31 października 2014

1970

Kolejną notkę kocią (to chyba trochę potrwa) dedykuję towarzyszce

ODWODNIK,

która z nieznanych przyczyn zaczęła się również pojawiać jako er-er. Mnie nie nabierze, przecież widzę, kto jest na zdjęciu, hehe.

Jadę teraz z rodzicami do Bielska na groby, więc tylko opis naszej wyprawy i wylot.
Korki były jak jasna cholera, do Bełchatowa jechaliśmy trzy godziny. Myślałam, że mi tyłek odpadnie. Ciemno się robi wcześnie, więc zgubiliśmy się w osiedlu, ale koniec języka za przewodnika i jakoś to było. W mieszkaniu przywitało nas... srylion kotów archangielskich, nie policzyłam, bo się ciągle ruszały. Do tego dwie panie, mama i córka, oraz osoba ośmiomiesięczna płci żeńskiej, bardzo kontaktowa i samodzielna. Ogólnie wrażenie, jak się spodziewałam, bardzo pozytywne. Koty nie były oddzielone od strefy życia, zajmowały wszystkie meble, wyglądały na bardzo zadowolone i zadbane. Tylko jakaś nieznana część tkwiła w izolacji i sądzę, że były to kocury kryjące.

Wizyta przebiegła gładko, choć Prezes musiał mnie saperką odspawać od podłogi, gdzie spędzałam czas bawiąc się z nieprzeliczoną rzeszą radosnych kociąt, kotek oraz kocurów, stanowiących nowy nabytek. Jeden to nawet postanowił się z nami zabrać, oblazł mnie w momencie i o mało nie pękł od mruczenia. Wybitnie był śmieszny - nieduży, drobnej budowy i wyłupiasty.

Mama Cześka to malusieńka koteczka, wielkości naszego niespełna pięciomiesięcznego pupilka. To był jej pierwszy miot. Na koniec wizyty pani przyniosła nam pokazać tatusia i to mnie położyło na łopatki. Ogólnie koty archangielskie, jak to ruski, są drobnej budowy i nieduże. Natomiast ten... BYK. I przy tym tak pięknie umaszczony oraz z taka sierścią, że szok. Pani śmiała się, że nie maja drugiego takiego kocura i nigdy czegoś w tym stylu nie widziała.

Podpisaliśmy umowę, dostaliśmy dokumenty, uiściliśmy z bólem serca, obiecaliśmy systematyczne relacje i ruszyliśmy w drogę powrotną, z której słałam do pani MMSy, a ona dzwoniła, żeby zapytać, jak jest i co sobie jeszcze przypomniała na temat życia kotka. To tylko polepszało jej wizerunek - widać, że nie są obojętni na los swoich kociąt.

Przyjazd do domu to materiał na osobna notkę, więc spróbuję wieczorem. Rodzice nic nie wiedzą o tej adopcji i chcemy ich jeszcze ściągnąć na kawę, więc obiecuję, że się POSTARAM, ale nie, że dam radę. Trzymajcie się i zaglądajcie.
W drogę.

PS Nie, nie zostawiam kotów samych. Prezes pracuje w domu. Spokojnie.

12 komentarzy:

  1. Dziękuję Ci kochana:)
    No i nie z nieznanych przyczyn tylko z powodu założenia bloga filmowego przecież. Jest to moje świeżutkie dziecko, jeszcze w powijakach, ale jak urośnie to ho, ho! www.zyciemaseans.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ ja wiem, skąd wzięło się to konto! Nieznane są przyczyny posługiwania się tym podpisem!
      Albo wiem - chcesz sprawić wrażenie, że mam więcej czytelników :)

      Usuń
  2. Przyznac sie? Nie przyznac? Piata notka liczac od tej - rezerwacja ;-)

    Wyobrazilam sobie, ze wasze koty wlasnie czekaja zebyscie wszyscy w cholere wyszli z domu. Wyjma wtedy zakaski, wodke, karty, pizze zamowia, event na fb zaloza, znajomych z dzielni sprosza i urzadza Czeskowi impreze powitalna. A co moga zrobic, gdy im ciagle patrzycie na lapy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, fakt - jesteśmy koszmarnie nadopiekuńczymi rodzicami.
      Zarezerwowane!

      Usuń
  3. jeny no ! W życiu, ale to w życiu bym nie pomyślała, że mnie będą fascynować losy samca o imieniu Czesław, na dodatek gówniarza! Jaki on jest piękny no !!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I do tego całkowicie nie ludzkiego samca! :)

      Usuń
  4. Zanosi się piękny dzień na zwiedzanie grobów :)

    Jesteś niezawodna i zdjęcia znalazłam :) Co prawda Czesiek wygląda na nich jakby usilnie próbował przespać tę turbulencje w postaci przeprowadzki, ale ma do tego prawo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Było mu niedobrze i rozsądnie próbował. Pierwszy raz jechał samochodem, biedak. Był NIEZWYKLE zdyscyplinowany.

      Usuń
  5. Zyję przez ciebie w ciągłym napięciu i jak popadnę w alkoholizm to wina będzie twoja. Czesiek absolutnie wspaniały jest. Mój małżonek zastanawia się czy aby nie zablokować mi ciebie bo nie zgadza się na kolejne zwierze a czuje cos przez skórę podobno.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dom bez kolejnego zwierzęcia jest bez sensu ;)

      (No i dostałam bana - macham Mężu kończyną).

      Usuń
  6. Zachowuję się podobnie w domach pełnych kotów;) i od razu mam ochotę przeczesać internet w celu znalezienia kolejnego ogona;)

    OdpowiedzUsuń