkę mnemotechniczną.
UsuńNo tak, tak, ale nie wszędzie tak idealnie pasuje. A dobry przepis jest dobrym przepisem.
UsuńProszę mi tu nie siać defetyzmu. WSZĘDZIE idealnie pasuje :D
UsuńNie no przepis super tylko ten pierwszy najwazniejszy skladnik mi wadzi.
OdpowiedzUsuńZapisze go i za jakis rok dopiero sprawdze.
Tymczasem sprawdź smak zupy bez Pomocnika w Gotowaniu ;)
UsuńBrzmi dziwnie, mleko i pory. Ale skoro piszesz, że pyszna to spróbuję. Ostatnio robiłam zupę dyniową. Pychota! Też miałam opory, ale kiedyś ktoś mnie poczęstował i przekonałam się.
OdpowiedzUsuńPrzez całą notkę spodziewałam się, że białe wino w końcu wyląduję w zupie, choć odrobina :D
Nie pasuje wymieszane z zupą, chyba że w żołądku ;)
UsuńPrzepraszam! Przepraszam! Przepraszam!
OdpowiedzUsuńUkradłam - skopiowałam, i wydrukowałam, i powiesiłam na tablicy w zakładzie, moim "babom" na uciechę! I proszę mnie więcej nie kusić do grzechu!
Nadal z wyrazami uwielbienia
Czworolist
Na zdrowie wszystkim "babom" :))) Można na dole zamieścić odręczny dopisek, że je pozdrawiam.
UsuńDzięki Cthulhu za internety! Jako że rodzina wybyła, postanowiłam wdrożyć testy i wykonałam (modyfikując przepis o tyle, że białe pijam rzadko, a czerwonego jak na złość nie ma w domu). Jakie to dobre! (Już dziś nic więcej nie jem, bo mnie druga miska skusiła i czuję się okrągła jak piłka lekarska - i równie ociężała). Dziękuję za przepis, to jest pyszne.
OdpowiedzUsuńProszę uprzejmie. Zajrzyj do pierogów z soczewicą. O ile o babskiej powiedziałabym "lubię", o tyle o tych pierogach nic nie mówię, tylko niemrawymi gestami usiłuję przywołac położną...
UsuńSoczewicowe kiedyś zrobiłam, ale podłe wyszły bardzo średnio, następnym razem pójdę za twoim przepisem (chciałam napisać "przewodem", ale się zastopowałam w połowie zwrotki).
OdpowiedzUsuńNiedoszła teściowa robiła coś przepysznego - pierogi z kaszy gryczanej, ale nigdy jej nie widziałam przy fazie pośredniej pracy, zawsze tylko efekt, i jaki on był dobry, o jaki... (A teraz z przyczyn wiadomych kontaktu nie ma i głupio po ekhmnastu latach zacząć poszukiwania względnie stanąć na progu jak ta Genowefa Pompke i zagaić, że przyszłam na pierożki.)
Zapomniałam o gryczanych! Cicho, bo się dziecko kapnie!!!
UsuńZ gryczaną uwielbiam też gołąbki - zamiast mięsa występuje grzybek, może być pieczarka.
Mięso mamy w zdecydowanym odwodzie.
padłam :))) jeden z lepszych przepisów jakie czytałam :)))
OdpowiedzUsuńimbirella
Wierzę, że wprowadzisz w czyn! Smacznego :)
Usuń