24 października 2014

1959

Pojechałyśmy dziś z mamą do Caritasu, bo tam znaleźli schronienie ludzie z zawalonej po wybuchu gazu kamienicy. Zawiozłyśmy jakieś ciepłe ciuchy, oni goli zostali - straszne. Podobno prezydent miasta obiecał każdej z rodzin mieszkanie zastępcze i 5.000 zł bezzwrotnej zapomogi. Obawiam się, że to pomoc wyłącznie dla tych, którzy mieli mieszkania komunalne, przecież nie dadzą lokali tym od własnościowych, a tam była wspólnota mieszkaniowa z przewagą wykupionych. No i te 5.000 - oczywiście doceniam, że choć tyle, ale co ci ludzie mają zrobić z taką kwotą?

Straszne to wszystko. Wyobraźcie sobie, że stoicie o 5:00 rano w piżamach na ulicy i nie macie NIC. Dobrze, że choć z życiem udało Wam się ujść. Nie macie dokąd pójść, czym umyć zębów, majtek na zmianę, dokumentów. Pewnie się cieszycie, że obok stoją dzieci, bo mogłyby nie stać. Serce się kraje, przecież nie zawiniliście, żyjecie jak wszyscy - chodzicie do pracy, kupujecie bułki w piekarni na rogu, myślicie, czy uda się na najbliższe wakacje uzbierać trochę forsy, żeby gdzieś wyjechać. Spłonęły Wam zdjęcia po dziadkach - jedyne pamiątki, które łączyły Was z tamtym, dawnym światem. I jesteście skazani na czyjąś łaskę, przecież sami sobie nie poradzicie.

To ustawia do pionu.
Życie jest cholernie kruche.
Wszystko jest cholernie kruche i może się skończyć w każdej chwili. I nic nie będziemy mogli zrobić.
Trzeba się cieszyć z DZIŚ, bo tylko to jest nasze. Tylko ta jedna, ulotna chwila, która zaraz minie. Jutro nie istnieje, a wczoraj przepadło.

Dużo ostatnio myślę o nietrwałości, ulotności i tym, że nie mamy pojęcia, co nas czeka, a psujemy sobie jedyny dostępny czas mową, uczynkiem i zaniedbaniem. Oraz myślą. Nie chcę zapamiętać, że zamiast przytulić bliskich i powiedzieć im, że ich kocham, jacy są dla mnie ważni - darłam się jak idiotka, że znów ktoś porozsiewał brudne skorupy po całej chałupie zamiast włożyć je do zmywarki. Może to ostatnie, co ode mnie usłyszą albo ostatnie, co ja do nich powiem? Słabo.

To ja już, panie tego, wolę się cieszyć, że mnie dziecko wygnało z mojego kuchennego stołeczka, bo sprząta. I że się przeniosłam z komputerem do sypialni, więc całe towarzystwo pogalopowało za mną, zajęło pół łóżka i otwarło myjnię.


Świat jest taki fajny, a ja przecież mam już z górki, to muszę szanować sobie każdą chwilę. Nie, nie muszę. Chcę. Nic już nie będzie takie samo, nic się nie powtórzy. Głupio by było przegapić.

34 komentarze:

  1. A ja wczoraj, kiedy tylko usłyszałam o tym nieszczęściu, pomyślałam: "Rety, żeby to tylko nie było mieszkanie rodziców Łoterloo..." Straszne po prostu, straszne.

    Iwona

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moi rodzice na szczęście mieszkają kilka kilometrów dalej. Ale wzruszyłam się Twoją troską. Dziękuję.

      Usuń
  2. Mówiłam, że czasami machnąć ręką i podnieść te skarpetki :)
    Szkoda zdrowia i czasu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ skąd. Należy je omijać z daleka ;)))

      Usuń
  3. Patrzyłam rano z niedowierzaniem kompletnym, jak bardzo wszystko może runąć w kilka sekund (a już swoje lata mam kilka katastrof, nawet większego kalibru, widziałam, ale ciągle na nowo uczę się tej lekcji ulotności, niestałości)... A potem pokazali jakąś panią, która płakała, bo jej te zgliszcza na samochód upadły, eee.. to tylko samochód, pewnie nawet ubezpieczony, nad czym szlochasz głupia...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie oceniajmy. A może właśnie nieubezpieczony, bo nie miała na to kasy, ale za to stanowiący jedyne źródło utrzymania tej pani? To nie tragedia? Też tragedia.

