7 września 2014

1891

Ból w części lewej człowieka obudził mnie o 6:00. W niedzielę.

Postanowiłam to zlekceważyć. Do 9:00. Udało się.
Jednak trzy godziny później lekceważenie szło mi już słabo. Wstawanie też. Dowlokłam się do kuchni, zjadłam kawałek tzw. byleca, żeby w spokoju ducha poprawić Ketonalem Forte. Pięć minut później okazało się, że nie mamy nic miejscowego, więc trzeba wyleźć z domu, celem nabycia smarowidła.
Przy okazji kupiliśmy też produkty spożywcze. I pastę do zębów, co se będziemy żałować. Jak szaleć, to szaleć.

Podsumowując: dwa Ketonale Forte, dwukrotne smarowanie Voltarenem, alkohol (nie łączy się środków przeciwbólowych z alkoholem, ale alkohol mi robi) i odrobina samozaparcia czynią cuda. Na marginesie - miodowa whisky jest super. Ja Wam to mówię, a nie pijam whisky, bo nie lubię.

Pomijając ser żółty i metrowe kabanosy, pragnę PT Czytelnikom zaprezentować obrazek, jaki zastaliśmy na parkingu przed sklepem.


- Pokaż mu cycki - zaproponowałam Prezesowi. - Za dwa cycki możesz się załapać nawet na dwa ciastka.
- Ja?! - zapytał głupawo.
- A tu stoi, że trzeba być kobietą? - zdziwiłam się uprzejmie.

Od razu tłumaczę się z numeru rejestracyjnego, który nie został zasłonięty. Otóż sądzę, że głupotę należy nagradzać. Gdyby ktoś chciał kupić ten samochód (miał kartkę, że jest na sprzedaż), informuję, że ma OC w Hestii i pochodzi z roku 1995. Jeśli nie potraficie znaleźć takich informacji w internetach, to służę nawet numerem polisy.

Przy okazji: mamy ciąg dalszy przygód mojej krzyczącej mamusi na hiszpańskiej ziemi. Wyobraźcie sobie, że wraz z rezydentką udała się do banku, będącego właścicielem bankomatu, z którego wyciągała (bez efektu zresztą) pieniądze. Pan bankowy machnął jej przed nosem jakimś karteluszkiem i stwierdził, żeby się odwaliła, bo transakcja nie doszła do skutku i pieniądze są na koncie. Na tę okoliczność mamusia oczywiście mnie obtańcowała, gdyż śmiałam mieć zdanie przeciwne. A co ja tam mogę wiedzieć w zderzeniu z Panem Z Banku. I co? I wała! Bank transakcję rozliczył jako prawidłową.

W zasadzie przez chwilę się wahałam, czyby jej nie nauczyć pokory, ale potem mi się przypomniało, że matka jest tylko jedna, nawet jeśli wkurwiająca. Skontaktowałam się z bankiem, naprostowałam kilka spraw, złożyłam reklamację na kwotę, wynikającą z przeliczenia oraz pobraną prowizję. I zadzwoniłam do tej mojej matki, żeby spróbowała ów magiczny karteluszek wyciągnąć siłą z Pana Z Banku (za pomocą rezydentki). Zmiękła.
- Dziękuję ci, że się tym zajmujesz - powiedziała nieomal czule.
- Nie ma sprawy, mamo - odparłam.
Przecież wiem, że to ponad 1/5 jej emerytury. No i nie ma co się nadymać. Kto tam wie, co nam jeszcze pisane. I ile - przede wszystkim. W końcu to moja mama, choć czasem mogłabym zatłuc złotem, mirrą i kadzidłem. Nie dlatego, że bywa upierdliwa, tylko dlatego, że mało w niej wiary. Nikt jej nie kocha tak, jak ja. Zamierzam rzecz przypomnieć po hiszpańskich wojażach.

Z uwagi na fakt, iż że nie posiadam guzów na tarczycy, rano ruszam na podbój laboratoriumu. Zrobię sobie kawę do kubka termicznego i lepiej, żebym go nie zapomniała zabrać. Gdyż jutro wraca Szef. I bez kawy nie razbieriosz.

6 komentarzy:

  1. A w środę mocno trzymaj kciuki, bo będę na negocjacjach w Tarnowskich Górach. Bardzo tego zlecenia potrzebuję :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja tam się rozbieram do wódki, dlatego wódki nie piję:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wódka jest podła w smaku i to nie ma nic wspólnego z rozbieraniem.

      Usuń
  3. Też widziałam takie durne naklejki na samochodach.
    Pozytywnego zakończenia hiszpańskich perypetii.
    Udanego dnia i tygodnia!


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję i odsyłam wzajemnie. Stosownie wzmocnione :)

      Usuń