25 października 2014

1961

Urlop w miłej atmosferze i kotlety drobiowe. Z sałatą.
Wyrzuciłam pięć par butów. Następnych pięć przygotowałam do zawiezienia do szewca. W szafie nie widać różnicy.
I  ugotowałam kompot. Kompot, wyobraźcie sobie!
Obejrzałam też film o wampirach. Nic specjalnego we mnie po nim nie zostało.

W ogóle mam teraz taki problem, że się na filmach nudzę. Musi mnie wciągnąć i to szybko, bo inaczej nie jestem w stanie oglądać. Z drugiej strony - wciągają najczęściej filmy mało i średnio ambitne. Wiecie, jakieś nawalanki i ajlowju. A po nich nic we mnie nie zostaje. Tymczasem dzieła ambitne straszliwie mnie nużą, bruzda nie ogarnia. I co tu, panie, wybrać?

Ostatnio na tapecie zaistniał "Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął". Przyjemny, ale na raty oglądałam. Nie sądzę, żeby to coś z filmem, raczej ze mną. Zwoje mi się przepaliły czy co? A już jak film nakręcono przed rokiem '90, to jakaś klapka mi w mózgu klapie od strzału. Są na to jakieś tabletki? Tabletki się łatwo łyka.

Jutro grzybowa.

18 komentarzy:

  1. Ha, a z małżonem idziemy dzisiaj na "Bogów ". Zorientowaliśmy się albowiem, że dziś jest rocznica ślubu. Pierwszego, bo mamy dwa w istotnym odstępie czasowym. "Stulatka " też chciałam zobaczyć. Mówisz, że na raty? To ze mną by tak samo było :-)
    To pisałam ja z kotletami mielonymi i pomidorową.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mielone były wczoraj. Z mizerią.
      Nie, żeby jakaś mizeria. Choć.. dziecko się buntowało, że nie ma ziemniaków. Więc jednak mizeria.
      Idę szukać nieobejrzanej serii "Rządu". Widziałaś? Jeśli nie, Dzieciowo będzie zaniedbane...

      Usuń
  2. Ja mam wspomnianego stulatka w formie audio, w interpretacji pana Artura Barcisia. Słucham go sobie przed snem, szybko zasypiam, a potem moja podświadomość wyłapuje jakieś dziwne skrawki historii i do dzisiaj nie kumam o co kaman. Jest żwawy dziadzio, stacja autobusowa, ukradziona walizka, zamknięty w chłodni facet, a potem - przeskok - car i jajka Faberge. Niezrażona startuję co wieczór od początku, szybko zasypiam, a potem moja podświadomość wyłapuje jakieś dziwne skrawki historii... :-)

    Iwona

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dobrze Ci podświadomość podpowiada, bo to jajko jest jego wspomnieniem z dzieciństwa :)

      Usuń
  3. Ja tak mam z filmami od...20 lat chyba;/ w zasadzie już prawie nie próbuję oglądać:(

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja też nawalanki oglądam. Co się uśmieję, to moje. Oraz "Stop, Drogówkę" na Ipli. Na "Bogów" bym poszło, ale nie mam z kim.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie lubię do kina, bo mnie ludzie wkurwiają.

      Usuń
    2. Nielot, w Manufakturze wpuszczają pojedynczych, ja idę w środę. Ewa

      Usuń
    3. O, żesz ty! O czym jest ten komentarz?!
      Hahaha!

      Usuń
    4. Droga Waterloo, rozwijam zatem myśl. W Manufakturze w Łodzi jest kino, w którym grają Bogów. Nielot jest z Pabianic - to blisko Łodzi. Mogłaby zatem udać się do kina samotnie, jako i ja chadzam od 20 lat.
      Hahaha!
      Ewa

      Usuń
    5. W Pabianicu tyż trzymamy takie małe kino. Ale ja nie lubię samo chodzić do kina. Na ludzi akurat jestem w miarę uodpornione, bo kino powoduje u mnie zawieszenie niewiary i ekran mnie wsysa.

      Usuń
    6. To cho ze mną w środę. Ewa

      Usuń
    7. I żyły długo, i szczęśliwie.
      Tak gdzieś mniej więcej do napisów końcowych.

      Usuń
  5. ta grzybowa to z suszonych ? z makaronem czy innym wynalazkiem ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ze świeżych, ale zawsze dorzucam kilka suszonych dla aromatu.
      Tym razem z makaronem, ale czasem robię zabielaną z lanym ciastem.

      Usuń
  6. Mnie były mąż nauczył chodzenia do kina samotnie i od 20 lat tak lubię. On zamiast na film gapił się w kinie na mnie i komentował moje reakcje. Czy państwo docenia, że go nie zabiłam tylko się rozwiodłam?

    OdpowiedzUsuń