      Usuń
    2. z pewnością, ale zawsze trzeba spróbować patrzeć z odpowiednią perspektywą - tam zginęli ludzie, tam zostali ranni, tam stracili cały dorobek życia...

      Usuń
    3. Patrzeć z odpowiedniej perspektywy to również nie oceniać zachowania ludzi, będących w szoku po tragedii. Każda z tych osób coś straciła, każdej należy się współczucie, wsparcie i zrozumienie.

      Usuń
  4. Wszystko to tragedia,nie ma co licytować,trauma do końca życia. Strach,ze może się powtórzyć.
    Tak jak piszesz,ja o tym myślałam całą wczorajszą noc, mysląc,co ja bym zrobila, już raz małą próbkęm ielismy,podczas powodzi, nam na szczescie mieszkania nie zalało,bo wyżej mieszkamy,ale mieszkalismy miesiąc u ciotki.
    A tak nagle stracic wszystko! Trudne do wyobrażenia co wtedy mozan czuć,jakim się jest załamanym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wciąż nie mogę tego ogarnąć. Położyli się spać wieczorem, a kiedy się obudzili, cały ich świat leżał w gruzach. Przeraża mnie coś takiego. Gdzie się człowiek ma czuć bezpiecznie, jeśli nie we własnym domu?!

      Usuń
  5. A najgorsze jest to,że są ludzie,którzy w takich sytuacjach chcą się dzielić z innymi -swetrem z dziurą na łokciu, spódnicą z tłusta plamą, płaszczem z obgryzioną przez psa podzszewką . . .. i uważają ,że czynią dobro!!!!!!!!!!!!! Jak nie mam NIC - to bym chociaż sweter chciała mieć cały :( Pozdrawiam, Dorota S

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, niestety. Ja nie wchodziłam do środka, bo nie było gdzie stanąć i przyparkowałam na chodniku, "na dziko", ale mama mi mówiła, że niektórzy ludzie tam sterczą, wyraźnie oczekując podziękowań...

      Usuń
    2. I niech czekają do usranej dupy . . . .na medal z kartofla. Ja z daleka pisze- Szczecin , ale w bólu się łącze . . .

      Usuń
  6. To jest przerażające. I zaraz człowiek zdaje sobie sprawę, jak gównianie wyglądają nasze codzienne problemy i ile są warte animozje, pogrywki i usiłowania. Na chwilę wychodzi na wierzch to, co uczyniłoby nas szczęśliwszymi i lepszymi: radość z tego co jest i skłonność do bezinteresownych działań. Niestety jutro, pojutrze wrócimy do normy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cenię i tę chwilę przejaśnień. A nuż zaskoczy taka refleksja w najmniej spodziewanych okolicznościach? A nuż dzięki temu ktoś komuś życie uratuje? Ja, rozumiesz, staram się trzymać jasnych stron.

      Usuń
  7. zastanawia mnie jedno. nikt z mieszkańców nie mówi o sąsiadach, którzy zginęli. w żadnej wypowiedzi nie słyszałam uwagi typu "ale my żyjemy". tak jakby ci ludzie zginęli w innej galaktyce, a nie zasypało rodziny sąsiadów - dwójki (najpewniej sympatycznych) młodych osób z małym synkiem. co to jest? taka manipulacja wypowiedziami, bezduszność czy wyparcie? bo ja nie potrafiła bym się pozbierać z tych śmierci bardziej niż z utraty własnego "dorobku" /pewnie dlatego, że dorobek zdarzyło mi się już tracić i nadal żyję. "dorobek" daje się odtworzyć, a zdjęcia i dokumenty "po dziadkach"/ale i pracowe/ od tego czasu digitalizuję i wysłałam do sieci.../. ola

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie umiem Ci odpowiedzieć, bo obie tego nie wiemy. Może to jest tak, że bardziej boli własny, przecięty nożem palec niż czyjaś urwana granatem ręka? Może media manipulują wypowiedziami? Może ludzie nawet boją się tym myśleć? A może myślą, ale nie wiedzą, jak to ubrać w słowa? Może w końcu bardziej zajmuje człowieka życie, bo się toczy, niż śmierć, bo zamyka?
      W sumie to nawet sytuacja mi odpowiada. Wiele razy patrzyłam, jak medialne hieny wiszą nad umierającymi, oczekując ostatniego tchnienia, by móc napisać osiemdziesiątką na stronie tytułowej UMARŁ! I MY WIEDZIELIŚMY TO PIERWSI!!!

      Nie ferowałabym żadnych wyroków, bo np. moi rodzice, otwierając mi w piątek drzwi, przed "dzień dobry" powiedzieli: Wiesz już, że ich znaleźli? Cała trójka zginęła, tacy młodzi ludzie...
      Na pewno nie są w tym myśleniu osamotnieni. Lecz, choć trzeba na chwilę zatrzymać się w ciszy, musimy żyć dalej. A życie polega na hałasie.

      Usuń
    2. Weszłam na fejsa i znalazłam podpowiedź: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/szok-i-spor-dziennikarzy-po-agenturalnej-teorii-ewy-stankiewicz-o-smierci-brygidy-i-dariusza-kmiecikow . A my rozmawiamy kulturalnie o przyczynach milczenia sąsiadów...

      Usuń
    3. Eh, rzeczywiście, sąsiedzi milczą (lub są wymilczani), choćby dlatego, że media i tak wymyślą za nich różne, lepsze, i do tego nawet te niemożliwe, reakcje. Lubię żyć w świecie poza mediami. Tam żyją ludzie i mają uczucia. A co do życia to polega ono raczej na ruchu, niż na hałasie ;) Zupełnie dobrze można przeżyć życie w ciszy i spokoju. Ola

      Usuń
    4. Stań w centrum dużego miasta. Nawet w nocy nie jest cicho.
      Właśnie usiłuję wyprowadzić się na wieś, żeby żyć wg Twoich wskazówek :))))

      Usuń
  8. Żeby żyć na wsi, czy mieszkać na wsi? To są dwa zupełnie różne światy?
    Czworolist

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam! Drugie zdanie absolutnie nie jest pytające. Ja Wam to mówię!
      Czworolist

      Usuń
    2. Myślę o czymś w rodzaju sypialni, a nie wsi z krwi i kości, wokół rolnicy i masz co niedzielę. Pociąga mnie cisza.

      Usuń
  9. Aaaaa.....Taka miejska wieś? Istotnie, jest na niej ciszej niż na wiejskiej wsi, sprawdziłam osobiście, rozkoszując się ciszą u przyjaciół na obrzeżach Poznania. U mnie tak cicho nie jest.
    Msza co niedziele to za często, czy za rzadko? Bo zasadniczo są codziennie - tam, gdzie jest kościół. U mnie nie ma. Nie ma sklepu. Wielu rzeczy nie ma, ale i tak się nie zamienię, to mowy nie ma!
    Czworolist

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czworolist, czy Ty bywasz u mnie na miejskich krańcach wschodnich o charakterze leśno-jeziornym? :)

      Usuń
    2. Msza mi nie przeszkadza, jeśli nie włazi do domu w parze z księdzem dobrodziejem, bo świnią poszczuję.
      No, chyba że byłby to Adam Boniecki. Wtedy... mam ciasto!

      Usuń
    3. Z geografii to ja jestem noga. To jest osiedle w okolicach Czechosłowackiej. Czworolist

      Usuń
    4. Ja jestem z zachodu, więc w Twoje tereny zajeżdżam rzadko, bo kto o zdrowym rozumie pchałby się przez Poznań w dzień powszedni bez pistoletu przystawionego do skroni. A objazd szybkobieżnymi trasami nie jest na moje upośledzenie geograficzno-orientacyjno-terenowe.
      Czworolist
      Służę mężowi jako pilot na wyjazdach za granicę, rzadkich niestety, i za każdym razem zwiedzamy "większy kawałek świata"

      Usuń
    5. PS. Z zachodu Polski.
      Czworolist

      Usuń
  10. Cisza i spokój na wsi to względne pojęcie.Wiem już ,że w domku na obrzeżach bywa jeszcze gorzej,gdzie sąsiad za siatką potrafi być wielkim upierdliwym wrzodem na dupie.
    To jednak wieś z mszą jakoś obleci, byleby z dala od dzwonów i z sąsiadów:))))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A za drzwiami w budynku wielorodzinnym to nie masz wrzoda? Pf.

      Usuń